Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

rowery / Fuji

Dystans całkowity:43384.11 km (w terenie 3863.88 km; 8.91%)
Czas w ruchu:2269:50
Średnia prędkość:17.01 km/h
Maksymalna prędkość:71.80 km/h
Suma podjazdów:262235 m
Liczba aktywności:720
Średnio na aktywność:60.26 km i 3h 25m
Więcej statystyk

Sezon jedenasty

  46.76  02:33
Zaczynamy! Wróciłem do Poznania i mimo deszczowej aury, wyskoczyłem pokręcić się chwilę. Jutro minie 10 lat, gdy zacząłem moje rowerowe przygody. Dzisiaj zacząłem jedenasty sezon. Opiszę dzisiejszy wyjazd i na koniec podsumuję miniony rok.
Mżyło, gdy ruszałem. Przynajmniej nie było śniegu, choć piach z solą zalegały na drogach. Pojechałem do centrum przez Junikowo. Zacząłem odkrywać ukończone inwestycje, ale też nowe, bo centrum strasznie rozkopali. Nie zauważyłem nawet znaków informujących o objazdach. Moja nieuwaga czy drogowców? Przez najbliższy rok będzie trzeba omijać Poznań szerokim łukiem. Nawet Rynek rozkopali. Mam nadzieję, że to wymiana tego okrutnego bruku w ramach budżetu obywatelskiego. Oby zrobili to jak na ul. Woźnej lub nawet lepiej.
Uciekłem przed dwiema mżawkami, ale złapała mnie trzecia – jeszcze zanim dotarłem na Cytadelę. Kupiłem kawę i spacerkiem przeczekałem najgorsze. Potem pojechałem na Sołacz i przez Grunwald, centrum i Rataje pojechałem Wartostradą, aby wrócić standardową trasą do domu. Po drodze widziałem kilka ukończonych inwestycji, ale też kilka źle zrobionych objazdów i nieprawidłowo oznaczonych dróg. W paru przypadkach istniało zagrożenie wypadkiem, zwłaszcza po zmroku. Poznań wciąż zniechęca.
Podsumowując rok 2021, był to mój najbardziej aktywny rowerowo sezon. Pobiłem nawet moją życiową podróż po Japonii. Przejechałem rekordowo ponad 15,2 tys. km, dodając rekordowe 249 wpisów (nie licząc zbiorczych, które tworzę, żeby nie zaśmiecać bloga każdym przejazdem do sklepu czy na dworzec). Rekordowym wpisem było 156,5 km z sakwami, choć rekord dnia to 186,2 km (podzielony na 2 wpisy). Najbardziej rowerowym miesiącem był czerwiec z niemal 2 tys. km. Większość czasu spędziłem w Poznaniu, kilka miesięcy na Lubelszczyźnie, a nawet – w odróżnieniu od zeszłego roku – dwiema nogami stanąłem za granicą. Po wielu przygodach kupiłem nowy rower wyprawowy.
Byłem na kilku wyprawach. Przejechałem Velo Dunajec, odkrywając Wiślaną Trasę Rowerową oraz Szlak wokół Tatr. Ten drugi jest o tyle interesujący, że kiedyś jechałem podobną trasą. Może warto tam wrócić? Drugą wyprawą były Kaszuby z Anią. Pierwsza taka w pełni niesamotna podróż. Na koniec wyprawa po szlaku wzdłuż Nysy i Odry. Najdłuższa wyprawa po Niemczech, podczas której prawie ukradziono mi rower. Z innych przykrych spraw miałem też jedną kolizję, po której musiałem wymienić koło. Policja nie postarała się odnaleźć sprawcy.
Wpadłem na pomysł spędzenia kilku pracowakacji (z angielskiego workation). Odwiedziłem Góry Sowie, Warszawę i Gdańsk. Trochę szkoda, że wpadłem tylko na te 3 pomysły, ale może kolejny rok będzie bardziej owocny. Poza tym byłem na kilku mikrowyprawach: lawendowej, holenderskiej, na Trasie Pojezierzy Zachodnich, na Starym Kolejowym Szlaku i w Roztoczańskim Parku Narodowym. Wśród jednodniowych wypraw godnych wspomnienia były: szlak Kolej na rower, szlaki Blue Velo i Trasa Pojezierzy Zachodnich, wizyta w Śnieżycowym Jarze, odkrycie ścieżki „Czahary”, odwiedziny Wodnego Dołu, zaliczanie wiaduktów na dawnej linii kolejowej, jesienna Puszcza Notecka czy kolejne ścieżki w Poleskim Parku Narodowym.
Wyjątkowo na ten rok nie mam żadnego planu. Główną przeszkodą jest koronawirus. Gdyby nie on, odświeżyłbym sporo starych pomysłów. Myślę jednak, że na pewno coś się na ten rok znajdzie.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Listopad 2021 (Fuji)

  10.41 
Krótkie przejazdy.
Kategoria kraje / Polska, rowery / Fuji

Jesienny Sołacz

  37.91  02:08
Miało padać, ale nie ufałem prognozie i wyszedłem dokończyć plan z wczoraj. Po kilku kilometrach zaczęło kropić, ale na szczęście szybko przestało i nie musiałem przerywać wycieczki.
W Lasku Marcelińskim nie ostało się prawie nic na drzewach. Zachodni klin zieleni nadal zwracał uwagę w kilku miejscach, ale to dopiero Park Sołacki mnie zachwycił. Nigdy w nim nie byłem, bo zawsze jechałem jego obrzeżem ze względu na zakaz jazdy rowerem po parku (chociaż prawie mnie potrącił jeden śmieć, który pędził tamtędy na rowerze). Jesień jeszcze stamtąd nie odeszła, więc przespacerowałem się po alejkach, sycąc się złotymi widokami. Potem jeszcze odwiedziłem Cytadelę i wróciłem do domu, bo chmury nie wyglądały najlepiej, a czasem też spadało parę kropel z nieba.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, terenowe, rowery / Fuji

Zdążyłem na deszcz

  14.01  00:50
Za oknem było mokro, gdy wstałem. Jeszcze we wczorajszej prognozie były przelotne opady, ale dzisiaj już było czysto. Mimo to leniwie wyszedłem późnym popołudniem, żeby upewnić się, że nie będzie padało i ulice trochę przeschną. Miałem plan objechania kilku parków. Ruszyłem na Dębinę, aby sfotografować kładkę po remoncie. Nowy beton jednak za mocno rzuca się w oczy.
Zaczęło mżyć, a potem padać wbrew prognozie. Skierowałem się do Szacht z nadzieją na kontynuowanie planu, ale wciąż ciepało, a w dodatku za późno wyszedłem i stwierdziłem, że nawet jeśli deszcz pozwoliłby zrobić więcej zdjęć, to nie zdążyłbym przed zmierzchem z całym planem. Wróciłem do domu, zająć się rowerami. W końcu kupiłem porządną pompkę, bo zawsze korzystałem z ręcznych albo publicznych, które niestety padają ofiarami debilów i wandali. Nie ma to jak własna.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Wieczorem z hamulcami

  16.77  00:56
Odebrałem mój gravel z serwisu i pojechałem na przejażdżkę po mieście. Znów mam hamulce, bo nawet nie wiem kiedy zużył się cały olej hamulcowy. Kropiło, więc nie jeździłem za długo.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Przegapiona jesień w WPN-ie

  44.16  02:50
Nie byłem w Wielkopolskim Parku Narodowym od sierpnia, a po wczoraj nie miałem siły na dalekie wojaże. Wyjątkowo wsiadłem na gravel, żeby nie męczyć się w piachu. Był bardzo ciepły dzień.
Pojechałem przez Szachty, odkrywając ścieżkę, na której jeszcze nigdy nie byłem. Dalej przez Luboń, pod stacją kolejową, też pierwszy raz w kierunku południowym, aż dojechałem do celu. Wielkopolski Park Narodowym nie wyglądał najlepiej. Spóźniłem się i tylko nieliczne drzewa wciąż miały jakieś liście. Jednak im jednak dalej na południe, tym drzew wciąż okrytych liśćmi było coraz więcej. Może jednak nie byłem tam za późno, ale w tym roku przegapiłem jesień w tym parku.
Przejechałem cały szlak do Puszczykowa i ruszyłem w kierunku Jezior. Tam znów postanowiłem odkryć szlak wzdłuż Jeziora Góreckiego, którym jeszcze nigdy nie podróżowałem. Jest tam zakaz jazdy rowerem, ale idiotów, którzy pędzili na złamanie karku nie brakowało. Pomijając tych ignorantów, było tam bardzo spokojnie, a do tego uroczo. Nie wiem, jak mocno przyczyniła się do tego jesień, ale przypominał mi Słowackie Pieniny. Ach, ile jeszcze pięknych miejsc wokół Poznania czeka na odkrycie?
Rozważałem jeszcze pokręcić się po parku, ale słońce było na tyle nisko, że uroki złotej jesieni skrywały się w cieniu drzew. Pojechałem prosto do domu zanim nastał zmierzch. Szkoda, że czas letni nie mógłby zostać na stałe.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, terenowe, Wielkopolski Park Narodowy, rowery / Fuji

Październik 2021 (Fuji)

  5.05 
Krótkie przejazdy.
Kategoria kraje / Polska, rowery / Fuji

Wolin – Stargard

  85.61  05:44
Było cieplej niż wczoraj, choć wietrznie. Przejechałem się po Wolinie, bo miałem mnóstwo czasu do otwarcia dzisiejszej głównej atrakcji – Centrum Słowian i Wikingów. Przespacerowałem się po tym skansenie, chłonąc odrobinę wiedzy z tablic informacyjnych. Widziałem również pracowników przebranych w stroje z epoki. W sklepiku zaopatrzyłem się w parę pyszności. Ciekawe miejsce.
Na mojej drodze pojawił się szlak nr 3, którym częściowo dostałem się wczoraj do Wolina. Było trochę asfaltu, a potem wjechałem na szutry na wałach otaczających Zalew Szczeciński. Nie wiem, czy legalnie, bo było mnóstwo sprzecznych znaków. Ktoś bezmyślnie je tam poustawiał. Niestety wiatr wiejący z południa był zbyt silny i zrezygnowałem z dalszej jazdy szlakiem, zjeżdżając do głównej drogi, z której mogłem dostać się do lasów. Niemal cała droga wojewódzka była w remoncie, więc jechało się ciężko. Ruch wahadłowy, dużo kurzu, korki. Nic przyjemnego. Za to lasy wręcz przeciwnie. Jechało się dużo wygodniej.
Minąłem drogę dla rowerów biegnącą po nasypie dawnej linii kolejowej. Gdybym nie zjechał ze szlaku wokół zalewu, z pewnością przejechałbym się nią, a tak nie było mi po drodze.
Kiedyś Goleniów zafascynował mnie kwitnącymi drzewami wiśni. Wtedy chyba byłem nieuważny, bo w Poznaniu widuję ich mnóstwo lub od tamtego czasu mnóstwo zostało posadzonych. Pokręciłem się chwilę po mieście w poszukiwaniu restauracji. Większość była nieczynna, ale znalazłem coś, aby nabrać sił na dalszą podróż.
Tuż za Goleniowem zatrzymał mnie kierowca, który również jeździł na rowerze i był ciekaw, co sprowadza sakwiarza w tamte strony. Wymieniliśmy się informacjami. Zwiedzał Ameryki i bardzo chwalił sobie Meksyk, bo podobno dzięki papieżowi Polacy są tam serdecznie witani.
Jechałem po różnych szlakach rowerowych, zaliczyłem trochę terenu, choć nie do końca planowanego. Wspiąłem się na jedną wieżę widokową, przejechałem po wiadukcie nad tzw. Berlinką, zaliczyłem trochę pagórków i dotarłem do Stargardu w porę przed przyjazdem pociągu do Poznania.
Znów niewiele zabrakło do tysiąca kilometrów podczas całej wyprawy. Z początku planowałem pojechać w kierunku Kołobrzegu, a potem na południe, ale pokonanie szlaku Odra – Nysa zajęło mi 8 dni z 9 zaplanowanych (a sam szlak ma zaledwie 627 km). Podobała mi się architektura Górnych Łużyc, a Dolina Dolnej Odry obfitowała w faunę. Przejechałem mnóstwo różnych dróg i zepsuło się moje wyobrażenie równych niemieckich dróg, bo szlak zestarzał się. Jednakże, przeciwieństwie do szlaków w Polsce, niemiecka część szlaku była całkiem dobrze oznaczona. Tylko w kilku miejscach miałem problemy.
Kategoria kraje / Polska, Polska / zachodniopomorskie, terenowe, z sakwami, dojazd pociągiem, wyprawy / Odra – Nysa 2021, rowery / Fuji

Koniec szlaku Odra – Nysa

  156.45  09:47
Wstałem wcześnie, bo miałem przed sobą dłuższy dystans. Był chłodny poranek. Dzisiaj trafiłem na sporo nierównych dróg. Przejechałem przez kilka wiosek ze sporą liczbą domów pokrytych strzechą.
W Ueckermünde szlak gdzieś uciekł bez słowa. Potem tak samo w jeszcze jednej wiosce. Nie wiem, czy stałem się nieuważny, czy znaki poznikały. Potem pojawiło się sporo terenu. Na szczęście nie padało, więc dało się jechać.
Pojawił się kolejny objazd na szlaku. Nie ufałem mu, bo takie same znaki stawiają przy drogach, wzdłuż których są drogi dla rowerów. To nie ma sensu, ktokolwiek wpadł na ten pomysł. Przejechałem się kawałek po szlaku, ale ostatecznie dojechałem do blokady. Musiałem dostać się do objazdu. Ten niestety prowadził po betonowych płytach, więc trochę mnie wytrzęsło i zrezygnowałem. Szlak pewnie prowadził okrężną drogą. Szkoda, że zapomnieli, jak się robi plany objazdów. Robili je jeszcze parę lat temu. Nie miałem ochoty jechać w nieznane po beznadziejnych drogach, nadrabiając nie wiadomo jaki dystans. Skierowałem się do głównej drogi.
Nie wiem, co było gorsze. Telepanie się po tych betonowych zabytkach czy jazda ruchliwą krajówką. Dostałem się do Anklam. Zorientowałem się, że źle wyliczyłem dzienny dystans i że zaliczę jeszcze więcej kilometrów. Szlak też gdzieś przepadł i pojawił się dopiero za miastem. Tam złapali mnie Polacy, którzy poznali rodaka pewnie po producencie sakw – Crosso, bo w Niemczech same Ortlieby. Pogadaliśmy chwilę, powiedzieli mi o drodze, którą mógłbym pojechać nazajutrz. Oni skręcili w jakiś skrót, a ja kontynuowałem jazdę szlakiem.
Byłem głodny, a po drodze nie widziałem niczego otwartego. Na szczęście miałem jeszcze owsiankę. Nie na darmo wiozłem kuchenkę turystyczną i bukłak z wodą.
Ostatnie niespodzianki na szlaku, który nie był spójny z oficjalnym śladem i znalazłem się w Ahlbeck, gdzie miał znajdować się koniec szlaku. Niestety nie znalazłem go, szlak nawet gdzieś zdążył przepaść. Miałem nadzieję zobaczyć jakąkolwiek informację, ale nic z tego. Tylko dojechałem do morza i ruszyłem w drogę do Polski. Wybudowali drogę dla rowerów, która doprowadziła mnie do Świnoujścia.
Rozważałem dostać się do Wolina pociągiem, ale nic sensownego już nie jechało. Było jedno połączenie, ale z głupią przesiadką i zdecydowałem się dojechać do celu o własnych siłach.
Zapadł zmrok. Pokonałem część dystansu głównymi drogami, a potem wjechałem na Szlak Orła Bielika, który biegł lasami. Jechało się wolno, było dużo kałuż i dołów, ale przynajmniej nie grzązłem w piasku, którego obawiałem się najbardziej. Z istot żywych spotkałem jedynie samotnego jelenia.
Rozważałem jechać krajówką, ale zaryzykowałem. Kiedyś dostałem się do Lubina lasami. Tym razem trafiłem na szlak nr 3. Na kilku odcinkach były znajome znaki Pomorza Zachodniego, kilka odcinków było mało wygodnych, pojawiły się podjazdy, długa droga usłana kocimi łbami i asfaltowym poboczem. Widać, że województwo zainwestowało w turystykę. W Wolińskim Parku Narodowym przez ulicę przebiegło stado jeleni. Potem jeszcze słyszałem ryk byka. Znów wjechałem w teren, ale wyglądało to tak, jakby coś tam jeszcze chcieli robić. Telepało, ale nie było dołów. Dalej szlak wiódł po nowych płytach betonowych, po nowym asfalcie. Strasznie dużo pajęczyn z siebie zdarłem.
Szlak gdzieś przepadł, więc wjechałem na krajówkę. Pobocze było bardzo szerokie, więc w sumie mogłem jechać tamtędy. Szybko dotarłem do Wolina. Zatrzymałem się ponownie w domu gościnnym. Wyszło 20 km mniej niż myślałem.
Kategoria kraje / Niemcy, kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, po zmroku i nocne, Polska / zachodniopomorskie, setki i więcej, terenowe, z sakwami, za granicą, wyprawy / Odra – Nysa 2021, rowery / Fuji

To już prawie morze

  101.96  06:10
Dzisiaj było nieco cieplej niż wczorajszej nocy. Komary nadal nie dawały żyć, gdy się pakowałem. Zjadłem śniadanie i ruszyłem w słońcu na szlak Odra – Nysa. Mimo braku chmur było chłodno przez wiatr. Nie zawsze wiało w plecy. To był koniec jazdy wzdłuż Odry. Szlak biegł nie tylko po niemieckiej stronie granicy, ale też odbił daleko do jakichś nieciekawych miasteczek, prowadząc przez wioski o drogach tak okropnych, że rozważałem powrót na polską stronę. Do tego część szlaku przebiegała po drogach publicznych, a te w większości były niewiele szersze niż auta. Nie każdy mijał mnie bezpiecznie. Zważając na to, że w tym regionie słychać dużo języka polskiego, ci niebezpieczni kierowcy to pewnie Polacy.
Jeden odcinek szlaku biegł przez las po drogach niczym na Kaszubskiej Marszrucie, tylko nawierzchnia była ciut lepsza, bo asfaltowa. Dalej wygoda się skończyła, bo pojawił się teren. Szlak prowadził po nasypie dawnej linii kolejowej. Kiedyś jechałem jego odcinkiem. Równoległa droga była jeszcze gorsza, bo wybrukowana. Dojechałem do Rieth, przedostałem się do Polski i pojechałem do Nowego Warpna. Po polskiej stronie na dawnym nasypie kolejowym był już asfalt. Niestety sfatygował się przez te wszystkie lata.
Pobliski kemping zakończył już działalność, więc musiałem zatrzymać się w pensjonacie. Odechciało mi się nocować na dziko. Co rusz widziałem informację o obiekcie na sprzedaż. Objechałem miasteczko, znalazłem sklep, zjadłem kolację w barze tuż przed jego zamknięciem i poszedłem spać w wygodnym łóżku.
Kategoria kraje / Niemcy, kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, pod namiotem, Polska / zachodniopomorskie, setki i więcej, terenowe, z sakwami, za granicą, wyprawy / Odra – Nysa 2021, rowery / Fuji

Kategorie

Archiwum

Moje rowery