Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

z sakwami

Dystans całkowity:61338.86 km (w terenie 3485.54 km; 5.68%)
Czas w ruchu:3601:02
Średnia prędkość:16.85 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:463283 m
Maks. tętno maksymalne:125 (63 %)
Maks. tętno średnie:158 (80 %)
Suma kalorii:60871 kcal
Liczba aktywności:709
Średnio na aktywność:86.51 km i 5h 07m
Więcej statystyk

Przez Koszalin

  77.63  04:01
Niebo było kompletnie zachmurzone. Temperatura odczuwalna bardzo niska, chociaż na termometrze było więcej niż wczoraj. Planowałem dzisiaj dostać się do Szczecinka, aby jutro znaleźć się w Pile, ale prognoza deszczu mnie odwiodła od tego planu. Dodatkowo przed Obornikami wprowadzili zastępczą komunikację autobusową.
Jazda wzdłuż ekspresówki to nie był najlepszy pomysł. To wielki plac budowy. Dużo ograniczeń i pyłu. Do tego nieustanny szum pędzących aut. Bezmyślnie zrobione drogi dla rowerów – szczególnie barierki blokujące zjazd na skrzyżowaniach. Nie miałem jednak lepszego wyjścia.
Koszalin odstrasza. Przerobili chodniki na drogi dla rowerów, więc niektóre krawężniki były wysokości pięści, nie wspominając o jakości nawierzchni. Wydostałem się stamtąd po równie okropnym szlaku 15A, który był łącznikiem Starego Kolejowego Szlaku. Białogard gonił Koszalin pod kątem absurdów antyrowerowych. Najdziwniejsze były przerwy w ciągłości dróg na przystankach autobusowych. Rowerzysta musi teleportować się na jezdnię, aby kontynuować jazdę.
Dotarłem do dworca na godzinę przed pociągiem. To koniec tej krótkiej wyprawy. Przejechałem 400 km, odwiedziłem kilka nowych gmin, pogoda była kapryśna. Rower spisał się dobrze, ale chiński bagażnik mocno się zużył. Coraz trudniej przychodzi znalezienie towarów dobrej jakości.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / zachodniopomorskie, rowery / Kross, wyprawy / Przedwiosenna 2026, z sakwami

Słupsk

  86.45  05:03
Dzisiaj przywitało mnie słońce na bezchmurnym niebie. Ruszyłem w dalszą drogę na północ. Nadal po leśnych szlakach, choć tym razem było więcej błota niż piachu. Znów nie spotkałem żywej duszy aż po Słupsk. Trafiłem na jeden odcinek szlaku na nasypie dawnej linii kolejowej. Widziałem też dwie sarny, a ptactwo było dziś cichsze niż wczoraj.
Dojechałem do Słupska. Przespacerowałem się tu i tam bez planu. Wydostanie się z miasta było trudniejsze, bo rozebrali połowę dworca kolejowego, blokując jedną z dróg. Układ dróg rowerowych też mają beznadziejny. Słabe oznakowanie, krawężniki, przejścia dla pieszych zamiast przejazdów.
Kolejne problemy były na starej krajówce. Zrobili objazd. Coś mi nie pasowało, więc szybko się zatrzymałem. Po rozważaniach zawróciłem i zorientowałem się, że przegapiłem znak drogi ekspresowej. Miałem do wyboru albo złamać zakaz wjazdu na drogę ekspresową, żeby kontynuować idiotycznie wyznaczony objazd, albo zakaz ruchu, który nie dotyczył dojazdu do pól. Wybrałem ten mniej ryzykowny. Jak się okazało, rozkopali drogę i stąd wynikał objazd. Musiałem pojechać po polnej drodze naokoło, czyli de facto nie złamałem żadnego zakazu. Zatrzymałem się w Sławnie.
Kategoria kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, Polska / pomorskie, Polska / zachodniopomorskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedwiosenna 2026, z sakwami

Kraina piachu

  83.87  05:02
Nie padało. Temperatura była taka jak wczoraj, ale potem odrobinę spadła. Kontynuowałem jazdę na północ. Droga za drogą były pokryte piachem. Czasem grząskim, czasem utwardzonym, czasem z korzeniami, czasem z dołami. Kraina piachu, bo inaczej trudno określić te strony. Było dużo pagórków. Odwiedziłem kilka kaszubskich miejscowości.
Dotarłem do celu, jakim była droga położona na miejscu dawnej linii kolejowej. Droga była różnej jakości, oczywiście w większości piaszczystej. Im bliżej Bytowa, tym większe błoto. Większość mostów kolejowych nie przetrwała, więc trzeba było często zjeżdżać z nasypu, aby przekroczyć skrzyżowanie. Powstał tam nawet szlak rowerowy, ale nie znalazłem informacji o nim.
Dotarłem do Bytowa. Mają straszny układ dróg, do tego drogi dla rowerów powciskane byle jak. Tylko przedostałem się do kolejnej atrakcji, czyli kolejnej trasy położonej na nasypie dawnej linii kolejowej. Tym razem był asfalt. Byli też ludzie korzystający z atrakcji (na wcześniejszej nie spotkałem żywej duszy). Droga biegła gdzieś dalej, ale nie w moim kierunku, więc zrezygnowałem z dalszej jazdy i zorientowałem się, że zarezerwowałem nie ten nocleg, który oglądałem. Nie wiem, jak to się stało, więc musiałem wrócić, ale tylko do Bytowa.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, Polska / pomorskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedwiosenna 2026, z sakwami

Deszczykowy

  39.05  02:27
Dzień zaczął się chłodem. Spodziewałem się tego, ale nie w połączeniu z resztą niedogodności. Wiatr zmienił kierunek. Jak wczoraj mnie pchał, aż na liczniku pojawiało się 30 km/h na prostej, tak dzisiaj spowalniał i wychładzał. Do tego wszystkiego w prognozie były deszcze.
Chciałem jak najszybciej dostać się do Chojnic. Zrobiłem to na tyle nieuważnie, że gdy dostrzegłem na skrzyżowaniu drogę dla rowerów, wziąłem ją za tę, którą zauważyłem na mapie podczas planowania. Kompletnie nie zwróciłem uwagi, że jechało się przyjemnie, bez wiatru w twarz. Dopiero przed kolejnym skrzyżowaniem coś zaczęło mi nie pasować i dostrzegłem swój błąd. Jego naprawa też wymagała gimnastyki. Wjechałem na drogi, których na mapach nie było, a te, które były w rzeczywistości nie istniały. Nawet zdołałem zalepić opony i buty gliną. Trasa wyszła jednak na plus, bo dowiedziałem się o krainie zwanej Kosznajderia.
Padać miało dopiero po południu. Od czasu do czasu czułem spadające krople, ale rozpadało się jeszcze przed Chojnicami. Przeczekałem to pod wiatą autobusową. Chłód zmusił mnie do założenia drugiej bluzy. Opad nie zostawił wielu kałuż, ale i tak martwiłem się o łańcuch. Chyba nie polubię się z woskiem.
Docelowo chciałem dojechać dzisiaj do Bytowa. Potem rozważałem okolice Brus, aż ostatecznie skróciłem to do miejscowości Charzykowy. Chciałem wcześniej przejechać dwa szlaki przez Park Narodowy Bory Tucholskie, ale ostatecznie radar deszczowy odwiódł mnie od tego pomysłu i skierowałem się prosto do noclegu. Nie padało jednak dużo.
Kategoria kraje / Polska, Polska / kujawsko-pomorskie, Polska / pomorskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedwiosenna 2026, z sakwami

Bydgoszcz – Koronowo – Tuchola

  80.49  04:17
Ten plan powstał już przed poprzednim weekendem, ale postanowiłem go trochę urozmaicić, wydłużając go do rangi niedużej wyprawy. Wsiadłem w pociąg i znalazłem się w zasypanej piachem Bydgoszczy. Poznań bardziej dba o bezpieczeństwo na drogach.
Nie miałem większego pomysłu na wydostanie się z miasta, więc ruszyłem po szlaku do Koronowa. Zamienili papier ścierny na glinę, więc zrobiło się wygodniej i bezpieczniej, chociaż asfaltowe odcinki były grubo posypane piachem.
Łańcuch mi dzisiaj hałasował. Mogłem zrobić mu kilka kąpieli w tej emulsji woskowej. Poświęciłem kwadrans w Koronowie na smarowaniu. W słońcu całkiem szybko poszło. Plusem tego wosku jest to, że na piachach w końcu łańcuch pracuje cicho, nic nie zgrzyta od kruszonych ziaren piachu przyklejonych do łańcucha.
Kolejnym punktem dnia był kolejny wiadukt kolejowy. Droga krajowa była zawalona autami, więc musiałem się nagimnastykować, aby ją ominąć. Wiadukt zobaczyłem, sfotografowałem i ruszyłem dalej. Przede mną były drogi leśne. Lepsze, gorsze. Jechałem po różnych nawierzchniach: wygodny grunt, piach, kamienie, błoto, kocie łby, torfowiska. Widoki cieszyły oko tak bardzo, że zapominałem się zatrzymać na sfotografowanie ich.
Jeden z obranych skrótów, który miał być brodem, okazał się dość wartką rzeką, a powalone drzewo, które prawdopodobne funkcjonowało jako przejście, nie sięgało brzegu i wyglądało na zbyt przegniłe, by chociażby próbować na nie skakać. Musiałem nadłożyć trochę drogi, żeby znaleźć mostek wśród torfowisk. Potem czekała mnie walka z piachem, aż dostałem się do dawnego mostu kolejowego, po raz kolejny na Brdzie. Szkoda, że most nie jest w najlepszej kondycji.
Dalsza droga przyniosła trochę śniegu, a tym samym niższą temperaturę, parę wodospadów, kilka przyjemnych asfaltów, aż zaczęła się Tuchola. Zakazy, absurdalny układ dróg, paskudne drogi dla kaskaderów, a absolutnym hitem, już za Tucholą, był zakaz wjazdu rowerem przed skrzyżowaniem, bo jakiś debil założył, że rowerzyści będą chcieli jechać tylko na północ, więc chcąc jechać na zachód, trzeba złamać zakaz. Pewnie jeszcze dostał wynagrodzenie za tę idiotyczną organizację ruchu.
Wpis wyszedł dość kolejowy. Za to bardzo ładne rejony, zwłaszcza odcinki leśne (nie te pokryte piachem). Może kiedyś tu wrócę, bo spora część lasów czeka nieodkryta.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, po zmroku i nocne, Polska / kujawsko-pomorskie, rowery / Kross, terenowe, z sakwami, wyprawy / Przedwiosenna 2026

Listopadowy październik

  61.18  03:26
Dzisiaj krótko. Było pochmurno z lokalnymi przejaśnieniami. Zjechałem do Radkowa. Nie było najgorzej, choć po drodze pojawiło się lekkie zamglenie. Wjechałem na szlak i pojechałem przez Czechy wzdłuż linii kolejowej. W międzyczasie słońce kompletnie przepadło. Przejechałem przez Mieroszów i wymyśliłem sobie drogę redukującą podjazd. Pojechałem jeszcze kawałek przez Czechy. W międzyczasie zaczęło padać. Chmura na radarze wolno sunęła. Przeczekałem to pod wiatą. Potem dokręciłem do Lubawki. Pod koniec zaczęło mżyć, a krajobraz przypominał typowo listopadowy. Tylko jeszcze trochę złota na drzewach dało się gdzieniegdzie dojrzeć.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Czechy, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, rowery / Fuji, terenowe, wyprawy / Jesień 2025, z sakwami, za granicą

Błędne Skały

  38.14  03:19
Czas ruszać dalej. Rano był kolejny przymrozek, ale słońce sprawiło, że był to, jak dotąd, najcieplejszy dzień wyprawy.
Chcąc uniknąć jazdy po drodze krajowej, wybrałem szlaki biegnące po wzgórzach. Doprowadziły mnie najpierw do dużego wiaduktu kolejowego, a potem do ogrodu japońskiego, który niestety był zamknięty. Podejrzewam, że po sezonie.
Droga krajowa nadal nie podobała mi się. Wybrałem szlak żółty, który był pełen kałuż i błota, ale doprowadził mnie do Kudowy-Zdroju. Po krótkim spacerze zacząłem podjazd po szlaku, znów nie spotkawszy żywej duszy. Dużo drzew zdążyło zgubić liście.
Dotarłem do Rozdroża pod Lelkową. Tam zaczynał się asfaltowy podjazd do Błędnych Skał. Paskudna droga. Po dotarciu do parkingu wszedłem na szlak jako jedyny turysta. Ścieżki wśród formacji skalnych podobały mi się. Niektóre wymagały akrobacji, żeby się przecisnąć. Powinni wejście zrobić szerokości najciaśniejszego przesmyku, bo pewnie są tacy, co musieli zawracać. Tu nie ma schodów, jak do Szczelińca Wielkiego. Do tego punkty widokowe im pozarastały.
Zjazd po paskudnym asfalcie był koszmarem. Drugą część drogi wyremontowali, więc o tyle było dobrze. Potem jeszcze parę złotych zakrętów i znalazłem się w Karłowie, gdzie był mój nocleg. Obsługa wyglądała na zaskoczoną, ale dostałem swój pokój.

Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, rowery / Fuji, terenowe, wyprawy / Jesień 2025, z sakwami

Polanica 3

  24.92  01:40
Nie chciałem powtórki z zeszłego roku. Wsiadłem w pociąg i znalazłem się w Kłodzku. Miało padać, a zamiast tego słońce przeciskało się przez chmury. Jesienną wyprawę czas zacząć.
Ruszyłem na zachód. Tuż przed Polanicą-Zdrojem zaczęło padać. Przestało, gdy znalazłem schronienie. Przespacerowałem się po parku zdrojowym i ruszyłem dalej. Chciałem uniknąć jazdy po własnym śladzie z ostatniej wizyty, ale w Szczytnej i tak na niego wjechałem, bo przegapiłem zjazd na Szlak Liczyrzepy. Droga koszmarnie dziurawa, do tego mokra. W oddali widziałem opad, nawet chwilę pokropiło, ale miałem niedaleko do noclegu, więc dojechałem suchy.

Kategoria dojazd pociągiem, góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, rowery / Fuji, z sakwami, wyprawy / Jesień 2025

Midleton – Youghal Greenway

  61.54  03:28
Było ponuro i deszczowo, gdy się obudziłem. Zjadłem śniadanie i spakowałem się, a po opadzie pozostały tylko mokre ulice. Dzień zapowiadał się dobrze.
Wjechałem na drogę na dawnej linii kolejowej, którą otworzyli w tym roku. Była wygodniejsza niż wczorajsza, ale nadal wydaje mi się, że Limerick Greenway miał lepszy asfalt. Było płasko, ale bez ciekawych widoków.
Nie dojechałem do końca szlaku, a zaczęło lać. Wróciłem na EuroVelo 1, który wiódł drogami lokalnymi. Na krótko, bo nie chciałem rozwlekać podróży. Tak pojechałem, że za wcześnie skręciłem. Trochę przeraził mnie limit prędkości 120 km/h, bo zwykle na krajówkach są do 100 km/h, ale zakazu nie było, a znak mówił Cork. W ten sposób znalazłem się na drodze przypominającej autostradę. Pobocze było bardzo szerokie, ale ruch duży. Padał deszcz, więc za każdym autem unosiła się mokra chmura, ale kto się tam przejmował zachowaniem dystansu. Dziwi mnie brak wypadków.
Dojechałem do zjazdu i wtedy zorientowałem się, że planowałem wjechać na krajówkę w innym miejscu, a wzdłuż przebytej drogi biegła jakaś równoległa droga dla rowerów. Nic się nie stało, tylko łańcuch nabrał trochę brudu, który zalegał na poboczu.
Znalazłem się w Corku. Bez nawigacji ciężko się jechało (zerkanie na telefon w deszczu nie jest łatwe). Trochę pobłądziłem, ale dotarłem do sklepu sportowego, gdzie miałem zamówiony karton. Wciąż padało, więc umówiłem się, że wrócę później. Pojechałem do akademika, w którym miałem pokój. Zameldowałem się i przestało padać. Odebrałem karton, chwilę się przespacerowałem po mieście i spakowałem na jutrzejszy lot.
Koniec ponad 3-tygodniowej podróży, podczas której pokonałem 2,1 tys. km. Irlandia ma piękne wybrzeże. Deszcz mniej męczył niż w Szkocji, bo na początku częściej mżyło niż padało. Zaskoczył mnie brak kleszczy, które w Szkocji były codzienną zmorą. Gdyby tylko nie te drogi otoczone wałami ziemno-kamiennymi z bujną roślinnością, które zasłaniały wszystko dookoła, włącznie z widokiem na nadjeżdżające pojazdy. Brakowało też poboczy. Ludzie nie zawsze byli przyjaźni. Nierzadko doświadczałem agresji drogowej. W Szkocji czułem się lepiej. Tylko Szkocja ma zabójczo strome podjazdy.
Problemów z rowerem nie miałem wiele. Odklejająca się owijka, jeden kapeć, pęknięta rama (ale o tym jeszcze będę pisał). Podczas pakowania zauważyłem też luz na suporcie. Szprychy przetrwały, bo je wszystkie wymieniłem na lepsze. Czyli trzeba budować własne koła, bo producenci wsadzają najtańszy badziew, byle koło się trzymało.
Kategoria kraje / Irlandia, po dawnej linii kolejowej, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Waterford Greenway

  124.05  07:06
Dzisiaj obudziło mnie słońce na bezchmurnym niebie. Nie trwało to jednak długo, bo chmury pojawiły się zanim zdążyłem wysuszyć namiot z porannej rosy.
Zorientowałem się, że do Corku miałem kawał drogi. Musiałem więc przejechać dziś dłuższy dystans. Zacząłem też ciąć szlak EuroVelo 1. Trafiałem na wystarczająco spokojne drogi. Wiatr był niewyczuwalny. Słońce jeszcze od czasu do czasu się pojawiało.
Przepłynąłem zatokę promem i dostałem się do miasta Waterford. Chwilę pokropiło, co wykorzystałem na zakupy. Potem dotarłem do atrakcji dnia – drogi położonej na miejscu dawnej linii kolejowej. Obok biegła też czynna linia kolejki wąskotorowej, o czym dowiedziałem się później. Przy okazji zaczęło padać.
Kolejka uciekła mi, gdy droga na chwilę odbiła od torów, ale złapałem ją później, gdy wracała ze swojej krótkiej trasy. Zakręt dalej znajdowała się też stacja końcowa.
Na 20. kilometrze szlaku przestało padać. Na 40. znów zaczęło kropić. Podobno linia była jedną z najpiękniejszych w kraju. Szkoda, że aura nie pokazała tych widoków. Na trasie były 3 wiadukty, z czego do dwóch udało mi się zjechać. Był też tunel. Standardowo rowerzyści mają obowiązek przeprowadzić przez niego rower. Dopiero końcówka szlaku, po osiągnięciu wybrzeża, pokazała odrobinę swojego piękna.
Znów się rozpadało. Miałem do pokonania podjazd. Na nim deszcz zmienił się w gęstą mgłę, która przepadła dopiero po wytraceniu wysokości. Za to znów zaczęło kropić. Już mniej uciążliwie, ale przeszkadzało to do końca dnia.
W okolicy nie było żadnych kempingów akceptujących namioty, więc zatrzymałem się w domu gościnnym. Przynajmniej mogłem wyschnąć.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, po dawnej linii kolejowej, pod namiotem, rowery / Fuji, setki i więcej, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Kategorie

Archiwum

Moje rowery