Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

W porywach do 19 m/s

  76.42  04:37
Pierwszy raz wyszedłem ze śpiwora zanim zrobiło się ciepło (10 °C w namiocie, 6 °C poza nim). Nie miało jednak jak przy pełnym zachmurzeniu i deszczu siekącym na zmianę z mżawką. Poszedłem rozgrzać się w barze, bo mieli bufet śniadaniowy.
Opad niemal ustał, gdy się pakowałem, ale wrócił na podjeździe, potem powoli skończył się, by czasem wracać w formie niewielkiego opadu. Nie on jednak jest dzisiaj głównym bohaterem. Na tablicy przed drogą, którą pokonałem wczoraj była informacja o wietrze wiejącym 13 m/s z porywami do 17 m/s. Od wczoraj zmienił kierunek, dzięki czemu na pierwszym podjeździe mnie pchał. Dopiero później zaczynały się schody. Droga wzdłuż wybrzeża była znośna ze zmieniającym się wiatrem w plecy i bocznym. Drugi podjazd był utrapieniem. Wiatr głównie boczny miotał rowerem, że niełatwo się pięło w górę. Przynajmniej widoki dopisywały.
Zatrzymałem się pod stacją meteo, które są zainstalowane przy wielu drogach na Islandii. Na stronie Islandzkiego Zarządu Dróg odczytałem dane o wietrze: 15 m/s w porywach do 19 m/s. To wiele wyjaśniało. Zwłaszcza na zjeździe. Tam to w ogóle przechylało rower, że strach było jechać. Dobrze, że ruch samochodowy prawie nie istniał. Miałem też dłuższą okazję podziwiać widok na ośnieżone góry po drugiej stronie fiordu.
Dotarłem na kemping. Tam już nie wiało tak straszliwie, chociaż chyba wywołałem wilka z lasu, bo coś się rozszalał, gdy zacząłem ten akapit. Do wieczora powinien przejść, bo zauważyłem, że często tak tutaj bywa. W końcu zrobiłem też pranie. Było w cenie, a i sam kemping był najtańszy, jak do tej pory.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Gradem i deszczem

  68.03  04:12
Wstałem trochę późno. Już kończyłem pakować się, gdy zaczęło padać, a chwilę potem sypać gradem. Jedno szczęście, że był drobny i nie uszkodził namiotu. Potem trochę się przejaśniło, przesuszyłem namiot i szybko go spakowałem, gdy znów zaczęło kropić, ale tak tylko postraszyło.
Miałem do wyboru dwie drogi. Proponowana przez nawigację była krótsza, ale wiodła przez dwie góry. Wybrałem nieco dłuższą, ale biegnącą przez jedną przełęcz. Daleko nie ujechałem, gdy zaczęło padać.
Deszczyk z przerwami towarzyszył mi do przełęczy. Potem jeszcze mogłem zobaczyć parę widoków, aż rozpadało się na dobre. Sypał się mój plan dotarcia do miasta Egilsstaðir w 2 dni, gdzie znalazłem kemping z pralką. Podróżowanie z małą ilością bagażu jest wyzwaniem. Podziwiam tych, co robią pranie codziennie.
Zdecydowałem się skrócić mój plan dnia i zatrzymać na najbliższym kempingu. Widziałem miasteczko, za mną szło wypogodzenie, przede mną stała ściana deszczu. Słońce w końcu dotarło do mnie, ale nadal padało. Jeszcze nie wspomniałem o wietrze. W ogóle nie pomagał. Czułem się przemoczony.
Dotarłem do miasteczka i wypogodziło się. Rozbiłem się na kempingu, trochę przeschłem w słońcu, a potem znów zaczęło padać. Poszedłem do lokalnego baru coś zjeść i się rozgrzać, bo to kolejny kemping bez kuchni. Nawet wody ciepłej nie mieli w nowym sanitariacie. Na szczęście na uboczu wciąż stał stary, zauważany przez nielicznych, w którym z prysznica leciała ciepła woda.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, za granicą

Północna Islandia

  92.15  04:59
Było nadal słonecznie i wietrznie. Dzisiaj jednak wiatr mi sprzyjał, więc chciałem maksymalnie to wykorzystać. Droga na północ była na tyle lekka, że znów brakowało biegów. W międzyczasie pojawiły się chmury, chwilę pokropił deszcz ze śniegiem, a droga zmieniła się w szuter. Im dalej, tym paskudniej, bo środek pokrywała tarka, a pobocza były sypkie i grząskie. Musiałem też uciekać od ptaków, a dojazd do dwóch wysuniętych najdalej na północ części Islandii był albo w bardzo złym stanie, albo niedostępny ze względu na okres lęgowy kaczek.
Znów dotarłem wcześnie na kemping. Martwiłem się o niedostatek miejsc, a byłem jedynym z namiotem. Poza mną były jeszcze kampery. Mając taki kawał wieczoru, zrobiłem sobie spacer po wiosce.
Kategoria kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Dettifoss

  70.89  03:58
Zostawiłem namiot, zabrawszy tylko coś na wypadek deszczu. Ruszyłem na południe. Wiatr przeszkadzał. Czasem mocno, czasem mniej, czasem w twarz, czasem boczny. Do tego miałem całkiem spory podjazd do pokonania. Trochę mi z tym zeszło. A i kilka razy pokropiło.
Niespodzianka, bo oto pękła trzecia szprycha, bez sakw. Niestety nie ma więcej serwisów aż po Reykjavík, więc koło musi dać radę dowieźć mnie do końca podróży.
Dotarłem na parking pod celem tej wycieczki. Nawet umieścili znaki zakazu jazdy rowerem po szlaku. Dotarłem do wodospadu Dettifoss. Ilość wody, jaka się przez niego przelewa robi wrażenie. Odwiedziłem dwa punkty widokowe, potem jeszcze położony nieco wyżej wodospad Selfoss i wystarczyło mi. W pobliżu było jeszcze więcej atrakcji, ale dotarcie do nich zabiera za dużo czasu.
Ruszyłem w drogę powrotną. Wiatr na początku trochę poprzeszkadzał, ale na zjeździe znów brakowało biegów. W każdym razie, powrót poszedł na tyle sprawnie, że została mi odrobina wieczoru na odpoczynek.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, za granicą

Dalej ten wiatr

  39.70  02:30
W nocy zruszył się taki wiatr, że nie dał mi spać. Dobrze, że rozbiłem się w nieco osłoniętym miejscu. Szkoda, że w trakcie jazdy nie było takiej osłony. Wiatr boczny wiał tak mocno, że momentami jechałem pod skosem. Przynajmniej jechałem.
Po drodze zobaczyłem maskonury, zajechałem do restauracji na obiad i urodzinową szarlotkę, a potem rozbiłem namiot na całkiem dużym kempingu znajdującym się w kanionie. Wcześnie, bo miałem plan, ale o tym w następnym wpisie.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Z wiatrem i pod wiatr

  96.67  05:24
Zaletą kempingu leśnego było to, że w nocy rozbrzmiewały śpiewy małych ptaków, a nie rozdarte dzioby ptactwa wodnego.
Nocy była chłodna i wietrzna. Dopiero słońce zachęciło mnie do opuszczenia śpiwora. Przez długi dzień było słonecznie. Wiatr też mnie pchał przez dolinę. Droga krajowa nr 1 była wyjątkowo pusta.
Zahaczyłem o wodospad Goðafoss. Przyciągał rzesze turystów. Równie mocno przyciągał sklep z pamiątkami. Wybrałem kilka lekkich.
Czas uciekał, ale wiatr w dolinie był tak przychylny, że brakowało mi biegów, by go gonić. Niestety ta przyjemność nie trwała długo i po dostaniu się na drugą stronę doliny wiatr zmienił się o 180°. Czasem dmuchało mocniej, czasem słabiej, ale mozolnie jechałem na północ. W międzyczasie naszły chmury, więc zrobiło się chłodno. W takich warunkach dotarłem do kempingu. Tam już mniej wiało i nawet pokazało się słońce.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Zostałem serwisantem

  102.60  06:25
Niebo spowijała warstwa chmur na tyle gruba, że nie było widać gór po drugiej stronie fiordu. Gdy ruszyłem, zaczęło się wypogadzać, ale szybko pojawiła się mgła, która zamieniła się w deszcz. Czasem zwodnie ustawał, ale potem wracał.
Znalazłem się w Akureyri, jednym z trzech miast na Islandii mających serwis rowerowy. Nie było serwisanta zajmującego się szprychami, ale dogadaliśmy się, że sam to zrobię z użyciem ich narzędzi. Dwa problemy: śruba w piaście nie chciała puścić. Trochę się z nią naszarpałem, mimo że przed wyjazdem nasmarowałem gwint. Drugi problem zauważyłem w porę – klejona śruba bagażnika prawie wykręciła się. Był też problem z odkręceniem tarczy hamulcowej, więc mi z tym pomogli. Reszta poszła bez problemów. Te dwie szprychy musiałem mocno naprężyć, aby wycentrować koło, więc to ta obręcz może być tandetna.
Szprychy mają drogie, bo policzyli 1000 koron za sztukę (30 zł). Za zabawę w serwisanta też sobie doliczyli 6000 koron. Rozbój, ale to ostatni serwis, z którego dane mi było skorzystać na wyspie.
Jechałem dalej na prostym kole. Miałem dylemat. Tunel był niedostępny dla rowerów. Do wyboru pozostały długi podjazd lub o 20 km dłuższy dystans wzdłuż rzeki. Suma podjazdów wychodziła podobna. Zdecydowało jednak natężenie ruchu i ruszyłem drogą dłuższą. I tak znów zaczęło padać. Gdy dotarłem do rzeki, droga okazała się terenowa. Na tyle, że całe spodnie miałem obryzgane błotem. Nie mówiąc o rowerze czy sakwach. Przynajmniej ruch był znikomy. Dopiero na ostatnich kilometrach przestało padać.
Na kemping dotarłem po 21. Dość biedny, bo nie mieli kuchni, a prysznic był na monety. Te same, od których Islandczycy odchodzą. Przynajmniej była ciepła woda w umywalce, więc sobie poradziłem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Chłodna północ

  95.44  06:28
Padało, padało i się wypadało, gdy skończyłem śniadanie. Pozostało przesuszyć namiot na wietrze i w drogę na północ. Wspomniany wiatr nie było po mojej stronie i wiał ciągle w twarz. Z nieba też czasem ciekło.
Z drugiego brzegu fiordu widziałem moją dalszą drogę. Nie wyglądała kolorowo. Droga alternatywna przez przełęcz też nie rysowała się w jasnych barwach przez nisko wiszące chmury. Ryzyko deszczu też mogło być wyższe niż na drodze wzdłuż wybrzeża. Zdecydowałem się kontynuować zgodnie z planem.
Było dużo górek – niczym na kolejce w wesołym miasteczku. Wiatr oczywiście dalej w twarz. Potem drogi zrobiły się jeszcze bardziej pokręcone, poprzecinane szutrami, biegnące pod zboczami, z których mogły runąć kamienie. Jeszcze dalej zaczęło mżyć. Mżawka zamieniła się w mgłę i w końcu dotarłem do tunelu – jednojezdniowy, z miejscami do mijania. Przynajmniej ruch był niewielki, to mogłem spokojnie pokonać tę trasę.
Za tunelem nadal była mgła, ale zjechałem niżej i warunki poprawiły się. W końcu dotarłem do miasteczka i mogłem odpocząć. Miało deszczową aurę, więc musiało tam mocniej popadać przed moim przyjazdem. Zaczęło się nawet wypogadzać i do kolejnego tunelu (nowszy, dwujezdniowy) wjechałem w słońcu. Potem jeszcze jeden tunel i kolejne miasteczko, następny wąski tunel i byłem na ostatniej prostej do kempingu. Towarzyszyły mi słoneczne widoki na ośnieżone szczyty tej chłodnej północy Islandii.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Objazd objazdu

  85.51  05:16
Namiot wysechł przez noc. Czasem coś jeszcze pokropiło, ale spakowałem wszystko suche. Nawigacja wyznaczyła objazd niebezpiecznej drogi nr 1, jednak na stronie Islandzkiego Zarządu Dróg była informacja, że droga jest wciąż zamknięta (zimą wiele dróg jest nieprzejezdnych i zamkniętych do lata), więc musiałem zmienić plany. To nawet lepiej, bo islandzki interior jest dość nudny.
Wjechałem na drogę wybudowaną w ostatnich latach. Zniwelowali zbędne podjazdy, więc jechało się bardzo wygodnie. Ruch też był nieznaczny. Przepaść w porównaniu do krajowej jedynki.
Przede mną stały dwa podjazdy. Pierwszy stromy, drugiego nawet nie poczułem. Czasem coś pokropiło, potem rozszalał się wiatr. Wiało z różnych stron – to od fiordu, to z góry. Na kempingu znalazłem ustronne miejsce. Przestało wiać, gdy rozbiłem namiot.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Deszcz za deszczem

  128.51  06:41
Znów obudził mnie deszcz. Padało do rana. Do tego mocno wiało, więc namiot wytelepało i spakowałem go relatywnie suchego.
Dalsza droga na północ wiodła do Fiordów Zachodnich, które zjeździłem 10 lat temu. Ruszyłem na wschód z wiatrem. Przede mną widziałem ścianę deszczu, która się oddalała. Niestety przeoczyłem tę za mną. Potem kolejną i kolejną, aż na szczyt podjazdu. Znów były błotne szutry. Po drugiej stronie słońce czasem wyglądało zza chmur, czasem pokropiło i wiało ze wszystkich stron. Wjechałem też na drogę nr 1. Ruch straszny, a liczba wykolejeńców poraża. Szkoda, że nie ma alternatyw.
Reszta drogi to walka o to, by nie zostać potrąconym, podziwianie słońca malującego górskie pejzaże, obserwowanie ścian deszczu przesuwających się przez doliny.
Jak większość trasy była z wiatrem, że aż średnia wyszła lepiej niż od przylotu, tak końcówkę miałem pod wiatr, a za plecami obserwowałem kolejną sunącą ścianę deszczu. Dotarła dopiero po rozbiciu obozu. Dzisiaj pierwszy kemping bez kuchni, więc do przyrządzenia kolacji musiałem użyć kuchenki, którą targałem z całym majdanem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Kategorie

Archiwum

Moje rowery