Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

terenowe

Dystans całkowity:44772.03 km (w terenie 10557.26 km; 23.58%)
Czas w ruchu:2396:09
Średnia prędkość:18.19 km/h
Maksymalna prędkość:71.10 km/h
Suma podjazdów:310393 m
Maks. tętno maksymalne:130 (66 %)
Maks. tętno średnie:160 (81 %)
Suma kalorii:120656 kcal
Liczba aktywności:552
Średnio na aktywność:81.11 km i 4h 28m
Więcej statystyk

Przełęcz Hellisheiði

  93.46  06:03
Było pochmurno. Wiatr uspokoił się i zmienił kierunek. Do wyboru miałem kilka dróg. Nawigacja pokazywała jakąś nieoficjalną, więc nawet nie chciałem sprawdzać, czy jest przejezdna. Kolejna była droga nr 1, ale wolałem jej unikać. Pozostała przełęcz.
Droga wzdłuż wybrzeża szybko zmieniła się w szuter. Był koszmarnej jakości. Wytelepało mnie konkretnie. Parę widoków dalej zaczął się właściwy podjazd. Dużo luźnych kamieni, więc czasem trudno było utrzymać się prosto. Przynajmniej ruch na podjeździe prawie nie istniał: auto, motocykl i piechur. Lekko wiało i nie było słońca. Na dole na plus, ale wyżej zaczęło to dokuczać.
Znalazłem się na 655 m n.p.m. Nie był to najwyższy punkt, na jaki wspiąłem się na Islandii. Wiatr jeszcze silniej mnie poganiał, więc bez zwłoki zacząłem się staczać. Zgodnie z sugestią ze znaków – 30 km/h. Luźne kamienie były wystarczająco straszne, żeby nie przyspieszać. Serpentyna zdawała się wić w nieskończoność, ale dotarłem cały do końca. Przeprawa zajęła mi równo 2 godziny.
Droga wzdłuż doliny była długa i po równie męczącym szutrze. Po tej stronie gór było słonecznie. Wiatr czasem wiał w plecy, czasem z boku, aż w końcu zmienił się diametralnie i zaczął wiać w twarz. Parę pagórków dalej dotarłem do odcinka drogi nr 1. Niełatwy w ominięciu, ale ruch o tej porze nie był zabójczy.
Ostatnia góra i znalazłem się w mieście Egilsstaðir. Zatrzymałem się na tutejszym kempingu, bo prysznic był w cenie, ale jest to jednocześnie najdroższy kemping, na jakim zatrzymałem się. Do tego strasznie zatłoczony, o czym dowiedziałem się później, gdy chciałem zrobić kolację w kuchni. Potem jeszcze tabuny namiotów pojawiły się na maleńkim poletku namiotowym. Zupełny brak wiedzy o zasadach ochrony przeciwpożarowej. Na większości innych kempingów mieli zasadę minimum 3 metrów między namiotami. Nie był to trafiony wybór.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Północna Islandia

  92.15  04:59
Było nadal słonecznie i wietrznie. Dzisiaj jednak wiatr mi sprzyjał, więc chciałem maksymalnie to wykorzystać. Droga na północ była na tyle lekka, że znów brakowało biegów. W międzyczasie pojawiły się chmury, chwilę pokropił deszcz ze śniegiem, a droga zmieniła się w szuter. Im dalej, tym paskudniej, bo środek pokrywała tarka, a pobocza były sypkie i grząskie. Musiałem też uciekać od ptaków, a dojazd do dwóch wysuniętych najdalej na północ części Islandii był albo w bardzo złym stanie, albo niedostępny ze względu na okres lęgowy kaczek.
Znów dotarłem wcześnie na kemping. Martwiłem się o niedostatek miejsc, a byłem jedynym z namiotem. Poza mną były jeszcze kampery. Mając taki kawał wieczoru, zrobiłem sobie spacer po wiosce.
Kategoria kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Z wiatrem i pod wiatr

  96.67  05:24
Zaletą kempingu leśnego było to, że w nocy rozbrzmiewały śpiewy małych ptaków, a nie rozdarte dzioby ptactwa wodnego.
Nocy była chłodna i wietrzna. Dopiero słońce zachęciło mnie do opuszczenia śpiwora. Przez długi dzień było słonecznie. Wiatr też mnie pchał przez dolinę. Droga krajowa nr 1 była wyjątkowo pusta.
Zahaczyłem o wodospad Goðafoss. Przyciągał rzesze turystów. Równie mocno przyciągał sklep z pamiątkami. Wybrałem kilka lekkich.
Czas uciekał, ale wiatr w dolinie był tak przychylny, że brakowało mi biegów, by go gonić. Niestety ta przyjemność nie trwała długo i po dostaniu się na drugą stronę doliny wiatr zmienił się o 180°. Czasem dmuchało mocniej, czasem słabiej, ale mozolnie jechałem na północ. W międzyczasie naszły chmury, więc zrobiło się chłodno. W takich warunkach dotarłem do kempingu. Tam już mniej wiało i nawet pokazało się słońce.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Zostałem serwisantem

  102.60  06:25
Niebo spowijała warstwa chmur na tyle gruba, że nie było widać gór po drugiej stronie fiordu. Gdy ruszyłem, zaczęło się wypogadzać, ale szybko pojawiła się mgła, która zamieniła się w deszcz. Czasem zwodnie ustawał, ale potem wracał.
Znalazłem się w Akureyri, jednym z trzech miast na Islandii mających serwis rowerowy. Nie było serwisanta zajmującego się szprychami, ale dogadaliśmy się, że sam to zrobię z użyciem ich narzędzi. Dwa problemy: śruba w piaście nie chciała puścić. Trochę się z nią naszarpałem, mimo że przed wyjazdem nasmarowałem gwint. Drugi problem zauważyłem w porę – klejona śruba bagażnika prawie wykręciła się. Był też problem z odkręceniem tarczy hamulcowej, więc mi z tym pomogli. Reszta poszła bez problemów. Te dwie szprychy musiałem mocno naprężyć, aby wycentrować koło, więc to ta obręcz może być tandetna.
Szprychy mają drogie, bo policzyli 1000 koron za sztukę (30 zł). Za zabawę w serwisanta też sobie doliczyli 6000 koron. Rozbój, ale to ostatni serwis, z którego dane mi było skorzystać na wyspie.
Jechałem dalej na prostym kole. Miałem dylemat. Tunel był niedostępny dla rowerów. Do wyboru pozostały długi podjazd lub o 20 km dłuższy dystans wzdłuż rzeki. Suma podjazdów wychodziła podobna. Zdecydowało jednak natężenie ruchu i ruszyłem drogą dłuższą. I tak znów zaczęło padać. Gdy dotarłem do rzeki, droga okazała się terenowa. Na tyle, że całe spodnie miałem obryzgane błotem. Nie mówiąc o rowerze czy sakwach. Przynajmniej ruch był znikomy. Dopiero na ostatnich kilometrach przestało padać.
Na kemping dotarłem po 21. Dość biedny, bo nie mieli kuchni, a prysznic był na monety. Te same, od których Islandczycy odchodzą. Przynajmniej była ciepła woda w umywalce, więc sobie poradziłem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Deszcz za deszczem

  128.51  06:41
Znów obudził mnie deszcz. Padało do rana. Do tego mocno wiało, więc namiot wytelepało i spakowałem go relatywnie suchego.
Dalsza droga na północ wiodła do Fiordów Zachodnich, które zjeździłem 10 lat temu. Ruszyłem na wschód z wiatrem. Przede mną widziałem ścianę deszczu, która się oddalała. Niestety przeoczyłem tę za mną. Potem kolejną i kolejną, aż na szczyt podjazdu. Znów były błotne szutry. Po drugiej stronie słońce czasem wyglądało zza chmur, czasem pokropiło i wiało ze wszystkich stron. Wjechałem też na drogę nr 1. Ruch straszny, a liczba wykolejeńców poraża. Szkoda, że nie ma alternatyw.
Reszta drogi to walka o to, by nie zostać potrąconym, podziwianie słońca malującego górskie pejzaże, obserwowanie ścian deszczu przesuwających się przez doliny.
Jak większość trasy była z wiatrem, że aż średnia wyszła lepiej niż od przylotu, tak końcówkę miałem pod wiatr, a za plecami obserwowałem kolejną sunącą ścianę deszczu. Dotarła dopiero po rozbiciu obozu. Dzisiaj pierwszy kemping bez kuchni, więc do przyrządzenia kolacji musiałem użyć kuchenki, którą targałem z całym majdanem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Błotna Islandia

  85.10  05:28
Obudził mnie deszcz w środku nocy. Rano nie padało, ale rozpadało się, gdy zacząłem się zbierać. Przynajmniej wiatr ustał. Po paru kilometrach również i deszcz. Potem trochę straszyło kroplami czy drobnym deszczykiem, ale nic poważnego.
Moja droga niespodziewanie zmieniła się w szutry. Zniszczone przez nadmierną prędkość jeżdżących aut. Nawet pług, który wyrównywał nawierzchnię, niewiele pomógł. Przynajmniej nie było jakoś dużego ruchu. Niestety kilka odcinków było pokrytych błotem, które zostawało na rowerze, sakwach i ubraniach. Kompletnie nie pamiętam takiego doświadczenia z przeszłości. Z drugiej strony, bez deszczu, kurzyłoby się jak diabli.
Pojechałbym na następny kemping, ale miałem dość. Jeszcze wiatr się wzmógł. Lubię tutejszy klimat, jednak do deszczów nigdy nie przywyknę. Wydłużają każdą aktywność związaną z pakowaniem i rozpakowaniem, robieniem zdjęć, jedzeniem. A dzisiejszy prysznic był w budynku, ale wydawał się za gorący (brak możliwości kontroli temperatury). Po dłuższej chwili okazało się, że to ja przemarzłem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Stykkishólmur

  82.78  05:12
Dzień zaczął się słonecznie. Droga była z niespodziankami, bo wiodła przez siedlisko rybitw popielatych. Na szczęście na zjeździe, więc wyszedłem z tego czysty (ptaki te „bombardują” odchodami nieprzyjaciół). Gorzej byłoby w przeciwnym kierunku. Później minąłem Szwajcarów na rowerach, więc musieli się radować.
Pękła kolejna szprycha. Do najbliższego serwisu mam ze 4 dni drogi, więc będzie wesoło w tym tempie.
Pojawiły się chmury, słońce czasem się chowało. Zaliczyłem trochę niewygodnego terenu. Ostatnia droga do miasteczka Stykkishólmur była pod wiatr. Za plecami wisiały czarne chmury.
Prognoza pogody zapowiada jakieś deszcze. Mój kemping był całkiem dobrze wyposażony, tylko prysznice były pod chmurką. Trochę wiało, ale gdyby jeszcze padało, to ciężko to widzę.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Góra terenu

  80.16  05:20
W nocy trochę padało, nad ranem też, ale wyjrzało słońce i namiot spakowałem niemal suchy. Musiałem zmienić plany na dzisiaj, bo najbliższy sklep był prawie trzy dni drogi dalej, a nie zdałem sobie z tego sprawy podczas ostatnich zakupów.
Chcąc ominąć główne drogi, ruszyłem po drodze gruntowej. Była pokryta paskudną tarką i luźnymi kamieniami. Do tego było kilka wymagających podjazdów. Co najgorsze, pojawiły się irytujące meszki. Nie gryzły mocno, ale założyłem na głowę siatkę od owadów, żeby w spokoju dotrzeć na górę. Za to widoki rekompensowały trud. Później zorientowałem się, że kiedyś tamtędy jechałem.
Po zakupach czekała mnie długa droga na północ w pełnym słońcu. Były widoki, ale droga ciągnęła się w nieskończoność. Przynajmniej ruch nie był jakiś straszny.
Wczoraj coś zaczęło skrzypieć. Najpierw myślałem, że to pedały, potem, że uszczelka w korbie. Dzisiaj odkryłem, że to amortyzowana sztyca. Wlałem w nią trochę oleju i myślałem, że wystarczyło, ale skrzypienie szybko powróciło. Słaby to sprzęt.
Dotarłem na farmę, na której kiedyś nocowałem. Stała się kompletnie bezobsługowa. Płatność przez internet. Nawet za prysznic płaci się kartą. Islandia niemal odeszła od gotówki. Wszędzie można zapłacić kartą.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Zachmurzony WPN

  51.71  02:35
Rafał z Sylwią jechali do Wielkopolskiego Parku Narodowego, aby przejechać się kładkami. Dołączyłem do nich. Niebo spowiły chmury i chwilę nawet pokropiło, więc skróciliśmy dystans. Ostatecznie wróciliśmy przed deszczem.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Kross, terenowe, Wielkopolski Park Narodowy, ze znajomymi

Wiosenny WPN

  38.53  01:53
Ruszyłem na południe. Zahaczyłem o Szachty, ale było zbyt tłumnie. Wjechałem do Wielkopolskiego Parku Narodowego na szlak wzdłuż Warty. Przy mostkach pojawiły się ich imiona: Krzyśko, Grześko i Przemko. Wzięły się one od inicjatorów i twórców szlaku. Powrót przez Szreniawę. Strasznie się kurzyło.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Kross, terenowe, Wielkopolski Park Narodowy

Kategorie

Archiwum

Moje rowery