Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

dojazd pociągiem

Dystans całkowity:16257.17 km (w terenie 1966.59 km; 12.10%)
Czas w ruchu:796:41
Średnia prędkość:20.18 km/h
Maksymalna prędkość:70.30 km/h
Suma podjazdów:84646 m
Maks. tętno maksymalne:130 (66 %)
Maks. tętno średnie:150 (76 %)
Suma kalorii:73898 kcal
Liczba aktywności:161
Średnio na aktywność:100.98 km i 5h 02m
Więcej statystyk

Po gorącym Wrocławiu

  13.18  00:42
Opóźniony lot, potem transport do hotelu i poszedłem spać w środku nocy. Rano złożyłem rower i ruszyłem z myślą o przejażdżce po Wrocławiu, ale gdzieś mi ten czas uciekł, więc pospieszyłem prosto na pociąg. I tak było nieznośnie gorąco. Będę tęsknił za islandzkim latem. Dziwnie było widzieć tylko polskie tablice rejestracyjne. A drogi dla rowerów, choć nieliczne, są jednak równiejsze na Islandii.
Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, z sakwami

Przyjemniejszy Poznań

  7.58  00:25
Poznań zaskoczył miłym chłodem. Do tego wiało, ale to wiatr jak z Islandii. Nawet na poznańskich ulicach chciał mnie dopaść. Na szczęście nie miałem daleko. Pozostało mi suszenie po deszczowej końcówce wyprawy. Rower pewnie uziemię na czas wymiany szprych, czyszczenia napędu, smarowania sztycy i odpowietrzania hamulców, bo nie wydają się w pełni sprawne.
Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, z sakwami

Zaś ta Warszawa

  86.25  04:46
Gorąc lał się z nieba. Wśród dróg było sporo terenu. Niestety najczęściej były to piachy. Niektóre nieprzejezdne. Po niektórych lasach aż błądziłem, szukając mniej zniszczonej drogi. Potem kawałek wzdłuż Wisły, przekroczyłem ją po moście i znalazłem się na jakimś szlaku. Rowerzysta na rowerzyście. Takie korki to nie dla mnie.
Dotarłem do Warszawy. Chciałem przespacerować się po Parku Wilanowskim, ale mieli na bramie zakaz wprowadzania rowerów. Pojechałem do Łazienek Królewskich. Tam nie było problemu. Po spacerze udałem się na Stare Miasto. Wszedłem do Ogrodów Zamkowych. W dolnej części nawet widziałem jadących rowerzystów pomimo zakazu, ale gdy chciałem wejść na górą część, to cieć wyskoczył do mnie, że nie można, mimo że regulamin na bramie zabrania jazdy, a nie spacerowania. Na szczęście to był ostatni punkt przed powrotem na dworzec.
Miała być przedmajówka, a trochę się wydłużyła, również z powodu zmiany planów. Wyszło prawie 900 km. Zobaczyłem dwa parki, przespacerowałem się po kilku ścieżkach, tonąłem w piachach, chowałem się przed śniegiem i zaliczyłem parę kolejnych gmin.
Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / mazowieckie, rowery / Kross, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Łochów

  69.36  03:35
Zbierałem się od paru tygodni, by znów gdzieś się ruszyć. Wypadło na północno-wschodni region Polski. Dostałem się do Warszawy, a potem… no, wydostanie się z centrum trochę mi zajęło. Dalej jechałem głównie gorszymi i lepszymi drogami dla rowerów. Powstają tak szybko, że społeczność nie nadąża z aktualizowaniem map. Chmury na niebie przeważały. Wiatr czasem był zmienny i przeszkadzał.
Im dalej od stolicy, tym robiło się spokojniej. Mniej aut, zabudowań, ludzi. Nawet wypatrzyłem dzięcioła zielonego.
W końcu dotarłem do dzisiejszego celu. Słaba baza noclegowa zmusiła mnie do noclegu w wozowni łochowskiego pałacu. Widziałem zdjęcia i przed laty była to kompletna ruina. Sporo pracy włożyli w to miejsce.
Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / mazowieckie, rowery / Kross, z sakwami, wyprawy / Przedmajówka 2026

Przez Koszalin

  77.63  04:01
Niebo było kompletnie zachmurzone. Temperatura odczuwalna bardzo niska, chociaż na termometrze było więcej niż wczoraj. Planowałem dzisiaj dostać się do Szczecinka, aby jutro znaleźć się w Pile, ale prognoza deszczu mnie odwiodła od tego planu. Dodatkowo przed Obornikami wprowadzili zastępczą komunikację autobusową.
Jazda wzdłuż ekspresówki to nie był najlepszy pomysł. To wielki plac budowy. Dużo ograniczeń i pyłu. Do tego nieustanny szum pędzących aut. Bezmyślnie zrobione drogi dla rowerów – szczególnie barierki blokujące zjazd na skrzyżowaniach. Nie miałem jednak lepszego wyjścia.
Koszalin odstrasza. Przerobili chodniki na drogi dla rowerów, więc niektóre krawężniki były wysokości pięści, nie wspominając o jakości nawierzchni. Wydostałem się stamtąd po równie okropnym szlaku 15A, który był łącznikiem Starego Kolejowego Szlaku. Białogard gonił Koszalin pod kątem absurdów antyrowerowych. Najdziwniejsze były przerwy w ciągłości dróg na przystankach autobusowych. Rowerzysta musi teleportować się na jezdnię, aby kontynuować jazdę.
Dotarłem do dworca na godzinę przed pociągiem. To koniec tej krótkiej wyprawy. Przejechałem 400 km, odwiedziłem kilka nowych gmin, pogoda była kapryśna. Rower spisał się dobrze, ale chiński bagażnik mocno się zużył. Coraz trudniej przychodzi znalezienie towarów dobrej jakości.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / zachodniopomorskie, rowery / Kross, wyprawy / Przedwiosenna 2026, z sakwami

Bydgoszcz – Koronowo – Tuchola

  80.49  04:17
Ten plan powstał już przed poprzednim weekendem, ale postanowiłem go trochę urozmaicić, wydłużając go do rangi niedużej wyprawy. Wsiadłem w pociąg i znalazłem się w zasypanej piachem Bydgoszczy. Poznań bardziej dba o bezpieczeństwo na drogach.
Nie miałem większego pomysłu na wydostanie się z miasta, więc ruszyłem po szlaku do Koronowa. Zamienili papier ścierny na glinę, więc zrobiło się wygodniej i bezpieczniej, chociaż asfaltowe odcinki były grubo posypane piachem.
Łańcuch mi dzisiaj hałasował. Mogłem zrobić mu kilka kąpieli w tej emulsji woskowej. Poświęciłem kwadrans w Koronowie na smarowaniu. W słońcu całkiem szybko poszło. Plusem tego wosku jest to, że na piachach w końcu łańcuch pracuje cicho, nic nie zgrzyta od kruszonych ziaren piachu przyklejonych do łańcucha.
Kolejnym punktem dnia był kolejny wiadukt kolejowy. Droga krajowa była zawalona autami, więc musiałem się nagimnastykować, aby ją ominąć. Wiadukt zobaczyłem, sfotografowałem i ruszyłem dalej. Przede mną były drogi leśne. Lepsze, gorsze. Jechałem po różnych nawierzchniach: wygodny grunt, piach, kamienie, błoto, kocie łby, torfowiska. Widoki cieszyły oko tak bardzo, że zapominałem się zatrzymać na sfotografowanie ich.
Jeden z obranych skrótów, który miał być brodem, okazał się dość wartką rzeką, a powalone drzewo, które prawdopodobne funkcjonowało jako przejście, nie sięgało brzegu i wyglądało na zbyt przegniłe, by chociażby próbować na nie skakać. Musiałem nadłożyć trochę drogi, żeby znaleźć mostek wśród torfowisk. Potem czekała mnie walka z piachem, aż dostałem się do dawnego mostu kolejowego, po raz kolejny na Brdzie. Szkoda, że most nie jest w najlepszej kondycji.
Dalsza droga przyniosła trochę śniegu, a tym samym niższą temperaturę, parę wodospadów, kilka przyjemnych asfaltów, aż zaczęła się Tuchola. Zakazy, absurdalny układ dróg, paskudne drogi dla kaskaderów, a absolutnym hitem, już za Tucholą, był zakaz wjazdu rowerem przed skrzyżowaniem, bo jakiś debil założył, że rowerzyści będą chcieli jechać tylko na północ, więc chcąc jechać na zachód, trzeba złamać zakaz. Pewnie jeszcze dostał wynagrodzenie za tę idiotyczną organizację ruchu.
Wpis wyszedł dość kolejowy. Za to bardzo ładne rejony, zwłaszcza odcinki leśne (nie te pokryte piachem). Może kiedyś tu wrócę, bo spora część lasów czeka nieodkryta.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, po zmroku i nocne, Polska / kujawsko-pomorskie, rowery / Kross, terenowe, z sakwami, wyprawy / Przedwiosenna 2026

Brudne Ujście Warty

  72.97  04:08
Pomysł chodził za mną od tygodnia, a nowy rower zwiększał motywację. Ruszyłem do Santoka. Niestety zachmurzenie odbierało uroku widokom. Przedostałem się do Gorzowa, skąd ruszyłem wzdłuż Warty po lewym brzegu, głównie po śladzie sprzed roku. Zachwyciła mnie przerzutka Shimano GRX, która napinała łańcuch tak mocno, że ani drgnął na nierównych drogach.
Wiało z północy. Odcinek do Świerkocina był nieprzyjemnie chłodny. Tam wjechałem na prawobrzeżny wał. Niestety został zniszczony ciężkim sprzętem podczas ostatnich roztopów. Miałem do wyboru zamarzniętą trawę lub błoto. Kross ma sztywniejszą ramę niż Fuji, więc czułem nierówności ukryte w trawie, a przez brak błotników (będą na dniach) byłem cały ochlapywany błotem. Najpierw niewinnie pojawiło się parę piegów, potem coraz więcej, aż przestałem zwracać na to uwagę. Nie miałem ochoty się wycofywać z powodu brudu. Ostatecznie i tak rower był mniej brudny niż po jeździe miesiąc temu.
Skręciłem na Bobrową Drogę, która była odrobinę wygodniejsza. Potem wróciłem na wał, gdzie nawierzchnia była w lepszym stanie, ale zamarznięta ziemia nie przyjmowała wody, więc ta chlapała z bieżnika.
Zwierząt było dzisiaj bardzo mało. Pod Gorzowem tylko parę saren, Warta przy grobli nie była skuta lodem, więc spotkałem chyba tysiące płochliwych kaczek, parę gęsi i łabędzia. Potem jeszcze coś plusnęło w przeręblu, a na koniec trafiłem na sporo dzików.
Dzisiaj nie rezerwowałem pociągu powrotnego, żeby nie martwić się ograniczonym czasem. Pojechałem do Starego Kostrzyna zobaczyć Odrę, a następnie zakończyłem wycieczkę na dworcu. Nie mogłem kupić biletu na rower w dwóch kolejnych pociągach (pewnie wyprzedały się, mimo że prawie nie spotkałem turystów), ale za sugestią kasjerki zapytałem kierownika pociągu, który pozwolił mi wsiąść. Udało mi się jeszcze naprędce usunąć błoto z roweru, które zamieniło się w bryły lodu.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Park Narodowy „Ujście Warty”, Polska / lubuskie, rowery / Kross, terenowe

Trzaskające Ujście Warty

  57.69  03:09
Planowałem wyjazd w listopadzie. Nie wyszło, ale już jak co roku ruszyłem w styczniu. W Poznaniu temperatura na minusie, w Gorzowie dużo cieplej, choć na drogach zalegało sporo lodu. Początkowo planowałem pojechać nieznaną mi trasą przez wioski, ale widoki z pociągu zmieniły moje plany. Ruszyłem po wałach, których najbardziej zniszczoną część w końcu wyasfaltowali latem. Tylko bezmyślnie postawili zakaz ruchu niewykluczający rowerów, mimo że biegną tamtędy przynajmniej dwa szlaki rowerowe.
Wygody nie trwały długo. Droga terenowa miejscami była przyjemna, ale głównie zabłocona lub grząska. Lód pokrywający łachy Warty trzaskał. Widziałem sporo płochliwych saren. Gęsi i żurawie kluczyły po niebie, łabędzie krzykliwe dało się usłyszeć w ich stałym miejscu, ale wyjątkowo mało spotkałem łabędzi niemych. Widziałem też zaskakująco dużo ptaków drapieżnych, których nie umiem rozpoznać, w tym jednego wielkiego (może to bielik). Tylko jedna czapla biała wyskoczyła znikąd.
Postanowiłem przejechać się pierwszy raz po Żółtej Drodze. Niestety rozmarzła tylko górna warstwa gleby, więc woda nie mogła wsiąknąć i zapadałem się, jakbym poruszał się po mule. Nic przyjemnego. Mogłem jechać dzień wcześniej. Sama droga nie robiła szału. Ot, łąki jak okiem sięgnąć.
Zdecydowałem się przedostać do Bobrowej Drogi. Wcześniej jednak miałem do pokonania najbrudniejszy odcinek, bo błoto aż zapychało błotniki. Potem było ciut lepiej, chociaż zniszczyli drogę łącznikową, która czasem jest zalewana.
Wróciłem na wały, skąd rozpościerały się widoki na odcinek skutej grubym lodem Warty. Dostałem się do Kostrzyna. Miałem jeszcze kwadrans, żeby coś zjeść i strącić grubsze warstwy błota z roweru. Liczyłem na to, że zobaczę jeszcze Odrę, ale roztopy za mocno mnie spowolniły.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Park Narodowy „Ujście Warty”, Polska / lubuskie, rowery / Fuji, terenowe

Polanica 3

  24.92  01:40
Nie chciałem powtórki z zeszłego roku. Wsiadłem w pociąg i znalazłem się w Kłodzku. Miało padać, a zamiast tego słońce przeciskało się przez chmury. Jesienną wyprawę czas zacząć.
Ruszyłem na zachód. Tuż przed Polanicą-Zdrojem zaczęło padać. Przestało, gdy znalazłem schronienie. Przespacerowałem się po parku zdrojowym i ruszyłem dalej. Chciałem uniknąć jazdy po własnym śladzie z ostatniej wizyty, ale w Szczytnej i tak na niego wjechałem, bo przegapiłem zjazd na Szlak Liczyrzepy. Droga koszmarnie dziurawa, do tego mokra. W oddali widziałem opad, nawet chwilę pokropiło, ale miałem niedaleko do noclegu, więc dojechałem suchy.

Kategoria dojazd pociągiem, góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, rowery / Fuji, z sakwami, wyprawy / Jesień 2025

Zielone Ujście Warty

  67.88  03:37
Chodziła za mną wycieczka gdzieś dalej, więc wsiadłem w pociąg, który wlekł się i zrobił duże opóźnienie. Dotarłem nim do Gorzowa. Chciałem jechać standardowo wałami, ale w końcu zaczęli wylewać tam asfalt. Ostatnio jechało się tragicznie, więc w końcu coś zmienią. Niestety drogi alternatywne nie były najlepsze, ale doprowadziły mnie do dalszej części szlaku na wałach.
Trochę dzisiaj wiało, ale głównie w plecy. Widoki nie były najlepsze. Niski stan wody przez suszę hydrologiczną, mało zwierząt (najwięcej wypatrzyłem szerszeni i łabędzi), zieleń przesłaniała wszystko. Bardziej mi tu się podobało wiosną. Może jeszcze późną jesienią spróbuję. Tymczasem dotarłem do Parku Narodowego „Ujście Warty”. Przejechałem się i przespacerowałem po kilku ścieżkach. Powrót przez Dąbroszyn do Kostrzyna, gdzie czekał na mnie pociąg.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Park Narodowy „Ujście Warty”, Polska / lubuskie, rowery / Fuji, terenowe

Kategorie

Archiwum

Moje rowery