Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

setki i więcej

Dystans całkowity:62034.97 km (w terenie 5423.39 km; 8.74%)
Czas w ruchu:3220:08
Średnia prędkość:19.03 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:418740 m
Maks. tętno maksymalne:150 (76 %)
Maks. tętno średnie:160 (81 %)
Suma kalorii:175271 kcal
Liczba aktywności:468
Średnio na aktywność:132.55 km i 6h 58m
Więcej statystyk

Zostałem serwisantem

  102.60  06:25
Niebo spowijała warstwa chmur na tyle gruba, że nie było widać gór po drugiej stronie fiordu. Gdy ruszyłem, zaczęło się wypogadzać, ale szybko pojawiła się mgła, która zamieniła się w deszcz. Czasem zwodnie ustawał, ale potem wracał.
Znalazłem się w Akureyri, jednym z trzech miast na Islandii mających serwis rowerowy. Nie było serwisanta zajmującego się szprychami, ale dogadaliśmy się, że sam to zrobię z użyciem ich narzędzi. Dwa problemy: śruba w piaście nie chciała puścić. Trochę się z nią naszarpałem, mimo że przed wyjazdem nasmarowałem gwint. Drugi problem zauważyłem w porę – klejona śruba bagażnika prawie wykręciła się. Był też problem z odkręceniem tarczy hamulcowej, więc mi z tym pomogli. Reszta poszła bez problemów. Te dwie szprychy musiałem mocno naprężyć, aby wycentrować koło, więc to ta obręcz może być tandetna.
Szprychy mają drogie, bo policzyli 1000 koron za sztukę (30 zł). Za zabawę w serwisanta też sobie doliczyli 6000 koron. Rozbój, ale to ostatni serwis, z którego dane mi było skorzystać na wyspie.
Jechałem dalej na prostym kole. Miałem dylemat. Tunel był niedostępny dla rowerów. Do wyboru pozostały długi podjazd lub o 20 km dłuższy dystans wzdłuż rzeki. Suma podjazdów wychodziła podobna. Zdecydowało jednak natężenie ruchu i ruszyłem drogą dłuższą. I tak znów zaczęło padać. Gdy dotarłem do rzeki, droga okazała się terenowa. Na tyle, że całe spodnie miałem obryzgane błotem. Nie mówiąc o rowerze czy sakwach. Przynajmniej ruch był znikomy. Dopiero na ostatnich kilometrach przestało padać.
Na kemping dotarłem po 21. Dość biedny, bo nie mieli kuchni, a prysznic był na monety. Te same, od których Islandczycy odchodzą. Przynajmniej była ciepła woda w umywalce, więc sobie poradziłem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Deszcz za deszczem

  128.51  06:41
Znów obudził mnie deszcz. Padało do rana. Do tego mocno wiało, więc namiot wytelepało i spakowałem go relatywnie suchego.
Dalsza droga na północ wiodła do Fiordów Zachodnich, które zjeździłem 10 lat temu. Ruszyłem na wschód z wiatrem. Przede mną widziałem ścianę deszczu, która się oddalała. Niestety przeoczyłem tę za mną. Potem kolejną i kolejną, aż na szczyt podjazdu. Znów były błotne szutry. Po drugiej stronie słońce czasem wyglądało zza chmur, czasem pokropiło i wiało ze wszystkich stron. Wjechałem też na drogę nr 1. Ruch straszny, a liczba wykolejeńców poraża. Szkoda, że nie ma alternatyw.
Reszta drogi to walka o to, by nie zostać potrąconym, podziwianie słońca malującego górskie pejzaże, obserwowanie ścian deszczu przesuwających się przez doliny.
Jak większość trasy była z wiatrem, że aż średnia wyszła lepiej niż od przylotu, tak końcówkę miałem pod wiatr, a za plecami obserwowałem kolejną sunącą ścianę deszczu. Dotarła dopiero po rozbiciu obozu. Dzisiaj pierwszy kemping bez kuchni, więc do przyrządzenia kolacji musiałem użyć kuchenki, którą targałem z całym majdanem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Półwysep Snæfellsnes

  120.40  07:21
Poranek był chłodny i pochmurny. Przez resztę dnia pojawiły się tylko lokalne przejaśnienia.
Kontynuowałem plan jazdy na Półwysep Snæfellsnes. Ruch na drodze nie zmienił się od wczoraj – był umiarkowany. Wiatr ciągle przeszkadzał. Jedynie widoki dopisywały. Chwilę nawet pokropiło, ale obyło się bez deszczu. Spotkałem pierwszych sakwiarzy. Pękła też pierwsza szprycha.
Rozważany na dzisiaj kemping nie podobał mi się. W opiniach narzekano na rybitwy popielate atakujące ludzi. Wystarczyło mi dotychczasowych wrażeń, więc czekał mnie dłuższy dystans.
Znalazłem się w Parku Narodowym Snæfellsjökull. W jego granicach znalazło się pole zastygłej lawy, którą porastał mech. Były nawet szlaki piesze i konne, ale co tam można zobaczyć? Na wybrzeżu są przynajmniej różne formacje skalne.
Wiatr się rozszalał i zaczął mnie spowalniać. Kolejne kilometry wpadały bardzo wolno, przystanków nie było końca. Wreszcie dotarłem do celu i nawet znalazłem miejsce na namiot bez wiatru.

Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, setki i więcej, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Przez Reykjavík

  135.31  08:26
W nocy było zimno, nad ranem z kolei musiałem rozpiąć śpiwór. Przynajmniej słońce dało pospać i wygoniło z nagrzanego namiotu dopiero o ósmej. Niebo było niemal bezchmurne. Namiot spakowałem suchutki.
Ruszyłem po pustej drodze. Na tyle pustej, że wiele ptaków założyło gniazda w pobliżu. Wliczając kulika mniejszego, rycyka, ostrygojada i bekasa kszyka, które przez kilkaset metrów latają i piszczą nad głową intruza. Są też rybitwy popielate, z islandzkiego kría, co jest onomatopeją wydawanego przez nie odgłosu podczas ataku, które dodatkowo odstraszają nieproszonych gości „bombardowaniem” odchodami. Musiałem się też raz wracać, bo ktoś wykupił drogę i postawił bramę.
Wjechałem na drogę krajową. Dwa pasy ruchu w każdym kierunku, pełna aut, ale pobocze zrobili szerokie. Potem pojawiły się i drogi dla rowerów. Niewiele lepsze od chodników, tylko były tak pokręcone, że bez nawigacji lub wiedzy lokalnej można na nich zmarnować dużo czasu.
Znalazłem się w Reykjavíku – z dwóch powodów. Pierwszym była rowerowa mapa Islandii. Chciałem dostać nową wersję tej, którą znalazłem 10 lat temu. Islandka, której poprzedniego dnia pomagałem na lotnisku, podpowiedziała mi, że znajdę je w sklepach rowerowych. Udałem się do otwartego. Pracował tam Polak, który rozpoznał polski rower, na którym podróżowałem. Chwilę porozmawialiśmy i wiedział, czego szukam, ale powiedział, że już ich nie drukują. Szkoda, bo lubię takie pamiątki. Drugim celem był kościół Hallgrímskirkja. Oblegany przez ludzi, ale zrobiłem jakieś zdjęcia.
Niebo pokryły chmury. Czasem pojawiało się przejaśnienie. Pojechałem najpierw wzdłuż wybrzeża, potem po znanej mi drodze. Ruch był straszny. Do tego dużo kretynów. Wszyscy jechali standardową trasą z przewodnika. Po kilkunastu kilometrach skręciłem i znów miałem drogę tylko dla siebie.
Dotarłem na kemping. Niestety był zamknięty. Nie wiem, jak to przeoczyłem podczas planowania. Nie miałem wystarczająco wody na dziki obóz, więc musiałem doliczyć dodatkowe 35 km do kolejnego kempingu. Wiele pagórków później znalazłem się na miejscu. Było otwarte, a gdy rozbiłem namiot, zaczęło kropić.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, setki i więcej, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Słoneczny Kostrzyn

  101.81  04:17
Było słonecznie, pochmurno i wietrznie. Ruszyłem z zamiarem przejechania się lasami ku Wierzonce. Poszło tak dobrze, że ruszyłem do Pobiedzisk. Źle skręciłem i zmieniłem plany, ruszając do Kostrzyna. Chmury przestały przeważać na niebie i z szybkiej wycieczki wyszło smażenie się. Pobłądziłem chwilę na nieoznaczonych serwisówkach wzdłuż drogi ekspresowej i skierowałem się do Poznania. Tam, chcąc dokręcić do stówki, zrobiłem jeszcze parę zygzaków.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT, setki i więcej

Pochmurna puszcza

  122.36  04:59
Ruszyłem rano. Na horyzoncie wisiały chmury, które szybko pokryły niebo. W prognozie były nawet przelotne deszcze. Dojechałem do Puszczy Noteckiej i zgodnie z planem pokonałem całą trasę. Tylko chwilę pokropiło. Zaraz połowa sezonu, a to dopiero pierwsza stówka.
Kategoria kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, Polska / wielkopolskie, Puszcza Notecka, rowery / GT, setki i więcej

Znośna Puszcza Notecka

  114.98  04:42
Dzisiaj było sporo chmur, a i wiało, więc dało się wytrzymać na dworze. Pojechałem do Puszczy Noteckiej, na mój ulubiony fragment drogi na dawnej linii kolejowej. Ruch na drogach duży, a i w puszczy typowo weekendowy. Droga do Poznania jakby bardziej pusta. Temperatura spadła do 22 °C.
Kategoria kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, Polska / wielkopolskie, Puszcza Notecka, rowery / GT, setki i więcej

Waterford Greenway

  124.05  07:06
Dzisiaj obudziło mnie słońce na bezchmurnym niebie. Nie trwało to jednak długo, bo chmury pojawiły się zanim zdążyłem wysuszyć namiot z porannej rosy.
Zorientowałem się, że do Corku miałem kawał drogi. Musiałem więc przejechać dziś dłuższy dystans. Zacząłem też ciąć szlak EuroVelo 1. Trafiałem na wystarczająco spokojne drogi. Wiatr był niewyczuwalny. Słońce jeszcze od czasu do czasu się pojawiało.
Przepłynąłem zatokę promem i dostałem się do miasta Waterford. Chwilę pokropiło, co wykorzystałem na zakupy. Potem dotarłem do atrakcji dnia – drogi położonej na miejscu dawnej linii kolejowej. Obok biegła też czynna linia kolejki wąskotorowej, o czym dowiedziałem się później. Przy okazji zaczęło padać.
Kolejka uciekła mi, gdy droga na chwilę odbiła od torów, ale złapałem ją później, gdy wracała ze swojej krótkiej trasy. Zakręt dalej znajdowała się też stacja końcowa.
Na 20. kilometrze szlaku przestało padać. Na 40. znów zaczęło kropić. Podobno linia była jedną z najpiękniejszych w kraju. Szkoda, że aura nie pokazała tych widoków. Na trasie były 3 wiadukty, z czego do dwóch udało mi się zjechać. Był też tunel. Standardowo rowerzyści mają obowiązek przeprowadzić przez niego rower. Dopiero końcówka szlaku, po osiągnięciu wybrzeża, pokazała odrobinę swojego piękna.
Znów się rozpadało. Miałem do pokonania podjazd. Na nim deszcz zmienił się w gęstą mgłę, która przepadła dopiero po wytraceniu wysokości. Za to znów zaczęło kropić. Już mniej uciążliwie, ale przeszkadzało to do końca dnia.
W okolicy nie było żadnych kempingów akceptujących namioty, więc zatrzymałem się w domu gościnnym. Przynajmniej mogłem wyschnąć.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, po dawnej linii kolejowej, pod namiotem, rowery / Fuji, setki i więcej, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Gorąca Irlandia

  119.28  07:23
Zapowiadał się kolejny gorący dzień. Najpierw musiałem dostać się do sklepu, bo zorientowałem się, że nie mam drobnych, żeby zapłacić za nocleg. Sklep z kolei był w remoncie, ale stał otwarty. Dostępne dwa regały na krzyż, a reszta to istny sajgon. Monterzy mieszali się z kupującymi i obsługą sklepu.
Kontynuowałem jazdę po szlaku EuroVelo 1. Najpierw mnie poprowadził wzdłuż wybrzeża, potem wśród farm, aż w góry. Słońce prażyło, cień rzucały tylko nieliczne drzewa, niekończące się podjazdy pojawiały się za zjazdami, a widoki nie cieszyły tak bardzo, o ile cokolwiek dało się zobaczyć. Wiatru, jak na złość, prawie nie było, a na termometrze widziałem nawet 30 °C. Był to jeden z najmniej przyjemnych niedeszczowych dni tutaj.
W końcu dotarłem do kempingu. Byli całkowicie zarezerwowani, ale pan powiedział, że uda się mnie wcisnąć. Akurat wypadło święto bankowe, co w połączeniu z pogodą dało duży ruch turystyczny. A jutro podobno ma być rekordowo ciepło.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, setki i więcej, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Dún Briste

  122.70  07:29
Dzień zaczął się tak samo, jak skończył poprzedni – pochmurnie i wietrznie. Kontynuowałem jazdę po szlaku EuroVelo 1. W tej części Irlandii jest on słabo oznaczony, często przeplata się z innymi szlakami.
Jechałem wzdłuż wybrzeży, przez rozległe torfowiska, po wzgórzach wszelakich, z widokami na klify. Słońce coraz śmielej wyglądało, aż zaczęło podsmażać.
Dotarłem do parkingu pod atrakcją dnia – kolumną Dún Briste, z irlandzkiego: zepsuty fort. Robi wrażenie. Obok jest też grota, a fale rozbijające się o skały nasuwają myśl: kiedy to runie?
Trafiłem na nieutwardzoną ścieżkę, częściowo na nasypie dawnej linii kolejowej. Była to najgorsza droga, jaką się poruszałem. Jakbym wjechał na pumptrack. Tutaj chyba mają jakieś konkursy na najgorsze nawierzchnie do jazdy czy coś.
Czas mnie gonił, a na drogach pojawiały się niekończące się pagórki. Na kemping dotarłem po czasie pracy recepcji, ale dogadałem się telefonicznie, że pieniądze wrzucę do skrzynki na listy. Gorąc trwał do zachodu.
Na ostatnich kilometrach poczułem mało powietrza z tyłu, ale dopompowałem raz i dotarłem do celu. Po rozbiciu namiotu jednak miałem pełnego kapcia. Już myślałem, że obędzie się bez awarii. Znalazłem dziurę w oponie. Szkoda, bo była dobra. Gdy chciałem założyć zapasową dętkę, ta okazała się dziurawa. To już kolejna dętka z takim samym nacięciem, jaką kupiłem we francuskim sklepie sportowym. Zakleiłem starą dętkę, a nowe będę musiał zacząć kupować gdzieś indziej.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, po dawnej linii kolejowej, pod namiotem, rowery / Fuji, setki i więcej, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Kategorie

Archiwum

Moje rowery