Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

rowery / Kross

Dystans całkowity:3606.00 km (w terenie 692.64 km; 19.21%)
Czas w ruchu:188:10
Średnia prędkość:18.17 km/h
Maksymalna prędkość:68.05 km/h
Suma podjazdów:19846 m
Liczba aktywności:65
Średnio na aktywność:55.48 km i 3h 08m
Więcej statystyk

Dalej ten wiatr

  39.70  02:30
W nocy zruszył się taki wiatr, że nie dał mi spać. Dobrze, że rozbiłem się w nieco osłoniętym miejscu. Szkoda, że w trakcie jazdy nie było takiej osłony. Wiatr boczny wiał tak mocno, że momentami jechałem pod skosem. Przynajmniej jechałem.
Po drodze zobaczyłem maskonury, zajechałem do restauracji na obiad i urodzinową szarlotkę, a potem rozbiłem namiot na całkiem dużym kempingu znajdującym się w kanionie. Wcześnie, bo miałem plan, ale o tym w następnym wpisie.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Dettifoss

  70.89  03:58
Zostawiłem namiot, zabrawszy tylko coś na wypadek deszczu. Ruszyłem na południe. Wiatr przeszkadzał. Czasem mocno, czasem mniej, czasem w twarz, czasem boczny. Do tego miałem całkiem spory podjazd do pokonania. Trochę mi z tym zeszło. A i kilka razy pokropiło.
Niespodzianka, bo oto pękła trzecia szprycha, bez sakw. Niestety nie ma więcej serwisów aż po Reykjavík, więc koło musi dać radę dowieźć mnie do końca podróży.
Dotarłem na parking pod celem tej wycieczki. Nawet umieścili znaki zakazu jazdy rowerem po szlaku. Dotarłem do wodospadu Dettifoss. Ilość wody, jaka się przez niego przelewa robi wrażenie. Odwiedziłem dwa punkty widokowe, potem jeszcze położony nieco wyżej wodospad Selfoss i wystarczyło mi. W pobliżu było jeszcze więcej atrakcji, ale dotarcie do nich zabiera za dużo czasu.
Ruszyłem w drogę powrotną. Wiatr na początku trochę poprzeszkadzał, ale na zjeździe znów brakowało biegów. W każdym razie, powrót poszedł na tyle sprawnie, że została mi odrobina wieczoru na odpoczynek.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, za granicą

Czerwiec 2026 (Kross)

  54.76 
Krótkie przejazdy.
Kategoria kraje / Polska, rowery / Kross

Z wiatrem i pod wiatr

  96.67  05:24
Zaletą kempingu leśnego było to, że w nocy rozbrzmiewały śpiewy małych ptaków, a nie rozdarte dzioby ptactwa wodnego.
Nocy była chłodna i wietrzna. Dopiero słońce zachęciło mnie do opuszczenia śpiwora. Przez długi dzień było słonecznie. Wiatr też mnie pchał przez dolinę. Droga krajowa nr 1 była wyjątkowo pusta.
Zahaczyłem o wodospad Goðafoss. Przyciągał rzesze turystów. Równie mocno przyciągał sklep z pamiątkami. Wybrałem kilka lekkich.
Czas uciekał, ale wiatr w dolinie był tak przychylny, że brakowało mi biegów, by go gonić. Niestety ta przyjemność nie trwała długo i po dostaniu się na drugą stronę doliny wiatr zmienił się o 180°. Czasem dmuchało mocniej, czasem słabiej, ale mozolnie jechałem na północ. W międzyczasie naszły chmury, więc zrobiło się chłodno. W takich warunkach dotarłem do kempingu. Tam już mniej wiało i nawet pokazało się słońce.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Zostałem serwisantem

  102.60  06:25
Niebo spowijała warstwa chmur na tyle gruba, że nie było widać gór po drugiej stronie fiordu. Gdy ruszyłem, zaczęło się wypogadzać, ale szybko pojawiła się mgła, która zamieniła się w deszcz. Czasem zwodnie ustawał, ale potem wracał.
Znalazłem się w Akureyri, jednym z trzech miast na Islandii mających serwis rowerowy. Nie było serwisanta zajmującego się szprychami, ale dogadaliśmy się, że sam to zrobię z użyciem ich narzędzi. Dwa problemy: śruba w piaście nie chciała puścić. Trochę się z nią naszarpałem, mimo że przed wyjazdem nasmarowałem gwint. Drugi problem zauważyłem w porę – klejona śruba bagażnika prawie wykręciła się. Był też problem z odkręceniem tarczy hamulcowej, więc mi z tym pomogli. Reszta poszła bez problemów. Te dwie szprychy musiałem mocno naprężyć, aby wycentrować koło, więc to ta obręcz może być tandetna.
Szprychy mają drogie, bo policzyli 1000 koron za sztukę (30 zł). Za zabawę w serwisanta też sobie doliczyli 6000 koron. Rozbój, ale to ostatni serwis, z którego dane mi było skorzystać na wyspie.
Jechałem dalej na prostym kole. Miałem dylemat. Tunel był niedostępny dla rowerów. Do wyboru pozostały długi podjazd lub o 20 km dłuższy dystans wzdłuż rzeki. Suma podjazdów wychodziła podobna. Zdecydowało jednak natężenie ruchu i ruszyłem drogą dłuższą. I tak znów zaczęło padać. Gdy dotarłem do rzeki, droga okazała się terenowa. Na tyle, że całe spodnie miałem obryzgane błotem. Nie mówiąc o rowerze czy sakwach. Przynajmniej ruch był znikomy. Dopiero na ostatnich kilometrach przestało padać.
Na kemping dotarłem po 21. Dość biedny, bo nie mieli kuchni, a prysznic był na monety. Te same, od których Islandczycy odchodzą. Przynajmniej była ciepła woda w umywalce, więc sobie poradziłem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Chłodna północ

  95.44  06:28
Padało, padało i się wypadało, gdy skończyłem śniadanie. Pozostało przesuszyć namiot na wietrze i w drogę na północ. Wspomniany wiatr nie było po mojej stronie i wiał ciągle w twarz. Z nieba też czasem ciekło.
Z drugiego brzegu fiordu widziałem moją dalszą drogę. Nie wyglądała kolorowo. Droga alternatywna przez przełęcz też nie rysowała się w jasnych barwach przez nisko wiszące chmury. Ryzyko deszczu też mogło być wyższe niż na drodze wzdłuż wybrzeża. Zdecydowałem się kontynuować zgodnie z planem.
Było dużo górek – niczym na kolejce w wesołym miasteczku. Wiatr oczywiście dalej w twarz. Potem drogi zrobiły się jeszcze bardziej pokręcone, poprzecinane szutrami, biegnące pod zboczami, z których mogły runąć kamienie. Jeszcze dalej zaczęło mżyć. Mżawka zamieniła się w mgłę i w końcu dotarłem do tunelu – jednojezdniowy, z miejscami do mijania. Przynajmniej ruch był niewielki, to mogłem spokojnie pokonać tę trasę.
Za tunelem nadal była mgła, ale zjechałem niżej i warunki poprawiły się. W końcu dotarłem do miasteczka i mogłem odpocząć. Miało deszczową aurę, więc musiało tam mocniej popadać przed moim przyjazdem. Zaczęło się nawet wypogadzać i do kolejnego tunelu (nowszy, dwujezdniowy) wjechałem w słońcu. Potem jeszcze jeden tunel i kolejne miasteczko, następny wąski tunel i byłem na ostatniej prostej do kempingu. Towarzyszyły mi słoneczne widoki na ośnieżone szczyty tej chłodnej północy Islandii.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Objazd objazdu

  85.51  05:16
Namiot wysechł przez noc. Czasem coś jeszcze pokropiło, ale spakowałem wszystko suche. Nawigacja wyznaczyła objazd niebezpiecznej drogi nr 1, jednak na stronie Islandzkiego Zarządu Dróg była informacja, że droga jest wciąż zamknięta (zimą wiele dróg jest nieprzejezdnych i zamkniętych do lata), więc musiałem zmienić plany. To nawet lepiej, bo islandzki interior jest dość nudny.
Wjechałem na drogę wybudowaną w ostatnich latach. Zniwelowali zbędne podjazdy, więc jechało się bardzo wygodnie. Ruch też był nieznaczny. Przepaść w porównaniu do krajowej jedynki.
Przede mną stały dwa podjazdy. Pierwszy stromy, drugiego nawet nie poczułem. Czasem coś pokropiło, potem rozszalał się wiatr. Wiało z różnych stron – to od fiordu, to z góry. Na kempingu znalazłem ustronne miejsce. Przestało wiać, gdy rozbiłem namiot.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Deszcz za deszczem

  128.51  06:41
Znów obudził mnie deszcz. Padało do rana. Do tego mocno wiało, więc namiot wytelepało i spakowałem go relatywnie suchego.
Dalsza droga na północ wiodła do Fiordów Zachodnich, które zjeździłem 10 lat temu. Ruszyłem na wschód z wiatrem. Przede mną widziałem ścianę deszczu, która się oddalała. Niestety przeoczyłem tę za mną. Potem kolejną i kolejną, aż na szczyt podjazdu. Znów były błotne szutry. Po drugiej stronie słońce czasem wyglądało zza chmur, czasem pokropiło i wiało ze wszystkich stron. Wjechałem też na drogę nr 1. Ruch straszny, a liczba wykolejeńców poraża. Szkoda, że nie ma alternatyw.
Reszta drogi to walka o to, by nie zostać potrąconym, podziwianie słońca malującego górskie pejzaże, obserwowanie ścian deszczu przesuwających się przez doliny.
Jak większość trasy była z wiatrem, że aż średnia wyszła lepiej niż od przylotu, tak końcówkę miałem pod wiatr, a za plecami obserwowałem kolejną sunącą ścianę deszczu. Dotarła dopiero po rozbiciu obozu. Dzisiaj pierwszy kemping bez kuchni, więc do przyrządzenia kolacji musiałem użyć kuchenki, którą targałem z całym majdanem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Błotna Islandia

  85.10  05:28
Obudził mnie deszcz w środku nocy. Rano nie padało, ale rozpadało się, gdy zacząłem się zbierać. Przynajmniej wiatr ustał. Po paru kilometrach również i deszcz. Potem trochę straszyło kroplami czy drobnym deszczykiem, ale nic poważnego.
Moja droga niespodziewanie zmieniła się w szutry. Zniszczone przez nadmierną prędkość jeżdżących aut. Nawet pług, który wyrównywał nawierzchnię, niewiele pomógł. Przynajmniej nie było jakoś dużego ruchu. Niestety kilka odcinków było pokrytych błotem, które zostawało na rowerze, sakwach i ubraniach. Kompletnie nie pamiętam takiego doświadczenia z przeszłości. Z drugiej strony, bez deszczu, kurzyłoby się jak diabli.
Pojechałbym na następny kemping, ale miałem dość. Jeszcze wiatr się wzmógł. Lubię tutejszy klimat, jednak do deszczów nigdy nie przywyknę. Wydłużają każdą aktywność związaną z pakowaniem i rozpakowaniem, robieniem zdjęć, jedzeniem. A dzisiejszy prysznic był w budynku, ale wydawał się za gorący (brak możliwości kontroli temperatury). Po dłuższej chwili okazało się, że to ja przemarzłem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Stykkishólmur

  82.78  05:12
Dzień zaczął się słonecznie. Droga była z niespodziankami, bo wiodła przez siedlisko rybitw popielatych. Na szczęście na zjeździe, więc wyszedłem z tego czysty (ptaki te „bombardują” odchodami nieprzyjaciół). Gorzej byłoby w przeciwnym kierunku. Później minąłem Szwajcarów na rowerach, więc musieli się radować.
Pękła kolejna szprycha. Do najbliższego serwisu mam ze 4 dni drogi, więc będzie wesoło w tym tempie.
Pojawiły się chmury, słońce czasem się chowało. Zaliczyłem trochę niewygodnego terenu. Ostatnia droga do miasteczka Stykkishólmur była pod wiatr. Za plecami wisiały czarne chmury.
Prognoza pogody zapowiada jakieś deszcze. Mój kemping był całkiem dobrze wyposażony, tylko prysznice były pod chmurką. Trochę wiało, ale gdyby jeszcze padało, to ciężko to widzę.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Kategorie

Archiwum

Moje rowery