Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

z sakwami

Dystans całkowity:62662.06 km (w terenie 3749.30 km; 5.98%)
Czas w ruchu:3677:30
Średnia prędkość:16.86 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:470730 m
Maks. tętno maksymalne:125 (63 %)
Maks. tętno średnie:158 (80 %)
Suma kalorii:60871 kcal
Liczba aktywności:724
Średnio na aktywność:86.55 km i 5h 07m
Więcej statystyk

Zdążyć przed deszczem

  87.57  05:05
Nad ranem był przymrozek. Wiało, a po niebie sunęły drobne chmury. Wróciłem do jazdy po lesie. Temperatura zdążyła podskoczyć. Droga biegła przez czyjeś podwórko. Właściciel zaśmiał się, że nawigacja nawaliła. Potem asfaltami dostałem się do Bohoników, by zobaczyć drugi meczet.
Pozostało mi dostać się do Białegostoku. Najprostszą drogą były polne i leśne drogi. W większości dobre, chociaż parę piachów musiałem pokonać. Nawet znalazłem kolejnego kleszcza na sakwie. Tym razem leśnego, bo te z wczoraj były głównie polne z wyglądu (chociaż w Polsce jest z 20 gatunków, więc nie mam pewności).
Niebo pociemniało, nawet chwilę pokropiło, ale nic strasznego. Dotarłem do Supraśla i znów zrobiło się słonecznie, choć nie na długo. Ruszyłem po prostej do celu. Jakiś kwadrans przed nim rozpadał się deszcz i śnieg na przemian. Schroniłem się na przystanku autobusowym. Dokończyłem jazdę, gdy się uspokoiło. Ostatecznie deszcz prognozowany na wieczór nie przyszedł. Najpewniej ostatni opad był tym zapowiadanym.
Kategoria kraje / Polska, Polska / podlaskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Zamknięta przeprawa

  91.16  05:02
Poranek powitał mnie brakiem chmur i wiatru. Długo to jednak nie trwało, bo z każdym kilometrem niebo coraz bardziej ciemniało. Powrócił też wiatr, który miał wiać z zachodu i zmienić się na północny, ale trasa biegła tak niekorzystnie, że prawie ciągle wiało z boku.
Kontynuowałem jazdę szlakiem Green Velo. Zaczęli remont drogi gruntowej biegnącej przez park, która ostatnim razem była pełna kałuż. Nie znalazłem informacji o zamknięciu szlaków w tamtym miejscu, więc ruszyłem. Pojazdy ciężarowe tworzyły paskudną tarkę, a pobocze było grząskie. Na szczęście sprawnie przedostałem się na drugą stronę.
Chmury na dobre zagościły na niebie. Przez moment nawet spadł deszcz ze śniegiem. Temperatura nieco wyższa niż wczoraj, ale w połączeniu z wiatrem nie przynosiła radości.
Miałem jechać prosto do Lipska, gdy dowiedziałem się o zamknięciu przeprawy przez Biebrzę. Coś mnie jednak podkusiło i wszedłem na kładkę po bagnach. Klimat jak na Polesiu. Przeprawa była zamknięta chyba tylko na papierze, bo nic jej nie blokowało. Była to konstrukcja umożliwiająca samodzielną przeprawę przez rzekę. Została zamknięta raptem tydzień wcześniej z powodu niskiego stanu wody. Nie szukałem kłopotów, więc wróciłem się po własnym śladzie.
Odwiedziłem jeszcze jedną kładkę. Bardzo wąską. Roślinność rozpychała się mocno. To był problem, który przypadkiem zauważyłem, gdy spojrzałem na sakwy. Chodziły po nich kleszcze. Nie miałem dużego wyboru, więc pokonałem resztę ścieżki, zatrzymując się od czasu do czasu, żeby usunąć kolejne osobniki. Najwięcej łapałem ich na odcinku leśnym. Naliczyłem dziesięć sztuk, a w pensjonacie jeszcze niedobitek wypełzł z jakiegoś zakamarka.
Na koniec dnia słońce zaczęło wyglądać coraz śmielej zza chmur. Pojawiło się parę wzgórz, a na końcu był las. Obawiałem się piachów, ale drogi w tych stronach okazały się dużo lepsze.
Kategoria kraje / Polska, Polska / podlaskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Wiosenna zamieć śnieżna

  95.61  05:24
Deszcz stukający o parapety obudził mnie w środku nocy. Nad ranem wyjrzało słońce, które osuszyło większość ulic. Ledwo wyjechałem z miasta, a po niebie sunęły granatowe chmury. Zaczął prószyć śnieg, a gdy stał się zbyt intensywny, to akurat przejeżdżałem obok zarośniętej wieży widokowej. Przeczekałem to i pojechałem dalej, omijając nowe kałuże.
Słońce znów zaczęło przyjemnie grzać i osuszać drogi, ale na horyzoncie pojawiła się kolejna chmura. Nie zdążyłem znaleźć schronienia, więc śnieg, dużo intensywniejszy, zrobił ze mnie niemal bałwana. Opad ustał, gdy znalazłem schronienie.
Próbowałem ominąć krajówkę, ale tutejsze polne drogi były pełne sypkiego piachu. Po kilku próbach zrezygnowałem z objazdu. Ruch i tak był niewielki. Wjechałem na odcinek Green Velo, z którego kiedyś zrezygnowałem.
Każda kolejna zamieć niosła ze sobą coraz silniejszy wiatr. Akurat wjechałem do Biebrzańskiego Parku Narodowego. Na odcinku leśnym leżało sporo gałęzi, parę wiatrołomów. Ograniczenie prędkości, ostrzeżenia o dzikich zwierzętach i warunki na drogach nie powstrzymywały debili przed nierozważną jazdą.
W tej części parku przespacerowałem się po jednej kładce, wszedłem na jedną wieżę widokową. Nie dojrzałem niczego szczególnego. Widoki na bagnach jak w Poleskim Parku Narodowym. Lasy z kolei jak w Chełmskim Parku Krajobrazowym.
Dotarłem do Osowca. Tutaj znajdował się pierwszy cel tej wyprawy – kładka przez bagna. Niestety była zamknięta. Z informacji przy wejściu wynikało, że remont za unijne pieniądze miał zostać ukończony w… 2019 roku. Spotkałem za to mieszkańca, który rozgadał się i opowiedział mi to i owo o okolicy. Na drugim końcu zamkniętej kładki odwiedziłem zarośniętą wieżę widokową. Była tak samo zaniedbana, jak reszta infrastruktury.
Przede mną były jeszcze dwie lub trzy zamiecie. Już straciłem rachubę. Najgorzej jechało się po otwartym terenie, bo wiatr był przeszywająco zimny. Najniższą temperaturą podczas takich zamieci było 3,8 °C, ale termometr wolno reagował, więc mogło być zimniej. Oberwał też rower w trakcie postoju wywrócony jednym z podmuchów. A gdy dotarłem do pensjonatu, to zamiecie się skończyły. Ostatnia chmura przyniosła tylko lekki opad białego puchu.
Kategoria kraje / Polska, Polska / podlaskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Po piachu do Łomży

  96.50  05:47
Warunki pogodowe bez większych zmian – duże zachmurzenie, wietrznie i ciepło. Ruszyłem z takim rozpędem, że przegapiłem zjazd do centrum Łochowa. Potem mijałem dywany z zawilców. Zobaczyłem pierwszego tej wiosny bociana, a później już lawinowo kilkadziesiąt innych osobników. Gdzieś w oddali nawoływał dudek, spłoszyłem też dwa żurawie.
Przekroczyłem Bug, przejechałem przez Ostrów Mazowiecką i zaczęła się zabawa. Wkroczyłem w krainę piachu. Droga za drogą tonęły w tym szkaradzieństwie. Co skręciłem w dobrze zapowiadającą się odnogę, to zaraz problem powracał. Czasem kręciłem się bez celu, zawracałem, próbowałem sił po drogach, których nie było na mapach. Do tego wszystkiego doszły jeszcze wzgórza. Długo walczyłem, aż w końcu zdecydowałem dokończyć jazdę po drogach lokalnych. Tam czekał na mnie wiatr, który w ciągu dnia wznosił tumany kurzu z jałowych pól. Spowalniał mnie, ale to już była końcówka. Dojechałem do Łomży i mogłem odpocząć.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / mazowieckie, Polska / podlaskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Łochów

  69.36  03:35
Zbierałem się od paru tygodni, by znów gdzieś się ruszyć. Wypadło na północno-wschodni region Polski. Dostałem się do Warszawy, a potem… no, wydostanie się z centrum trochę mi zajęło. Dalej jechałem głównie gorszymi i lepszymi drogami dla rowerów. Powstają tak szybko, że społeczność nie nadąża z aktualizowaniem map. Chmury na niebie przeważały. Wiatr czasem był zmienny i przeszkadzał.
Im dalej od stolicy, tym robiło się spokojniej. Mniej aut, zabudowań, ludzi. Nawet wypatrzyłem dzięcioła zielonego.
W końcu dotarłem do dzisiejszego celu. Słaba baza noclegowa zmusiła mnie do noclegu w wozowni łochowskiego pałacu. Widziałem zdjęcia i przed laty była to kompletna ruina. Sporo pracy włożyli w to miejsce.
Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / mazowieckie, rowery / Kross, z sakwami, wyprawy / Przedmajówka 2026

Przez Koszalin

  77.63  04:01
Niebo było kompletnie zachmurzone. Temperatura odczuwalna bardzo niska, chociaż na termometrze było więcej niż wczoraj. Planowałem dzisiaj dostać się do Szczecinka, aby jutro znaleźć się w Pile, ale prognoza deszczu mnie odwiodła od tego planu. Dodatkowo przed Obornikami wprowadzili zastępczą komunikację autobusową.
Jazda wzdłuż ekspresówki to nie był najlepszy pomysł. To wielki plac budowy. Dużo ograniczeń i pyłu. Do tego nieustanny szum pędzących aut. Bezmyślnie zrobione drogi dla rowerów – szczególnie barierki blokujące zjazd na skrzyżowaniach. Nie miałem jednak lepszego wyjścia.
Koszalin odstrasza. Przerobili chodniki na drogi dla rowerów, więc niektóre krawężniki były wysokości pięści, nie wspominając o jakości nawierzchni. Wydostałem się stamtąd po równie okropnym szlaku 15A, który był łącznikiem Starego Kolejowego Szlaku. Białogard gonił Koszalin pod kątem absurdów antyrowerowych. Najdziwniejsze były przerwy w ciągłości dróg na przystankach autobusowych. Rowerzysta musi teleportować się na jezdnię, aby kontynuować jazdę.
Dotarłem do dworca na godzinę przed pociągiem. To koniec tej krótkiej wyprawy. Przejechałem 400 km, odwiedziłem kilka nowych gmin, pogoda była kapryśna. Rower spisał się dobrze, ale chiński bagażnik mocno się zużył. Coraz trudniej przychodzi znalezienie towarów dobrej jakości.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / zachodniopomorskie, rowery / Kross, wyprawy / Przedwiosenna 2026, z sakwami

Słupsk

  86.45  05:03
Dzisiaj przywitało mnie słońce na bezchmurnym niebie. Ruszyłem w dalszą drogę na północ. Nadal po leśnych szlakach, choć tym razem było więcej błota niż piachu. Znów nie spotkałem żywej duszy aż po Słupsk. Trafiłem na jeden odcinek szlaku na nasypie dawnej linii kolejowej. Widziałem też dwie sarny, a ptactwo było dziś cichsze niż wczoraj.
Dojechałem do Słupska. Przespacerowałem się tu i tam bez planu. Wydostanie się z miasta było trudniejsze, bo rozebrali połowę dworca kolejowego, blokując jedną z dróg. Układ dróg rowerowych też mają beznadziejny. Słabe oznakowanie, krawężniki, przejścia dla pieszych zamiast przejazdów.
Kolejne problemy były na starej krajówce. Zrobili objazd. Coś mi nie pasowało, więc szybko się zatrzymałem. Po rozważaniach zawróciłem i zorientowałem się, że przegapiłem znak drogi ekspresowej. Miałem do wyboru albo złamać zakaz wjazdu na drogę ekspresową, żeby kontynuować idiotycznie wyznaczony objazd, albo zakaz ruchu, który nie dotyczył dojazdu do pól. Wybrałem ten mniej ryzykowny. Jak się okazało, rozkopali drogę i stąd wynikał objazd. Musiałem pojechać po polnej drodze naokoło, czyli de facto nie złamałem żadnego zakazu. Zatrzymałem się w Sławnie.
Kategoria kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, Polska / pomorskie, Polska / zachodniopomorskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedwiosenna 2026, z sakwami

Kraina piachu

  83.87  05:02
Nie padało. Temperatura była taka jak wczoraj, ale potem odrobinę spadła. Kontynuowałem jazdę na północ. Droga za drogą były pokryte piachem. Czasem grząskim, czasem utwardzonym, czasem z korzeniami, czasem z dołami. Kraina piachu, bo inaczej trudno określić te strony. Było dużo pagórków. Odwiedziłem kilka kaszubskich miejscowości.
Dotarłem do celu, jakim była droga położona na miejscu dawnej linii kolejowej. Droga była różnej jakości, oczywiście w większości piaszczystej. Im bliżej Bytowa, tym większe błoto. Większość mostów kolejowych nie przetrwała, więc trzeba było często zjeżdżać z nasypu, aby przekroczyć skrzyżowanie. Powstał tam nawet szlak rowerowy, ale nie znalazłem informacji o nim.
Dotarłem do Bytowa. Mają straszny układ dróg, do tego drogi dla rowerów powciskane byle jak. Tylko przedostałem się do kolejnej atrakcji, czyli kolejnej trasy położonej na nasypie dawnej linii kolejowej. Tym razem był asfalt. Byli też ludzie korzystający z atrakcji (na wcześniejszej nie spotkałem żywej duszy). Droga biegła gdzieś dalej, ale nie w moim kierunku, więc zrezygnowałem z dalszej jazdy i zorientowałem się, że zarezerwowałem nie ten nocleg, który oglądałem. Nie wiem, jak to się stało, więc musiałem wrócić, ale tylko do Bytowa.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, Polska / pomorskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedwiosenna 2026, z sakwami

Deszczykowy

  39.05  02:27
Dzień zaczął się chłodem. Spodziewałem się tego, ale nie w połączeniu z resztą niedogodności. Wiatr zmienił kierunek. Jak wczoraj mnie pchał, aż na liczniku pojawiało się 30 km/h na prostej, tak dzisiaj spowalniał i wychładzał. Do tego wszystkiego w prognozie były deszcze.
Chciałem jak najszybciej dostać się do Chojnic. Zrobiłem to na tyle nieuważnie, że gdy dostrzegłem na skrzyżowaniu drogę dla rowerów, wziąłem ją za tę, którą zauważyłem na mapie podczas planowania. Kompletnie nie zwróciłem uwagi, że jechało się przyjemnie, bez wiatru w twarz. Dopiero przed kolejnym skrzyżowaniem coś zaczęło mi nie pasować i dostrzegłem swój błąd. Jego naprawa też wymagała gimnastyki. Wjechałem na drogi, których na mapach nie było, a te, które były w rzeczywistości nie istniały. Nawet zdołałem zalepić opony i buty gliną. Trasa wyszła jednak na plus, bo dowiedziałem się o krainie zwanej Kosznajderia.
Padać miało dopiero po południu. Od czasu do czasu czułem spadające krople, ale rozpadało się jeszcze przed Chojnicami. Przeczekałem to pod wiatą autobusową. Chłód zmusił mnie do założenia drugiej bluzy. Opad nie zostawił wielu kałuż, ale i tak martwiłem się o łańcuch. Chyba nie polubię się z woskiem.
Docelowo chciałem dojechać dzisiaj do Bytowa. Potem rozważałem okolice Brus, aż ostatecznie skróciłem to do miejscowości Charzykowy. Chciałem wcześniej przejechać dwa szlaki przez Park Narodowy Bory Tucholskie, ale ostatecznie radar deszczowy odwiódł mnie od tego pomysłu i skierowałem się prosto do noclegu. Nie padało jednak dużo.
Kategoria kraje / Polska, Polska / kujawsko-pomorskie, Polska / pomorskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedwiosenna 2026, z sakwami

Bydgoszcz – Koronowo – Tuchola

  80.49  04:17
Ten plan powstał już przed poprzednim weekendem, ale postanowiłem go trochę urozmaicić, wydłużając go do rangi niedużej wyprawy. Wsiadłem w pociąg i znalazłem się w zasypanej piachem Bydgoszczy. Poznań bardziej dba o bezpieczeństwo na drogach.
Nie miałem większego pomysłu na wydostanie się z miasta, więc ruszyłem po szlaku do Koronowa. Zamienili papier ścierny na glinę, więc zrobiło się wygodniej i bezpieczniej, chociaż asfaltowe odcinki były grubo posypane piachem.
Łańcuch mi dzisiaj hałasował. Mogłem zrobić mu kilka kąpieli w tej emulsji woskowej. Poświęciłem kwadrans w Koronowie na smarowaniu. W słońcu całkiem szybko poszło. Plusem tego wosku jest to, że na piachach w końcu łańcuch pracuje cicho, nic nie zgrzyta od kruszonych ziaren piachu przyklejonych do łańcucha.
Kolejnym punktem dnia był kolejny wiadukt kolejowy. Droga krajowa była zawalona autami, więc musiałem się nagimnastykować, aby ją ominąć. Wiadukt zobaczyłem, sfotografowałem i ruszyłem dalej. Przede mną były drogi leśne. Lepsze, gorsze. Jechałem po różnych nawierzchniach: wygodny grunt, piach, kamienie, błoto, kocie łby, torfowiska. Widoki cieszyły oko tak bardzo, że zapominałem się zatrzymać na sfotografowanie ich.
Jeden z obranych skrótów, który miał być brodem, okazał się dość wartką rzeką, a powalone drzewo, które prawdopodobne funkcjonowało jako przejście, nie sięgało brzegu i wyglądało na zbyt przegniłe, by chociażby próbować na nie skakać. Musiałem nadłożyć trochę drogi, żeby znaleźć mostek wśród torfowisk. Potem czekała mnie walka z piachem, aż dostałem się do dawnego mostu kolejowego, po raz kolejny na Brdzie. Szkoda, że most nie jest w najlepszej kondycji.
Dalsza droga przyniosła trochę śniegu, a tym samym niższą temperaturę, parę wodospadów, kilka przyjemnych asfaltów, aż zaczęła się Tuchola. Zakazy, absurdalny układ dróg, paskudne drogi dla kaskaderów, a absolutnym hitem, już za Tucholą, był zakaz wjazdu rowerem przed skrzyżowaniem, bo jakiś debil założył, że rowerzyści będą chcieli jechać tylko na północ, więc chcąc jechać na zachód, trzeba złamać zakaz. Pewnie jeszcze dostał wynagrodzenie za tę idiotyczną organizację ruchu.
Wpis wyszedł dość kolejowy. Za to bardzo ładne rejony, zwłaszcza odcinki leśne (nie te pokryte piachem). Może kiedyś tu wrócę, bo spora część lasów czeka nieodkryta.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, po zmroku i nocne, Polska / kujawsko-pomorskie, rowery / Kross, terenowe, z sakwami, wyprawy / Przedwiosenna 2026

Kategorie

Archiwum

Moje rowery