Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

Polska / wielkopolskie

Dystans całkowity:54375.26 km (w terenie 4722.49 km; 8.68%)
Czas w ruchu:2575:00
Średnia prędkość:21.06 km/h
Maksymalna prędkość:56.53 km/h
Suma podjazdów:228849 m
Maks. tętno maksymalne:165 (84 %)
Maks. tętno średnie:160 (81 %)
Suma kalorii:160092 kcal
Liczba aktywności:989
Średnio na aktywność:54.98 km i 2h 36m
Więcej statystyk

Deszczowy Stęszew

  39.60  01:38
Mimo groźby deszczu, wyszedłem na krótką przejażdżkę. Wziąłem kolarzówkę i ruszyłem na lekko (bez aparatu). Tym razem w kierunku Stęszewa. Nie było za ciepło, ale jazda mnie rozgrzała. Do Stęszewa miałem tylko drogę krajową, więc jechałem z autami. Było trochę korków, zwłaszcza przed światłami. Ciekawe, kiedy skończą ekspresówkę i poszerzanie autostrady. Tylko czy to coś zmieni w wielkości ruchu?
Ze Stęszewa wyjechałem okrężną drogą. Spadło najpierw kilka kropel, a przez resztę drogi powrotnej towarzyszył mi lekki deszcz. Na ostatnich metrach przed domem już lało, ale nie przemokłem jakoś mocno.

Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Babie lato

  92.77  05:15
Obudziły mnie słońce i deszcz. Całe szczęście przejściowy. Leniwie zebrałem się i przejechałem brzegiem jeziora. Wyjeżdżając z Powidza, widziałem pojazd wojskowy opuszczający bazę. Kawałek dalej uwagę zwracał znak ostrzegający o przejeździe jednostki. Maszyna wyglądała jak kamaz, a mając na uwadze liczbę wypadków i kolizji z udziałem Amerykanów, takie ostrzeżenie zaczyna mieć sens.
Miałem jechać przez Czerniejewo, ale coś mnie ciągnęło do Gniezna. Nie wiem tylko co, bo nawet nie dojechałem na Stare Miasto. Potem jeszcze zamieniłem Pobiedziska na Kostrzyn i końcówkę pokonałem po śladzie z wczoraj. Było strasznie gorąco, więc robiłem dużo przystanków, a mimo to wróciłem do domu wczesnym popołudniem. Pajęczyny latały dzisiaj wszędzie. Zrywałem je z twarzy niemal co chwilę.

Kategoria kraje / Polska, pod namiotem, Polska / wielkopolskie, z sakwami, mikrowyprawa, rowery / Trek

Z namiotem nad jezioro

  87.35  04:47
Tak dawno nie spałem pod namiotem, że postanowiłem gdzieś pojechać, póki pogoda na to pozwalała. Spakowałem się do worka, który wrzuciłem na bagażnik. Dodał mi on kilka punktów do bezpieczeństwa, bo kierowcy nie mogli wyprzedzać mnie „na gazetę”.
Niebo było zachmurzone, gdy ruszałem. Wybrałem drogę w miarę po prostej, ale trafiło się kilka ślepych dróg. Kawałek za Poznaniem wyszło słońce i zrobiło się cieplej. Robaki też to poczuły, bo często musiałem z siebie jakieś strącać.
Planowałem dostać się nad Jezioro Powidzkie przed zachodem słońca i tak się stało. Na polu namiotowym byłem jedynym biwakowiczem. Jako że sezon się skończył, to nie było ciepłej wody. Nie zaskoczyło mnie to. Na kolację wyskoczyłem do pobliskiego baru. Z racji stacjonowania wojsk amerykańskich na terenie miasta, powstało kilka restauracji z amerykańskim jedzeniem. Były jednak za bardzo okupowane, więc odwiedziłem lokal oddalony od bazy wojskowej. Bliskość jeziora skusiła mnie na danie rybne, ale mieli tylko tilapię. To pustki po sezonie czy Amerykanie tak się rzucili na ryby?

Kategoria kraje / Polska, pod namiotem, Polska / wielkopolskie, z sakwami, mikrowyprawa, rowery / Trek

Śmierdzący Poznań

  36.90  01:58
Gdy wracałem z pracy, spodobała mi się pogoda. Słońce przedzierające się przez chmury przyjemnie grzało. Nie mogłem nie skorzystać z okazji. Ruszyłem na północ, aby dostać się do zachodniego klina zieleni. Niestety już po kilku kilometrach zacząłem odczuwać zimno. Jesień zbliża się dużymi krokami, sezon grzewczy już się zaczął, a do tego wraki poruszające się po polskich drogach były dzisiaj cierniem w oku. Przez ostatni miesiąc nie było tak źle, jak dzisiaj. Czasem nie mogłem oddychać, a gdy tylko widziałem kłęby spalin strzelające z rozpadających się rzęchów przede mną, od razu wstrzymywałem oddech.
Ulgę przyniósł dopiero klin zieleni. Było pusto i... zimno. Temperatura spadła o kilka kresek, a ja nie pomyślałem o zabraniu rękawiczek. Zacząłem przemarzać. Po wydostaniu się do miasta zrobiło się nieco cieplej, ale niestety wrócił miejski smród, który dusił mnie przez resztę wycieczki.

Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, terenowe, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Ten zacofany kraj

  89.46  03:54
Wpis ten zawiera moje krytyczne spojrzenie ze względu na absurdy, z którymi się dzisiaj zetknąłem. Skoro już wyciągnąłem swoją szosę, to chciałem pojechać gdzieś dalej. Pamiętałem o wygodnej drodze przed Szamotułami, dlatego to miasto obrałem za cel.
Już nie mieszkam na północy. Nie tak łatwo wyjechać z tego miasta. Jeszcze te absurdalne drogi dla kaskaderów w Przeźmierowie.
Szukałem sklepu, bo nie wziąłem ze sobą niczego do picia. Często odwiedzałem jeden sklep w Pamiątkowie, ale wygląda na to, że został zamknięty i przebudowany na mieszkanie. Zmiany, zmiany.
Dotarłem do Szamotuł. Postanowiłem wrócić do Poznania przez Oborniki. Był to błąd, bo trafiłem na fatalne drogi... dla kaskaderów. Już raz tamtędy jechałem, ale byłem święcie przekonany, że te przeszkody znajdowały się na innej trasie – z Obornik do Murowanej Gośliny. Pomyliłem się i musiałem trochę pocierpieć. Te najgorsze i absurdalnie nieprzejezdne ścieżki (ale oznaczone znakami jako drogi dla rowerów) omijałem.
W Obornikach w końcu znalazłem otwarty sklep. Chociaż ciężko to nazwać sklepem. Chyba podobne kolejki były za komuny.
Do Poznania pojechałem krajówką. Dotarłem tam do zmroku. Pozostało dostać się na południe miasta. Chciałem jeszcze zrobić zakupy, bo nie miałem nic do jedzenia, ale po raz kolejny w tym zacofanym kraju musiałem się naszukać. Zajechałem na stację benzynową, ale za tych kilka produktów w koszyku zapłaciłem stanowczo za dużo.

Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Szosa na nowo

  47.85  02:05
W końcu wybrałem szosówkę na wycieczkę. Jak dobrze się na niej jeździ. Stęskniłem się. Pół roku w Azji męczyłem się na starym Treku, ale kolarzówka wybaczyła rozłąkę. Pomknąłem w kierunku Buku z zamiarem objechania Jeziora Niepruszewskiego, ale wziąłem za mały łuk i zabrakło utwardzonych dróg. Do tego temperatura spadła, a jechałem w krótkim rękawie.
Do Poznania wróciłem wojewódzką. Miałem trochę z wiatrem, a może to tylko pęd powietrza wytwarzany przez nazbyt liczne auta. Zaczepiłem o centrum i pojechałem prosto do domu, łapiąc kilka ujęć zbliżającej się jesieni.

Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Wielkopolski Park Narodowy po latach

  29.80  01:37
Znalezienie mieszkania nie było najprostsze. Trafiłem na oszustkę i spędziłem dodatkowy tydzień na poszukiwaniach, ale nie wyszło najgorzej. Nowe mieszkanie jest jeszcze bliżej mojego biura, więc będę spędzał dużo mniej czasu na dojazdach. W biurowcu nie ma pryszniców, a ja nie potrafię jeździć wolno w ruchu ulicznym, dlatego chciałem zamieszkać jak najbliżej. Tak właściwie, to sprawiłem sobie własną hulajnogę, dzięki czemu rozwiązuje się również problem z parkowaniem roweru, bo nie ma tam nawet najzwyczajniejszej barierki, aby przypiąć rower.
Wprowadziłem się wczoraj i kolejnym punktem, do którego mam blisko, jest Wielkopolski Park Narodowy. Ostatnim razem jeździłem tam chyba ponad 3 lata temu. Szybko dostałem się nad Wartę. Okolice nie zmieniły się. Lasek Majoński w Luboniu nadal wygląda jak poligon ze swoimi grząskimi, piaszczystymi drogami. W parku było niewielu turystów i jechało się bardzo przyjemnie. Już zapomniałem, jak dobrze się w terenie jeździ. Może będę częściej tutaj zaglądał.
Wyjechałem w Puszczykowie. Nie miałem więcej pomysłów, więc skierowałem się z powrotem do Poznania. Wjechałem na stare drogi dla rowerów. Kawałek tej najniebezpieczniejszej poprawili, ale nadal jest tam źle. Zdecydowanie nie na kolarzówkę. Ale kto jeździ kolarzówką po drogach dla rowerów?

Kategoria kraje / Polska, terenowe, Polska / wielkopolskie, Wielkopolski Park Narodowy, rowery / Trek

Najbliżej do Kórnika

  69.64  03:35
Mając dzień wolny przed wprowadzeniem się do mieszkania, postanowiłem pokręcić się po okolicy. Najbliżej miałem do Kórnika. Dzień był jednak upalny i jechałem powoli, robiąc wiele przystanków w cieniu. Najwygodniej było jechać z Wiórka do Rogalina, gdzie rósł las dający odetchnąć od słońca.
W Kórniku pokręciłem się tylko chwilę, zjadłem obiad i pojechałem do Poznania. Temperatura nieco spadła dopiero wieczorem.

Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Znowu w Polsce

  31.50  01:52
Rower wpakowałem do pudła i wysłałem na lotnisko w Tōkyō. Kolejne dni były deszczowe, jak prognozowano. Na szczęście tajfun nie pokrzyżował moich planów. Autokarem dojechałem do stolicy Japonii, po 17-godzinnym locie z przesiadką w Pekinie znalazłem się w Warszawie, odwiedziłem rodzinę i ostatecznie wróciłem do Poznania. W oczekiwaniu na zwolnienie mieszkania, zatrzymałem się w prywatnej kwaterze, a mając dziś wolne popołudnie, postanowiłem odkryć okolicę.
Zauważyłem na mapie punkt widokowy położony nieopodal. Okolica otoczona jeziorkami i przyjazna rowerzystom oraz spacerowiczom. Wspiąłem się na wieżę widokową, żeby spojrzeć na panoramę i ruszyłem dalej. Tak bez celu. Przedostałem się na drugą stronę Warty i zdecydowałem się pojechać na Maltę. Tam tłok, ale ludzi było pewnie mniej niż latem. Wróciłem z powrotem, jadąc prawie wyłącznie po drogach dla rowerów.
Moje wrażenia po 5-miesięcznej podróży po Azji? Czad! Może ostatnich dwóch miesięcy nie wspominam najlepiej ze względu na nieludzkie upały, ale reszta była bombowa. Przyleciałem wiosną, nieco wcześniej niż 2 lata temu, jednak wiśnie też się pospieszyły z kwitnieniem, więc dobrze spędziłem pierwsze dni. Miałem również okazję zobaczyć kawałek zimy. Dosyć chłodne powitanie, ale jeździło się przyjemniej niż rok wcześniej.
Kwiecień okazał się być nieco mniej rowerowy. Za to w maju ruszyłem ku nowej przygodzie, wybierając tym razem drogę wzdłuż północnych wybrzeży. Na swojej drodze zobaczyłem między innymi starą pagodę w jeszcze starszym lesie, jedną z nielicznych dróg dla rowerów, zostałem oprowadzony przez Sho po okolicach Fukui, przejechałem po słynnej mierzei, przespacerowałem się po jedynej w Japonii pustyni, po schodach otoczonych bramami torii, wspiąłem się do domu gościnnego położonego w górskiej wiosce, tuż przy herbacianych wzgórzach, aż dotarłem do końca podróży przez Japonię.
Czerwiec spędziłem w Korei. Odkryłem sieć szlaków rowerowych i związany z nią paszport rowerowy. Zacząłem kolekcjonować stemple. Pokonałem cały szlak z południa do stolicy i prawie z powrotem, bo słabo rozplanowali połączenia. Poznałem sympatycznych Koreańczyków, którzy pomogli mi w transporcie, dzięki czemu prawie popłynąłem na Jeju-do. Tego dnia zrobiłem rekordowy dystans, ale poza tym wiatry mi nie sprzyjały.
Jak co roku, urodziny spędziłem na rowerze, choć był to już dzień jak co dzień. Nazajutrz powróciłem do Japonii. Ze względu na powodzie musiałem zmienić swoje plany i zamiast jechać na południe, ruszyłem na wschód. Tam zobaczyłem leżącego Buddę, popłynąłem na Shikoku, po raz drugi pokonałem szlak Shimanami Kaidō, odwiedziłem Ōsakę oraz Kyōto, gdzie zobaczyłem jeden z większych japońskich festiwalów. Upał jednak nie przyciągnął zbyt wielu widzów. Ja też chciałem się ewakuować i dlatego wsiadłem na prom do Sendai. Upał wciąż przeszkadzał, ale zdecydowanie mniej. Pod koniec pobytu wybrałem się jeszcze w krótką podróż, aby zobaczyć trzy festiwale.
Wyprawa przyniosła wiele doświadczeń. Poznałem mnóstwo osób, nawet jeśli rozmawiałem z nimi zaledwie chwilę. Niektórzy ciekawi mojej podróży, inni chcieli tylko pogawędzić, zamienić parę zdań po angielsku lub japońsku. Spotykałem ludzi w drodze, ale zdecydowanie częściej w hostelach czy kwaterach prywatnych, gdzie właściciele lub pracownicy byli bardzo otwarci i uprzejmi. Japonia to niesamowity kraj, do którego chciałoby się wracać.
Znów się rozpisałem z tymi wspomnieniami, a mógłbym tak każdy dzień opisać na nowo. Cóż, pokonałem na rowerze ponad 7,5 tys. km po Azji, do tego pływałem promami, jeździłem autami, autobusami, pociągami, nawet latałem samolotami. Możliwe, że to była ostatnia możliwość podróży w ten sposób. Pora sobie poukładać życie, nie tylko rowerowe.

Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Wiosenna Mosina

  64.77  03:44
Ostatni weekend w Polsce, więc wybrałem się na krótką przejażdżkę, aby rozruszać mięśnie. Zrobiło się bardzo ciepło, toteż dużo ludzi wyszło z domów. Przecisnąłem się przez miasto na południe. Rozpędziłem się tak, że prawie pojechałbym w kierunku Kórnika, ale nie miałem czasu na tak długą wycieczkę.
Na drodze do Rogalinka było ciężko. Strasznie dużo aut i niestety wielu debili za kółkiem. W Mosinie zjechałem w teren, którym już kilkakrotnie przejeżdżałem. Dzisiaj chciałem tylko na chwilę, bo wolałem oszczędzać napędu, ale jednak trochę mnie ciągnęło.
Od razu pokierowałem się na Poznań. Rozważałem przejazd przez Wielkopolski Park Narodowy, ale gonił mnie czas. Pojechałem przez Luboń, odkrywając skrawki nowych dróg rowerowych i wiadukt nad torami. W Poznaniu zajechałem na sekundę do sklepu z pamiątkami na Rynku, potem jeszcze do sklepu po prowiant (kolejki kosmiczne, bo ktoś sobie wymyślił, żeby pozamykać supermarkety) i wróciłem do domu tuż przed deszczem.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, Wielkopolski Park Narodowy, rowery / Trek

Kategorie

Archiwum

Moje rowery