Ruszyłem w dalszą drogę szlakiem. W sumie tutaj mógłbym skończyć, bo nic więcej się nie działo. Szlak zaczął być po prostu nudny. Ranek był jeszcze przyjemny, ale potem słońce zaczęło przebijać się przez chmury i zrobiło się jak w palmiarni. Nie polecam.
Zebrałem ostatnie pieczątki na szlaku Geumgang i, wykończony całym upałem, dotarłem do miasta Gunsan. Jeszcze w połowie dnia dostałem wiadomość zwrotną od Couchsurfera. Na miejscu spotkałem się z Koreańczykiem o imieniu Jaein. Zabrał mnie do siebie, gdzie jeszcze poznałem jego żonę, Nari. Wyszliśmy we trójkę na samgyeopsal, czyli grillowany boczek, który jest tu przysmakiem. Potem jeszcze odwiedziliśmy ich znajomych, bo oboje są instruktorami jazdy na monocyklu. Na koniec zjedliśmy deser – koreański melon (znany też jako orientalny melon). Był to najlepiej spędzony wieczór podczas mojej koreańskiej wyprawy.
