Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

rowery / GT

Dystans całkowity:45610.90 km (w terenie 637.81 km; 1.40%)
Czas w ruchu:2130:38
Średnia prędkość:20.19 km/h
Maksymalna prędkość:66.05 km/h
Suma podjazdów:241540 m
Liczba aktywności:764
Średnio na aktywność:59.70 km i 2h 58m
Więcej statystyk

Pod Poznaniem, część 17

  42.56  01:44
Wyszedłem na szybkie kręcenie po pracy. Wiało trochę z północy. Nad głową wisiały chmury, ale na horyzoncie niebo było przejrzyste, więc nie martwiłem się deszczem. Słońce wyjrzało tylko na chwilę – zza pleców, gdy wracałem do Poznania. A w Poznaniu, prawie przed domem, zatrzymał mnie przejazd kolejowy i przestawianie wagonów.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Do Obornik i z powrotem

  87.22  03:45
Słońce dzisiaj zaszalało. Było bardzo ciepło. Wyszedłem w bluzie, ale szybko się jej pozbyłem. Początek szedł dobrze, choć miałem lekko pod wiatr. Myślałem, że pojadę wzdłuż obwodnicy, ale gdy do niej dojechałem, nie było żadnych równoległych serwisówek. Trochę mi to przysporzyło kłopotów, bo pobłądziłem i nawet trafiłem na żwirowy odcinek. Przed Objezierzem standardowo wytelepało mnie na dziurach. Ciekawe, ile jeszcze lat tak będzie zanim zrobią z tym porządek.
Dojechałem do Obornik i od razu stamtąd wyjechałem. Nie chciało mi się jechać do centrum. Ruszyłem na południe, łapiąc wiatr i zachwycając się złotą godziną.
W Poznaniu dostałem się do Wartostrady, przejeżdżając kawałek przez centrum. Zrobiło się chłodniej, ale bluzy nawet nie użyłem. Wróciłem przed zmierzchem.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Po pracy do Kórnika

  64.49  02:37
W weekend ma trochę popadać, więc wybrałem się po pracy gdzieś dalej. Wypadło na Kórnik. Było ciepło, nieco wietrznie, noga podawała dobrze. Nieco skróciłem plan, gdy przed wieczorem zrobiło się chłodniej.
Chyba za rzadko jeżdżę albo wpadłem na zbyt dziurawe drogi, bo w domu bolały mnie mięśnie od ściskania kierownicy.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

W parku po betonie

  34.91  01:25
Po pracy chciałem się gdzieś przejechać. Wziąłem aparat i kolarzówkę, czego ostatnio nie łączę za często. Aparat zabieram, żeby fotografować naturę, a kolarzówka jest zbyt szybka, żeby dostrzec piękno otoczenia. Pewnie dlatego dzisiaj nie udało mi się zauważyć niczego ciekawego.
Początek drogi był nudny. Było dużo chmur, ale żaden widok nie przyciągał wzroku. Kwiatów coraz mniej, polski krajobraz zaczyna mi powszednieć. Czułem za to, że rozpierała mnie energia. Jechało mi się niesamowicie lekko. Nie miałem planu, więc jechałem przed siebie. Najpierw przez Wiry, potem Puszczykowo, aż pomyślałem, że pojadę do Stęszewa. Skusiła mnie droga przez Wielkopolski Park Narodowy. Niestety nie dość, że leżał na niej jeden z najbardziej dziurawych asfaltów, to nie dojechałem do celu. Droga skręciła i zamieniła się w płyty betonowe. Relatywnie wygodniejsze, choć nie najwyższych lotów.
Wyjechałem z parku drogą z mojej poprzedniej wizyty. Potem wjechałem na starą krajówkę, żeby szybko wrócić do domu. Na węźle z autostradą komuś nie spodobała się moja obecność na drodze publicznej. Ludziom się nudzi. Mogliby dorzucić więcej swoich pieniędzy do wygodnych, asfaltowych dróg dla rowerów zamiast gderać.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, Wielkopolski Park Narodowy, rowery / GT

Pochmurny dzień, wietrzny dzień

  74.69  03:16
Skleciłem plan na kolanie. Było słonecznie z dużą porcją chmur. Było też wietrznie, a jutro ma wiać jeszcze mocniej.
Wyjechałem z Poznania tak jak wczoraj. Dmuchało w twarz. Myślałem, że za Stęszewem pojadę po jakiejś lepszej drodze, bo ruch miał się przenieść na drogę ekspresową, ale mogłem tylko pomarzyć. Stara droga dla kaskaderów oraz jakiś dziwny zakaz ruchu nie zachęcają do powrotu w tamte rejony.
Dopiero od Czempinia mogłem odpocząć, bo wiatr przestał uprzykrzać podróż, aczkolwiek jechałem starzejącymi się drogami dla rowerów i kaskaderów.
Za Mosiną jakby zaczęło zanosić się na deszcz. Chmury całkowicie przesłoniły słońce. Wróciłem do domu bez słońca, ale też bez deszczu.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, Wielkopolski Park Narodowy, rowery / GT

Piątkowy Buk

  60.00  02:29
Wyskoczyłem po pracy na szosę. Miał wiać zmienny wiatr, więc wybrałem się na zachód w kierunku Buku. Słońce świeciło w twarz. Po dziesięciu kilometrach zdałem sobie sprawę z braku spójnych dróg, że będę musiał zaliczyć drogę terenową. Chciałem wrócić przed zmierzchem, więc już nie szukałem objazdu. Nie było najgorzej. Co prawda trafiłem na tarkę, ale moja kolarzówka jeździła w gorszych warunkach, np. z Rozdroża Izerskiego na Smrek. W sumie wciąż jeżdżę na tych samych oponach, co wtedy.
Z Buku skierowałem się drogą wojewódzką na Poznań. Miałem z wiatrem, więc mogłem przycisnąć w pedały i szybko wróciłem do domu. Zdążyłem przed zachodem zanim się ochłodziło.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Pierwszy tysiąc w sezonie

  110.00  04:32
To jest niemożliwe. Zaraz półmetek sezonu, a ja przejechałem dopiero tysiąc kilometrów w tym roku. Wyciągnąłem kolarzówę i pojechałem za miasto.
Po niebie snuły się białe obłoki. Miało coś popadać, ale podchodziłem do tego sceptycznie. Wybrałem wschód ze względu na wiatr z północy i prognozę późniejszego wiatru ze wschodu. Ruszyłem po południu, więc głowiłem się jak wydostać się z Poznania. Ostatecznie padło na wioski w kierunku Kostrzyna.
Kostrzyn okazał się być dziurą. Zlikwidowali wszystkie przejazdy kolejowe poza jednym gdzieś z boku miasta. Co prawda w budowie jest przejazd pod torami, ale mogli chociaż poczekać z likwidacją na zakończenie inwestycji.
Dalej pojechałem wzdłuż drogi ekspresowej. Zmieniłem też plan i zrezygnowałem z dojazdu do Gniezna. Obawiałem się powrotu po zmroku, bo byłem ubrany na krótko. W Łubowie wjechałem na dawną krajówkę i nią wróciłem do Poznania. Martwiłem się, że słońce będzie oślepiać, ale nic podobnego – świeciło na godzinie pierwszej, więc byłem widoczny na drodze.
W Poznaniu widziałem dużo ludzi korzystających z weekendu. Nie było jednak tak tłumnie, jak zwykło bywać w minionych latach. W powietrzu unosiło się mnóstwo robactwa i pyłku – prawdopodobnie topoli. Gdybym miał lepszy aparat, to porobiłbym więcej zdjęć, bo te drobiny w powietrzu nadawały magii sceneriom.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, setki i więcej, rowery / GT

Solanka na obiad

  67.47  03:15
Po wczorajszym deszczu było sucho. Poranny mróz też ustąpił, więc wymyśliłem pętlę przez Puszczę Notecką. Tym razem założyłem ciepłe buty, ale ze względu na słoneczną aurę było momentami za gorąco.
Skierowałem się na Oborniki. W Poznaniu było suchutko, ale gdy zjechałem z głównej drogi, zaczął się sajgon. Mokre i brudne ulice chlapały na całego, więc gdyby nie maska, to jadłbym solankę. Zdecydowałem się odwołać wyprawę. Miałem wrażenie, że każdy kolejny kilometr zżerał mój napęd, który chrupał od mieszanki wody, soli i brudu.
Pojechałem prosto do domu. Wybrałem krajówkę. Na północy Poznania wbił mi się kawałek szkła. Powietrze uciekało za szybko, więc czekał mnie nieplanowany postój.
Zahaczyłem o myjnię. W Poznaniu było sucho, więc solanka wyschła i rower zrobił się biały. Kąpiel była nieunikniona. Potem jeszcze pokręciłem się po okolicy, coby rower odrobinę przesechł.

Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Dziewiąty

  57.30  02:47
Zaczyna się dziewiąty sezon moich rowerowych przygód. Z pewnością w tym roku będzie on inny, tylko w którym kierunku? Nie zaplanowałem niczego, po głowie chodzi mi kilka pomysłów, mam kilka marzeń. Być może wymyślę coś spontanicznego, a może zaplanuję wyprawę z półrocznym wyprzedzeniem.
Na dzisiaj zaplanowałem pojechać na północ. Przejechałem na drugi koniec miasta, co zajęło mi niemal godzinę. Chciałem objechać poligon, ale moje stopy zaczęły przemarzać. Było zimniej niż wczoraj, nadal wietrznie. Chcąc trochę podratować dystans, pojechałem przez Biedrusko, a potem wróciłem prosto do domu, żeby się ogrzać.
I jeszcze podsumowanie zeszłego roku. Pokonałem 11,1 tys. km. Najważniejszym wydarzeniem była kolejna wyprawa do Azji, która przyniosła trochę niespodzianek. Odwiedziłem Japonię i Koreę Południową. Przybyłem wiosną, w trakcie trwania hanami, czyli okresu kwitnienia drzew wiśniowych. Moje azjatyckie przygody opisałem po powrocie do Polski. Wśród najbardziej zaskakujących, ciekawych lub wartych wspomnienia były: zima w Japonii, gdy zjeżdżając z gór, wjechałem do doliny pełnej narciarzy powracających ze stoków; odkrycie ostatnich kwitnących wiśni, a następnie nierozważny przejazd po górskiej drodze w okresie budzenia się niedźwiedzi; zejście do pagody otoczonej pradawnymi cyprysami; przejazd po jednej z niewielu dróg dla rowerów położonej wzdłuż wybrzeża na dawnej linii kolejowej; krótki spacer po jedynej w Japonii pustyni; przejazd wzdłuż malowniczego wybrzeża w upalny dzień; spacer wzdłuż 123 bram torii (aczkolwiek 10 tys. bram robi większe wrażenie); wycieczka po wzgórzach herbacianych.
Wsiadłem na prom do Korei. Wpadłem na informację o Szlaku Czterech Rzek, dzięki czemu opracowałem plan zwiedzenia połowy półwyspu koreańskiego. Kraj okazał się bardzo przyjazny rowerzystom. Wiele malowniczych dróg wiodło mnie czasem daleko od głównego szlaku przecinającego kraj. Dotarłem do Seulu, gdzie wbiłem ostatnią pieczątkę na głównym szlaku, a potem ruszyłem w drogę powrotną, bo ten kraj nie oferował innych możliwości. Poznałem przyjaznych monocyklistów, którzy pomogli mi w podróży. Przejechałem niemal 200 km, co było najdłuższą i najbardziej szaloną wycieczką tego roku.
Powróciłem do Japonii. Sezon deszczowy połączony z powodziami zmieniły moje plany i ruszyłem na Shikoku. W Kyōto zobaczyłem kawałek procesji jednego z najpopularniejszych japońskich festiwali. Upał nie dawał mi spokoju i popłynąłem promem na północ kraju. Tam zobaczyłem trzy festiwale. Spędziłem też ostatnie dni mojego pobytu z przemyśleniami: po co mi to było. Stanowczo odradzam odwiedzać Japonię latem. Jest za gorąco.
Po powrocie do Polski nie miałem za dużo ochoty na jazdę pod Poznaniem, gdzie chyba zacząłem zapuszczać korzenie. Zaliczyłem jeden wypad pod namiot, jesienną wizytę w górach i przejazd przez Niemcy. Dokąd teraz?
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Ostatnia w 2019

  29.47  01:28
Z racji sylwestra mogliśmy wyjść wcześniej z pracy. Słońce przedarło się przez chmury i zaczęło kusić. Wyszedłem pokręcić się pod miastem. Nie było korków, a dzięki wietrznej pogodzie smog nie doskwierał tak mocno. Gdyby jeszcze tylko ściągnąć z dróg te rzęchy.
Pojechałem przez Luboń, potem na drugą stronę Warty i dostałem się do centrum. Chciałem odwiedzić sklep modelarski, bo jakiś czas temu odkryłem nowe hobby i potrzebowałem paru drobiazgów do budowy nowego modelu. Niestety cały pasaż handlowy był zamknięty na cztery spusty, więc będę musiał odwiedzić miasto ponownie w nowym roku.

Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Kategorie

Archiwum

Moje rowery