Skierowałem się na Oborniki. W Poznaniu było suchutko, ale gdy zjechałem z głównej drogi, zaczął się sajgon. Mokre i brudne ulice chlapały na całego, więc gdyby nie maska, to jadłbym solankę. Zdecydowałem się odwołać wyprawę. Miałem wrażenie, że każdy kolejny kilometr zżerał mój napęd, który chrupał od mieszanki wody, soli i brudu.
Pojechałem prosto do domu. Wybrałem krajówkę. Na północy Poznania wbił mi się kawałek szkła. Powietrze uciekało za szybko, więc czekał mnie nieplanowany postój.
Zahaczyłem o myjnię. W Poznaniu było sucho, więc solanka wyschła i rower zrobił się biały. Kąpiel była nieunikniona. Potem jeszcze pokręciłem się po okolicy, coby rower odrobinę przesechł.
