W nocy zruszył się taki wiatr, że nie dał mi spać. Dobrze, że rozbiłem się w nieco osłoniętym miejscu. Szkoda, że w trakcie jazdy nie było takiej osłony. Wiatr boczny wiał tak mocno, że momentami jechałem pod skosem. Przynajmniej jechałem.
Po drodze zobaczyłem
maskonury, zajechałem do restauracji na obiad i urodzinową szarlotkę, a potem rozbiłem namiot na całkiem dużym kempingu znajdującym się w kanionie. Wcześnie, bo miałem plan, ale o tym w następnym wpisie.
