Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Landmannalaugar

  38.86  03:30
Było całkowite zachmurzenie, przeszło kilka przelotnych mżawek. Kontynuowałem plan. Spotkałem strażnika parku narodowego. Powiedział, że jest 15 brodów na trasie. To zdecydowanie mniej niż naliczyłem na mapie. Nie liczyłem ich jednak w trakcie jazdy, więc nie wiem, czy ta liczba się zgadzała.
Początek był prosty, bo obok brodu stała kładka. Potem były podjazdy, widoki, parę suchych lub lekkich brodów. Na wysokości 550 m n.p.m. wjechałem w chmury i widoki się skończyły. Już miałem zacząć fotografować przydrożny mech, gdy za wzniesieniem o wysokości nieco ponad 700 m n.p.m. zrobiło się czysto. Soczysta zieleń zdawała się wylewać ze szczytów gór i spływać po ich zboczach. Widoki nie pozwalały jechać, bo nie dało się skupić na drodze. Drogi z kolei były różne. Dużo kolein, czasem kamienie, szuter, piach, ubita ziemia, goła skała. Dzięki dużej wilgotności nie kurzyło się, ale i tak był bardzo mały ruch. Temperatura od 8,5 °C we mgle do 12,5 °C w dolinach. Wiatr głównie w plecy.
Pierwszy straszny bród pokonałem w butach, bo jednak nie był straszny, co mnie wielce ucieszyło, jakie te brody są łatwe w pokonaniu. Do drugiego zmieniłem buty na laczki, ale również nie zamoczyłem ich. Potem zaczęły pojawiać się te głębsze. Czasem mogłem obserwować przeprawiające się auta i decydować, od której strony jest najpłycej. Po kilku próbowałem jechać, ale albo blokowały mnie kamienie na dnie, albo końcówka była strasznie mulista. Najczęściej pchałem rower. Jeden bród był taki krótki, ale wodę miał lodowato zimną. Za każdym brodem była akcja suszenia stóp i zmiany obuwia. Zaczęły się pojawiać również długie brody z chorągiewkami. Na jednym z nich nurt wyrwał mi laczka. Obserwowałem bezradny, jak ode mnie odpływa, więc nie widziałem sensu ani możliwości gonienia go. Zrobiło się trudniej, ale na szczęście kamienie na dnie brodów były obłe i dało się po nich chodzić bosą stopą. Spotkałem też grupę trzech rowerzystów, niezbyt szczęśliwych.
Wiele brodów dalej mogłem odetchnąć z ulgą, susząc stopy po raz ostatni. Wspomniałem już, jak było pięknie? To nie był koniec, bo zbliżałem się do gór Landmannalaugar. Wielokolorowe zbocza znów nie pozwalały na efektywną jazdę. Zwiększający się ruch też przeszkadzał, bo tamte drogi były suche jak pieprz, a tylko nieliczni zwalniali, by ograniczyć ilość wzbijanego w powietrze kurzu podczas mijania się ze mną.
Dotarłem do kempingu. W planie z rana miałem tam tylko zajrzeć i ruszać dalej. Po ponad sześciu godzinach jazdy miałem ochotę odpocząć. Zatrzymałem się na noc. Chyba pierwszy raz pokonałem trasę w pełni w terenie (nie licząc drewnianych mostów i mostków). Pole namiotowe znajduje się na dawnym dnie rzeki, więc o trawie można było tylko pomarzyć. Przydała się plandeka, żeby ochronić podłogę namiotu, bo już parę dni temu zauważyłem kilka dziur. Nie takie jednak było jej przeznaczenie, więc jeszcze o niej napiszę.
Akurat wrzuciłem wszystkie graty do namiotu, gdy się rozpadało. Kiedy się wypadało, nadal miałem dużo czasu. Zaplanowałem przejść się, żeby zobaczyć góry, jak ostatnim razem. Widoki już tak nie cieszyły, bo to samo widziałem w trakcie jazdy. Zaplanowałem krótką pętlę i ruszyłem.
Szlak prowadził przez szczyt góry. Było stromo, czasem buty uciekały, ale widoki z każdym metrem piękniały, aż dotarłem na szczyt. To był dobry plan, bo było przepięknie. Trudno było nasycić wzrok, ale przelotne deszcze i straszny wiatr na szczycie mnie przepędziły. Zejście trudne, bo nie było żadnych stopni. Zły ruch i można się poślizgnąć na luźnych kamieniach. Solfatary z wyziewami siarkowymi, kanion, szlak biegnący po suchym dnie rzeki. To była bogata we wrażenia wycieczka.
Kategoria kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą, góry i dużo podjazdów
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa esciu
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]

11:08 środa, 23 września 2026
Widoki nieziemskie. Kolory w tym surowym, dzikim krajobrazie robią wrażenie. Nie spodziewałem się, że kemping może być tam aż taki zatłoczony. Nadal nie wiem jakie jest przeznaczenie plandeki, a gnębi mnie to od czasu gdy wspomniałeś o niej kilka miesięcy temu ;)
Laczka oczywiście szkoda, mógł być przydatny.
Pierwsza baza

Kategorie

Archiwum

Moje rowery