Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

pod namiotem

Dystans całkowity:21802.73 km (w terenie 2242.51 km; 10.29%)
Czas w ruchu:1324:32
Średnia prędkość:15.99 km/h
Maksymalna prędkość:70.30 km/h
Suma podjazdów:186422 m
Maks. tętno maksymalne:125 (63 %)
Maks. tętno średnie:158 (80 %)
Suma kalorii:16784 kcal
Liczba aktywności:227
Średnio na aktywność:96.05 km i 5h 57m
Więcej statystyk

Park Narodowy Dziki Nefin

  90.60  05:00
Namiot był mokry po wieczornych opadach, ale słońce i wiatr go osuszyły. Przyszły jednak kolejne mżawki.
Ruszyłem. Z lewa i prawa widziałem opady, ale dotarły do mnie najwyżej w formie mżawki. Wjechałem na ostatnie odcinki Great Western Greenway. Potem wróciłem na szlak EuroVelo 1. Biegł po drodze krajowej, ale ruch był na niej tak martwy, że to zadziwiało.
Dojechałem do centrum dla odwiedzających Park Narodowy Dziki Nefin (Wild Nephin). Zwiedziłem ekspozycję przyrodniczą, przespacerowałem się po niewielkim szlaku. Chwalą się też, że jest to jedno z nielicznych miejsc na świecie najmniej zanieczyszczonych światłem. Szkoda, że tak często jest tu pochmurno.
Końcówka drogi zrobiła się pochmurna. Nawet zaczęło mżyć, ale niedługo. Dojechałem do maleńkiego kempingu. Martwiłem się, że nie będzie miejsc, nawet zadzwoniłem, by się upewnić i zrobić rezerwację, a byłem jedynym na polu namiotowym.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą, po dawnej linii kolejowej

Wyspa Achill

  86.26  05:36
Padało całą noc. Rano wyjrzało słońce, ale mżyło. Ruszyłem przez półwysep od południowej strony za radą właściciela kempingu. Mgła dodawała klimatu temu surowemu krajobrazowi.
Dostałem się na wyspę Achill. Pojawiło się słońce, czasem ustępowało mgłom. Trafiłem na lokacje filmowe z filmu Duchy Inisherin. Szkoda, że było niepogodnie na Inis Mór, bo tam również był plan filmowy.
Przejechałem kilka szlaków rowerowych na wyspie. W końcu dojechałem na kemping. Tym razem z normalnym sanitariatem. Wyjrzało słońce i zrobiło piekarnik z namiotu. Ja miałem jednak plan dalszej jazdy. Chciałem dostać się do punktu widokowego. Na drodze stało wzniesienie. Dojechałem do ławeczki stojącej w połowie podjazdu i przekalkulowałem sobie, że nie opłaca mi się jechać dalej, bo tamta część wyspy była zamglona. Zawróciłem, a wieczorem przyszła mżawka.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą, pod namiotem

Park Narodowy Connemara

  60.16  03:52
Obudził mnie deszcz, ale z namiotu przegoniło dopiero słońce. Potem świeciło albo mżyło, ale w miarę udało mi się osuszyć namiot.
Wróciłem się do miasta, by przejechać Podniebną Drogę (Sky Road). Słońce dodało blasku widokom, więc to był udany punkt programu. Potem przemierzałem skaliste wybrzeża, krasowe krajobrazy, aż dotarłem do Parku Narodowego Connemara. Jako że najbliższy kemping miałem niedaleko, to postanowiłem spędzić kawałek dnia na trekkingu. Zostawiłem rower na parkingu i ruszyłem na szlak.
Miałem różne pomysły na przejście szlaków. W pierwotnym pomyśle chciałem zrobić krótką pętlę, ale spacer do rozstaju szlaków poszedł mi tak dobrze, że postanowiłem ruszyć na szczyt. Przeraźliwie wiało. Niektórzy się wycofywali, ale mnie taki wiatr nie był straszny. Wszedłem na sam szczyt Binn Ghuaire (z irlandzkiego Szczyt Guaire'a; angielska nazwa tłumaczy się jako Diamentowe Wzgórze). 442 m n.p.m., więc nic imponującego, ale to najwyższy szczyt, na jaki wdrapałem się w Irlandii. Słońce nie przystroiło widoków, ale też nie padało.
Schodzenie było bardzo wymagające, ale powrót do jazdy poczułem równie trudno. Na szczęście kemping nie był daleko. Do tego miałem już z wiatrem. Na miejscu dostałem propozycję rozbicia się z widokiem na plażę, ale za mocno wiało. Potem wybrałem się tylko na spacer po tej plaży.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Prywatny kemping

  97.05  06:02
Na przemian padało i mżyło. W planie miałem wrócić na szlak EuroVelo 1, ale w tych warunkach ruszyłem po śladzie z wczoraj. Skracało to dystans o 30 km i redukowało jeden podjazd na 250 m n.p.m, z którego wiele nie byłoby widać.
Pogoda zdążyła się zmienić i na przemian mżyło, świeciło słońce i padało, czasem w odwrotnej kolejności. Czasem udało się dojrzeć jakieś ciekawe widoki. Przejechałem przez rozległe torfowiska, wybrzeże, krajobrazy krasowe i łąki. Pod koniec jazdy przestało padać. Dojechałem do kempingu. Teren prywatny, tylko dla mieszkańców – taki znak mnie przywitał. Zero informacji, ludzi, telefonu nikt nie odbierał. Dobrze, że skróciłem dystans. Do kolejnego kempingu nie było daleko – ledwo 20 km. Tam już wszystko poszło bez problemu. Zaczęło mżyć, gdy rozbiłem wciąż mokry namiot.
Kategoria kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą, góry i dużo podjazdów

Inis Mór

  48.08  02:58
Wiało, czasem pokropiło. Pojechałem na łódź na jedną z wysp Aran. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy. Już na początku kapitan oznajmił, że warunki na wodzie nie są dobre. Szybko to odczułem. Uciekłem na rufę za świeżym powietrzem. Trochę tam przemarzłem, ale obserwacja horyzontu pomogła to przetrwać. Rower, umieszczony na górnym pokładzie, niestety oberwał morską wodą, gdy przebijaliśmy się przez fale. Aż przypomniała mi się podróż do Korei.
Wyspa Inis Mór kontrastowała z resztą Irlandii. Surowy, kamienny krajobraz bardzo mi się podobał. Co mnie uderzyło to wiatr. Dwukrotnie silniejszy niż wcześniej. Na szczęście mury wokół irlandzkich dróg spełniały swoje zadanie i nie było najgorzej. Niestety wróciły opady. Znów tylko od czasu do czasu, ale dojechałem prawie do końca wyspy i opad przestał zwalniać. Zawróciłem, trafiając na moją pierwszą w Irlandii drogę terenową. Miałem plan zwiedzić więcej wyspy, ale wiatr i deszcz zniechęciły mnie do tego. Poczułem też wodę w bucie, bo nie założyłem nieprzemakalnych spodni. Później tylko zmieniałem skarpetki, żeby go trochę przesuszyć.
Przemarzłem w oczekiwaniu na kolejną łódź. Tym razem bujało ciut mniej, a obserwowanie horyzontu, jak mi podpowiedzieli poznani rano współpasażerowie, pozwoliło mi pozostać na swoim miejscu przez cały, niemal godzinny rejs.
Nieustannie padało, gdy dotarłem do lądu. Miałem kawałek do najbliższego kempingu. Zauważyłem, że dużo znaków było tylko po irlandzku. W większości kraju są znaki dwujęzyczne. Doczytałem, że istnieje termin Gaeltacht, który określa obszary zdominowane przez osoby posługujące się językiem irlandzkim. To też wyjaśnia, czemu na kilku obszarach Irlandii widziałem znaki tylko w tym języku. To również czuć, bo ludzie w sklepach posługiwali się irlandzkim.
Dotarłem do kempingu. Deszcz zmienił się w mżawkę, która stopniowo przepadła. Czekało mnie duże suszenie.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Klify Moheru

  82.38  04:49
Zaskakująco nie padało. Zjadłem duże śniadanie, bo zatrzymałem się w B&B, i ruszyłem, omijając dużą część szlaku EuroVelo 1. Po godzinie zaczęło padać, chwilę potem wyjrzało słońce, potem znowu i znowu. Wystarczyło jednak schować się pod drzewem. Nie zmokłem prawie nic.
Parę zamków dalej dotarłem do wioski Doolin. Tym razem zatrzymałem się na kempingu. Rozbiłem namiot i poszedłem na spacer. Okazało się, że zamknęli część szlaku wzdłuż klifów przez bezmyślnych turystów. Stwierdziłem, że nie opłaca mi się iść na około, więc wróciłem się po rower.
Jazda na lekko po tych drogach była bajecznie prosta. Na spacer potrzebowałbym dużo więcej czasu, więc dobrze zrobiłem, wybierając rower. Dojechałem do centrum dla odwiedzających, skąd odchodziły dwa dostępne odcinki szlaku. Słońce nieśmiało oświetlało monstrualne klify Moheru. Nie bez powodu jest to najpopularniejsza atrakcja Irlandii. Tylko strasznie wiało. Byłem jednym z ostatnich, którzy schodzili ze szlaku. Jeszcze tylko zjazd na kemping i mogłem odpocząć.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

An Chonair

  115.41  07:05
Trochę pokropiło, niezmiennie wiało. Słońce zaczęło wyglądać, gdy ruszyłem. Na początek podjazd. Widoki przed – całkiem ładne, ale za nim to inna bajka. Szkoda było jechać, ale dystans się nie zrobiłby.
Szlak wiódł męczącą drogą krajową, potem męczącymi drogami bocznymi. Niebo pociemniało, zrobiło się dziwnie chłodno. W oddali widziałem opad, ale do mnie nie dotarł.
Znalazłem się w miasteczku, gdzie zaczynał się podjazd do przełęczy An Chonair (z irlandzkiego: droga, ścieżka). Jedna z najwyżej położonych dróg w Irlandii, więc wyżej już pewnie tu nie wjadę. Ruch był całkiem spory, ale nie czułem stromizny, jak przedwczoraj. Widoki na górze ładne, ale ten z rana wywarł większe wrażenie. Zjazd był ciekawy, bo na pewnym odcinku robiło się bardzo wąsko (z tego też powodu jest tam zakaz wjazdu dla niektórych pojazdów). Trudno jest zgadnąć, gdzie można się wyminąć i akurat dwa auta przede mną miały ten problem. Jedno musiało się cofać.
Dalsza droga była nudna. Świeciło nieznośne słońce (przynajmniej był wiatr), szlak prowadził po głównych drogach, które były szalenie nierówne.
Znalazłem się w mieście Tralee. Chciałem tam coś zjeść, ale nic nie wpadło mi w oko. Nie podobają mi się irlandzkie miasta. Są ciasne. Wąskie chodniki, wąskie drogi, a do tego auto zaparkowane na aucie. Oni chyba to lubią. Mnie zostaje cieszyć się naturą.
Zrobiło się płasko. Na horyzoncie dało się dostrzec tylko nieliczne wzniesienia, a drogi nieco się wyprostowały. Nie mam tu na myśli nawierzchni, bo ta niezmiennie denerwowała. Jechałem za to dwoma odcinkami dróg dla rowerów na dawnych liniach kolejowych i te wyszły im całkiem dobrze.
Zorientowałem się, że u celu nie stał kemping, a jakiś postój dla kamperów. W okolicy nie było alternatyw, a wracać się już nie chciałem. Zatrzymałem się w prywatnej kwaterze. Taka odrobina luksusu na urodziny.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, setki i więcej, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą, po dawnej linii kolejowej

Urwanie chmury

  84.85  05:03
Padało co kilka minut. Ruszyłem na prom. Szlak EuroVelo 1 wiódł po kilku podjazdach, które odczułem dopiero po pocie spływającym z czoła. Dalej jechałem po drodze krajowej biegnącej po klifach wzdłuż rozebranej linii kolejowej. Szkoda, że nie wykorzystali tej trasy pod jakąś drogę. Niestety widoki były słabe przez siąpiący deszcz.
Zaczęło się przejaśniać. Mżawka znów padała tylko okresowo. Dotarłem do końca zatoki i przejechałem zaledwie kawałek wzdłuż półwyspu, gdy urwała się chmura. Tutaj nie mają żadnych schronień, zero wiat autobusowych (komunikacja publiczna i tak jest tu niemalże nieobecna). Nawet na drzewa czasem trudno jest liczyć. Dobrze, że miałem parasolkę. Stanąłem i przeczekałem to. Drogi zamieniły się w potoki, więc musiałem jeszcze trochę odstać zanim się uspokoiło i dało się jechać. Potem i tak zaczęło brzydko lać, więc przez ostatnie kilometry było mi już wszystko jedno.
Dotarłem na kemping. Chciałem dalej, na kolejny, ale byłem zbyt przemoczony i zziębnięty. Przestało padać, gdy się rozbiłem. Poszedłem na plażę, gdzie zrobiło się ładnie.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Carrauntoohil

  108.30  06:55
Dzień zaczął się tak nijak. Trochę świeciło słońce, trochę mżyło. Ruszyłem po drogach dla rowerów, których w Irlandii prawie nie ma. Przypadkiem trafiłem pod zamek, bo pomyliłem zakręty i musiałem przeciskać się z dorożkami, aby się stamtąd wydostać.
Wyjechałem z miasta. Mżawka tylko sporadycznie się pojawiała. Częściej podpiekało słońce. Jechałem wzdłuż masywu najwyższych szczytów Irlandii. Niestety na górze panowały słabe warunki pogodowe, więc nie wiem, czy za mgłą udało mi się dostrzec Carrauntoohil, najwyższy szczyt Irlandii, czy któraś z sąsiednich gór go przysłoniła.
Pokonałem większy podjazd i wróciłem na szlak EuroVelo 1. Ten doprowadził mnie wzdłuż doliny do kolejnej przełęczy. Na szczęście coś było z niej widać. Następny podjazd mogłem sobie darować, bo nie przyniósł niczego ciekawego.
Wróciłem nad ocean. Już wiedziałem, że będzie słabo. Po paru zakrętach wylało się mleko. Czasem jeszcze dało się coś dojrzeć, ale znów wiele straciłem. Najgorszy był podjazd we mgle. Wąsko, tłoczno i biało. Za nim dostałem się na wyspę Valentia. Skusiły mnie klify, chociaż rozważałem skrócić sobie drogę. Przez mgłę nie było widać wiele.
Dotarłem do jedynego w okolicy kempingu, przez co wyszło więcej kilometrów. Mgła opadła, ale zaczęło mżyć.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, setki i więcej, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Park Narodowy Killarney

  95.64  06:00
Było pochmurno, mgliście, coś wisiało w powietrzu. Miałem szczęście, że wiało głównie w plecy. Kontynuowałem podróż szlakiem EuroVelo 1. Wiódł przez malowniczy obszar pełen kamienistych wzgórz i finezyjnych skał tonących w wodach oceanu. Pokonałem wiele pagórków, potem dwa większe podjazdy i zrobiło się zwyczajnie. Drogi mniej się pięły, było dużo zabudowy – typowa wiejska Irlandia.
Zaczęło mżyć. Czasem mocniej, czasem wcale, że nie wiadomo, czy tę kurtkę ściągać, czy zakładać. W końcu mżawka zaczęła być tak mocna, że przemokły mi spodnie. Wtedy zdecydowałem się założyć ubranie przeciwdeszczowe. Mżawka zaczęła na przemian z deszczem zmieniać się miejscami. No, zrobiło się nieprzyjemnie.
Za miastem Kenmare zaczynał się podjazd. Najwyższy, jak do tej pory. Wiódł po drodze krajowej. Brak pobocza nie pomagał, ale ruch nie był jakiś szalony. Na szczycie zjechałem ze szlaku EV1, aby dostać się do miasta Killarney. Widoków niemal brak, a jak były, to brakowało pobocza, żeby się bezpiecznie zatrzymać. Akurat było to w Parku Narodowym Killarney, więc podwójna szkoda, a wyglądał pięknie. Przypominał mi japoński Park Narodowy Daisetsuzan czy norweskie wzgórza.
Przejechałem jeszcze przez jakieś ogrody pałacowe. Biegła tamtędy jednokierunkowa droga dla rowerów, ale zrezygnowałem z niej z powodu deszczu. Dojechałem na kemping, rozbiłem się na mokrej trawie i… deszcz ustał. Potem pojawiła się tylko przelotna mżawka. Do tego gryzły muszki, które znam ze Szkocji. Pewnie to przez bliskość jeziora. Przynajmniej nie były tak liczne.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Kategorie

Archiwum

Moje rowery