Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

góry i dużo podjazdów

Dystans całkowity:47994.90 km (w terenie 3390.18 km; 7.06%)
Czas w ruchu:2824:21
Średnia prędkość:16.76 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:515919 m
Suma kalorii:35974 kcal
Liczba aktywności:531
Średnio na aktywność:90.39 km i 5h 24m
Więcej statystyk

Góry Bystrzyckie

  72.60  04:59
Lało chyba całą noc. Nad ranem też padało. Poczekałem na słońce. Było chłodno, przez większość dnia temperatura oscylowała wokół 4 °C. Ruszyłem na szlak przez Góry Bystrzyckie, który kiedyś mi się spodobał.
Słońce na początku niechętnie wyglądało zza chmur. Podjazdy rozgrzewały, ale zjazdów nie dało się polubić. Drogi były różnej jakości. Po błocie też jechałem. Choć niegrząskie, to rower wymaga czyszczenia. Przejechałem parę odcinków szlaków, docierając do rezerwatu „Torfowisko pod Zieleńcem”. Przespacerowałem się po kładce. Szkoda, że taka krótka.
Potem wspiąłem się do Zieleńca. Wymarła wioska poza okresem zimowym. Stamtąd zjechałem znów na szlaki. Te mnie poprowadziły po drodze wojewódzkiej. Zrobiło się słonecznie, więc temperatura na chwilę podniosła się o parę stopni.
Dotarłem do Spalonej. Stamtąd ruszyłem na północ. Niektóre drogi były fatalne. Zaskakująco nie złapałem kapcia. Jechałem przez złote lasy liściaste i zielone lasy iglaste. Wjechałem na niepozorny żółty szlak rowerowy, który zamienił się z leśnej drogi w wymagającą technicznie ścieżkę. Nie polecam, zwłaszcza pod górę.
W Polanicy ruszyłem drogą wzdłuż torów, a w Szczytnej – przegapionym wczoraj Szlakiem Liczyrzepy. Przynajmniej kawałkiem, bo stwierdziłem, że za wysoko się pnie, a miałem dość podjazdów na dzisiaj. Ostatecznie wpadłem na dwa strome podjazdy, gdzie na drugim było tak ślisko, że musiałem rower wciągać.

Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, rowery / Fuji, terenowe, wyprawy / Jesień 2025

Polanica 3

  24.92  01:40
Nie chciałem powtórki z zeszłego roku. Wsiadłem w pociąg i znalazłem się w Kłodzku. Miało padać, a zamiast tego słońce przeciskało się przez chmury. Jesienną wyprawę czas zacząć.
Ruszyłem na zachód. Tuż przed Polanicą-Zdrojem zaczęło padać. Przestało, gdy znalazłem schronienie. Przespacerowałem się po parku zdrojowym i ruszyłem dalej. Chciałem uniknąć jazdy po własnym śladzie z ostatniej wizyty, ale w Szczytnej i tak na niego wjechałem, bo przegapiłem zjazd na Szlak Liczyrzepy. Droga koszmarnie dziurawa, do tego mokra. W oddali widziałem opad, nawet chwilę pokropiło, ale miałem niedaleko do noclegu, więc dojechałem suchy.

Kategoria dojazd pociągiem, góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, rowery / Fuji, z sakwami, wyprawy / Jesień 2025

Waterford Greenway

  124.05  07:06
Dzisiaj obudziło mnie słońce na bezchmurnym niebie. Nie trwało to jednak długo, bo chmury pojawiły się zanim zdążyłem wysuszyć namiot z porannej rosy.
Zorientowałem się, że do Corku miałem kawał drogi. Musiałem więc przejechać dziś dłuższy dystans. Zacząłem też ciąć szlak EuroVelo 1. Trafiałem na wystarczająco spokojne drogi. Wiatr był niewyczuwalny. Słońce jeszcze od czasu do czasu się pojawiało.
Przepłynąłem zatokę promem i dostałem się do miasta Waterford. Chwilę pokropiło, co wykorzystałem na zakupy. Potem dotarłem do atrakcji dnia – drogi położonej na miejscu dawnej linii kolejowej. Obok biegła też czynna linia kolejki wąskotorowej, o czym dowiedziałem się później. Przy okazji zaczęło padać.
Kolejka uciekła mi, gdy droga na chwilę odbiła od torów, ale złapałem ją później, gdy wracała ze swojej krótkiej trasy. Zakręt dalej znajdowała się też stacja końcowa.
Na 20. kilometrze szlaku przestało padać. Na 40. znów zaczęło kropić. Podobno linia była jedną z najpiękniejszych w kraju. Szkoda, że aura nie pokazała tych widoków. Na trasie były 3 wiadukty, z czego do dwóch udało mi się zjechać. Był też tunel. Standardowo rowerzyści mają obowiązek przeprowadzić przez niego rower. Dopiero końcówka szlaku, po osiągnięciu wybrzeża, pokazała odrobinę swojego piękna.
Znów się rozpadało. Miałem do pokonania podjazd. Na nim deszcz zmienił się w gęstą mgłę, która przepadła dopiero po wytraceniu wysokości. Za to znów zaczęło kropić. Już mniej uciążliwie, ale przeszkadzało to do końca dnia.
W okolicy nie było żadnych kempingów akceptujących namioty, więc zatrzymałem się w domu gościnnym. Przynajmniej mogłem wyschnąć.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, po dawnej linii kolejowej, pod namiotem, rowery / Fuji, setki i więcej, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Wietrzna Irlandia

  76.11  04:56
Padało, gdy się obudziłem. Zamknąłem oczy i obudziłem się parę godzin później. Nadal kapało na namiot, więc niechętnie z niego wyszedłem, leniwie zjadłem śniadanie i po powrocie zastałem niemal suchy namiot. Wiatr go wysuszył, gdy przestało padać. A wiało na tyle mocno, że wyrywało śledzie z kamienistego gruntu. Rozerwało mi też łącznik w stelażu namiotu, ale dało się to naprawić.
Ruszyłem na południowy wschód, żeby wrócić na szlak EuroVelo 1. Wały otaczające irlandzkie drogi spisywały się i wiatr boczny tylko świszczał nad głową, nie utrudniając mi jazdy. Do czasu, bo tylko wjechałem na szlak, który biegł na zachód, to wygody się skończyły.
Mozolnie pokonywałem kilometry. Na niebie chmury walczyły ze słońcem. Pojawiły się też takie granatowe, ale poza mżawką i krótkim deszczem nie było niczego, co widziałem w prognozie pogody.
Zahaczyłem jeszcze o wiadukt kolejowy na prawie nieczynnej linii kolejowej i dotarłem na kemping na farmie. Były swojskie zapachy, scena z muzyką i nawet wiatr ustał.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Przez wielki kanion

  65.23  03:45
Słońce znów samotnie wznosiło się na niebie. Koniec jazdy po szlaku na północ. Moja podróż powoli zmierza ku końcowi. Musiałem wrócić do miasta z wczoraj. Wybrałem jednak inną drogę. Była otoczona przez góry, które przypominały zbocza kanionu.
Dzisiaj miałem trochę więcej cienia, więc jakoś lepiej zniosłem ten upał. Spodziewałem się deszczu, a wcześniej chmur i ochłodzenia, ale nic takiego się nie zdarzyło w trakcie jazdy.
Dotarłem do kempingu, ale innego niż ostatnio. Stała tabliczka, że są obładowani. Spróbowałem, zapytałem w recepcji i znaleźli boks wykopany w wydmie, ale zmieściłem się. Kolejny sukces.
Słowem o prysznicach, bo tu znakomita większość jest na minuty (dzisiaj 1 euro za 6 minut, wczoraj 1 euro za 2 minuty). Do tego prawie wszystkie są zaprojektowane do jednej temperatury (woda leci po wciśnięciu przycisku) i jest to dość wysoka temperatura (raz był taki wrzątek, że mogłem najwyżej pochlapać się), ale dzisiaj zaskoczył zimny prysznic. Ktoś wyłączył grzanie czy zepsuło się, ale była to ulga w tym gorącym dniu.
Znów miałem kupę dnia, więc przespacerowałem się po okolicy, obserwując nadciągające chmury deszczowe. Te przeszły w większości bokiem. Ostatecznie popadało tylko chwilę.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Bundoran

  73.65  04:26
Namiot spakowałem suchutki. Słońce dziś królowało na bezchmurnym niebie. Plan na dzisiaj to przetrwać.
Ruszyłem do miasta, by wrócić na szlak EuroVelo 1. Ten nadal prowadził mnie po wiejskich asfaltach, trochę po wzgórzach, trochę po wybrzeżu. Nawet pojawiły się chmury, ale wiele nie zmieniły. Temperatura nierzadko przekraczała 33 °C na liczniku, przez co strome podjazdy to było skakanie od cienia do cienia i odpoczynek. Asfalt grzał się tak mocno, że pojawiały się bąble ze smoły wypełnione parą wodną lub metanem, które pękały jak folia bąbelkowa.
Szlak skutecznie omijał drogę krajową, ale i tak musiałem ją przekroczyć. Liczba aut porażała do tego stopnia, że na skrzyżowaniach tworzyły się duże korki. Istny potok aut, a najczęściej widziałem brytyjskie blachy.
W końcu dotarłem do docelowego miasta – Bundoran. Na kempingach widziałem wywieszone tabliczki o braku miejsc. Zauważył mnie ktoś z obsługi i powiedział, że znajdzie się miejsce na mały namiot. Nie było wcale tak ciasno. Znów miałem szczęście.
Miałem dużo dnia do wykorzystania. Wyszedłem na spacer. Nogi mnie bolały od chodzenia w klapkach, bo miałem dziś dość butów trekingowych. Chyba następnym razem będę musiał dźwigać drugą parę butów na gorące dni. Jutro ma być lepiej.
Wyczytałem, że Bundoran to jeden z najpopularniejszych nadmorskich kurortów. To wyjaśnia ulice zawalone autami.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Gorąca Irlandia

  119.28  07:23
Zapowiadał się kolejny gorący dzień. Najpierw musiałem dostać się do sklepu, bo zorientowałem się, że nie mam drobnych, żeby zapłacić za nocleg. Sklep z kolei był w remoncie, ale stał otwarty. Dostępne dwa regały na krzyż, a reszta to istny sajgon. Monterzy mieszali się z kupującymi i obsługą sklepu.
Kontynuowałem jazdę po szlaku EuroVelo 1. Najpierw mnie poprowadził wzdłuż wybrzeża, potem wśród farm, aż w góry. Słońce prażyło, cień rzucały tylko nieliczne drzewa, niekończące się podjazdy pojawiały się za zjazdami, a widoki nie cieszyły tak bardzo, o ile cokolwiek dało się zobaczyć. Wiatru, jak na złość, prawie nie było, a na termometrze widziałem nawet 30 °C. Był to jeden z najmniej przyjemnych niedeszczowych dni tutaj.
W końcu dotarłem do kempingu. Byli całkowicie zarezerwowani, ale pan powiedział, że uda się mnie wcisnąć. Akurat wypadło święto bankowe, co w połączeniu z pogodą dało duży ruch turystyczny. A jutro podobno ma być rekordowo ciepło.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, setki i więcej, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Dún Briste

  122.70  07:29
Dzień zaczął się tak samo, jak skończył poprzedni – pochmurnie i wietrznie. Kontynuowałem jazdę po szlaku EuroVelo 1. W tej części Irlandii jest on słabo oznaczony, często przeplata się z innymi szlakami.
Jechałem wzdłuż wybrzeży, przez rozległe torfowiska, po wzgórzach wszelakich, z widokami na klify. Słońce coraz śmielej wyglądało, aż zaczęło podsmażać.
Dotarłem do parkingu pod atrakcją dnia – kolumną Dún Briste, z irlandzkiego: zepsuty fort. Robi wrażenie. Obok jest też grota, a fale rozbijające się o skały nasuwają myśl: kiedy to runie?
Trafiłem na nieutwardzoną ścieżkę, częściowo na nasypie dawnej linii kolejowej. Była to najgorsza droga, jaką się poruszałem. Jakbym wjechał na pumptrack. Tutaj chyba mają jakieś konkursy na najgorsze nawierzchnie do jazdy czy coś.
Czas mnie gonił, a na drogach pojawiały się niekończące się pagórki. Na kemping dotarłem po czasie pracy recepcji, ale dogadałem się telefonicznie, że pieniądze wrzucę do skrzynki na listy. Gorąc trwał do zachodu.
Na ostatnich kilometrach poczułem mało powietrza z tyłu, ale dopompowałem raz i dotarłem do celu. Po rozbiciu namiotu jednak miałem pełnego kapcia. Już myślałem, że obędzie się bez awarii. Znalazłem dziurę w oponie. Szkoda, bo była dobra. Gdy chciałem założyć zapasową dętkę, ta okazała się dziurawa. To już kolejna dętka z takim samym nacięciem, jaką kupiłem we francuskim sklepie sportowym. Zakleiłem starą dętkę, a nowe będę musiał zacząć kupować gdzieś indziej.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, po dawnej linii kolejowej, pod namiotem, rowery / Fuji, setki i więcej, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą

Park Narodowy Dziki Nefin

  90.60  05:00
Namiot był mokry po wieczornych opadach, ale słońce i wiatr go osuszyły. Przyszły jednak kolejne mżawki.
Ruszyłem. Z lewa i prawa widziałem opady, ale dotarły do mnie najwyżej w formie mżawki. Wjechałem na ostatnie odcinki Great Western Greenway. Potem wróciłem na szlak EuroVelo 1. Biegł po drodze krajowej, ale ruch był na niej tak martwy, że to zadziwiało.
Dojechałem do centrum dla odwiedzających Park Narodowy Dziki Nefin (Wild Nephin). Zwiedziłem ekspozycję przyrodniczą, przespacerowałem się po niewielkim szlaku. Chwalą się też, że jest to jedno z nielicznych miejsc na świecie najmniej zanieczyszczonych światłem. Szkoda, że tak często jest tu pochmurno.
Końcówka drogi zrobiła się pochmurna. Nawet zaczęło mżyć, ale niedługo. Dojechałem do maleńkiego kempingu. Martwiłem się, że nie będzie miejsc, nawet zadzwoniłem, by się upewnić i zrobić rezerwację, a byłem jedynym na polu namiotowym.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą, po dawnej linii kolejowej

Wyspa Achill

  86.26  05:36
Padało całą noc. Rano wyjrzało słońce, ale mżyło. Ruszyłem przez półwysep od południowej strony za radą właściciela kempingu. Mgła dodawała klimatu temu surowemu krajobrazowi.
Dostałem się na wyspę Achill. Pojawiło się słońce, czasem ustępowało mgłom. Trafiłem na lokacje filmowe z filmu Duchy Inisherin. Szkoda, że było niepogodnie na Inis Mór, bo tam również był plan filmowy.
Przejechałem kilka szlaków rowerowych na wyspie. W końcu dojechałem na kemping. Tym razem z normalnym sanitariatem. Wyjrzało słońce i zrobiło piekarnik z namiotu. Ja miałem jednak plan dalszej jazdy. Chciałem dostać się do punktu widokowego. Na drodze stało wzniesienie. Dojechałem do ławeczki stojącej w połowie podjazdu i przekalkulowałem sobie, że nie opłaca mi się jechać dalej, bo tamta część wyspy była zamglona. Zawróciłem, a wieczorem przyszła mżawka.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Irlandia, rowery / Fuji, wyprawy / Irlandia 2025, z sakwami, za granicą, pod namiotem

Kategorie

Archiwum

Moje rowery