Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

z sakwami

Dystans całkowity:62042.35 km (w terenie 3667.34 km; 5.91%)
Czas w ruchu:3639:58
Średnia prędkość:16.86 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:466689 m
Maks. tętno maksymalne:125 (63 %)
Maks. tętno średnie:158 (80 %)
Suma kalorii:60871 kcal
Liczba aktywności:717
Średnio na aktywność:86.53 km i 5h 07m
Więcej statystyk

Changnyeong-eup

  71.33  04:05
Koreański jest mi kompletnie obcy. Czasem mam wrażenie jakbym słyszał japoński, ale to tylko kilka podobnych dźwięków. W przeciwieństwie do japońskiego, nie umiem nawet wymawiać liter. Wyrazy są kosmicznie długie, że aż nie chce się ich czytać. Po trzech dniach spędzonych w Korei mogę stwierdzić, że jest jeszcze długa droga do przyciągnięcia zagranicznych turystów, chociaż lokalna turystyka kwitnie całkiem nieźle. Prawie wszystko jest pisane hangulem (alfabet koreański), a gdy coś pojawi się w transkrypcji lub po angielsku, to jest powód do radości, bo w końcu można się doczytać. Z drugiej strony, po dzisiejszej wycieczce wiem jak wyglądają znaki tłumaczone jako motel.
Rano miałem przygodę w hotelu, gdy się okazało, że mój pobyt nie był opłacony, jak mnie zapewniła recepcjonistka poprzedniego dnia (byłem przekonany, że pobrali płatność z karty). Koreańczycy są jeszcze słabsi w angielskim niż Japończycy (może to jakiś nacjonalizm, bo spotykani przeze mnie Koreańczycy mówią dużo o swoim języku), więc recepcjonistka dała mi telefon z mężem na linii, a potem jeszcze zadzwoniła do syna, który w końcu mówił płynnym angielskim i wyjaśniliśmy sprawę. Pierwsza recepcjonistka pomyliła się i jednak nie ściągnęli pieniędzy z karty, a ja patrząc na wyciąg z konta, nie przyjrzałem się uważnie i szedłem w zaparte, że płatność została wykonana.
Wydostałem się z miasta, aby powrócić do jazdy Szlakiem Czterech Rzek. Powoli ten szlak staje się nudny. Ma kilka widoków, jest spokojny, ale może to ten upał mnie tak zniechęca do podróżowania. Nie wiem, czy nie zmienię swoich planów. Przez brak odpowiedniej bazy noclegowej dodatkowo mam sporo kłopotów.
Wbiłem kolejną pieczątkę do paszportu rowerowego i zjechałem ze szlaku. Dalsza droga nie miała sensu, bo nie znalazłbym żadnego hotelu wzdłuż rzeki, a do kolejnego punktu z pieczątką mogę dotrzeć inną drogą. Może straciłem kilka widoków, ale pewnie jeszcze sobie to odrobię. Tymczasem dojechałem do Changnyeong-eup, gdzie odwiedziłem kilka motelów (stąd też nauczyłem się znaków oznaczających motel w alfabecie hangul) i albo brak wolnych pokoi, albo kosmiczna cena. Gdy już miałem wyjeżdżać z miasta, zauważyłem motel z angielskim napisem. Mieli pokój za akceptowalną cenę. W samą porę, bo upał dawał się już we znaki.
Kategoria kraje / Korea Południowa, z sakwami, za granicą, wyprawy / Korea 2019, rowery / Trek

Szlak Czterech Rzek

  70.75  04:01
Zaskakująco w Korei też jest upalnie. Wyobrażałem sobie bardziej umiarkowany klimat, ale może za mało uważałem na geografii. Ruszyłem rano. Wydostałem się z centrum Busan, mając na przeszkodzie parę gór. Niestety tunele biegnące przez te góry były niedostępne, więc zrobiłem zygzak.
Już powoli przyzwyczajam się do koreańskich dróg i kierowców. Nie są tacy źli. Trzeba trochę uważać przez ich agresywną jazdę i bezmyślne parkowanie, nawet tuż przed innym pojazdem, ale podobno taki charakter.
Musiałem kupić przejściówkę, bo choć w Korei używa się tej samej wtyczki elektrycznej, co w Polsce, to nie pomyślałem o zabraniu urządzeń z Polski. Miałem w głowie tylko Japonię i przez to prawie wszystkie moje urządzenia obsługiwały wtyczki japońskie. Odwiedziłem aż 3 sklepy i były tylko wtyczki w odwrotną stronę. Trzeba było pomyśleć w Japonii, miałbym więcej szczęścia.
Miałem dość poszukiwań, więc spróbowałem przedostać się na szlak rowerowy biegnący wzdłuż rzeki. Nie było to proste, bo dzieliły mnie ogrodzone tory albo autostrada. Wejście znalazłem przy ścieku, co poznałem po zapachu mydła; pewnie z koreańskich umywalek. Szkoda, że wcześniej nie wjechałem na tę drogę, bo była wystrzałowa. Miałem chyba z wiatrem, bo jechało się lekko i przyjemnie. Do tego nawierzchnia na wielu odcinkach była bajecznie wygodna – jakbym jechał po jakiejś autostradzie.
Minąłem setki rowerzystów. Może nawet wyłącznie Koreańczyków. Wszyscy z zasłoniętym ciałem, aby uchronić się przed promieniami. Wyglądali jak zamaskowani bandyci. W sumie ja też jeżdżę z zakrytą twarzą, żeby mi nos od tej opalenizny nie odleciał, więc teraz rozumiem, jak mnie widzieli Japończycy, gdy tak jeździłem po Japonii.
Niestety drzewa wzdłuż szlaku zostały posadzone niedawno, więc nie dawały dużo cienia, a upał dawał się we znaki. W przeciwieństwie do Japonii, tutaj dba się o szlaki rowerowe (przynajmniej o przejechany przeze mnie kawałek), bo trawa była przycięta, a nawierzchnia wolna od kamieni, czego jednak nie można powiedzieć o drogach dla aut czy chodnikach.
Wbiłem kolejną pieczątkę do paszportu rowerowego, podsmażyłem się jeszcze trochę na słońcu i zjechałem ze szlaku. Mój nocleg był ukryty gdzieś za górami, więc zrobiłem kilka podjazdów i dojechałem do... hotelu na godziny. Chyba będzie to częsty problem. Zarówno ze znalezieniem noclegu, jak i znalezieniem zwykłego hotelu, bo czytałem, że większość noclegów w Korei to motele. Przynajmniej dostałem przestronny i czysty pokój.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Korea Południowa, z sakwami, za granicą, wyprawy / Korea 2019, rowery / Trek

Przez Fukuokę na prom

  15.37  00:58
Znowu krótko. Ruszyłem wcześnie rano do Hakaty, dzielnicy Fukuoki, aby złapać prom. Wczoraj padało, dlatego zrobiłem sobie dzień spacerowy, jednak nie zdążyłem odwiedzić muzeum, gdzie była interesująca mnie wystawa, więc pojechałem tam dzisiaj. Jeszcze odczekałem na otwarcie muzeum, kręcąc się po okolicy i niestety nie udało się. Kolejka do kasy, którą zastałem w muzeum pobudzała wyobraźnię: musiałbym zmierzyć się z setkami innych zwiedzających wystawę oraz – z powodu czasu oczekiwania w kolejce, a potem przy obiektach na wystawie – mogłem nie wyrobić się na prom. Z bólem serca zrezygnowałem z atrakcji.
Kategoria kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Fukuoka, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Wzgórze herbaty

  82.96  04:37
Kolejny słoneczny dzień. Ruszyłem w dół, po własnym śladzie. Wiatr mnie spowalniał, ale chociaż przynosił ulgę od skwaru.
Zatrzymałem się w świątyni Reigan-ji, która wczoraj zwróciła moją uwagę swoimi formacjami skalnymi. Znalazłem szlak i wspiąłem się na szczyt, gdzie spotkałem mnicha. Technicznie rzecz biorąc, był to tylko pomnik, ale facet znalazł niezłe miejsce do medytacji.
Na chwilę pojawiły się chmury na niebie. Akurat dotarłem do miejsca, które przegapiłem wczoraj – wzgórz pokrytych krzewami herbaty. Niczym pod Shizuoką. Wjechałem na szczyt najwyższego wzgórza, skąd rozciągała się panorama na plantację i pobliskie miasta. Niestety plan przejazdu przez wzgórza zawiódł, bo droga skończyła się. Porobiłem trochę zdjęć i zawróciłem.
Kolejne kilometry nie były ciekawe. Miasta na prawo i na lewo, upał, duży ruch.
Kategoria kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Fukuoka, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Herbaciane Yame

  47.33  03:23
Niebo było lekko zachmurzone, gdy ruszałem, ale upał szybko złapał i powróciłem do leniwej jazdy. Dzisiaj chciałem odwiedzić wioskę położoną w górach.
Jazda na południe do lekkich nie należała. Jechałem wzdłuż krajowej trójki, która była przepełniona ciężarówkami. W połowie drogi odbiłem na bardziej lokalną ulicę, a potem na jeszcze mniejszą, która doprowadziła mnie pod wzgórza herbaciane w mieście Yame. Niestety jakoś źle pojechałem i zobaczyłem tylko zbocze, gdzie wzgórza herbaciane miały swój początek. Zrobiłem postój na posiłek, gdzie zostałem zaczepiony przez siedemdziesięciolatków, którzy zrobili sobie przerwę w trakcie przejścia szlaku turystycznego, a potem, po stromym podjeździe, dotarłem na górską farmę. Tak tu cicho i spokojnie. Zostałbym tu kilka dni, ale mam już plany na następne dni.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Fukuoka, Japonia / Saga, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Kiyama

  65.15  04:06
Temperatura mnie dzisiaj zaskoczyła. Po całonocnym deszczu było tak chłodno, że może nawet za bardzo, ale cieszyłem się, że w końcu nie musiałem umierać z gorąca. Przynajmniej do czasu.
Dzisiaj jechałem na południe, głównie wzdłuż rzek, aż dotarłem do doliny. Tam już trzeba było się nieco powspinać. Miałem nadzieję wjechać do tunelu, ale ten okazał się niedostępny dla rowerów, więc zostało mi wspinać się dalej. Za górą wyszło słońce, które do tej pory tylko mrugało zza grubych chmur, więc do hostelu dojechałem nie do końca zadowolony.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Fukuoka, Japonia / Saga, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Kita-Kyūshū bis

  61.57  03:38
Żartowałem, nie zawracam. Odwiedziłem Honshū, aby spotkać się z JM, a dzisiaj wracam na Kyūshū. I teraz uwaga: temperatura przyszła po rozum do głowy. Prognoza przewidywała opady, było całkowite zachmurzenie, temperatura spadła o kilka kresek i dzięki temu – w końcu – nie umierałem.
Do podwodnego tunelu dotarłem tymi samymi drogami, co wczoraj i półtora roku temu. Tunel przekroczyłem już po raz czwarty, więc zaraz będę wiedział, gdzie i jaka grafika się znajduje na tamtejszych ścianach.
Skorzystałem z 3-minutowego promu, bo pewien czerwony most był niedostępny dla rowerzystów. Z dołu wygląda bardzo okazale i przypomina pewien amerykański. Można się oszukać.
W centrum Kita-Kyūshū zaczęło kropić. Myśląc, że i tak zmoknę, zatrzymałem się na obiad. Gdy wyszedłem, nie padało, ale ostatnie kilometry przejechałem w lekkim deszczu. Po dotarciu do hostelu lunęło, jednak na opad patrzyłem przez szybę z suchego fotela.
Kategoria kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Fukuoka, Japonia / Yamaguchi, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Sanyō-Onoda

  66.59  04:20
Dosyć tego. Pora wracać. Upał mnie wykończy, więc im dalej na północ, tym lepiej.
Jechałem ślimaczym tempem. W Kita-Kyūshū trwał jakiś festiwal. Była muzyka, były stragany z jedzeniem, było mnóstwo ludzi. Jak oni znoszą ten upał?
Przedostałem się podwodnym tunelem do Shimonoseki. Trafiłem na kilka świątyń i chramów, ale nie dałem rady ich zwiedzić. Skierowałem się do centrum miasta Sanyō-Onoda, aby w klimatyzowanej kawiarni odpocząć od upału. Wieczorem przeniosłem się do innej dzielnicy, aby poznać JM, Couchsurfera z Filipin, który przyjechał uczyć angielskiego w Japonii.
Kategoria kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Fukuoka, Japonia / Yamaguchi, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Kita-Kyūshū

  89.66  05:31
Powtórzę się – żar lał się z nieba. Było nieco wietrznie, więc tyle ulgi. Dzisiaj jechałem na południe. Wybrzeże już mniej malownicze, do tego po kilku kilometrach pojawił się wzmożony ruch.
Przejechałem przez centrum Shimonoseki i dotarłem do podwodnego tunelu łączącego wyspy Honshū i Kyūshū. 20 jenów za przejście z rowerem, kilkanaście minut spaceru i byłem w mieście Kita-Kyūshū. Ostatnim razem było deszczowo, więc dzisiaj miałem okazję zobaczyć trochę architektury. W centrum miasta rzuciłem okiem na zamek i pojechałem spotkać się z Junem, Couchsurferem.
Kategoria kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Fukuoka, Japonia / Yamaguchi, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Z zamkowego miasteczka Hagi do Nagato

  60.60  04:09
I znowu żar z nieba. Ile można? Skierowałem się leniwym tempem do centrum Hagi. Stare miasto określane jest mianem miasteczka zamkowego. Centrum jest przeładowane budynkami w tradycyjnej architekturze japońskiej. Objechałem zaledwie kilka ulic, ale było tego tak dużo, że szybko zrezygnowałem. Odwiedziłem jeszcze miejsce, gdzie stał zamek i ruszyłem w dalszą drogę.
Trafiłem na drogę wzdłuż wybrzeża, używaną przez nielicznych mieszkańców, którzy jakimś sposobem tam jeszcze mieszkają. Kręto, wąsko na jedno auto, ale jakie widoki! Gdyby wyciąć chaszcze zasłaniające morze, to nie wiem, czy dojechałbym do celu przed wieczorem.
Tylko przejechałem przez centrum Nagato, aby znaleźć się w dolinie, skąd wiodła droga do mojego celu. Musiałem zrobić zakupy, bo zmierzałem do odosobnionego miejsca. Przy okazji natknąłem się na informację o turystycznym chramie. Byłem rozerwany pomiędzy dotarciem do marketu i tym samym wydłużeniem dystansu oraz wydostaniem się z doliny bez jedzenia. Na pomoc przyszedł konbini (sklep typu Żabka), więc mając co jeść, skierowałem się do chramu.
Na mojej drodze stanęła wielka góra. Dodając upał, nie było lekko. Dojechałem cały spocony. Miałem jeszcze drogę w dół, ale powiedziałem sobie dość i zostawiłem rower przy murku, samemu schodząc do chramu. Było dużo ludzi, więc zrobiłem kilka zdjęć, odwiedziłem kilka sklepików i wróciłem do jazdy. Ostatnie kilometry pokonałem po wzgórzach i dotarłem do domku nad morzem. Aż mi się przypomniał domek nad polskim morzem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Yamaguchi, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Kategorie

Archiwum

Moje rowery