Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

po zmroku i nocne

Dystans całkowity:44699.41 km (w terenie 3167.14 km; 7.09%)
Czas w ruchu:2317:05
Średnia prędkość:19.18 km/h
Maksymalna prędkość:70.40 km/h
Suma podjazdów:300449 m
Maks. tętno maksymalne:150 (76 %)
Maks. tętno średnie:160 (81 %)
Suma kalorii:108246 kcal
Liczba aktywności:587
Średnio na aktywność:76.15 km i 3h 58m
Więcej statystyk

Brama Poznania

  11.27  00:35
Prognoza pogody zdecydowanie odradzała wychodzenie. Miało lać, jak rzadko, ale gdy za oknem widziałem zaledwie mżawkę i drobny śnieg, straciłem zaufanie do pogody i wybrałem się na spacer do centrum. Zabrałem ze sobą aparat, więc dołączam do galerii to, co uchwyciłem. Atrakcją dnia była Brama Poznania, multimedialne muzeum. Połaziłem też po poznańskich uliczkach – znanych i nieznanych. O dziwno nogi dawały radę po wczorajszych katuszach na łyżwach. Na koniec odwiedziłem Rynek Łazarski po wybetonowaniu. Smutne miejsce lądowania UFO. Niestety to było ostatnie miejsce na mapie Poznania, które chciałem odwiedzić.
Nie padało, więc szkoda mi było wieczoru. Wyjechałem na krótką przejażdżkę, ale znów zaczęło padać. Do tego łańcuch chrzęścił, więc szybko wróciłem do domu.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Na łyżwy

  34.59  01:47
2 lata temu wciągnąłem się w jazdę na łyżwach. Odwiedzałem lodowisko kilka razy w tygodniu. Zazwyczaj jeździłem na wypożyczonych, słabo naostrzonych, często mocno zniszczonych łyżwach. W końcu kupiłem własną parę, ale zanim zdążyłem je przetestować zamknęli wszystko, bo przyszła pandemia. Teraz jest dziwna zima, za oknem ciemno, deszczowo, wietrznie (miałem nadzieję, że wywieje smog, ale smród z rur wydechowych jeżdżących gruzów niestety został), więc postanowiłem znów zacząć spędzać swój czas na tafli lodu.
Miałem dużo czasu. Najpierw pojechałem po ochraniacz na łyżwy, a potem zrobiłem kółko po Wartostradzie. Garmin zdążył wyłączyć się kilka razy. Czemu to się zdarza tylko w Poznaniu?
Na łyżwach było super. No, prawie, bo za dużo jeżdżę, a za mało chodzę. Nieużywane na co dzień mięśnie bolały, więc często robiłem przerwy, ale na pewno nie był to ostatni raz na tafli, więc może poprawię swoją sprawność. Teraz minusy. Było strasznie dużo ludzi. Dużo więcej niż 2 lata temu, ale może to wina piątku. Potem podczas zejścia z tafli wybiłem sobie bark przez jedną idiotkę. Poczułem ten sam ból, co podczas wypadku w Japonii. Mam nadzieję, że mnie nie wyłączy z aktywności, bo nawet jazda na rowerze zaczęła być niekomfortowa. Potem dowiedziałem się, że mój licznik się zresetował, bo wrzuciłem go do plecaka, więc przez problemy z Garminem wszystkie dane są orientacyjne. Na koniec prawie uderzyłem w auto, które wymusiło na mnie pierwszeństwo. A miał być taki ładny dzień. Przynajmniej dzisiaj nie padało, bo łańcuch po ostatnich kąpielach w solance raczej nie podziękowałby mi.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Palmiarnia Poznańska

  20.89  01:03
Było brzydko za oknem, ale nie chciałem siedzieć w domu. W końcu wybrałem się do Poznańskiej Palmiarni, co planowałem już chyba od kilku lat. Pora wziąć się za zwiedzanie Poznania, póki jeszcze tu mieszkam. To chyba moja druga palmiarnia po tej w Wałbrzychu. Była kolejka, ale szybko poszło. Spędziłem tam godzinę, choć nie stawałem przy każdej roślinie. Ciekawe, ile czasu zajmuje obejrzenie każdej rośliny i zapoznanie się z wszystkimi tabliczkami informacyjnymi.
Zmierzchało, gdy wyszedłem. Pojechałem do centrum, a potem po Wartostradzie i Ratajach wróciłem do domu. Mgła z każdym kilometrem pogłębiała się tak mocno, że strach było jechać.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Nocą po śniegu

  23.87  01:17
Trochę sypnęło śniegiem. Był przymrozek, więc wyskoczyłem na chwilę. Do centrum jechało się przyjemnie, ale powrót już taki nie był, bo wiało z południa. Odwiedziłem Rynek, przejechałem się po Cytadeli, gdzie oszczędzają na prądzie, bo tylko kilka lamp było włączonych. Potem pojechałem w kierunku Golęcina, aby wrócić drogami dla rowerów.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Park Narodowy „Ujście Warty”

  106.62  05:47
Poranek przywitał mnie temperaturą na plusie. W nocy padało, więc ulice były mokre. Wiatr nieznacznie się zmienił, ale wciąż wiało z południa. Kontynuowałem podróż na północ.
Szlak Zielona Odra biegł po wale. Kostka nie była wygodna, ale lepsze to niż płyty z betonu. W końcu też doczekałem się asfaltu. Jesienią widziałem rowerzystę mknącego po nim. Nareszcie i ja mogłem przekonać się, jak cienką warstwę asfaltu wylali. W wielu miejscach nadaje się do remontu. Nie nacieszyłem się długo, bo kostka wróciła, a potem zmieniła się w dziurawą gruntówkę.
W Kostrzynie tylko zatrzymałem się na rozgrzewającą kawę i ruszyłem po szlaku R1 biegnącym drogą krajową. Bardzo malowniczy. Zatrzymałem się niemal na każdym punkcie widokowym. Rozebrana linia kolejowa biegnącą wzdłuż tej ruchliwej drogi prawie idealnie nadaje się na drogę dla rowerów. Prawie, bo biegnie po niewłaściwej stronie drogi, ale dużo aut na niemieckich blachach wyprzedza niebezpiecznie blisko, więc taka inwestycja poprawiłaby bezpieczeństwo.
Dojechałem do Słońska. Miałem dylemat – jechać szlakiem przez park lub przez wioski, by podziwiać nadwarciańską architekturę, pełną szachulców i murów pruskich. Wybrałem pierwszą opcję i widoki były fenomenalne. Przynajmniej póki słońce nie schowało się za chmurami. Potem zachwyt opadł. Dotarłem do przeprawy promowej i znów musiałem zmienić plany. Była nieczynna, więc zwiedzanie północnej części parku zostawiłem sobie na lato. Tak samo architekturę na południe od Warty.
Tymczasem pojechałem do najbliższego mostu, kontynuując podróż na północ. Przejechałem przez wzgórze pełne anomalii, bo mijałem dużo śniegu na niektórych odcinkach. Potem tak się rozpędziłem, że źle pojechałem. Korygując błąd, pojechałem polną drogą, na której wpadłem w poślizg i wylądowałem w rowie. Nie wiem, jakim cudem straciłem równowagę. Krzaki wyhamowały mnie i dzięki temu nic złego nie stało się, a nawet utrzymałem równowagę. Na szczęście był to niemal koniec przygód. Czekały mnie jeszcze tylko dziurawe drogi, jazda po zmroku, ostatnia krajówka i znalazłem się w Myśliborzu.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / lubuskie, Polska / zachodniopomorskie, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Odra 2022, z sakwami, rowery / Fuji, Park Narodowy „Ujście Warty”

Przygoda z Nysą

  100.91  06:18
Przyszła mi do głowy spontaniczna wyprawa. Spakowałem się, wstałem w połowie nocy i ruszyłem w najoptymalniejsze względem czasu i pogody miejsce, którym okazał się Węgliniec.
Najpierw podjechałem kawałek wojewódzką, aby skręcić w leśne dukty. Wjechałem w Bory Dolnośląskie porośnięte sosną z runem licznie pokrytym wrzosami. Spotkałem wiele jeleni i jednego kierowcę, który zatrzymał się, żeby zapytać, czy nie zgubiłem się. Drogi grząskie, niewygodne, ale doprowadziły mnie do pierwszego celu – zielonego szlaku Przygoda z Nysą. Kawałek asfaltem, potem terenem z dużą ilością błota i znalazłem się w Przewozie, gdzie w końcu zastałem otwarty sklep.
Droga do Łęknicy była usłana kolcami. Jechałem pod wiatr, dość silny. Coraz częściej zaczął pojawiać się bruk, niezbyt wygodny. Ucieszyłem się, gdy szlak uciekł w las. W terenie telepało, było grząsko i jechało się mozolnie. Nie wiem, co gorsze.
W Łęknicy wjechałem na Szlak Kolejowo-Górniczy. Szutrowy, całkiem wygodny. Wzdłuż niego rozmieszczono mnóstwo interesujących punktów i tablic informacyjnych. Niestety gonił mnie czas i już nie zjeżdżałem do atrakcji. W Tuplicach kończył się odcinek szlaku biegnący po dawnej linii kolejowej. Dalej były leśne drogi. Niestety nastał zmierzch, temperatura spadła poniżej zera i zacząłem przemarzać. Skróciłem plan i ruszyłem głównymi drogami. Były brzydkie, wąskie, dziurawe, czasem pokryte brukiem. Lubuskie nie daje się lubić. W Brodach zatrzymałem się w jedynym czynnym hotelu. Całe szczęście mieli restaurację.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, po zmroku i nocne, Polska / dolnośląskie, Polska / lubuskie, setki i więcej, terenowe, z sakwami, wyprawy / Odra 2022, rowery / Fuji

Rowerowe dziesięciolecie

  20.99  01:01
Obawiałem się deszczu w prognozie pogody i mocno zwlekałem z wyjściem. Ruszyłem dopiero po zmroku. Nie padało, ale zaczęło po paru kilometrach, a im byłem bliżej centrum, tym mocniej lało. Ostatecznie zrezygnowałem z planu i zawróciłem, bo miałem mokre rękawice i czułem wodę w rękawach. Mogłem jechać za dnia, deszcz nie był wtedy tak mocny.
Dzisiaj mija 10 lat, jak zaczęły się moje rowerowe przygody. 2 stycznia 2012 roku kupiłem mojego Treka. Od tamtego czasu przejechałem prawie 118 tys. km (w sumie na wszystkich trzech rowerach), więc w tym roku wypadnie już trzecie okrążenie Ziemi. Chciałem tu wymienić jakieś ciekawe wycieczki, ale było ich tyle, że ciężko mi wybrać kilka. To było szalone 10 lat. Ciekawe, jak będzie wyglądać kolejne 10.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Park zimą

  50.72  02:38
Źle rozplanowałem sobie urlop w tym roku. Nie chciało mi się marznąć, ale skoro miałem wolne, to wyszedłem chwilę pokręcić się. Wiało z południa, więc standardowo wybrałem drogę przez Sawin, aby wrócić lasami przez Chełmski Park Krajobrazowy. Było ciut cieplej niż wczoraj.
Skróciłem sobie drogę i zamiast dojechać do Rudy, wjechałem od razu do lasu, aby przekroczyć Uherkę po znanych kładkach. Nie byłem pierwszym – widoczne były tropy lisa (tak zgaduję). Potem już standardowo na południe. Odwiedziłem jeszcze centrum Chełma i do domu. Telefon mi zamarzł, bo nie zapisał wszystkich zdjęć.
Kategoria Chełmski Park Krajobrazowy, kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / lubelskie, terenowe, rowery / Trek

Rezerwat Brzeźno o zmierzchu

  62.05  03:29
Prognozowali wiatr: dzisiaj północny, jutro południowy. Idealnie na mikrowyprawę. Niestety zimą, a zwłaszcza w tym rejonie ciężko o nocleg, więc musiałem obejść się smakiem. Trasa wydaje się dobra na lato pod namiot.
Wyszedłem dość późno, więc wykorzystałem plan alternatywny. Ruszyłem na początek do moich ulubionych lasów w Chełmskim Parku Krajobrazowym. Lód zdążył zniknąć podczas ostatnich roztopów, więc drogę pokrywała tylko niewielka warstwa śniegu. Nie dojechałem do końca, tylko zboczyłem na nieznaną ścieżkę. Dobrze, że był mróz, bo jazda po napotkanym błocie byłaby koszmarem. Nadal karczują te lasy i końca nie widać. Miałem szczęście do dwóch saren i samicy łosia.
Drogi na południe od Rudy-Huty budziły grozę. Słońce wyszło zza chmur i widziałem lśniące lustra lodu pokrywające asfalt. Kierowcy ujeździli śnieg tak, że aż niebezpiecznie się tam jeździ. Albo to ja mam takie kiepskie buty, bo rowerem nie wpadłem w żaden większy poślizg (a może i rozważna jazda do tego nie dopuściła). W końcu zjechałem na polną drogę, która doprowadziła mnie do lasu. W lesie raczej mało kto tamtędy jeździł, bo liście na drogach nie były ubite. W sumie nawet nie wiem, gdzie były drogi, bo nagle to, po czym jechałem zaczęło lawirować między drzewami i skończyło się lasem. Nie miałem innego wyboru, jak iść dalej na południe. Dobrze, że był mróz, bo przekroczyłem trochę mokradeł. Las był na tyle dziewiczy, że leżało tam mnóstwo powalonych drzew i ani śladu wycinki.
W końcu wydostałem się na drogi. Tak się zmęczyłem przedzieraniem przez krzaki i śnieg, że przestało mi dokuczać zimno. Dotarłem do platformy widokowej i zrobiłem kilka zdjęć, które wyglądały podobnie do siebie. Platforma stała zdecydowanie zbyt daleko od rezerwatu. Zmierzchało, więc to był koniec wycieczki. W okolicy jest jeszcze rezerwat Roskosz, ale nie ma tam żadnej ścieżki czy platformy widokowej. Dojazd też nie wygląda na łatwy, więc tam już raczej nie pojawię się.
Temperatura w ciągu dnia utrzymywała się na poziomie -5,5 °C, ale o zmierzchu spadła do -9. Myślałem, że uda mi się skrócić dystans i pojechać polnymi drogami, ale były one tylko na mapie. Zawróciłem i pojechałem krajówką, która miała szerokie pobocze. W Chełmie zrobiło się cieplej, bo -6,5 °C, ale i tak nie czułem komfortu, więc szybko wróciłem do domu.

Kategoria Chełmski Park Krajobrazowy, kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / lubelskie, terenowe, rowery / Trek

Jak na łyżwach

  23.44  01:32
Wyskoczyłem na chwilę, żeby załatwić parę spraw. Trochę napadało śniegu i trzymał mróz (-5 °C). Dużo rozjeżdżonych dróg było pokrytych lodem. Zaryzykowałem i nie było najgorzej, tylko zacząłem odczuwać zimno w ręce. Pojechałem kupić rękawice narciarskie. Było o wiele lepiej, choć gdy dotarłem do centrum, znów przemarzałem. Nie mam pewności, czy zakup był opłacalny.
Droga powrotna pod wiatr. Do tego zapadł zmierzch, a temperatura spadła o kolejny stopień. Jechałem ostrożnie, ciesząc się, że nie wpadłem w żaden poślizg, aż nagle zaliczyłem glebę. Stłukłem sobie kolano tak boleśnie, że ledwo wróciłem do domu. Będzie mnie pewnie przez parę dni zniechęcać do wychodzenia z domu.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / lubelskie, rowery / Trek

Kategorie

Archiwum

Moje rowery