Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

terenowe

Dystans całkowity:44010.60 km (w terenie 10311.47 km; 23.43%)
Czas w ruchu:2350:37
Średnia prędkość:18.22 km/h
Maksymalna prędkość:71.10 km/h
Suma podjazdów:303686 m
Maks. tętno maksymalne:130 (66 %)
Maks. tętno średnie:160 (81 %)
Suma kalorii:120656 kcal
Liczba aktywności:544
Średnio na aktywność:80.90 km i 4h 27m
Więcej statystyk

Po deszczu

  40.00  02:13
Burza trwała chwilę, ale zostawiła sporo kałuż. Miałem czas, żeby wyczyścić mój nowy nabytek po deszczowej wyprawie w góry oraz zdjąć z niego błotniki i bagażnik, aby pojeździć sobie w terenie. Pojechałem nad Maltę, gdzie jest sporo szerokich ścieżek w lasach. Zostało tylko kilka kałuż, więc nawet nie zabrudziłem roweru. Jechało się dobrze, choć zaczęło być zimno, więc wróciłem Wartostradą. Niestety pod wiatr. Ach, nierówności pokonuje się przyjemniej niż na kolarzówce. Obym tylko jej nie odstawił, bo gravel kupiłem w zamyśle roweru wyprawowego.
Garmin mnie denerwuje. Tylko wróciłem do Poznania i znów zaczął się wyłączać. Gorzej, że nie mam jeszcze licznika i dane o wycieczkach wyciągam z zapisanego śladu. Tym razem musiałem je spisać na oko.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, terenowe, rowery / Fuji

Moja rodzina powiększyła się

  26.59  01:49
Prędzej czy później musiało to nadejść. Nie chciałem czekać nie wiadomo ile, aż mój upragniony model zostanie wyprodukowany, dlatego wybrałem inny. Może jednak trochę historii.
Na samym początku był Trek. Pół roku temu wpadł mi w oko model 520. Choć byłby to mój drugi rower tej firmy, byłem do niego przekonany. Dopiero dystrybutorzy sprawili, że zacząłem się wahać. Najbliższa możliwość kupna tego modelu to 2022 rok, a i to nie było pewne. Zainteresował mnie Surly z modelem Disc Trucker. Uparłem się, że nowy rower ma mieć hamulce tarczowe oraz mocowanie kół typu thru-axle. Poznański dystrybutor zniechęcił mnie ceną, więc szukałem dalej. Natknąłem się na nieznaną mi firmę Salsa, która oferowała model Fargo Apex. Tym razem przeszkodą był brak polskiego dystrybutora. W sumie w zagranicznych sklepach też nie udało mi się nic znaleźć.
Przez jakiś czas byłem w sytuacji patowej, aż w końcu trafiłem na Fuji – markę powstałą w Japonii, która wyglądała obiecująco. Pierwszym modelem, na który natrafiłem był Touring Disc. Gdy go szukałem, został mi zaproponowany inny model z serii gravelowej, bo jednak czasem można wjechać w teren, więc przydałby się porządniejszy widelec. Nie do końca podobał mi się, więc szukałem dalej. Trafiłem tak na zeszłoroczny model Jari 1.5. Ostatni dostępny w Polsce był na Śląsku, ale na miejscu okazało się, że był za duży. Sprzedawca mocno odradzał mi kupno, więc wróciłem z pustymi rękami. Przygotowałem się do tego, że będę czekał na premierę Jari 2.1, który miał być bazą pod budowę roweru wyprawowego, ale kilku mówiło o sierpniu, a większość o przyszłym roku. Ostatecznie nie mogłem się doczekać. Przekonałem się do modelu Jari 2.1 LTD, którego nie ma nawet w katalogu producenta, ponieważ jest wersją przygotowaną na rynek europejski – model wyposażono w bagażnik, błotniki i dynamo z oświetleniem. Spakowałem się i pojechałem do najbliższego sklepu, gdzie można było ten model dostać – do Dzierżoniowa.
Niełatwo jest znaleźć swój ideał. Również model, który wybrałem ideałem nie jest, ale będę nad nim pracował. Mam plan. Może nie na ten rok, ale gdy tylko zużyją się komponenty, wymienię je na takie, które sobie wymarzyłem. Trafiłem do rozgadanego sprzedawcy. Rower wymagał jeszcze serwisu, ale połowa czasu spędzonego w sklepie to było słuchanie niejednej historii.
W końcu mogłem ruszyć. Znalazłem się tak blisko gór, więc wybrałem nocleg nie w Dzierżoniowie, jak planowałem na początku, a po drugiej stronie Gór Sowich. Widoki były niesamowite. Stęskniłem się za nimi. Jazda nie była prosta, bo te okolice stały się strasznie nieprzyjazne rowerzystom. Drogi dla kaskaderów z najgorszej kostki, przejścia dla pieszych zamiast przejazdów, dziury, wysokie krawężniki i zakazy wjazdu rowerem bez wyznaczonej ścieżki to absurdy, które czekają na rowerzystów od Dzierżoniowa po Bielawę. Przynajmniej do Pieszyc był kawałek asfaltu. Potem dużo gór, odrobina terenu i moja pomyłka w postaci agroturystyki w cenie hotelu i jakości kwatery prywatnej.
Wrażenia z pierwszej jazdy. Podoba mi się kierownica. Jest za co złapać, bo ma dużą średnicę i czuć chwyt. Nie spodobały mi się hamulce tarczowe. Myślałem, że będą hamować jak żyleta, a działają gorzej niż przemoczony v-brake. Droga hamowania to tragedia. Jadąc z górki, bałem się, że wypadnę z drogi. Regulacja jest karkołomna, bo co raz coś szura. Na minus jest też dynamo w przedniej piaście. Wprawia koło w drgania. Być może pójdzie jako pierwsze do wymiany, bo wolę latarkę Convoya. Nie podoba mi się też przełożenie. Na korbie mam 48/32T, a wolałbym 44/30T, żeby wykorzystać wszystkie biegi. Z tym jednak poczekam do wymiany napędu. Na razie całkiem dobrze jechało mi się pod górę.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, terenowe, wyprawy / Góry Sowie 2021, rowery / Fuji

Wieża widokowa na Winnicy

  86.63  03:37
Wpadła mi w oko najwyższa w Wielkopolsce wieża widokowa, więc zaplanowałem dzisiaj wspiąć się na nią. Pojechałem pociągiem do Starego Bojanowa, bo wiało z południowego-zachodu i nie miałem ochoty na walkę z wiatrem. Było ciut chłodniej niż wczoraj, z dużą dawką zachmurzenia, ale jechało się dobrze. Złapało mnie kilka mżawek, wpadłem też na trochę nieplanowanego terenu, który okazał się strasznie grząski. Mam za wąskie opony.
Widok z wieży na wzgórzu Winnica rozciągał się na pobliskie wsie i miasta (dostrzegłem wieżę ciśnień w Kościanie). Drewniana wieża powstała niemal 10 lat temu i każdy stopień skrzeczał niczym starożytny japoński system alarmowy trzeszczących podłóg. Zrobiłem kilka zdjęć i ruszyłem ku Poznaniowi.
Przez ramię widziałem burzę sunącą się równolegle do mojego kierunku jazdy. Obawiałem się, że może mnie złapać, ale nic z tego. Nawet słońce śmielej zaczęło wyglądać zza chmur i zrobiło się cieplej. W sumie jechałem z wiatrem, więc nie mogłem narzekać. Dopiero koło Mosiny pojawiły się kałuże, więc wiedziałem, że przegapiłem gwiazdę dzisiejszej prognozy pogody.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, terenowe, dojazd pociągiem, Wielkopolski Park Narodowy, rowery / GT

Trzcielińskie Bagno

  64.61  03:02
Co za przyjemny dzień. Temperatura świetna na rower. Lekko wiało, ale dało się to znieść. Ruszyłem ku Trzcielińskiemu Bagnu, więc czekała mnie spora dawka terenu. Szkoda, że nie zabrałem aparatu, bo światło było świetne do fotografii. Widok z wieży na Trzcielińskim Bagnie wyglądał rewelacyjnie. Spędziłem tam trochę czasu, obserwując i wsłuchując się w ptasi gwar. Dalej kontynuowałem szlakiem dookoła Poznania. Szkoda, że nie miałem Treka, bo jechało się ciężko po grząskich drogach. Gdyby nie to, do Mosiny dojechałbym po szlaku, a tak pojechałem ulicami. W sumie nie planowałem tam jechać, ale miałem jeszcze sporo dnia, a trzeba było korzystać z okazji przed deszczowym weekendem.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, terenowe, Wielkopolski Park Narodowy, rowery / GT

Wokół Jeziora Lusowskiego

  78.74  03:51
Kolejny gorący dzień, więc nie spieszyłem się z wyjściem. Pojechałem prosto po Anię i ruszyliśmy do Lusowa, żeby objechać jezioro. Droga była spokojna. Temperatura znośna zaczęła być dopiero w połowie wycieczki.
Nad jeziorem znalazła się przyjemna ścieżka. Znalazłem tam szlak dookoła Poznania (już nie pierścień, odkąd zamknęli poligon dla ruchu rowerowego), ale jechałem tamtędy po raz pierwszy. Albo zmienił się przebieg szlaku, albo przegapiłem wtedy ten krótki odcinek.
Słońce ładnie oświetlało jezioro, a na niebie kłębiły się burzowe chmury. Przez chwilę coś popadało, ale upiekło się nam. Droga powrotna była lżejsza, bo mieliśmy z wiatrem. W Poznaniu znów naszły ciemne chmury i zaczęło kropić, ale po raz kolejny uszło nam to na sucho.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, terenowe, ze znajomymi, rowery / GT

Terenowa szosa

  90.11  04:26
Wyskoczyłem po pracy pokręcić się po okolicy przed wyciągnięciem Ani na jej kolejną pięćdziesiątkę. Żar lał się z nieba. Było odrobinę wietrznie, ale to nie pomagało. Pojechałem tylko do Tulec i po powrocie do Poznania ruszyliśmy z Anią ku Zielonce, wybierając spokojne drogi. W Wierzenicy skoczyliśmy zobaczyć ruiny młyna, potem zaliczyliśmy jeszcze trochę nieplanowanego terenu i wieczorem wróciliśmy do Poznania. Coś się przyczepiło do mojej opony i wydawało rytmiczny dźwięk, więc zatrzymałem się, by to usunąć. Nic nie znalazłem w bieżniku, ale zbiegiem okoliczności zwróciłem uwagę na przebicie z boku opony. Było widać dętkę, więc czeka mnie przedwczesna wymiana, a przejechałem na niej zaledwie 1,5 tys. km. Tak się kończy zbaczanie kolarzówką z asfaltu. Już nie chciało mi się dokręcać do setki, bo było późno.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, terenowe, ze znajomymi, rowery / GT

Prędko przez Chełmski Park Krajobrazowy

  50.00  01:48
Chyba mnie ten wiatr przewiał, bo nie czułem się za bardzo na siłach, ale o dziwo noga dzisiaj podawała. Wiało z południa, więc standardowo ruszyłem na północ. Do Sawina jechało się świetnie i lekko, potem do Rudy jakby wiatr chciał poprzeszkadzać, aż wjechałem do lasu, by chroniąc się od południowego wiatru, wrócić do domu. Chyba pobiłem swój rekord przejazdu zielonym szlakiem, ale jednocześnie nie zrobiłem ani jednego zdjęcia. Chociaż mam ich tak dużo, że nie robi to większej różnicy.

Kategoria kraje / Polska, Polska / lubelskie, terenowe, Chełmski Park Krajobrazowy, rowery / Trek

Majowy Lublin

  72.43  03:22
Od wczoraj wiał silny wiatr, który zerwał parę dachów na Lubelszczyźnie. Dzisiaj miało być ciut spokojniej. Zaplanowałem odwiedzić Lublin pociągiem i wrócić rowerem z wiatrem w plecy.
Byłem już wielokrotnie w Lublinie, jako że dla mnie jest to miasto przelotowe. Zdjęcia z ostatniego spaceru po Lublinie gdzieś mi przepadły, a wcześniej na rowerze zwiedzałem go dawno temu. Postanowiłem odświeżyć sobie wspomnienia i odnowić album ze zdjęciami. Było bardzo pochmurno z niewielkimi przejaśnieniami. Często też kropiło, ale bez prognozowanego deszczu.
Przespacerowałem się sztandarową trasą po Śródmieściu i Starym Mieście, obejrzałem parę kamieniczek, widziałem przygotowania do uroczystości trzeciomajowych, a potem ruszyłem w drogę, bo wiatr hulał i było zimno. Wyjazd z Lublina, choć wydawał się prosty, był usłany niespodziankami zaprojektowanymi przez kretyna, bo żeby wnosić rower 10 metrów po schodach, a potem znosić z drugiej strony wiaduktu – tego nikt normalny nie wymyśliłby. Chociaż i tak upiekło mi się, bo gdybym zniósł rower po tych drugich schodach, to dojechałbym zupełnie nie tam, gdzie chciałem. A tak, przerzuciłem rower przez barierki na ulicę (która wyglądała jak ekspresówka, ale okazała się być drogą wojewódzką) i pojechałem zgodnie z planem.
Mogłem jechać drogą krajową, która biegnie prościutko do Chełma, ale wolałem spokojnym tempem doczołgać się po drogach lokalnych. Tak trafiłem na drogę, po której wracałem znad Wieprza, a jeszcze wcześniej podczas powrotu z Lublina. Ależ ta Lubelszczyzna mała. Wiatr czasem poprzeszkadzał, gdy wiał boczny, ale ogólnie jechało się dobrze.

Kategoria kraje / Polska, Polska / lubelskie, terenowe, dojazd pociągiem, rowery / Trek

Wodny Dół

  107.03  05:45
Kropiło, gdy ruszałem. Pojechałem do Rejowca śladem sprzed trzech tygodni. W Żulinie sprawdziłem kursy pociągów i postanowiłem poczekać na przystanku kolejowym, żeby uchwycić szynobus na zdjęciu. Musiałem czekać 20 minut, ale byłem usatysfakcjonowany ujęciami. Przeczekałem nawet kilka większych ulew, bo deszcz ani odpuszczał.
Udało mi się znaleźć stację benzynową, więc kupiłem picie na resztę dnia i wypiłem kawę. Mieli inny ekspres niż zwykle i kawa była jakaś dużo lepsza. Albo po prostu dawno ją piłem.
Za Krasnymstawem deszcz się rozszalał, a niestety na tym odludziu nie było ani jednej wiaty czy jakiegoś zadaszenia, żeby to przeczekać. Przynajmniej miałem kurtkę przeciwdeszczową, jednak buty, spodnie i rękawice były całe przesiąknięte. Dotarłem tak do lasu, w którym krył się cel mojej wycieczki – rezerwat przyrody „Wodny Dół”. Musiałem go tylko odnaleźć. Wjechałem na pierwszą drogę i błądząc po lesie, odnalazłem szlak. Tym razem las był zieleńszy niż podczas mojego poprzedniego błądzenia. Nie zabrakło oczywiście połaci wykarczowanych drzew i dróg rozwalonych ciężkim sprzętem.
Szlak wiódł przez malowniczy las porastający niezliczone wąwozy lessowe. Największą atrakcją była Głęboka Droga, którą dawniej poruszały się powozy. W którymś momencie szlak uciekł, ale pozostała ścieżka, więc nieświadomy wyszedłem nią z lasu. Wracając do miejsca, gdzie właściwy szlak się kończył, stwierdziłem, że dobrze się stało. Końcówka szlaku była bardzo stroma i byłoby kłopotem sprowadzać stamtąd rower, zwłaszcza gdy było ślisko od deszczu. Z kolei deszcz w końcu ustał, o czym się dowiedziałem po wyjściu z lasu, bo z drzew nadal spadały krople.
Moim właściwym celem wizyty w rezerwacie było znalezienie cieszynianki wiosennej, rośliny o nietypowym kwiatostanie. Ruszyłem więc drugim z trzech szlaków pokazanych na mapie lasu. Prowadził po mniej lub bardziej ciekawych drogach, ale poza zawilcami żółtym i leśnym, licznie występującą śledziennicą skrętolistną i paroma innymi pospolitymi gatunkami roślin – nie znalazłem tego, czego szukałem. Trzeciego szlaku również, bo dróg w tych lasach nie ma na mapach i jadąc na chybił trafił, wyjechałem na drugi szlak. Uznałem, że ze mnie wystarczy i wydostałem się stamtąd.
Ruszyłem przez Krasnystaw. Myślałem o szlaku Green Velo, jednak szybko się rozmyśliłem. Po deszczu na pewno było tam dużo błota. W dodatku zgłodniałem, więc wolałem trzymać się głównych dróg. Jedynym otwartym miejscem na mojej drodze była biedna stacja benzynowa, na której jedynym jedzeniem były słodycze. Całe szczęście do domu miałem coraz bliżej. Po deszczu wiatr się zmienił i miałem powrót pod wiatr. Przynajmniej zdążyłem częściowo wyschnąć.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / lubelskie, setki i więcej, terenowe, rowery / Trek

Znów lasami

  48.92  02:10
Temperatura podskoczyła, ale nadal wiało. Tym razem z południa, więc pojechałem standardowo ku Chełmskiemu Parkowi Krajobrazowemu. Tym razem zaatakowałem go ze Stańkowa, przecinając las drogami leśnymi, aby przedostać się na jego drugą stronę. Tam planowałem z wiatrem dojechać na północ. Dojechałem, jednak z wiatrem bocznym, co było efektem oczekiwanym. Potem wskoczyłem na zielony szlak – dzisiaj obyło się bez blokad na drodze – i prawie standardowo przedostałem się na południe. Pojechałem przez Chełm, żeby kapkę wydłużyć dystans i zobaczyć ponownie chełmskie absurdy. Jest remont drogi krajowej i już postawili znaki dróg dla kaskaderów, chociaż te nie zostały ukończone. W sensie – kaskaderzy mogą już próbować nie zabić się, ale zgodnie z prawem rowerzysta również ma obowiązek popełnić tam samobójstwo.
Kategoria kraje / Polska, Polska / lubelskie, terenowe, Chełmski Park Krajobrazowy, rowery / Trek

Kategorie

Archiwum

Moje rowery