Przede mną był większy podjazd. Zaczął się mżawką, ale wraz z wysokością było coraz gorzej. Na górze widoki mogłem sobie tylko wyobrazić na podstawie bladych konturów gór i soczystej zieleni, która próbowała się przebić przez ścianę deszczu. Stoczyłem się w dół i… wyjechałem spod deszczowej chmury. Mogłem zobaczyć namiastkę widoków, które tam zostały.
Dotarłem do skalistego wybrzeża. Było tam tyle atrakcji, a mnie uciekał czas, więc znów zwiedzałem na szybko. Był to mój trzeci i ostatni dzień w geoparku North West Highlands.
Wjechałem na drogę, która okrążała zatokę. W oddali widziałem deszcz, ale udało mi się go uniknąć. Zostawił po sobie dużo kałuż. Tuż przed opuszczeniem zatoki ujrzałem pięknie oświetlone wzgórza.
Pozostał mi ostatni podjazd. Znów o stromym początku. Widoki zachmurzone, ale nadal ładne. Poczułem kapcia, ale dopompowałem koło i bez kłopotu dojechałem do kempingu zanim go zamknęli. Znów spędziłem mnóstwo czasu na czyszczeniu namiotu z pozostałych kleszczy, których znalazłem sporo na namiocie i wewnątrz. Czuję, że nabawię się jakiegoś natręctwa.
