Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

rowery / GT

Dystans całkowity:45610.90 km (w terenie 637.81 km; 1.40%)
Czas w ruchu:2130:38
Średnia prędkość:20.19 km/h
Maksymalna prędkość:66.05 km/h
Suma podjazdów:241540 m
Liczba aktywności:764
Średnio na aktywność:59.70 km i 2h 58m
Więcej statystyk

Nijō-jō

  35.86  02:15
Postanowiłem wydać dzisiaj trochę pieniędzy i odwiedzić zamek Nijō-jō. Już w nim byłem 2 lata temu, ale wtedy nie miałem dobrego aparatu. Przy okazji mogłem odświeżyć pamięć.
Jak zawsze, obowiązuje zakaz robienia fotografii wewnątrz zamku, choć nie ma tam zbyt wiele do zobaczenia. W ogrodach trawa zdążyła zmienić kolor na jesienny. We wrześniu 2 lata temu była wciąż zielona. Jedynie drzewa wciąż trzymały swoją standardową barwę drzew iglastych.
Odwiedziłem jeszcze cesarski park, przejechałem się wzdłuż Kamo-gawy i znalazłem się w Gionie. Nie było to zbyt rozsądne w weekend. Ludzi było niewyobrażalnie dużo, więc spacer po głównej arterii dzielnicy wydawał się trwać nieskończoność. Ostatecznie zrezygnowałem z dotarcia do jego końca i pojechałem w kierunku domu gościnnego. Trochę inaczej, bo drogą na południe w kierunku Uji, a potem przez góry do mojej dzielnicy.
Kategoria kraje / Japonia, za granicą, Japonia / Kyōto, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Gdzie ta japońska jesień?

  32.25  01:59
Pojechałem dzisiaj szukać jesieni w Kyōto, bo tak jakoś jest mało zauważalna. Może dlatego, że krajowa prognoza dla regionu zapowiada początek zmiany koloru liści na połowę bieżącego miesiąca.
Tym razem pojechałem wzdłuż rzek na północ i znalazłem się pod Nanzen-ji. Zostawiłem rower na parkingu i poszedłem obejrzeć świątynię z zewnątrz, bo w środku już byłem. Przeszedłem połowę ścieżki filozofa (bo całość wydeptałem już dwukrotnie), przecisnąłem się przez tłum sunący do Ginkaku-ji, wjechałem na spokojne ścieżki nad Kamo-gawą. Odwiedziłem też centrum, aby wysłać kilka kartek pocztowych i powoli zacząłem zbierać się do domu, zahaczając jeszcze o bramy dzielnicy Gion.

Kategoria kraje / Japonia, za granicą, Japonia / Kyōto, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Wokół Kyōto

  55.93  03:07
Był bardzo słoneczny dzień, gdy wyruszyłem. Dzisiaj wybrałem najlżejszą drogę do centrum i pojechałem wzdłuż rzek w kierunku Uji, a stamtąd na północ, daleko na północ, aż po chram Kamigamo-jinja.
Trafiłem na jakieś wydarzenie, bo mnóstwo ludzi przyszło w kimonach. Na scenie prezentowali prawdopodobnie nowy szyk mody wśród kimon. Były też występy, ale nie zostałem na nich. Miałem inne plany. Chciałem rzucić okiem na Kōtō-in, ale od mojej ostatniej wizyty świątynia stoi zamknięta. Szkoda, bo jesienne fotografie z ubiegłych lat bardzo mi się podobały.
Nie mając na oku niczego więcej w tej części miasta, pojechałem do Arashiyamy. Przeszedłem się pod świątyniami z płatnym wejściem, odwiedziłem zawsze zatłoczony las bambusowy, wspiąłem się przypadkiem na górę z widokiem na dolinę i pojechałem do centrum miasta. Chciałem dowiedzieć się, czy w punkcie informacji turystycznej mają mapy szlaków turystycznych prowadzących po górach w Arashiyamie. Mieli, ale płatne, więc pomyślałem, że taniej będzie poszukać w internecie.
Boże Narodzenie zbliża się wielkimi krokami. Coraz więcej świątecznych ozdób można spotkać na ulicach Japonii. Spróbuję kiedyś opowiedzieć jak to tutaj wygląda.
Kategoria po zmroku i nocne, kraje / Japonia, za granicą, Japonia / Kyōto, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Droga do centrum

  32.63  02:03
Skoro już się na tych przedmieściach zatrzymałem, to warto było znaleźć drogę do centrum. Było ich kilka i prawie wszystkie prowadziły przez górę dzielącą centrum z moją częścią miasta.
Pojechałem na południe w kierunku miasta Uji, ale zauważyłem na mapie drogę i sprawdziłem jej poziom trudności. Nie była łatwa, bo odcinek przed szczytem mocno zwiększył nachylenie. Ale już za górą droga była pestką, bo jechałem nią setki razy w czerwcu.
Odwiedziłem kilka świątyń i chramów. Chciałem dojechać do chramu Heian-jingū, ale już zamykali. Tak to jest, gdy się człowiek guzdra. Zrobiłem zaległości na blogu i chciałem trochę nadgonić, przez co odbiło się na dniu wolnym od pracy, bo akurat wziąłem sobie 2 dni wolnego.
Skoro zbliżał się wieczór, to ruszyłem do Gionu. Tam zawsze można zrobić ładne zdjęcie przy zachodzie słońca. Nie zawiodłem się i dzisiaj, choć liczba turystów mnie przerosła. Skąd ich tylu w środku tygodnia?
Aby odkryć jak najlepszą drogę do centrum, pojechałem w innym kierunku – wzdłuż drogi krajowej nr 1. Zabłądziłem i cudem przedostałem się do mojej dzielnicy (chyba tłumaczy się to jako okręg, ale będę używał prostszego sformułowania). Po zmroku jechało się nieco lepiej, bo nie było tylu aut. A może po prostu wybrałem taką drogę.

Kategoria po zmroku i nocne, kraje / Japonia, za granicą, Japonia / Kyōto, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Na przedmieściach Kyōto

  66.99  03:37
Ostatnia prosta, żeby znaleźć się w Kyōto. Wybrałem lokalne drogi przy jeziorze Biwa-ko. Był słoneczny dzień, choć temperatura bardzo jesienna.
W sumie nie mam o czym opowiadać. Chciałem się szybko dostać do miasta, aby pojechać na jakąś wycieczkę po okolicy. W jakiś sposób droga do Ōtsu, który graniczy z Kyōto poszła mi bardzo wolno. Częściowo pojechałem po własnym śladzie z lata. Niewiele się zmieniło z tego, co zapamiętałem.
W Ōtsu miałem do podjechania górę (nie pierwszy raz). Ruch na szczęście pozwolił mi na jazdę po ulicy, bo jak patrzyłem na chodnik, to aż źle mi się robiło. Tyle tam nierówności. Przejazd po przedmieściach Kyōto poszedł mi zaskakująco szybko. Do domu gościnnego dotarłem na umówiony czas, choć gospodarz był bardzo dziwny. Mówił wolno i robił z igły widły, tłumacząc każdy detal funkcjonowania jego domu. Zdołałem przez to tylko obejść okolicę bez zwiedzania jej na rowerze, gdy w końcu mnie wypuścił.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Kyōto, Japonia / Shiga, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

W kierunku Kyōto

  67.19  04:13
Nie mogło zabraknąć Kyōto w moich planach. Do Japonii dotarł kolejny tajfun, który szedł tak ślamazarnie, że zajęło mu to kilka dni, w ciągu których nie mogłem się ruszyć przez opady deszczu. No dobrze, wybrałem się na kilka spacerów, ale gdy wracałem mokry, to się odechciewało wszystkiego.
Dzisiaj miałem do pokonania krótki odcinek. Uciekając od większego ruchu, dojechałem do miasta Ōgaki, gdzie trafiłem na ładnie wyglądającą przestrzeń, która doprowadziła mnie do zamku. Nawet nie wiedziałem o jego istnieniu, a wstęp kosztował tyle, co dwa kawałki sushi. Widoki nie zawracały w głowie, ale makiety dawnej Japonii już przyciągnęły moją uwagę.
Po pokonaniu jedynego podjazdu dotarłem do Maibary. Trafiłem na te same drogi, co latem i mogłem dzięki temu zrobić kilka zdjęć z jesienią w tle dla porównania.
Gdy znalazłem się w Hikone, powoli zaczynało zmierzchać, więc nie wchodziłem do zamku. Zostawiłem go sobie na kolejny dzień. Pojechałem prosto do hotelu, z którym miałem drobny kłopot, bo oznaczyli go w złym miejscu na mapie. Ostatecznie wypatrzyłem go w bocznej uliczce bez potrzeby pytania kogokolwiek.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Aichi, Japonia / Gifu, Japonia / Shiga, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Październik 2017 (GT)

  66.31 
Krótkie przejazdy.
Kategoria kraje / Japonia, rowery / GT

Niespodziewana wizyta

  25.21  01:37
Jakiś czas temu odezwałem się do Pauliny, u której zatrzymałem się już dwa razy, ale nie odczytała mojej wiadomości po dziś dzień. Pojechałem więc do Ichinomii bez zapowiedzi, aby odwiedzić ją i jej męża.
Dzień zacząłem od skromnego śniadania, które serwował hostel, a należy dodać, że cena noclegu była dużo niższa niż w Tōkyō, gdzie wyżywienia nie było w ogóle. Widać, że się starają, ale zbyt wielu kalorii takie śniadanie nie mogło zapewnić. Zapchałem się tostem i ruszyłem w drogę.
Nie mogło zabraknąć wizyty pod zamkiem, który w porannym słońcu wyglądał bardzo dostojnie. A może to zasługa jesieni? Jadąc w kierunku miasta Ichinomiya, widziałem wiele drzew zmieniających barwy na jesienne. Jest to druga pora roku po wiośnie, dla której warto przyjechać do Japonii. No, trzeba się oczywiście liczyć z tym, że są to jednocześnie dwa olbrzymie sezony turystyczne.
Po tym niewielkim śniadaniu zgłodniałem, a pierwszą restauracją, którą spotkałem była sieć Hamazushi, która serwuje tanie sushi. Oczywiście tanie na ceny japońskie. Potem dojechałem do domu Pauliny i Nory. Zastałem gospodarzy, którzy zaproponowali mi nocleg, więc zmieniłem plany i zatrzymałem się na noc.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Aichi, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Znowu Nagoya

  75.53  04:11
Wczoraj się rozpadało, więc zostałem jeszcze jeden dzień w miasteczku, ale nie leniłem się. Wybrałem się do centrum do poleconego sklepu rowerowego. Kupiłem nowe opony (przednia była w niewiele lepszym stanie niż tylna) i dętki, niestety sam musiałem je wymienić. Serwisant wydawał się być leniwy, ale pod koniec i tak mi pomógł, bo pewnie nie mógł patrzeć, jak wolno to robiłem.
Dzisiaj po raz pierwszy od dawien dawna nie musiałem pompować opon. Co za ulga. Zapakowałem sakwy i ruszyłem do Eny, aby potem, prawie cały czas w dół, dostać się do Nagoi. Oczywiście starałem się unikać ruchliwych dróg, ale dużego wyboru nie miałem. Czasem pozostawały tylko chodniki, czasem trafiały się nitki równoległe do głównej drogi. Nie było ciekawie, więc nawet nie zatrzymywałem się na robienie zdjęć.
Nagoya przywitała mnie smrodem spalin. Chyba za dużo czasu spędziłem w górach. Na szczęście nie planowałem zostać tu długo. Dojechałem do samego centrum, gdzie zatrzymałem się w nawet tanim hostelu. Za to Toyota jeszcze poczeka. Pewnie nie ostatni raz się w tym rejonie pojawiłem.
Kategoria kraje / Japonia, na trzech kółkach, z sakwami, za granicą, Japonia / Aichi, Japonia / Gifu, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Bez opony nie pojadę

  67.73  04:22
Od pewnego czasu mój rower męczył brak ciśnienia w oponach. Przed wyprawą po Tōhoku tylko w tylnej oponie, a po wyprawie również z przodu musiałem każdego dnia napompować koła przed podróżą. Kilka tygodni temu zauważyłem też lekkie przetarcia na bieżniku, ale po ostatnich deszczach stan opony przeraził mnie i dzisiaj doszło do najgorszego.
Zjadłem śniadanie w hotelu, a potem ruszyłem w drogę. Było chłodno i pochmurno, ale nie spodziewałem się deszczu. Wybierałem oczywiście drogi o obniżonym lub zerowym ruchu, chociaż nawet takie osiedlowe dukty potrafiły przynieść niespodzianki w postaci aut blokujących sobie przejazd na bardzo wąskiej drodze. Ale to Japonia. Tutaj nikt nie jest zawzięty i kto ma większe możliwości, szybko ustępuje drugiemu.
Miałem nieco ponad 10 km w nogach, gdy nagle usłyszałem syk. Przebita dętka, spędzonych kilka minut i co? Z łatki zrobił się balonik. Po napompowaniu koła, gdy już miałem ruszać, rzuciłem jeszcze okiem na wytarty bieżnik, a na nim balonik, jak to robi się z gumy do żucia. Tylko ten balonik pękł, a ja znów miałem kapcia. Co zrobić? Poszukiwania serwisu rowerowego na mapie zakończone fiasko, więc odwiedziłem pobliską pocztę. Pani mówiąca po japońsku pokierowała mnie do najbliższego serwisu, którego nie znalazłem. Nawet zrobiłem coś po raz pierwszy w Japonii i zatrzymałem przechodnia, pytając go o drogę. Niestety pani, choć wyglądająca na lokalną, nie miała pojęcia o sklepie rowerowym (nazywają go jitensha-ya). Dopiero na posterunku policji, który minąłem, policjant wskazał mi drogę do warsztatu samochodowego, w którym urzędował starszy człowiek (Japonia cierpi na starzejące się społeczeństwo, więc taki widok jest na porządku dziennym). Niestety opon do kolarzówek nie miał. Prawie dostałem oponę z bieżnikiem, ale niestety nie było mojego rozmiaru. Nie pozostało mi nic innego, jak rozebrać koło i załatać je po raz kolejny. Miły pan serwisant użyczył mi kawałka starej dętki, którą zatkałem powiększającą się dziurę w bieżniku. W podziękowaniu poczęstowałem go słodyczami z prefektury Miyagi i ruszyłem w dalszą drogę.
Przejechałem kilkadziesiąt kilometrów, tym razem w kompletnym odludziu. Tak bardzo, że nie spotkałem do końca żadnego sklepu i byłem tak głodny, że nie myślałem o niczym innym, jak o jedzeniu. Zatrzymał mnie jeszcze jeden kapeć. Guma przetarła się i trzeba było znowu powtórzyć proces łatania. Łatka na łatce, guma złożona dodatkowo w pół i znów miałem sprawne koło. Tym razem przesadziłem z ilością gumy, bo w feralnym miejscu opony zrobiło się takie zgrubienie, że rower podskakiwał co okrążenie koła. Ale jechałem i to było najważniejsze.
Do miasteczka Iwamura (mieszkańcy wciąż tak mówią o tym miejscu, choć od wielu lat jest to część miasta Ena) dotarłem po zmierzchu, a miałem taki piękny plan, aby zwiedzić okolicę. Na szczęście to już moja druga wizyta w mieście, i to w tym samym domu gościnnym, więc wiele nie przegapiłem. Chciałem tak właściwie pojechać w kierunku miasta Toyota, ale nie znalazłem noclegu, a ryzykować nie chciałem ze względu na wiejski charakter okolicy po drodze do Toyoty.
Kategoria za granicą, z sakwami, kraje / Japonia, na trzech kółkach, góry i dużo podjazdów, Japonia / Gifu, Japonia / Nagano, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Kategorie

Archiwum

Moje rowery