Dzisiaj po raz pierwszy od dawien dawna nie musiałem pompować opon. Co za ulga. Zapakowałem sakwy i ruszyłem do Eny, aby potem, prawie cały czas w dół, dostać się do Nagoi. Oczywiście starałem się unikać ruchliwych dróg, ale dużego wyboru nie miałem. Czasem pozostawały tylko chodniki, czasem trafiały się nitki równoległe do głównej drogi. Nie było ciekawie, więc nawet nie zatrzymywałem się na robienie zdjęć.
Nagoya przywitała mnie smrodem spalin. Chyba za dużo czasu spędziłem w górach. Na szczęście nie planowałem zostać tu długo. Dojechałem do samego centrum, gdzie zatrzymałem się w nawet tanim hostelu. Za to Toyota jeszcze poczeka. Pewnie nie ostatni raz się w tym rejonie pojawiłem.
