Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Z trzecim kołem

  41.24  01:43
Zawiozłem do serwisu tylne koło od gravela do centrowania, w którym wymieniłem zapałki na szprychy. Potem ruszyłem pod miasto, by pokręcić się bez celu. Temperatura była całkiem znośna.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Pół godziny deszczu

  30.31  01:31
Po deszczu nawet wyszło słońce, więc sądziłem, że już nie będzie padać. Było pochmurno, gdy wyszedłem i już po kilometrze zaczęło padać. Schowałem się pod przypadkową wiatą, czego nie uświadczyłbym w Szkocji. Obserwowałem, jak wielka chmura przesuwa się po radarze pogodowym IMGW. Gdybym spojrzał na niego przed wyjściem, to posiedziałbym dłużej przy gravelu, którego powoli remontuję od paru dni.
Po deszczu stwierdziłem, że przejadę się po mieście. Zrobiło się niemal bezchmurnie, choć beton sechł szybciej od asfaltu – jedyna przewaga dróg dla kaskaderów z kostki wobec asfaltowych. W centrum trafiłem na jeszcze parę nowości, które pojawiły się podczas mojego urlopu. Po powrocie wyskoczyłem ponownie na chwilę i znów złapał mnie deszcz. Na szczęście uciekłem spod chmury. W zamian zobaczyłem tęczę.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Po krótsze szprychy

  33.25  01:37
Rozważałem wyskoczyć gdzieś dalej, ale zabrałem się za zaplatanie koła i zorientowałem się, że sprzedali mi za długie szprychy. Pojechałem je wymienić, a potem chwilę pokręciłem się po centrum Poznania. Garmin wyłączył się kilka razy. Co za przeklęte miasto.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Słonecznikowy kapeć

  23.40  01:03
Ruszyłem z aparatem w poszukiwaniu słoneczników. Od kilku dni dręczy mnie kapeć w tylnym kole, ale wystarczało dopompować powietrza, by móc jechać dalej. Nie dzisiaj, bo musiałem się zatrzymywać co 5 km. Całe szczęście po 10 km trafiłem na pola słoneczników. Większość przekwitła, ale uznałem, że tyle mi wystarczy, bo ruszyłem w ciężką drogę powrotną. Powietrze zaczęło szybciej uchodzić. Czasem nie dało się nic napompować koła, czasem powietrze trzymało przez parę kilometrów. Dziwna to dziura, ale po powrocie do domu w końcu wymieniłem opony i dętki (z przodu 19 łatek, z tyłu zaledwie 4). Teraz będą pasowały do ramy, ale o tym w kolejnym wpisie.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Kórnickie niesłoneczniki

  68.52  03:04
Było nawet znośnie. Zabrałem aparat i ruszyłem pod Poznań w poszukiwaniu słoneczników. Nie planowałem tego, ale dojechałem aż pod Kórnik, bo tam zawsze były słoneczniki. Tylko że nie znalazłem ani jednego. W drodze powrotnej trafiłem jedynie na kilka ogródkowych sztuk.
Wyrzuciłem bezużyteczny licznik Sigmy, bo już w ogóle nie wykrywał umieszczenia w gnieździe. Wróciłem do modelu 14.16, który jest dużo bardziej funkcjonalny.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Szukając cienia

  33.11  01:35
Było za gorąco. Pojechałem dopiero wieczorem, ale i tak temperatura nie była przyjemna. Szukałem cienia. Chłód poczułem w zaledwie trzech miejscach – dwukrotnie na Wartostradzie i w zachodnim klinie zieleni. Trzeba mi było zostać w tej Szkocji.
Szukałem nowego licznika na rower i jest tragedia. Sigma ma monopol na pomiar wysokości, więc nie widzę możliwości zmiany na coś lepszego. Odgrzebałem mój stary licznik Sigmy BC 14.16, którego problemem były zacinające się przyciski po tym, jak mi upadł. Zaskakująco wszystko wyglądało w porządku, więc teoretycznie mógłbym do niego powrócić, bo był to najlepszy model, jaki miałem. Z kolei bezużyteczna Sigma BC 14.0 WL nadal nie działała prawidłowo, więc wyciągnąłem baterię i rzuciłem ją na słońce. Jak ręką odjął, wyświetlacz zaczął pokazywać wyraziste dane. Był tylko jeden problem, który zdarzył mi się kilka razy w Szkocji. Licznik nie wykrywał umieszczenia go w gnieździe. Zdarzyło się to kilka razy i trwało to po kilka chwil, ale jak dzisiaj ponownie wyskoczyłem na rower do sklepu, to przez połowę trasy licznik nie działał. Załączył się dopiero, gdy wprowadzałem rower do domu. Nawet nie mam go jak rozebrać, żeby spojrzeć, co tam jest nie tak. Co za szajs.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Dziurawy Luboń

  34.47  01:29
Moja lista spraw do załatwienia urosła po powrocie. Gravel jest na jakiś czas uziemiony, więc zostaje mi kolarzówka. Było gorąco, więc wyszedłem dopiero wieczorem. Pojechałem pod Poznań. Od razu w Luboniu złapałem kapcia. Kolejny raz w tej samej wiosce. Dziewiętnasta łatka założona. Chyba muszę w końcu wymienić te opony, choć szkoda mi starych.
Przejechałem się jeszcze do centrum Poznania, żeby zobaczyć, czy coś się zmieniło od ostatniej wizyty. Zauważyłem tylko oddaną do użytku drogę od Wartostrady do alei Niepodległości. Przy okazji spadł mi Garmin, co w porę zauważyłem. Jak chcę go normalnie wypiąć, to palce potrafi powykręcać. Jeszcze ten beznadziejny licznik Sigmy – po tylu dniach bez deszczu wyświetlacz jest czytelny na jakieś 10–20%. Co za licho się mnie uczepiło?
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Gdańsk po Szkocji

  24.87  01:33
Wczoraj spakowałem rower i zostawiłem bagaż na lotnisku, by przespacerować się po Aberdeen. Lot był, jak zwykle, opóźniony, a dzisiaj, po złożeniu roweru, ruszyłem na dworzec kolejowy. Po drodze chciałem coś zjeść, więc odwiedziłem bar mleczny, na który trafiłem innym razem. Przy okazji przejechałem się po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym i odwiedziłem Park Oliwski. Na koniec ruszyłem drogą wzdłuż wybrzeża. Koło zaczęło dziwnie bić, ale dotarłem bez dodatkowych ofiar do domu. Wyświetlacz na liczniku wyświetlił blady dystans u celu, więc tylko tyle pożytku z niego.
Kategoria kraje / Polska, Polska / pomorskie, rowery / Fuji, z sakwami

Zamek Huntly

  86.56  05:21
Obudziło mnie słońce. Poszedłem zapłacić za nocleg, bo wczoraj recepcja była już zamknięta i wyszedł najdroższy kemping w Szkocji. Do tej pory płaciłem 7,50–18 funtów, a za ten dałem 22 funty.
Zrobiło się pochmurno i chłodno, gdy w końcu ruszyłem. Wyglądało, jakby miało padać, ale szybko powróciły przejaśnienia. Dojechałem do miasteczka Huntly, gdzie stała ruina zamku. Jakoś tak wyszło, że wszedłem do środka. Może nie był to najbardziej wyposażony zamek, ale przynajmniej jakiś odwiedziłem.
Zaczęło kropić. Prognoza pogody przewidywała kilkugodzinny opad. Padało z różną intensywnością i czasem nawet przestawało, a czasem lało jak z cebra. Prognoza się nie sprawdziła, bo nie przestało padać, a pod koniec pojawiła się jeszcze mgła. Końcówkę przejechałem po ścieżce na dawnej linii kolejowej, od której chciałem zacząć tę całą podróż.
Dotarłem do domu gościnnego, z którego wyruszyłem. Zostawiłem tu na przechowanie karton na rower. Tandetny licznik Sigmy znów zamókł i kompletnie nie dało się nic z niego odczytać. Zaskoczyło mnie, że dzisiaj pękła tylko jedna szprycha.
Koniec przygody. W 25 dni przejechałem nieco ponad 2 tys. km. Miałem dużo obaw związanych z bezpieczeństwem w Wielkiej Brytanii, ale Szkoci okazali się być niezwykle przyjaznym narodem. To obcokrajowców należało unikać. Pogoda nie była zbyt udana. Jedni mówili, że taka jest Szkocja, inni, że to zbyt deszczowe lato. Widokowo udało mi się zobaczyć kilka przepięknych pejzaży. Jest to kolejny kraj, do którego chętnie wracałbym. Przy okazji przekroczyłem dystans 150 tys. km przejechanych od początku moich rowerowych przygód.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, po dawnej linii kolejowej, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

Pada kotami i psami

  83.41  05:30
Dzień zapowiadał się upalnie. Rozbiłem się w cieniu, więc namiot miałem mokry od rosy, ale przynajmniej nie usmażyłem się. Pojechałem do miasteczka trochę pozwiedzać, wypić kawę, zjeść drugie śniadanie i jakoś mi ten czas uciekł. Niebo przesłoniły chmury, potem zaczęło trochę padać. Jechałem dalej w nadziei na ucieczkę spod chmury i nawet mi się udało. Swoją drogą wjechałem na ładny szlak rowerowy wzdłuż linii kolei parowej. Zacząłem go beztrosko fotografować, aż znów zaczęło padać. Trochę mocniej, więc stanąłem pod drzewem. Na długo to nie wystarczyło, bo zaczęło lać jak z cebra (ang. raining cats and dogs, co dosłownie znaczy: pada kotami i psami). Takiego deszczu to ja dawno nie widziałem. Może w Norwegii. Drzewo już nie pomagało, więc ruszyłem, stając czasem pod kolejnymi. W końcu wyjechałem spod chmury, bo potem widziałem granatowe niebo za sobą.
Wjechałem na szlak na dawnej linii kolejowej, bo kusił drogą dla rowerów, ale ktoś po prostu nieudolnie oznaczył ścieżkę na OpenStreetMap. Mimo to dobrze było na chwilę odetchnąć od aut. Zdążyło nawet wyjść słońce, ale wkrótce kolejna chmura mnie goniła. Nie zdążyłem nawet wyschnąć, a znów skończyło się słońce. Na szczęście uniknąłem kolejnych pryszniców. Potem tylko widziałem deszcze na horyzoncie i różnej wielkości kałuże.
Obrałem za cel kolejny zamek i po raz kolejny nie zdążyłem. No cóż, nigdy nie byłem dobry w planowaniu. Większość planu tej wyprawy też poszła do kosza.
Pozostało tylko dostać się do ostatniego podczas tej podróży kempingu. Chmury groziły deszczem. Byłem przygotowany na prysznic, ale się nie doczekałem. Dzisiaj pękły dwie kolejne szprychy. W tym tempie mogę mieć jutro kłopoty z jazdą. Do tego przednia piasta od kilku dni wydaje dziwne dźwięki. Czeka mnie wiele pracy przy tym gruchocie.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą, po dawnej linii kolejowej

Kategorie

Archiwum

Moje rowery