Ruszyłem z aparatem w poszukiwaniu słoneczników. Od kilku dni dręczy mnie kapeć w tylnym kole, ale wystarczało dopompować powietrza, by móc jechać dalej. Nie dzisiaj, bo musiałem się zatrzymywać co 5 km. Całe szczęście po 10 km trafiłem na pola słoneczników. Większość przekwitła, ale uznałem, że tyle mi wystarczy, bo ruszyłem w ciężką drogę powrotną. Powietrze zaczęło szybciej uchodzić. Czasem nie dało się nic napompować koła, czasem powietrze trzymało przez parę kilometrów. Dziwna to dziura, ale po powrocie do domu w końcu wymieniłem opony i dętki (z przodu 19 łatek, z tyłu zaledwie 4). Teraz będą pasowały do ramy, ale o tym w kolejnym wpisie.
