Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

rowery / GT

Dystans całkowity:44006.31 km (w terenie 612.21 km; 1.39%)
Czas w ruchu:2068:25
Średnia prędkość:20.10 km/h
Maksymalna prędkość:66.05 km/h
Suma podjazdów:235967 m
Liczba aktywności:726
Średnio na aktywność:60.61 km i 3h 02m
Więcej statystyk

Pod Poznaniem, część 33

  33.06  01:30
Po powrocie do Poznania przywitały mnie korki. Łatwiej było iść pieszo niż stać z autami. Przywykłem do wygody w stolicy i ciężko będzie wrócić do poznańskich dróg dla kaskaderów.
Trochę pokropiło, potem się mocno zachmurzyło, ale nic nie spadło. Wyskoczyłem na chwilę wieczorem. Pokręciłem się pod Poznaniem i w sumie tyle.

Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Jezioro Zegrzyńskie

  80.29  03:49
Jest jeszcze wiele kierunków, które mogę obrać, rozpoczynając z Warszawy. Przedłużyłem swój pobyt o dzień, bo pogoda w Poznaniu była gorsza niż w Warszawie. Na ostatnią wycieczkę wypadła wizyta nad Jeziorem Zegrzyńskim. Było ciepło, dość słonecznie, ciut wietrznie. Ruszyłem na północ, żeby przedostać się przez Wisłę po najdalej na północ wysuniętym moście miasta. Korzystałem głównie z infrastruktury rowerowej – lepszej i gorszej.
Po drugiej stronie Wisły było mniej przyjaźnie dla rowerów. Pokonałem wszystkie przeciwności, błądząc chyba tylko raz. Dojechałem nad jezioro, zrobiłem parę zdjęć i mogłem wracać. Planowałem wybrać drogi lokalne, ale zauważyłem obiecującą drogę dla rowerów. Była świetna i przejechałem całą, aż dotarłem do Warszawy, gdzie wygoda zamieniła się w dziurawą gruntówkę. Całe szczęście krótką.
Na przejazd przez Wisłę wybrałem tym razem inny most. Dużo bardziej kręty, nieintuicyjny, bez znaków, ale z pomocą mapy nie zgubiłem się. To teraz zostały mi jeszcze 2 mosty warszawskie do pokonania. Przejechałem się wzdłuż Wisły, skoczyłem pod PKiN i wróciłem do miejsca noclegowego.

Kategoria kraje / Polska, Polska / mazowieckie, wyprawy / Warszawa 2021, rowery / GT

Wyrolowany Pruszków

  74.35  04:03
Prognoza pogody zmieniała się kilka razy. Ostatnia była dość optymistyczna, więc wyskoczyłem za miasto. Temperatura świetna na rower, niczym na Islandii. Tylko wiało. Pojechałem do Pruszkowa.
O ile w Warszawie jeszcze stwarzają pozory ciągłości sieci dróg dla rowerów, o tyle poza miastem nikt się z tym nie kryje. Ile absurdów dzisiaj widziałem, to głowa mała. Chorzy ludzie spychają rowerzystów na chodniki i drogi dla kaskaderów wciśniętych bezmyślnie tu i tam bez żadnego planu ani logiki. Ciężko się jechało. W niektórych miejscach można było zgłupieć.
Miałem jechać gdzieś dalej, nawet do Kampinosu, ale zmarnowałem za dużo czasu na tych wszystkich absurdach. Okroiłem swój plan do dróg dla rowerów oznaczonych na mapie, bo takich korków na drogach dawno nie widziałem. O ile na północ jeszcze jechało się dobrze, o tyle droga dla kaskaderów w kierunku Warszawy to był jeden z gorszych błędów, jakie ostatnio popełniłem. Po prostu horror, a nie jazda. Ulica była zakorkowana, a nie miałem czasu na szukanie objazdów.
Przeżyłem i znalazłem się na warszawskim Bemowie. Drogi były strasznie rozkopane, ale doceniam, że zadbano o objazd dla rowerów. Do tego próbowali zwiększyć jego bezpieczeństwo, przesuwając poziome znaki (inna historia, że wyszło to nieczytelnie). Dalej było lepiej i gorzej, aż dotarłem na Stare Miasto, skąd sprawnie przedostałem się nad Wisłę. Chwilę się pokręciłem, zanim się zorientowałem, że znajomi, z którymi się umówiłem, ruszyli już w przeciwnym kierunku. Całe szczęście szybko ich dogoniłem. Oni na rolkach, ja na rowerze. Przejechaliśmy się do parku przyjaznego rolkarzom, tam się trochę pokręciliśmy i wróciliśmy do centrum. Było późno, więc każdy ruszył w swoją stronę.

Kategoria kraje / Polska, Polska / mazowieckie, po zmroku i nocne, ze znajomymi, wyprawy / Warszawa 2021, rowery / GT

Spacerem po Łazienkach Królewskich

  41.91  02:16
Rano padało, potem też coś zapowiadali, więc zaplanowałem tylko odwiedzić Łazienki Królewskie. Była idealna temperatura na rower. Dojechałem na miejsce. Było niemal pusto. Przespacerowałem się tu i tam, robiąc parę zdjęć więcej.
Zaczynało kropić, gdy wpadłem na pomysł, by przejechać się nad Wisłę. Tam pojawiła się mżawka, która towarzyszyła mi przez dłuższy czas. Wjechałem na Most Łazienkowski, który przypomina mi Most SNP z Bratysławy za sprawą kładki podwieszonej pod ulicą. Z drugiej strony Wisły było mnóstwo krętych wjazdów i zjazdów. Inżynieria drogowa tak zaawansowana, zupełnie jak nie w Polsce.
Mżawka siąpiła, ale przejechałem się po prawobrzeżnej części Warszawy, żeby skorzystać z infrastruktury, jakiej w Polsce zwyczajnie nie ma. Jest sporo bubli, nierówności, niebezpiecznych miejsc, ale tak rozbudowanych udogodnień mogłoby pozazdrościć niejedno miasto. Pokręciłem się bez celu, wróciłem na drugi brzeg, podjechałem kawałek drogami nad Wisłą i wskoczyłem na Most Świętokrzyski, i znów pokręciłem się po drugiej stronie Wisły, wracając tym razem po Moście Śląsko-Dąbrowskim.
Miałem kierować się do miejsca noclegowego, gdy przypomniałem sobie o Moście Gdańskim, który chciałem zobaczyć dla jego dwukondygnacyjnej budowy. Gdy tylko się tam znalazłem, mżawka zamieniła się w deszcz. To był koniec wycieczki. Pozostało dostać się do suchego pokoju, co proste nie było. Padało, było dużo kałuż, przemokłem, ale wróciłem bezpiecznie po wymyślnych drogach dla rowerów. Zrozumiałem również system informowania o przewidywanym kolorze sygnalizacji świetlnej dla bieżącej prędkości rowerzysty. Syrenka czerwona, gdy nie ma szans, zielona, gdy da radę i jeszcze dwa kolory, by przyspieszyć lub zwolnić. Sprytne. W Poznaniu zmieniają programy sygnalizacji tak często, że przydałoby się i tam.
Warszawa wydaje się wygodniejsza od Poznania, dużo przyjaźniejsza. Przeprowadziłbym się tutaj, ale jest też strasznie duża, mnogo tu ludzi, na każdym kroku cuchnie papierosami i spalinami. No, nie wiem. Krótkie dystanse mi tutaj wychodzą.

Kategoria kraje / Polska, Polska / mazowieckie, wyprawy / Warszawa 2021, rowery / GT

Pałac w Falentach

  62.04  03:14
Kolejny tydzień, kolejne miasto. Tym razem zabrałem kolarzówkę, bo nie skompletowałem wszystkiego do gravela, a i nie planowałem terenu. Ruszyłem pociągiem do Warszawy. Najpierw pojechałem do miejsca noclegowego zostawić plecak, a potem ruszyłem poza Warszawę. Po drodze wpadłem na parę parków, Stawy Raszyńskie, aż dotarłem do Falent. Przespacerowałem się pod pałacem i ruszyłem jeszcze po okolicy pełnej stawów, płazów i ptaków. Szkoda, że nie chciałem zabrać aparatu.
To tyle, co zaplanowałem na dzisiaj. Miałem ruszyć prosto do centrum, ale zauważyłem na mapie Pyry. W gwarze poznańskiej to ziemniaki. Jak się później okazało, warszawskie osiedle. Trochę musiałem się pozmagać z wiatrem.
W drodze do Śródmieścia widziałem znaki na drogach dla rowerów, które kierowały do poszczególnych dzielnic. Coś, czego brakuje w Polsce. Jechałem po wielu wygodnych i niewygodnych drogach, minąłem setki rozważnych i głupich rowerzystów, byłem zatrzymywany przez miliony sygnalizacji świetlnych. Dojechałem klasycznie pod PKiN, potem jeszcze odwiedziłem Stare Miasto, a następnie ruszyłem nad Wisłę. Nie poznałem jej nadbrzeża. W pamięci utrwaliło mi się jak półdzika, zabetonowana plaża. Widziałem mnóstwo ludzi, udogodnienia do odpoczynku, dla aktywności fizycznej, sztukę, restauracje, całkiem szerokie drogi (bo niestety jazda obok siebie jest tu w modzie). Szał.
Drogi dla rowerów ku centrum są liczne, czego nie można powiedzieć o reszcie miasta. Robiło się późno, więc ruszyłem na zachód. Musiałem jechać ulicami, ale trafiłem na przyzwoitych kierowców. Szkoda tylko, że nie umieją parkować. To nie był pierwszy raz w stolicy. Rozpoznałem dziesiątki miejsc, w których już kiedyś byłem. To był dzień pełen wrażeń.

Kategoria kraje / Polska, Polska / mazowieckie, dojazd pociągiem, wyprawy / Warszawa 2021, rowery / GT

Przed deszczem

  4.77  00:12
Późno wstałem i wahałem się z wyjściem, bo w prognozie był deszcz. Ostatecznie wyszedłem, ale na horyzoncie było ciemno. Zaryzykowałem, ale szybko musiałem awaryjnie uciekać do domu, bo zaczęło padać w akompaniamencie grzmotów.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Miało padać

  53.35  02:09
Kolejny przyjemny dzień. Było pełne zachmurzenie ze stałą temperaturą, choć nadal wietrznie. Mimo prognozy przelotnych opadów, ruszyłem pod Poznań. Przejechałem po kilku drogach, po których albo nie jeździłem, albo jeździłem tak dawno, że ich nie kojarzyłem. Potem jeszcze wizyta w centrum Poznania i do domu. Dzisiaj Garmin był tak łaskawy, że wyłączył się zaledwie dwa razy. Oczywiście tylko w Poznaniu – w miejscach, w których zwykle się wyłącza.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Wieża widokowa na Winnicy

  86.63  03:37
Wpadła mi w oko najwyższa w Wielkopolsce wieża widokowa, więc zaplanowałem dzisiaj wspiąć się na nią. Pojechałem pociągiem do Starego Bojanowa, bo wiało z południowego-zachodu i nie miałem ochoty na walkę z wiatrem. Było ciut chłodniej niż wczoraj, z dużą dawką zachmurzenia, ale jechało się dobrze. Złapało mnie kilka mżawek, wpadłem też na trochę nieplanowanego terenu, który okazał się strasznie grząski. Mam za wąskie opony.
Widok z wieży na wzgórzu Winnica rozciągał się na pobliskie wsie i miasta (dostrzegłem wieżę ciśnień w Kościanie). Drewniana wieża powstała niemal 10 lat temu i każdy stopień skrzeczał niczym starożytny japoński system alarmowy trzeszczących podłóg. Zrobiłem kilka zdjęć i ruszyłem ku Poznaniowi.
Przez ramię widziałem burzę sunącą się równolegle do mojego kierunku jazdy. Obawiałem się, że może mnie złapać, ale nic z tego. Nawet słońce śmielej zaczęło wyglądać zza chmur i zrobiło się cieplej. W sumie jechałem z wiatrem, więc nie mogłem narzekać. Dopiero koło Mosiny pojawiły się kałuże, więc wiedziałem, że przegapiłem gwiazdę dzisiejszej prognozy pogody.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, terenowe, dojazd pociągiem, Wielkopolski Park Narodowy, rowery / GT

Będzie padać czy nie będzie?

  62.72  02:41
Wahałem się z wyjściem. W końcu, gdy już się ubrałem, zaczęło padać. Odłożyłem wycieczkę, ale nie chciałem siedzieć cały dzień w domu, bo sąsiad urządził dyskotekę. Wyszedłem po południu. Było pochmurno i przyjemnie chłodno. Czasem pojawiały się większe kałuże. Miałem pokręcić się po okolicy, ale pojechałem na Szczepankowo, potem do Swarzędza, a dalej do Wierzenicy. Chciałem dostać się do Kicina, ale nie terenem, więc pojechałem aż do Mielna. Powrót do Poznania był chłodny, bo pod wiatr. Od czasu do czasu słońce wyglądało zza chmur, ale w Poznaniu zachmurzyło się całkowicie. Na szczęście nie rozpadało się.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Trzcielińskie Bagno

  64.61  03:02
Co za przyjemny dzień. Temperatura świetna na rower. Lekko wiało, ale dało się to znieść. Ruszyłem ku Trzcielińskiemu Bagnu, więc czekała mnie spora dawka terenu. Szkoda, że nie zabrałem aparatu, bo światło było świetne do fotografii. Widok z wieży na Trzcielińskim Bagnie wyglądał rewelacyjnie. Spędziłem tam trochę czasu, obserwując i wsłuchując się w ptasi gwar. Dalej kontynuowałem szlakiem dookoła Poznania. Szkoda, że nie miałem Treka, bo jechało się ciężko po grząskich drogach. Gdyby nie to, do Mosiny dojechałbym po szlaku, a tak pojechałem ulicami. W sumie nie planowałem tam jechać, ale miałem jeszcze sporo dnia, a trzeba było korzystać z okazji przed deszczowym weekendem.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, terenowe, Wielkopolski Park Narodowy, rowery / GT

Kategorie

Archiwum

Moje rowery