Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

rowery / Trek

Dystans całkowity:78925.64 km (w terenie 7627.36 km; 9.66%)
Czas w ruchu:3284:49
Średnia prędkość:18.82 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:458715 m
Maks. tętno maksymalne:165 (84 %)
Maks. tętno średnie:160 (81 %)
Suma kalorii:226193 kcal
Liczba aktywności:938
Średnio na aktywność:84.14 km i 4h 00m
Więcej statystyk

Sezon czwarty

  26.76  01:21
Rozpoczął się nowy rok, wczoraj wróciłem z urlopu, więc po raz czarty – chyba już tradycyjnie czwartego stycznia – rozpoczynam kolejny sezon. Powoli, ale roweru nigdy nie zabraknie. Pora opowiedzieć, co mnie dzisiaj zdenerwowało oraz czemu tak mało kilometrów. Nie zabraknie podsumowania minionego roku.
Powoli zmieniam swoje życie, ponieważ sam trening aerobowy, którym jest rower, przestał mnie wystarczać. Masa mięśni moich nóg wzrosła przez te 3 lata znacznie, przez co stałem się nieproporcjonalny. Postanowiłem popracować nad górną częścią ciała, a także zacząć odżywiać się dużo zdrowiej, w czym pomaga mi książka braci Roszkiewiczów pt. „Zostań swoim osobistym trenerem”. Przede wszystkim zacząłem jeść 5 posiłków dziennie. Od kilku miesięcy staram się też 3–4 razy w tygodniu ćwiczyć górne mięśnie, ale wychodziło mi to na pewno miernie. Gdy dorwałem w swoje ręce wspomnianą książkę, dowiedziałem jakie popełniałem błędy. Wczoraj zacząłem biegać. Jeśli wytrzymam miesiąc, to będzie dobrze :)
Dzisiaj rano pojechałem do parku handlowego, żeby rozejrzeć się za kilkoma rzeczami. Podczas przechodzenia z jednego sklepu do drugiego zastała mnie zamieć śnieżna. Zapowiadał się piękny, słoneczny dzień, a tutaj takie załamanie pogody. Trochę mi zeszło z tymi zakupami, bo byłem w kilku sklepach po raz pierwszy i po prostu nie mogłem nie porównać ofert. Do domu pojechałem wolno pod silny wiatr północny. Wstąpiłem jeszcze do marketu po jedzenie i skończyłem w domu po zmroku.
Planowałem, aby ta przejażdżka była rozgrzewką przed właściwą wycieczką. Nie udało się, jak widać. Postanowiłem podłubać przy rowerze, bo wciąż nie wstawiłem regulatora tylnej przerzutki, no i była to najwyższa pora na zmianę łańcucha. Zmarnowałem prawie godzinę na próbie zamontowania jednego z trzech moich łańcuchów. Najpierw nie mogłem wbić bolca w łańcuch (teraz przeczytałem, że nie wyciąga się go całego), a gdy mi się to udało, to bolec zablokował się na ostatnim milimetrze i za nic nie chciał przejść przez otwór płytki. Z początku próbowałem na różne sposoby, poczynając od delikatnych, na brutalnych kończąc. Efektem tego była wygięta płytka zewnętrzna. Pomyślałem sobie, że zniszczyłem łańcuch. Moim kolejnym pomysłem była wymiana na spinkę. Zabrałem się do usuwania sworznia, czego skutkiem było wygięcie elementu skuwacza (wygląda na to, że jest do wyrzucenia). Jak na złość spinka nie pasuje. Jutrzejsza frajda w Puszczy Noteckiej zostaje odwołana.
Miniony rok był bardzo owocny. Stał się wielką niespodzianką, bo bałem się, że zacznę mniej jeździć, a wyszło 12 tysięcy kilometrów. Sam nie wiem, jak to się udało. Kilometry wchodziły same, a nie jeździłem jakoś dużo, zwłaszcza że od końca lutego pracuję na cały etat. Niestety, związało się to z przeprowadzką do nudnego Poznania. Zamieszkanie na północy miało jeden plus – umożliwiło mi realizację planu z początku 2012 roku, czyli wycieczkę ze Świnoujścia na Hel. Z tęsknoty za górami, ale także realizując coroczny plan spędzania urodzin na szczycie górskim, wybrałem się w tygodniową podróż po Tatrach, zarówno polskich, jak i słowackich. Była to moja pierwsza tak długa wyprawa za granicą. Pokonałem wtedy swój rekord wysokości, wjeżdżając na Królewską Halę (1 946,1 m n.p.m) i chyba zauroczyłem się w Słowacji. Kolejnym rekordem tego roku była próba przejechania ponad 500 km, co skończyło się zimnym deszczem i dystansem „zaledwie” 424 km. Z sakwami przejechałem prawie 2,5 tys. km, jednak ani razu nie nocowałem pod namiotem i mam ogromną nadzieję, że zmieni się to w roku obecnym, zwłaszcza że moje zaliczanie gmin zakreśliło duży obszar wokół Poznania. Ostatnia wizyta w górach sprawiła, że chcę je odwiedzać częściej. Nie wiem, jak to zrobię, ale bez gór nie czuję się dobrze. Niech więc miniony rok będzie siłą napędową obecnego.
Kategoria Polska / wielkopolskie, kraje / Polska, rowery / Trek

Grudzień 2014

  246.02 
Dojazdy do pracy.
Kategoria kraje / Polska, rowery / Trek

12 tys., cel osiągnięty

  47.69  02:14
Sumując dystans z dojazdów do pracy, wykręciłem 12 tys. km w tym roku. Tak się spinałem, że się nie uda, tyle nerwów, tyle zmartwień. Teraz mogę odpocząć. Pojadę spokojnie na urlop, odetchnę od wszystkiego i będę gotów na nowe wyzwania. Podsumowanie, plany oraz cele jak zwykle odłożę do przyszłego roku.
Wycieczkę zrobiłem krótką, bo miałem niecałe 47 km do wykonania celu. Jako że prognoza zapowiadała silny wiatr z południa, to pojechałem tak, jak robię rzadko – w dwie strony tą samą trasą, na wschód. W ciągu dnia było chłodno, bo zaledwie 1,5 °C rano i 3 wieczorem. Jako że zostałem niespodziewanie zaproszony na firmową wigilię (w tej firmie jestem wypożyczonym pracownikiem, więc nie liczyłem na zaproszenie), to mój powrót do domu się sporo opóźnił i na rower wyszedłem dopiero po lekkiej kolacji. Czekałem też, aż przestanie padać, bo prognoza zapowiadała opad w nocy. Gdy wyszedłem, było sucho pod blokiem, więc musiało mi się coś wydawać. Dopiero po kilku kilometrach zaczęło kropić, i tak kropiło przez kilka kolejnych. Zawróciłbym, gdyby zaczęło mocniej, ale ponieważ wyjechałem daleko od domu, to nie było mowy o tym, że za chwilę będę wracał. Miałem plan i musiałem go wykonać. Nawet mimo kałuż, brudnego pobocza, dziur i w ogóle kiepskiej drogi. Szkoda, że nie pojechałem ponownie w stronę Buku.
Po ponad 23 km jazdy zawróciłem. Z powrotem było jakby lżej. Nie wiem, czy wiatr się zmienił, czy to dzięki nachyleniu drogi, ale na pewno dotarłem do domu szybciej, niż z niego wyjechałem. Nie złapał mnie już deszcz, kałuże nie były straszne. Szkoda mi tylko napędu, który od kilku dni jest bez przerwy pokryty piaskiem. Skąd się to czortostwo bierze?
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Kolejna grudniowa noc pod Poznaniem

  54.46  02:40
Bałem się dzisiaj deszczu, dlatego do pracy pojechałem beznadziejnymi tramwajami. Popadało tyle, co nic, więc po kolacji wyszedłem po raz kolejny przejechać się po nieznanym.
Ruszyłem przez Cytadelę, ominąłem Stary Rynek i pojechałem drogą z poniedziałku – na Buk. W Poznaniu temperatura wynosiła ponad 4 °C, widoczność była idealna jak na grudniową noc, ale długo się tym nie nacieszyłem. Zaraz za miastem pojawiła się mgła, temperatura spadła poniżej 2 °C, jednak nawet nie myślałem, aby zawracać. Pojechałem do Tarnowa Podgórnego, a potem skierowałem się do Rokietnicy. W końcu miałem z wiatrem. Niestety, ponieważ było późno, to dojechałem tylko do drogi wojewódzkiej i skręciłem ku Poznaniowi. Nie miałem sił na dłuższy dystans. Jedyną nadzieją były kolejne 3 dni zanim zacznie się mój urlop. Oby nie padało.
W końcu przyszła nowa latarka prosto z Chin – Convoy S2 (XML2 U2-1A). Niestety zamówienie zostało podzielone na 3 osobne przesyłki, więc na akumulatory oraz uchwyt na rower wraz z ładowarką jeszcze trochę poczekam. Chyba że z niecierpliwości poszukam sklepu z elektroniką. Opis zamówienia oraz inne przydatne informacje można znaleźć tutaj. Zastanawiam się nad kilkoma modyfikacjami latarki, ale na razie chcę przetestować to, co mam.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Dzisiaj także nie padało

  77.13  03:37
Wyglądałem za to okno, czekałem na ten deszcz i nic, a przynajmniej nie zauważyłem ani kropli, bo jak zniecierpliwiony wyszedłem, to minąłem sporo kałuż. Nie były jednak straszne i wyruszyłem gdzieś pod Poznań, gdzieś daleko, gdzieś w nieznane.
Chciałem przejechać przez Park Cytadelowy drogą, którą ostatnio jeździłem do pracy, ale Enea ofoliowała pół parku. I tak przedostałem się, bo część z tych „blokad” była poprzerywana. Może było już po wszystkim? Cokolwiek tam się działo. Pojechałem jeszcze na Stary Rynek. Błędem to było, bo ludzi tak wiele, że musiałem wlec się wolniej niż licznik mógł zarejestrować, więc wychodzi na to, że jechałem wtedy 0 km/h.
Jeszcze tylko raz zabłądzić, jeszcze kilka kilometrów dróg dla rowerów i jestem, wyjechałem z Poznania. Zaczynało się ściemniać, ale to nic, ciepło było. Jedynie w Wysogotowie barany dróg robić nie umieją, bo prawie wpadłem na 15-centymetrowy krawężnik, gdy chciałem wjechać na drogę dla pieszych i rowerów. Mogłem jechać drogą, przecież prawa nie łamię. Jedynie dupki w blachosmrodach stwarzaliby dla mnie zagrożenie, więc chyba wybrałem mniejsze zło, zjeżdżając z ulicy.
Miałem równiutki asfalt w kierunku Buku, skręciłem na ciut mniej równy do Brzozy, a potem starymi i zniszczonymi duktami przez Ceradz Kościelny i Lusowo do Kiekrza. W stronę domu było lepiej, choć na kilku skrzyżowaniach, nie wiedzieć czemu, kierowcy mnie przepuszczali, tworząc dezorientację. Cóż, może żółta kamizelka daje jakieś przywileje?
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Nocą, bo miało padać

  50.55  02:18
Wczorajsza prognoza zasugerowała mi wizytę w Wolsztynie. Dzisiaj zaspałem na pociąg, a gdy szykowałem nowy plan, do Inowrocławia, rzuciłem okiem na prognozę i się przeraziłem. Nie dość tego, że lada chwila miało zacząć padać, to deszcz był prognozowany także na niedzielę. Odpuściłem więc, jednak gdy przez cały dzień nie spadła chyba nawet kropla, to wybrałem się na wycieczkę – nocą.
Miała to być najpierw przejażdżka tylko do Biedruska, ale że przez ostatnie 2 dni nie jeździłem do pracy na rowerze, więc postanowiłem odrobić zaległe kilometry. Pojechałem kawałek do Murowanej Gośliny, a potem wróciłem przez centrum Poznania. Plac Wolności aż straszy liczbą światełek. Nie pamiętam kiedy ostatnio ich tyle widziałem.
Mój plan wykonania tegorocznego celu przewidywał po 20 km dziennie z dojazdów do pracy (zwykle jest to ok. 15 km) oraz przynajmniej 150 km w ten weekend. Niestety, ze względu na niekorzystne warunki pogodowe, mogę mieć problem, ponieważ nawet zakładając, że cały tydzień będzie bezdeszczowa pogoda, to będę musiał codziennie robić po 50 km. Wszystko dlatego, że wyjeżdżam w przyszłą sobotę do rodziny. Może po prostu zaliczę jeszcze kilka nocnych wypadów w ciągu tego tygodnia.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Przez poligon, byle do czterdziestu

  48.43  02:15
Prognoza pogody przewidywała opady deszczu na dzisiejsze popołudnie, dlatego wybrałem się jedynie na krótką przejażdżkę. Wczoraj za słabo się nawadniałem i niełatwo było dzisiaj wstać. Podczas porannego treningu czułem, że moje mięśnie są dużo słabsze niż zwykle. Mimo to chciałem wyjść.
Miało wiać z południa, więc wybrałem się na północ. Wyjątkowo, jak na grudzień, mogłem powiedzieć, że jest za gorąco. Chyba rozgrzewkę zrobiłem zbyt długą, bo już podczas ubierania się było mi gorąco, a ubrałem się lżej niż wczoraj. Przez kilkanaście kilometrów cierpiałem z przegrzania. Już sam nie wiem, jak mam się ubierać, a że nie zabrałem plecaka, to nie miałem nawet możliwości zmiany bluzy na coś lżejszego.
Droga w lesie na Morasku jest w coraz gorszym stanie. W lecie jest tak sypka, że można się zagrzebać, a teraz tak rozjeżdżona przez konnych, że telepie gorzej niż na poznańskim Starym Rynku (a jest on wyłożony jednym z najgorszych bruków, po jakich jeździłem). Potem już z górki dojechałem na poligon. Jadąc przezeń, spotkałem kilkunastu rowerzystów. Pierwszy tylko gapił się jak ciele, reszcie nie mam wiele za złe. Najwyżej to, że nie machają jako pierwsi.
Ponieważ pokonany dystans mnie nie satysfakcjonował, to pojechałem jeszcze do Murowanej Gośliny. Tuż przed Promnicami spotkałem coś niewiarygodnego, bo oto obniżyli krawężnik i od teraz umiejętność latania staje się zbędna. Można normalnie dostać się z ulicy do drogi dla pieszych i rowerów, choć daleko temu rozwiązaniu do ideału. Dalej udałem się do Mściszewa, gdzie pomyliłem drogę (chłopaki na motocrossach mnie naprowadzili na właściwą trasę), potem po betonowych płytach do Promnic i przez Biedrusko do Poznania.
Chciałem wykręcić przynajmniej 40 km, bo mam już zaplanowaną liczbę kilometrów, którą muszę przejechać, aby tylko wykonać tegoroczny cel. Nie będzie to proste z powodu prawdopodobnych opadów deszczu. Muszę się jednak speszyć, ponieważ mój urlop zaczyna się 20 grudnia i wyjeżdżam w rodzinne strony bez mojego roweru. Chyba że wrócę przed sylwestrem.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

W mroczny wieczór przez Kazimierz Biskupi

  133.43  06:12
Miał wiać wiatr zachodni, dlatego uznałem, że najlepszą opcją będzie jazda na wschód. Miało, bo wiatru prawie nie było, więc największym przeciwnikiem stały się opory powietrza. Przy okazji mogłem przejechać przez kilka nowych gmin.
Na początek musiałem dostać się do Nekli. Ludzi było tak mało, że nie musiałem się dzisiaj denerwować podczas wyjazdu z Poznania. Jedyni rowerzyści, których dzisiaj spotkałem mieli powyżej 40–50 lat. Gdzie ci wszyscy młodzi jeżdżą?
Za Neklą, gdy jechałem prawie 30 km/h, dogonił mnie rowerzysta i zagaił pytaniem, czy nie skręcam w las. Cóż, skręcałem, ale nie w drogę, którą jechał on. Później niestety przejechałem swoje skrzyżowanie i dotarłem aż do Czerniejewa. Naprostowałem pomyłkę kilka wsi dalej.
Zaczęło się ściemniać, gdy byłem w Powidzu. Zrobiłem szybkie zakupy i ruszyłem dalej. Musiałem objechać Jezioro Powidzkie, bo o tej porze chyba nie wynająłbym łodzi. Jechało się coraz lepiej, nawet przestało mi być zimno w dłonie i stopy.
We wsi Ostrowite natknąłem się na studzienki, ale nie byle jakie, bo nie pamiętam, abym kiedykolwiek po takich jechał. Absolutnie niewyczuwalne. Żal, że inni nie wezmą przykładu z tej perfekcji.
Miałem cichą nadzieję, że uda mi się zobaczyć klasztor w Puszczy Bieniszewskiej. Spóźniłem się o kilka godzin. Trzeba było wyruszyć wcześniej. Tymczasem do dworca kolejowego w Koninie dotarłem po godz. 17. Akurat gdy kilkanaście minut wcześniej odjechał jeden z pociągów. Na kolejny czekać musiałem półtorej godziny, choć i to nie do końca. Gdy kupowałem bilet w automacie, pokazał się pociąg o 18.31, więc wyszedłem na peron i czekałem jak głupi, choć nie jako jedyny. Po kilkunastu minutach rzuciłem okiem na rozkład jazdy i dowiedziałem się, że o tej godzinie pociąg pojedzie dopiero od poniedziałku, a ja musiałem czekać prawie do 19.00. Co za idioci piszą oprogramowanie do tych biletomatów? Czy nie można tego połączyć z systemem informacji kolejowej?
Jestem zły na mój rower. Po kompletnej wymianie napędu nadal słychać stukanie w okolicach korby, choć co prawda nie ujawniło się od razu. Już nie mam sił. Może powinienem sprzedać go? Nie wiem, czy mi się to opłaci, choć na pewno zaoszczędziłbym trochę nerwów. Sentyment mi nie pozwoli.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, setki i więcej, Polska / wielkopolskie, dojazd pociągiem, rowery / Trek

Po Poznaniu, część 16

  25.06  01:15
Przez wczorajsze zimno dopadł mnie leń i prawie nie wyszedłem na rower, ale gdy policzyłem ile kilometrów mi pozostało do tegorocznego celu, który obrałem kilka tygodni temu, wtedy zmusiłem siebie i wyszedłem choć na krótką przejażdżkę.
Pojechałem nad Maltę. Temperatura odczuwalnie była niższa niż wczoraj. Możliwe, że dlatego, ponieważ jechałem często pod wiatr. Zrobiłem więc rundkę wokół jeziora, przejechałem przez miasto i pojechałem jeszcze do sklepu po kolację. Zima za pasem i coraz ciężej się jeździ. Mam nadzieję, że uda mi się przejechać 12 tys. w tym roku.
Ostatnio zacząłem uzupełniać zaległe wpisy na blogu i zauważyłem, jak bardzo zmieniłem nastawienie do Poznania. To miasto coraz mniej mnie irytuje. Chyba za mocno się do niego przyzwyczajam. Nie brzmi to dobrze, bo mimo wszystko źle się tutaj czuję.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Przez Kraków i Piłę do serca Puszczy Noteckiej

  83.12  03:29
Wiatr nadal wieje z południowego-wschodu, więc mogłem jedynie pojechać po raz kolejny w tamte rejony pociągiem i wrócić do Poznania na rowerze albo pojechać na północny-zachód rowerem i wrócić pociągiem. Wybrałem tę drugą opcję, bo chciałem się wyspać, a w dodatku ostatnio zbyt często jeżdżę na południe. Mały odpoczynek od zaliczania gmin przydał się, zwłaszcza że nie było dzisiaj zbyt ciepło. Właściwie to nie było ciepła w ogóle.
W końcu mam sprawny napęd. Z początku ciężko było się do niego przyzwyczaić, bo na zużytym ruszanie wyglądało jak powolny start lokomotywy parowej. Dodatkowo zmieniłem pedały zatrzaskowe na zwykłe, bo w poprzednich pojawił się luz, a zresztą zimą jazda w przewiewnych butach mijała się z celem. Mam nadzieję, że ten napęd będzie mi długo służył. Jedynym problemem jest brak regulacji linki do tylnej przerzutki, którą też wymieniłem. W niskiej klasy osprzęcie taka regulacja jest przy przerzutce, a jako że przeszedłem na Shimano Deore, to powinienem był wymienić także manetki. Na razie uważam to za zbędny wydatek, więc jedynie zamontuję regulator na pancerzu, gdy tylko do mnie dotrze.
Z powodu ujemnej temperatury, moja komórka wylądowała w kieszeni kurtki, stąd też wszelka nawigacja polegała na zapamiętaniu trasy i postojach w razie wątpliwości. Z Poznania wyjechałem prawie bezproblemowo. Potem już miałem z wiatrem do Szamotuł. Do Obrzycka droga była fatalna. Wiedziałem o tym z innej wycieczki, ale miałem nadzieję, że coś się poprawiło. W międzyczasie mój Oshee zamarzł, więc została mi już tylko herbata w termosie. Za Obrzyckiem wjechałem na kilka fragmentów dróg dla pieszych i rowerów. Niepotrzebnie, bo co chwila wracałem na jezdnię przez leżące tam drzewa. Wycięto tyle pięknych drzew.
Przed Wronkami wjechałem do Nowego Krakowa, a chwilę później do Piły. W samych Wronkach spotkała mnie niemiła niespodzianka. Objazd, który widziałem za Obrzyckiem, dotyczył mojej drogi, po której planowałem dojechać do środka Puszczy Noteckiej. Droga wojewódzka nr 140 była zamknięta. Zatrzymałem się na stacji Orlenu, żeby się ogrzać i rozważyć warianty dalszej drogi. Jedynym sensownym wyjściem był teren, którego najbardziej się obawiałem. Z nowym napędem chcę postępować rozważnie, nie zasypując go piachem na prawo i lewo (przynajmniej na razie). Do pociągu miałem niestety ponad 2 godziny, więc nie widziałem innego wyjścia, jak wjechać w teren.
Jak na złość ostatnio wszystko mi wypada z rąk. Byłem wczoraj w Decathlonie, aby kupić trochę ciepłych podkoszulków pod kurtkę, bo dojazdy do pracy są coraz chłodniejsze i sama kurtka o dziwo przestaje wystarczać (jakieś zmęczenie materiału przez kilkakrotne pranie?). Po wyjściu ze sklepu wyleciała mi z rąk tylna lampka. Roztrzaskał się element ochronny. Na szczęście diody świecą na czerwono, dlatego nie było to dużym zmartwieniem. Problemem były baterie, których już nic nie powstrzymywało przed wypadnięciem. Na szczęście trzymają się mocno i na żadnym z wybojów nie musiałem się zawracać. Dzisiaj za to wyleciał mi licznik. Po 61 km jazdy straciłem wszystko. Podczas wymiany baterii mam 30 sekund na utratę danych, a tutaj doszło do jakiegoś twardego resetu. Wszystkie dane z wycieczki to tylko wyliczenia na podstawie danych GPS. Jako że do tamtego zdarzenia miałem średnią 24,5 km/h, to ze średniej z GPS-a (czas w ruchu liczy strasznie niedokładnie) obliczyłem przybliżony czas w ruchu. Teraz muszę na nowo obliczyć obwód koła.
Droga przez las nie była najgorsza. Zamarznięty piach dało się łatwo poskromić. Pomyśleć, jak bardzo męczyłbym się, gdyby temperatura była dodatnia. Dojechałem do Rzecina, ale wolałem nie ryzykować z jazdą do drogi wojewódzkiej, która nie wiadomo na jakim odcinku była zamknięta. Chciałem pojechać od Hamrzyska do Miałów, bo podobno są to ładne okolice. Może jeszcze będzie ku temu okazja. Tymczasem dojechałem do Mężyka, skąd już po chwili jazdy asfaltem znalazłem się w Miałach. Miałem 45 minut do pociągu. Nie ma tam żadnej poczekalni, a na mapie nie widziałem żadnych dróg, aby w prosty sposób dotrzeć do Mokrza czy Drawskiego Młynu. Pozostało mi czekać, przestępując z nogi na nogę, żeby nie zamarznąć.
W pociągu zauważyłem, że brakuje zęba w największej zębatce korby. Nie chcę nawet wiedzieć, czy to jedyny ubytek. Tak to jest. Nie sprawdziłem tego, w serwisie także nie przyłożyli się i co teraz mogę zrobić? Następnym razem sam wymienię sobie napęd. Za 2 lata, o ile nie wywalę tego roweru, już na pewno będę gotowy do samodzielnego majsterkowania także przy mechanizmie napędowym.

Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, Puszcza Notecka, dojazd pociągiem, terenowe, rowery / Trek

Kategorie

Archiwum

Moje rowery