Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

kraje / Polska

Dystans całkowity:124413.40 km (w terenie 11709.30 km; 9.41%)
Czas w ruchu:5086:08
Średnia prędkość:19.81 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:590277 m
Maks. tętno maksymalne:165 (84 %)
Maks. tętno średnie:160 (81 %)
Suma kalorii:219415 kcal
Liczba aktywności:1824
Średnio na aktywność:68.21 km i 3h 08m
Więcej statystyk

Koniec jesieni?

  40.82  02:33
W końcu wyczyściłem rower i zwróciłem uwagę, że do kolekcji usterek dołączyła opona z defektem. Jakby coś ocierało o nią, ale nie mogły to być hamulce, bo są wyregulowane. Nie chciałbym powtórzyć wpadki sprzed dwóch i pół roku.
Chyba znowu przegapiłem jesień. Poczułem się zdruzgotany tym faktem. Nawet w Lasku Marcelińskim widoki były prawie listopadowe. Pojechałem jeszcze do zachodniego klina zieleni. Wczoraj padał deszcz, więc było odrobinę błota. Super, akurat po wyczyszczeniu roweru.
Mnóstwo drzew i roślin, które zadziwiały mnie kolorami w poprzednich latach było już bez liści. Jeszcze tydzień temu wydawało mi się, że jesień się dopiero rozkręca, a dzisiaj wyglądało, jakby to był jej koniec. No, zdołowało mnie to. Nie dość, że w tym roku nie pojechałem w góry, to jeszcze przegapiłem moją ulubioną porę roku.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, terenowe, rowery / Trek

Wieczorem po Poznaniu

  32.44  01:23
Było chłodniej niż ostatnio. Zmrok zapada coraz szybciej. W trakcie pracy widziałem ładne niebo, więc wyskoczyłem. Niestety tuż przed zmierzchem, a na niebie pojawiła się ogromna chmura i prognoza deszczu. Mimo to zrobiłem pętlę przez Wysogotowo, a potem przez centrum Poznania. Nie widziałem dzisiaj protestów, a jeszcze na początku tygodnia, gdy byłem w centrum, kilka ulic było kompletnie zablokowanych. Wróciłem Wartostradą. Chmury przepadły i nawet mogłem dostrzec gwiazdy.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Pod Poznaniem, część 28

  25.39  01:00
Wyszedłem, mimo że miało padać. Było pochmurnie i chłodno, choć całkiem przyjemnie. Szybko rozgrzałem się. Miałem zrobić tylko pętlę przez Wiry, ale zmieniłem zdanie i w Luboniu skręciłem ku Wartostradzie. Niestety szybko zaczęło kropić, więc znów zmieniłem plany i wróciłem do domu. Był dzisiaj straszny smog.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Pętla przez Buk

  80.49  03:18
Zrobiło się ciepło. Wyskoczyłem na krótko z planem zrobienia jakiejś pętli. Pojechałem w kierunku Tarnowa Podgórnego, a potem na zachód. Jechało się całkiem dobrze. Dopiero gdy zmieniłem kierunek jazdy na południowy w kierunku Buku zaczęły się schody. Wiało niby z południa, ale do Stęszewa jechało się koszmarnie ciężko. Jakby coś wyssało ze mnie wszystkie siły. Mimo to nie zmieniałem planu i potem ze Stęszewa do Poznania jazda znów stała się samą przyjemnością.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

W poszukiwaniu jesieni

  37.72  02:12
Ranek był pochmurny, widziałem lekki deszcz. Ruszyłem po południu do Lasku Marcelińskiego. Na drzewach było jeszcze mało złota, ale robiło się ładnie. Potem pojechałem na Cytadelę i do Parku Władysława Czarneckiego, a powróciłem Wartostradą. Po drodze zwróciłem uwagę rowerzyście, który zajechał mi drogę, jadąc pod prąd i w podziękowaniu usłyszałem szereg epitetów.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, terenowe, rowery / Trek

Pod Poznaniem, część 27

  29.91  01:14
Powrót do kręcenia pod Poznaniem. Dzisiaj był jakiś zryw ciepła, więc wymieniłem tylną oponę w kolarzówce (w końcu będę ją miał z głowy na kilka miesięcy) i pojechałem na krótką przejażdżkę przed zmrokiem. Słońce coraz wcześniej zachodzi, ale dzisiaj przynajmniej było ciepło.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Przez Pyzdry do domu

  114.97  06:24
Przesadziłem wczoraj. Miałem nadzieję ułatwić sobie ostatni dzień urlopu. Co prawda, skróciłem dystans, ale czułem się, jakbym pokonał 500 km. Wiedziałem, że nie będzie to mój dzień.
Było całkiem ciepło, choć pochmurnie i od czasu do czasu kropiło. Jechałem mozolnie po wiejskich drogach wzdłuż Warty (niektóre zapamiętałem z wycieczki sprzed paru lat). Nie działo się niemalże nic. Odwiedziłem kolejno: Pyzdry, Miłosław, Środę Wielkopolską. Za ostatnim miastem wpadłem na polną drogę, która mnie zaskoczyła. Jakby ktoś przeniósł tam ruch z jakiejś krajówki. Mnóstwo aut, autokary, ciężarówki. Nie zauważyłem żadnego znaku informującego po objeździe, ale wyglądało to absurdalnie. Taka spokojna droga to była.
Dotarłem do Poznania. Pojechałem jeszcze po nowe pedały, bo obecne skrzypiały coraz gorzej. Muszę do tego wymienić piastę w przednim kole i oddać zapieczony amortyzator do czyszczenia. No i najważniejsze – umyć rower, bo przez tę niepewną pogodę tylko pobieżnie zeskrobywałem kolejne warstwy błota.
Koniec urlopu. Przejechałem niemal 1,2 tys. km. Ukończyłem szlak Green Velo, jak dotąd najdłuższy, jaki pokonałem (jest jeszcze jeden wzdłuż Dunaju, ale widziałem tylko jego małe odcinki w Austrii i na Węgrzech). Mimo szczytnej idei, nie zachwycił mnie tak bardzo, jak np. koreański Szlak Czterech Rzek. Jest w Polsce jeszcze parę obiecujących szlaków, które mogłyby mi się spodobać. Pod warunkiem, że pogoda dopisze.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, setki i więcej, z sakwami, wyprawy / Green Velo II 2020, rowery / Trek

Za Turek

  156.17  07:52
Choć poranek był bezchmurny i słoneczny, to był to najmroźniejszy początek dnia podczas tej wyprawy. Pewnie zamglenie maczało w tym palce.
Nie planowałem niczego na najbliższe 2 dni. Ot, dotrzeć do domu. Wydostałem się z Piotrkowa Trybunalskiego, omijając jego koszmarne drogi dla kaskaderów. Do Łaska jechałem wojewódzką. Ruch nie był za duży, a tirów prawie w ogóle w porównaniu z wczorajszą krajówką. Za Łaskiem wojewódzka była spokojniejsza, a gdy za Szadkiem wjechałem na drogi gminne, to już w ogóle. Jednakże były one koszmarne, więc droga zaczęła mi się dłużyć.
Miałem zatrzymać się w Turku. Gdy tam dojechałem, było wciąż wcześnie. Ostatecznie całkiem sprawnie poszła mi jazda dzisiaj. Do tego temperatura poszybowała w kosmos – akurat na zakończenie mojego urlopu. Miałem czas i siły, więc ruszyłem dalej, w kierunku Konina. Wyszło więcej kilometrów, ale dzięki temu będę miał lżejszy ostatni dzień podróży.
Kategoria kraje / Polska, Polska / łódzkie, Polska / wielkopolskie, setki i więcej, z sakwami, wyprawy / Green Velo II 2020, rowery / Trek

Koniec tego Green Velo

  129.85  07:15
Poranek był słoneczny, choć wietrzny. Kontynuowałem jazdę szlakiem Green Velo, a właściwie jego końcówką. Nie była jakoś specjalnie interesująca. Gdy dojeżdżałem do Końskiego, zaczęło lać, a w pobliżu zero schronienia. Przemokłem i suszyłem się przez kilkanaście kolejnych kilometrów.
Dotarłem do końca szlaku. Chyba, bo żadnej informacji o końcu czy początku nie znalazłem. Wrażenia? Szlak się zestarzał, w wielu miejscach został zniszczony, zaniedbany, źle zaprojektowany. Kilka odcinków było ciekawych, niektóre malownicze (choć pogoda też odgrywała w tym dużą rolę), wybudowano dużo dróg, powstała infrastruktura, ale nie polecę całego szlaku. Można go najwyżej wplatać podczas planowania wycieczek w okolicach. O ile infrastruktura wciąż będzie zdatna do użytku.
Zaplanowałem wrócić do Poznania na rowerze. Na początek musiałem dostać się do Piotrkowa Trybunalskiego. Miałem pod wiatr, ale noga podawała całkiem dobrze. Kilka razy złapał mnie deszcz, pokazało się słońce, aż dotarłem do Sulejowa. Za bardzo kombinowałem i ruszyłem krajówką. Liczba tirów pokonała mnie i dostałem się do celu najpierw poboczami, a potem bocznymi drogami.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / łódzkie, Polska / świętokrzyskie, setki i więcej, z sakwami, wyprawy / Green Velo II 2020, rowery / Trek

Łysogóry

  86.23  05:44
Zatrzymałem się w Kielcach na drugi dzień, aby ociupinę odpocząć od sakw i zwiedzić okolicę. Najpierw pojechałem do Kadzielni, interesującego i malowniczego rezerwatu niemal w centrum miasta. Niestety, gdy tylko tam dotarłem, zaczęło padać. Zrobiłem kilka zdjęć i szybko ruszyłem dalej.
Odwiedziłem centrum, akurat przestało padać. Przespacerowałem się tam, gdzie rowerem nie można i pojechałem za miasto. Po odwiedzonych ulicach zauważyłem, że Kielce cierpią na betonozę. Do tego sieć dróg dla rowerów to żart. Na przykład, aby przejść przez dwujezdniową drogę, trzeba przed każdą jezdnią wcisnąć przycisk dla zielonego światła – trzeba osobno czekać i w sumie zajmuje to kilka minut. Na innym skrzyżowaniu były pasy oraz światła z symbolem roweru. Potem jeszcze zwróciłem uwagę, że kierowcy mieli jedynie znak przejścia dla pieszych. Dalej – droga kończyła się na chodniku, a kilka skrzyżowań później był remont drogi dla rowerów i nikt nie zakrył oznakowań, mimo braku przejezdności. Dawno nie widziałem takiej koncentracji absurdów.
Dojechałem do miejscowości Święta Katarzyna, ostatniego planu na dzisiaj. Chciałem pospacerować po górach. Wszedłem do Świętokrzyskiego Parku Narodowego, rower zostawiłem przy kasie i rozpocząłem trekking. Ostatnio byłem na szlaku z 20 lat temu. Kolega z klasy złamał wtedy rękę podczas zejścia. Dzisiaj było zimno, mokro, ślisko, a na szczycie mgliście, ale skrawek doliny udało mi się dojrzeć. Nawet słońce się przedarło, żeby oświetlić tę niewielką panoramę.
Planowałem spędzić kilka godzin na wędrówce, ale dowiedziałem się o szlaku rowerowym biegnącym po dawnej linii kolei wąskotorowej, który został w tym roku udostępniony. Doszedłem więc do Łysicy i zawróciłem, a potem wjechałem na wspomniany szlak. Był koszmarny. Już pomijając mnóstwo błota, to telepało jakbym jechał na młocie pneumatycznym. Jeden plus, że drogi łagodnie pięły się i opadały. Przynajmniej do czasu, bo ostatniego kilometra każdy tor wyczynowy mógłby pozazdrościć. Było za ślisko i zbyt technicznie. Musiałem prowadzić rower. No, na początku jeszcze jechałem, ale miałem ze sobą sakwę i guma trocząca ją nagle zaczepiła się o szprychę i nawinęła na koło, blokując jazdę. Nie wiem, jak do tego doszło, ale spędziłem trochę czasu, wyciągając hak, który zaklinował się między szprychami i kasetą.
Rozważałem jeszcze wejście na Łysą Górę, ale w Nowej Słupi okazało się, że jest późno, a w dodatku zaczęło padać. Ruszyłem w drogę powrotną. Spory kawał drogi jechałem po pasie rowerowym, choć brakowało mu ciągłości. Deszcz robił sobie przerwy, a ja bez nich wróciłem do hotelu.
Kategoria kraje / Polska, Polska / świętokrzyskie, terenowe, po dawnej linii kolejowej, wyprawy / Green Velo II 2020, rowery / Trek

Kategorie

Archiwum

Moje rowery