Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

z sakwami

Dystans całkowity:62042.35 km (w terenie 3667.34 km; 5.91%)
Czas w ruchu:3639:58
Średnia prędkość:16.86 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:466689 m
Maks. tętno maksymalne:125 (63 %)
Maks. tętno średnie:158 (80 %)
Suma kalorii:60871 kcal
Liczba aktywności:717
Średnio na aktywność:86.53 km i 5h 07m
Więcej statystyk

Hachinohe

  112.80  06:00
Znów zebrałem się wcześnie rano. Akurat kończyłem śniadanie pod lokalnym konbini, gdy rozległ się sygnał alarmowy. Korea Północna znów wystrzeliła rakietę. Japończycy chyba już do tego przywykli, bo nikt się specjalnie tym nie przejął. Na razie, bo jeśli dojdzie do eksplozji rakiety nad terenami zamieszkałymi albo do testów broni jądrowej, które doprowadzą do skażenia większego niż elektrownia Fukushima, wtedy skończą się słowne potyczki.
Jechałem głównie drogą nr 4. Czasem udawało się po ulicy, gdy aut było mniej, chociaż najczęściej lądowałem na chodnikach, które były różnej jakości. W jakiejś wiosce trafiłem na podobny festiwal, co poprzedniego dnia w Morioce, ale tylko przyjrzałem się mu z daleka, bo gonił mnie czas.
W Ninohe miałem szczęście zobaczyć występ młodzieży z okazji innego festiwalu. Jako jedyny obcokrajowiec zwróciłem swoją uwagę i jeden z uczestników przedstawienia wymienił ze mną kilka zdań. Kilka ulic dalej trafiłem na karawan, ale nietypowy, bo znalazły się na nim wielkie penisy wyrzeźbione z drewna. Z efektami specjalnymi w postaci pary buchającej ze szczytu jednej z rzeźb. Sądząc po dekoracjach, jest to coś związanego z religią szintoistyczną.
Do Hachinohe dojechałem po zmroku. Temperatura spadła do 15 °C, ale na rowerze jest zawsze cieplej. Do ustalonego miejsca dojechałem w ostatniej chwili, chociaż i tak musiałem chwilę poczekać na Ryosaku, który był moim dzisiejszym gospodarzem. Zabrał mnie na wycieczkę autem po mieście, a potem poszliśmy zjeść lokalne specjały. Znalezienie parkingu nie było łatwe.
Kategoria góry i dużo podjazdów, na trzech kółkach, po zmroku i nocne, setki i więcej, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Iwate, Japonia / Aomori, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Morioka

  69.95  03:56
Do wczorajszego szeregu trzeba dopisać jeszcze jednego kapcia, gdy opuściłem hotel. Napompowałem koło, nic nie zeszło, więc pojechałem dalej. Kierunek: Morioka, czyli na północ.
W Hanamaki dostrzegłem dom pokryty strzechą, więc skręciłem do niego. Spotkałem po drodze kilka grup dzieci, które przywitały się ze mną, a potem jeszcze z samochodu powitała mnie dwójka Japończyków. Rodzeństwo zauważyło mnie na głównej drodze, gdy skręcałem do tego obiektu i postanowili ze mną porozmawiać. Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć, wymieniliśmy kontaktem i nawet dostałem coś do picia z pobliskiego automatu. Bardzo sympatyczni ludzie z dobrą znajomością angielskiego.
Konieczność dopompowania powietrza co kilkadziesiąt kilometrów zmusiła mnie do zatrzymania się i zajrzenia do dętki. Znalazłem dziurę i ją załatałem. Opona zaczyna łapać dziury, mimo że wymieniłem ją jakoś niedawno, 2 tys. kilometrów temu.
Dotarłem do Morioki, ale już nie miałem czasu na zwiedzanie. Pojechałem do najbliższego Starbucksa, żeby zabrać się do pracy. Po kilku godzinach ruszyłem dalej, już po zmroku – w kierunku mojego celu. Miałem się zatrzymać wyjątkowo u Couchsurfera. Pojawiła się przeszkoda w postaci mżawki, która po kilku kilometrach jazdy przekształciła się w ulewę. Był to ostatni odcinek drogi, więc nie zatrzymywałem się. Dojechałem na stację kolejową, gdzie umówiłem się z Suzukim. Akurat gdy dotarłem na miejsce, deszcz przestał padać.

Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, po zmroku i nocne, Japonia / Iwate, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Szereg niefortunnych zdarzeń na drodze do Kitakami

  87.71  04:46
Dzień zaczął się gorąco. Droga z początku była prosta, zaledwie kilka niewielkich pagórków, ale wąsko. Dużo pojazdów ciężarowych zmuszało mnie do częstego zatrzymywania się, aby umożliwić im wyprzedzanie mnie. Taki mój gest bycia dobrym Polakiem na obczyźnie.
Dojeżdżałem do miasta Ichinoseki, gdy zauważyłem krzywą obręcz w tylnym kole. Tym razem szprycha pękła przy nyplu. Rozpocząłem poszukiwania serwisu rowerowego. Pierwsze miejsce oczywiście nie przyniosło rezultatu, bo nikogo przez ponad kwadrans nie było w środku. Tak to jest podczas pory lunchowej. Pojechałem do drugiego serwisu. Tam serwisant sprawnie wstawił nową szprychę i byłem znów w drodze, chociaż ze sporym opóźnieniem.
Na obiad zatrzymałem się, jak zwykle, w konbini (rodzaj sklepu osiedlowego), ale ruszając w dalszą drogę, zapomniałem o okularach, które położyłem na sakwie. Całe szczęście nie odjechałem za daleko zanim się zorientowałem, że miałem coś lekko na nosie. Zawróciłem i odnalazłem okulary całe, a właściwie z tym samym zestawem rys, co ostatnio.
W Ōshū spełnił się mój koszmar. Serwisant napompował oponę do granic wytrzymałości, więc była jak skała podczas jazdy. Drogi w Japonii nie są najczystsze i kamienie są codziennością na poboczach czy chodnikach. Trafiłem na wyjątkowo paskudny wysyp żwiru i wtedy tylko usłyszałem syk. Nie mam pojęcia, co się stało, ale dętka została przebita w dwóch miejscach, jak przy snake'u, tyle że miałem za duże ciśnienie, aby doprowadzić do takiego przebicia. Zagadki nie potrafiłem rozwiązać, ale dostałem loda od chłopczyka, który był na spacerze ze swoją mamą. Być może dojrzał mnie z okna, gdy męczyłem się z łataniem. Tym razem napompowałem oponę na tyle, abym mógł kontynuować bez obaw.
Dojechałem do Kitakami spóźniony przez cały szereg niefortunnych zdarzeń. Tym razem zatrzymałem się w hotelu. Podobno z restauracją; gdyby tylko była czynna. Postanowiłem spróbować regionalnych dań, bo każda prefektura, a czasem nawet każde miasto mają swoje unikalne kompozycje smakowe. Nie mam jakiegoś dobrego poczucia smaku, żeby móc opowiadać o jedzeniu jak jakiś wirtuoz kulinarny, ale skoro mam możliwość skosztować Japonii, to nie przejmuję się tym.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Miyagi, Japonia / Iwate, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Wyprawa po Tōhoku

  84.26  04:23
Wyruszyłem na wyprawę. Tylko po Tōhoku, regionie w północno-wschodniej części wyspy Honshū, ale zawsze coś. Zapakowałem co najważniejsze do dwóch sakw, zamontowałem trzecie koło, które zdążyło się zakurzyć przez ostatni miesiąc i ruszyłem na północ.
Najpierw powoli po znanych drogach, które pokonałem raz, czy kilka razy, czasem tylko w jednym kierunku, więc zupełnie nie rozpoznawałem okolic. Drogi były zatłoczone, a chodniki zapomniane. Przyroda zabiera to, co wybudował człowiek.
Wyjechałem na płaskie tereny z mnóstwem wąskich kanałów i pól ryżowych. Ruch jakby zamarł. Znalazłem się na japońskiej wsi. Było to widać, słychać i czuć (po raz pierwszy od początku mojej podróży po Japonii poczułem obornik).
Jechało się bardzo przyjemnie, chociaż niepokoiły mnie widoki w oddali. Rodem z Islandii. Góry robiły się szare, aż dotarło do mnie co się działo. Zaczęło kropić, a potem padać. Deszcz nie był jakoś uciążliwy, bo nawet buty mi nie przemokły, a do tego na kilka kilometrów przed celem wyjrzało słońce, zostawiając połowę nieba pokrytą chmurami. Było zupełnie jak podczas jednej z podróży po Islandii. Dzisiaj zatrzymałem się w pensjonacie. Miałem całe piętro dla siebie, a do tego od kilku gości dostałem pieczone słodkie ziemniaki. Chyba popularny przysmak w tamtych stronach.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Miyagi, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Prom gigant

  53.11  03:23
Zdecydowałem się wyjechać. Z tego powodu wybrałem prom. Jako jedyny środek transportu nie wymaga pakowania roweru w karton.
Jazda na południe nie była jakoś trudna. Nagoya jak zwykle poczęstowała mnie beznadziejnymi krawężnikami. Po drodze prawie zgubiłem sakwę, bo urwała się guma napinająca zabezpieczenie haka. Do portu dojechałem za wcześnie, bo nie było nikogo z obsługi, więc pojechałem coś zjeść i kupić zapasy na drogę. Po powrocie zastałem olbrzymią kolejkę. Odstałem swoje i kupiłem zarezerwowany wcześniej bilet. Zbliża się okres świąteczny w Japonii i dużo turystów przemieszcza się po kraju. Obsługa niestety bardzo słabo mówiła po angielsku i ciężko było wyciągnąć informacje o procedurach wejścia na pokład. Nie mieli nawet instrukcji w języku angielskim. Jest to o tyle dziwne, że statek, którym miałem płynąć był olbrzymi, a bilety drogie. Z drugiej strony, na pokładzie byłem jedynym obcokrajowcem (przynajmniej nie-Azjatą). Czekała mnie doba na oceanie.

Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Aichi, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Droga do piekła

  56.05  03:03
Kolejny dzień lata. Już wolałem polskie upały, ale nie, zachciało mi się Japonii. Jednak już niedługo, bo planuję małą ucieczkę. Dzisiaj czekała mnie krótka jazda do kolejnego miasta, w którym chcę zatrzymać się na nieco dłużej. Martwią mnie opinie, że Nagoya latem jest uważana za jedno z najgorętszych miast w Japonii, a to przecież blisko mojego celu.
Nie mam w sumie o czym pisać. Jechałem do miasta Ichinomiya, polując na boczne drogi. Miałem jeden epizod z krajową jedynką, ale jedynie po to, aby przekroczyć kilka rzek. Ktoś wpadł na pomysł, aby na jednym z mostów co 10–20 metrów zrobić progi zwalniające dla rowerzystów. Horror, bo most miał prawie kilometr. Dalej już bez większych niespodzianek.
Dojechałem do celu, a właściwie osiedla, gdzie znajdował się mój cel. Paula, którą poznałem kilka miesięcy temu, poleciała do Polski i zaprosiła mnie do swojego domu, abym się nim przez jakiś czas zajął. Problem w tym, że nie pamiętałem gdzie on się dokładnie znajdował. Po kilku okrążeniach w końcu znalazłem miejsce. Budynek mieszkalny był kiedyś biurem, a całe gospodarstwo to stara fabryka wełny. Problemem tego miejsca jest to, że budynek działa jak piekarnik. Strasznie się nagrzewa, przez co latem jest tam piekielnie gorąco.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Aichi, Japonia / Mie, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Japoński internet

  23.31  01:29
Krótki dzień z powodu upału. Dzisiejszy nocleg zaplanowałem dużo wcześniej niż wczorajszy i stąd odległość między miastami była taka mała. Ale to w sumie dobrze, bo nie musiałem się długo smażyć.
O japońskim dostępie do internetu już chyba pisałem. Dzisiaj chciałem znaleźć sklep elektroniczny, aby kupić nową kartę SIM, bo niestety Japończycy nie wymyślili doładowań, a ważność takiej karty to zaledwie miesiąc. Uniezależnienie się od limitowanego dostępu do sieci udostępnionego w sklepach konbini i tym samym dostęp do bazy wiedzy z dowolnego miejsca w kraju spodobało mi się na tyle, że chciałem przedłużyć mobilny dostęp do internetu. Znalazłem sklep sieci Bic Camera w centrum miasta i tam też pojechałem. Wybór był bardzo ograniczony w porównaniu do sklepów sieci Yodobashi Camera. Wziąłem jedyną dostępną opcję 1 GB w cenie 100 zł. Tak się żyje w tej Japonii. W paru aspektach jest to zacofany kraj, ale jest też wiele plusów.
Dzisiejszą noc zaplanowałem spędzić w pokoju wynajętym przez Airbnb. Mieści się on na piętrze studia muzycznego, ale na szczęście niczego nie nagrywali. No i miałem klimatyzację dla siebie.

Kategoria na trzech kółkach, z sakwami, za granicą, kraje / Japonia, Japonia / Mie, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Dzień Morza

  43.01  02:29
Dzisiaj jest Umi no Hi, czyli Dzień Morza. Tyle mogę napisać, bo nie działo się kompletnie nic. Dzień jak co dzień dla Japończyków, chociaż podobno niektórzy mają wolne od pracy. Niebo było zachmurzone, a temperatura utrzymywała się na poziomie 34 °C. Dla mnie zapowiadał się leniwy dzień.
Pojechałem na północ, chociaż bardzo chciałem być w Kyōto. Dzisiaj odbywa się Gion Matsuri, jeden z najbardziej znanych festiwali w Japonii. Niestety podróż wokół półwyspu Kii zajęła mi więcej czasu niż myślałem i pozostało mi powolne toczenie się do mojego kolejnego celu, ale o tym za kilka dni. Tymczasem dzisiaj chciałem się dostać do miasta Suzuka. I w sumie dostałem się. Zatrzymałem się w hotelu. Pierwszy raz w Japonii. Ciasny pokoik, ale urządzony jak w typowym polskim hotelu. Tylko nie śmierdziało papierosami. Zapłaciłem dwukrotnie więcej niż za pensjonat, a i to z 50-procentowym rabatem. To tyle na dziś. Japonia staje się codziennością.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Mie, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Upał w Ise

  59.57  03:04
Tak, było gorąco. Już od rana, gdy pożegnałem się z Abhim i ruszyłem przed siebie do Ise, bo nie miałem niczego ciekawszego do roboty. Niebo spowite chmurami nie okazywało litości i działało jak szklarnia. Była to droga przez mękę, więc jechałem powoli w dół pośród aut i zaledwie kilku lasów.
W Ise chciałem tylko zobaczyć chram. Niewiele w sumie o nim wiedziałem. Ktoś podsunął mi propozycję, żebym go odwiedził, więc tak też chciałem uczynić. Nie sądziłem, że jest to najświętszy chram w Japonii.
Dojechałem do Naikū, jednego z dwóch centralnych chramów w Ise, bo ten chram jest tak jakoś rozproszony po całym mieście. Trafiłem więc do najważniejszego miejsca. Wcześniej jeszcze przespacerowałem się po deptaku, który przyciąga wielu turystów niczym Gion w Kyōto. A potem odwiedziłem chram. Ogrodzony i niedostępny. Jest jeden ołtarz przed głównym budynkiem, do którego modlą się Japończycy i tyle z widoków. Zresztą zakaz fotografowania nie pozwolił mi sfotografować nawet tego, co można było tam zobaczyć.
Zacząłem się powoli zbierać. Miałem niewiele do przejechania, ale i tak topornie mi to szło. Myślałem, że się spóźnię na spotkanie, ale w porę udało mi się dojechać pod blok, gdy wyszedł Junior, który gościł mnie tego dnia. Wybraliśmy się do lokalnej restauracji, aby zjeść yakiniku, czyli grillowane mięso, a żeby było ciekawie, każdy stół miał własny grill i trzeba sobie samemu takie kawałki mięsa podgrillować. Polecam, zwłaszcza że wołowina z Matsusaki jest tej samej klasy, co wołowina z Kobe.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Mie, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Park Narodowy Ise-Shima

  106.18  05:59
Dzień rozpoczął się upałem. Wygląda na to, że japońskie lato się zaczęło. Pory deszczowej w tym roku jakoś tak nie było. Już kilka osób mówiło mi, że z roku na rok pora deszczowa robi się coraz dziwniejsza. Klimat na świecie się zmienia na naszych oczach.
Chociaż mogłem pojechać do Ise po „prostej” (z paroma górami), to jednak chciałem zobaczyć więcej i dlatego wybrałem się dookoła Parku Narodowego Ise-Shima. Tunele były oczywiście najlepszą atrakcją ze względu na przyjemną temperaturę, jaka w nich panowała.
Słoneczny dzień odbierał urok dzisiejszej wycieczce. Do Shimy prawie się nie zatrzymywałem. No, chyba że nie mogłem wytrzymać i potrzebowałem cienia. Potem wpadłem na pomysł, żeby szybko pojechać na południowo-wschodni kraniec półwyspu. Ale nie dalej, bo z mapy znalezionej poprzedniego wieczora dowiedziałem się, że nie ma żadnych oznaczonych atrakcji w tamtym rejonie. Można spróbować pojechać gdzieś dalej o wschodzie lub o zachodzie słońca, aby uchwycić piękne kolory i krajobrazy, ale ja nie miałem takich możliwości.
Ruch na drogach był strasznie duży. Było to o tyle dziwne, że to jest kraniec Japonii, a mimo to aut było pełno niczym w Kyōto lub w Ōsace. Dojechałem do punktu widokowego na brzegu oceanu, odpocząłem w cieniu i pojechałem na północ. Znalazłem kilka bocznych dróg, żeby uniknąć jazdy wśród aut i jeden wał przeciwpowodziowy wzdłuż plaży pełnej surferów. Przypadkiem trafiłem na drogę dla rowerów w środku lasu, ale taką dziwną, bo i tak jeździły po niej auta.
Wieczór zbliżał się szybkimi krokami. Chcąc skrócić sobie drogę, wybrałem Drogę Perłową. Wyglądała niczym te autostrady po środku niczego, które spotkałem już kilka razy w Japonii. Tym razem miałem szczęście i mogłem na nią wjechać. Było nawet ładnie, a przede wszystkim dużo drzew i cienia. Wieczór zastał mnie w miasteczku Toba, a noc w Ise. Miałem niewielki dystans do pokonania do celu, którym było miejsce spotkania z kolejnym Couchsurferem. Niespodzianką okazało się to, że umówiliśmy się w środku festiwalu z pokazem sztucznych ogni, które są organizowane w Japonii z okazji nadejścia lata. Czyli to już oficjalne otwarcie upałów. Chociaż ja różnicy nie zauważyłem żadnej, bo pory deszczowej prawie nie było.
Martwiłem się, że coś pójdzie nie tak, ale Abhi przyjechał pickupem. Udało mu się uprosić policjanta, żeby mógł zabrać mnie na pakę, bo nie było miejsca do zatrzymania. A potem pojechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów dalej do jego domu. Abhi jest 60-letnim Francuzem, który przez całe swoje życie podróżował w jakimś celu. Mieszkał w wielu miejscach na świecie, ale nigdy nie podróżował dla rozrywki. Zawsze miał cel. W Japonii zapragnął otworzyć miejsce dla podróżników, którzy mieliby się gdzie zatrzymać. Jego spirytystyczne podejście do życia było bardzo fascynujące.

Kategoria góry i dużo podjazdów, na trzech kółkach, setki i więcej, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Mie, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Kategorie

Archiwum

Moje rowery