Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

z sakwami

Dystans całkowity:62042.35 km (w terenie 3667.34 km; 5.91%)
Czas w ruchu:3639:58
Średnia prędkość:16.86 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:466689 m
Maks. tętno maksymalne:125 (63 %)
Maks. tętno średnie:158 (80 %)
Suma kalorii:60871 kcal
Liczba aktywności:717
Średnio na aktywność:86.53 km i 5h 07m
Więcej statystyk

Czy dłuższa droga będzie lepsza?

  117.36  07:18
Kierowałem się dalej na zachód. Właściciel hostelu zasugerował mi, abym nie jechał główną drogą, tylko wybrał wybrzeże. Skorzystałem z rady i pojechałem nad Morze Wewnętrzne (Seto Naikai).
Przejazd przez Himeji nie był łatwy, zwłaszcza gdy się wpakowałem do tunelu w środku miasta. Albo gdy mnie zatrzymał brak drogi przez tory. Ostatecznie pojechałem tak, jak chciałem – dostałem się na kręte drogi nadbrzeża. Było dużo podjazdów i zjazdów, ale aut też nie brakowało. Miałem wrażenie, że na dwójce, którą ominąłem miałbym chociaż chodnik, a tak jechałem razem z pojazdami.
Dlaczego się tego obawiam? Według statystyk Japończycy są jednymi z najgorszych kierowców na świecie. Mimo że nie byłem świadkiem żadnego wypadku, to niejednokrotnie ktoś wymusił na mnie pierwszeństwo czy wyminął mnie niebezpiecznie. Kierunkowskaz najczęściej widzę po wykonanym manewrze, a zaparkowane auto spotkałem już chyba w każdym możliwym miejscu. Do tego naczytałem się wielu historii i wolałem być uważny.
Jazda wzdłuż wybrzeża może i była urozmaicona widokami, ale zabrała mi strasznie dużo czasu. Byłem gdzieś w połowie drogi, gdy zaszło słońce. Temperatura spadła do 5 °C. Zapowiadała się ciężka noc. Wróciłem do planu sprzed podróży i wjechałem na główną drogę do Okayamy. Nie miałem jednak tak prosto, bo nocleg odnalazłem w następnym mieście, więc jeszcze nabijając 20 km, dotarłem do Kurashiki. Nawet ładne miasteczko z historyczną zabudową. Po zmroku ciekawie by się je zwiedzało, ale nie w tak niskiej temperaturze. Odnalazłem swój hostel i zatrzymałem się w ciepłym pokoju.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Japonia, na trzech kółkach, po zmroku i nocne, setki i więcej, z sakwami, za granicą, Japonia / Hyōgo, Japonia / Okayama, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Himeji

  59.07  03:27
Nie mogło zabraknąć wizyty w mieście z zamkiem uważanym za najpiękniejszy w Japonii. Po niebie płynęły groźne chmury, gdy zaczynałem swoją podróż. To tylko poprawiło estetykę gór skąpanych w promieniach słońca przeciskającego się przez obłoki. Jesień się niby kończy, ale wciąż można dostrzec jej piękno.
Jak zawsze, wybierałem boczne drogi, aby jechać po wygodniejszym asfalcie zamiast uciekać na chodniki. Raz nawet trafiła się droga dla rowerów wytyczona wzdłuż rzeki, ale ani nie biegła po prostej do Himeji, ani nie była specjalnie równa. Przejechałem się tylko jej kawałkiem.
Całe szczęście z tych ciężkich chmur nic złego nie wyszło. Dojechałem do miasta i od razu dostałem się pod zamek. Nie mogłem znaleźć miejsca parkingowego, więc skierowałem się do hostelu. Szybko załatwiłem formalności i pobiegłem do zamku.
No dobrze, poszedłem, ale widziałem przed sobą ludzi biegnących do niego. Po co, skoro gdy doszedłem, bramy wciąż były otwarte? W każdym razie, już zamykali. Miałem godzinę na zwiedzanie.
Trasa była jednokierunkowa, taka na godzinę, więc w sam raz, choć strażnicy mówili, abym się pospieszył. Nie wiedziałem, że wieżę zamkową zamykali pół godziny przed zamknięciem całego zamku. Przez megafony było słychać przypominacze po japońsku i po angielsku. Spokojnie gramoliłem się piętro po piętrze na samą górę, starając się nacieszyć widokami wnętrza tej niesamowitej budowli. A z okien rozciągały się widoki na „płonące” miasto. Zachód słońca był dzisiaj wyjątkowo piękny. Chmury przepadły i wszystko zostało skąpane w czerwieni. Nawet zamek, z którego wyszedłem i sfotografowałem na dziedzińcu. Kilka minut później było po wszystkim. Zrobiło się zimno i wróciłem do hostelu.

Kategoria kraje / Japonia, na trzech kółkach, z sakwami, za granicą, Japonia / Hyōgo, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Ruszam na zachód

  78.13  04:32
Przedwczoraj robiłem za fotografa, więc kilka zdjęć z tej okazji trafiło do mojej galerii, a wczoraj przez cały dzień padało i nie udało mi się wybrać w pożegnalną wycieczkę po Kyōto. Dzisiaj wyruszyłem na zachód, aby uciec przed zimą. Do kolekcji dorzucam jeszcze kilka zdjęć z wizyty (pociągiem) w Kyōto, gdy zatrzymałem się w Ōsace.
Dzień był pochmurny, ale ciepły. Po miesiącu jazdy na lekko musiałem znowu robić to samo i powoli uczyć się jazdy z ciężkim bagażem. Zaplanowałem trochę gór, aby nie pchać się ponownie do Kōbe. Jechało się całkiem lekko, choć po kilkudziesięciu kilometrach w oddali dojrzałem deszcz, który próbował mnie dopaść. Całe szczęście tylko chwilę pokropiło i nie musiałem nawet zakładać przeciwdeszczowych ubrań.
W mieście Sasayama kusił mnie zamek, ale rozmyśliłem się, gdy zobaczyłem cennik. Słońce pokazało się na koniec dnia, ale akurat w najpiękniejszym momencie, czyli złotej godzinie. Szkoda tylko, że tak mało miałem obiektów do fotografowania.
Dojechałem do domu gościnnego w mieście Tanba. Przywitała mnie właścicielka ze swoją córką. Zaskoczyło mnie to, że nastolatka mówiła bardzo dobrym angielskim. Porównując ze starszymi od niej Japończykami było to dość intrygujące. Czyżby program nauczania w japońskich szkołach się zmienił?

Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Japonia, na trzech kółkach, z sakwami, za granicą, Japonia / Hyōgo, Japonia / Kyōto, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Z Kyōto do Kyōto

  30.19  02:19
Znaleźć mieszkanie w Kyōto w trakcie sezonu turystycznego nie jest łatwo, dlatego, gdy kilka miesięcy temu rezerwowałem miesięczny nocleg, zrobiłem to w dwóch lokalizacjach. Dzisiaj przyszła pora przeprowadzki.
Dzień zapowiadał się jak co dzień, słoneczny, odrobinę wietrzny z kilkoma chmurami na niebie. Chcąc zmniejszyć liczbę podjazdów, wybrałem drogę na około i pojechałem na południe po wałach rzecznych. Zapomniałem tylko o drobnej rzeczy – o blokadach dla skuterów, które jednocześnie blokują sakwy na rowerze. Ileż musiałem się namęczyć, aby pokonać te wszystkie przeszkody, a w nagrodę zadrapałem sobie nogę zębatką w korbie.
Pojechałem do centrum, żeby wstąpić na pocztę. Spadł przelotny deszcz, a w oddali widziałem dużo grubsze chmury. Na szczęście nie dotarły do mnie, więc spokojnie pojechałem do Tō-ji. Zostawiłem rower na parkingu wskazanym przez strażnika i poszedłem obejść świątynię. Wejście na płatny teren sobie darowałem, bo cena 1000 jenów to przesada. Zrobiłem kilka zdjęć i ruszyłem w dalszą drogę.
Trafiłem do parku Umekōji-kōen, gdzie znalazłem na mapie pobliską atrakcję. Pojechałem więc zobaczyć zabytkowe ulice. O dziwo spotkałem tam tylko mieszkańców. Potem ruszyłem powoli w kierunku kolejnego domu gościnnego. Zauważyłem przy okazji chram Kitano Tenman-gū, który odwiedziłem 2 lata temu i którego nie mogłem znaleźć latem. Trafiłem tam na kolejkę do ogrodu, który zostawiłem sobie na kolejną okazję.
Dojechałem na miejsce. Tym razem miałem całe mieszkanie dla siebie. Wszystko ładnie opisane, a obsługa bardzo szybko rozwiązała wszystkie problemy, które się pojawiły.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Kyōto, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Na przedmieściach Kyōto

  66.99  03:37
Ostatnia prosta, żeby znaleźć się w Kyōto. Wybrałem lokalne drogi przy jeziorze Biwa-ko. Był słoneczny dzień, choć temperatura bardzo jesienna.
W sumie nie mam o czym opowiadać. Chciałem się szybko dostać do miasta, aby pojechać na jakąś wycieczkę po okolicy. W jakiś sposób droga do Ōtsu, który graniczy z Kyōto poszła mi bardzo wolno. Częściowo pojechałem po własnym śladzie z lata. Niewiele się zmieniło z tego, co zapamiętałem.
W Ōtsu miałem do podjechania górę (nie pierwszy raz). Ruch na szczęście pozwolił mi na jazdę po ulicy, bo jak patrzyłem na chodnik, to aż źle mi się robiło. Tyle tam nierówności. Przejazd po przedmieściach Kyōto poszedł mi zaskakująco szybko. Do domu gościnnego dotarłem na umówiony czas, choć gospodarz był bardzo dziwny. Mówił wolno i robił z igły widły, tłumacząc każdy detal funkcjonowania jego domu. Zdołałem przez to tylko obejść okolicę bez zwiedzania jej na rowerze, gdy w końcu mnie wypuścił.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Kyōto, Japonia / Shiga, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

W kierunku Kyōto

  67.19  04:13
Nie mogło zabraknąć Kyōto w moich planach. Do Japonii dotarł kolejny tajfun, który szedł tak ślamazarnie, że zajęło mu to kilka dni, w ciągu których nie mogłem się ruszyć przez opady deszczu. No dobrze, wybrałem się na kilka spacerów, ale gdy wracałem mokry, to się odechciewało wszystkiego.
Dzisiaj miałem do pokonania krótki odcinek. Uciekając od większego ruchu, dojechałem do miasta Ōgaki, gdzie trafiłem na ładnie wyglądającą przestrzeń, która doprowadziła mnie do zamku. Nawet nie wiedziałem o jego istnieniu, a wstęp kosztował tyle, co dwa kawałki sushi. Widoki nie zawracały w głowie, ale makiety dawnej Japonii już przyciągnęły moją uwagę.
Po pokonaniu jedynego podjazdu dotarłem do Maibary. Trafiłem na te same drogi, co latem i mogłem dzięki temu zrobić kilka zdjęć z jesienią w tle dla porównania.
Gdy znalazłem się w Hikone, powoli zaczynało zmierzchać, więc nie wchodziłem do zamku. Zostawiłem go sobie na kolejny dzień. Pojechałem prosto do hotelu, z którym miałem drobny kłopot, bo oznaczyli go w złym miejscu na mapie. Ostatecznie wypatrzyłem go w bocznej uliczce bez potrzeby pytania kogokolwiek.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Aichi, Japonia / Gifu, Japonia / Shiga, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Niespodziewana wizyta

  25.21  01:37
Jakiś czas temu odezwałem się do Pauliny, u której zatrzymałem się już dwa razy, ale nie odczytała mojej wiadomości po dziś dzień. Pojechałem więc do Ichinomii bez zapowiedzi, aby odwiedzić ją i jej męża.
Dzień zacząłem od skromnego śniadania, które serwował hostel, a należy dodać, że cena noclegu była dużo niższa niż w Tōkyō, gdzie wyżywienia nie było w ogóle. Widać, że się starają, ale zbyt wielu kalorii takie śniadanie nie mogło zapewnić. Zapchałem się tostem i ruszyłem w drogę.
Nie mogło zabraknąć wizyty pod zamkiem, który w porannym słońcu wyglądał bardzo dostojnie. A może to zasługa jesieni? Jadąc w kierunku miasta Ichinomiya, widziałem wiele drzew zmieniających barwy na jesienne. Jest to druga pora roku po wiośnie, dla której warto przyjechać do Japonii. No, trzeba się oczywiście liczyć z tym, że są to jednocześnie dwa olbrzymie sezony turystyczne.
Po tym niewielkim śniadaniu zgłodniałem, a pierwszą restauracją, którą spotkałem była sieć Hamazushi, która serwuje tanie sushi. Oczywiście tanie na ceny japońskie. Potem dojechałem do domu Pauliny i Nory. Zastałem gospodarzy, którzy zaproponowali mi nocleg, więc zmieniłem plany i zatrzymałem się na noc.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Aichi, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Znowu Nagoya

  75.53  04:11
Wczoraj się rozpadało, więc zostałem jeszcze jeden dzień w miasteczku, ale nie leniłem się. Wybrałem się do centrum do poleconego sklepu rowerowego. Kupiłem nowe opony (przednia była w niewiele lepszym stanie niż tylna) i dętki, niestety sam musiałem je wymienić. Serwisant wydawał się być leniwy, ale pod koniec i tak mi pomógł, bo pewnie nie mógł patrzeć, jak wolno to robiłem.
Dzisiaj po raz pierwszy od dawien dawna nie musiałem pompować opon. Co za ulga. Zapakowałem sakwy i ruszyłem do Eny, aby potem, prawie cały czas w dół, dostać się do Nagoi. Oczywiście starałem się unikać ruchliwych dróg, ale dużego wyboru nie miałem. Czasem pozostawały tylko chodniki, czasem trafiały się nitki równoległe do głównej drogi. Nie było ciekawie, więc nawet nie zatrzymywałem się na robienie zdjęć.
Nagoya przywitała mnie smrodem spalin. Chyba za dużo czasu spędziłem w górach. Na szczęście nie planowałem zostać tu długo. Dojechałem do samego centrum, gdzie zatrzymałem się w nawet tanim hostelu. Za to Toyota jeszcze poczeka. Pewnie nie ostatni raz się w tym rejonie pojawiłem.
Kategoria kraje / Japonia, na trzech kółkach, z sakwami, za granicą, Japonia / Aichi, Japonia / Gifu, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Bez opony nie pojadę

  67.73  04:22
Od pewnego czasu mój rower męczył brak ciśnienia w oponach. Przed wyprawą po Tōhoku tylko w tylnej oponie, a po wyprawie również z przodu musiałem każdego dnia napompować koła przed podróżą. Kilka tygodni temu zauważyłem też lekkie przetarcia na bieżniku, ale po ostatnich deszczach stan opony przeraził mnie i dzisiaj doszło do najgorszego.
Zjadłem śniadanie w hotelu, a potem ruszyłem w drogę. Było chłodno i pochmurno, ale nie spodziewałem się deszczu. Wybierałem oczywiście drogi o obniżonym lub zerowym ruchu, chociaż nawet takie osiedlowe dukty potrafiły przynieść niespodzianki w postaci aut blokujących sobie przejazd na bardzo wąskiej drodze. Ale to Japonia. Tutaj nikt nie jest zawzięty i kto ma większe możliwości, szybko ustępuje drugiemu.
Miałem nieco ponad 10 km w nogach, gdy nagle usłyszałem syk. Przebita dętka, spędzonych kilka minut i co? Z łatki zrobił się balonik. Po napompowaniu koła, gdy już miałem ruszać, rzuciłem jeszcze okiem na wytarty bieżnik, a na nim balonik, jak to robi się z gumy do żucia. Tylko ten balonik pękł, a ja znów miałem kapcia. Co zrobić? Poszukiwania serwisu rowerowego na mapie zakończone fiasko, więc odwiedziłem pobliską pocztę. Pani mówiąca po japońsku pokierowała mnie do najbliższego serwisu, którego nie znalazłem. Nawet zrobiłem coś po raz pierwszy w Japonii i zatrzymałem przechodnia, pytając go o drogę. Niestety pani, choć wyglądająca na lokalną, nie miała pojęcia o sklepie rowerowym (nazywają go jitensha-ya). Dopiero na posterunku policji, który minąłem, policjant wskazał mi drogę do warsztatu samochodowego, w którym urzędował starszy człowiek (Japonia cierpi na starzejące się społeczeństwo, więc taki widok jest na porządku dziennym). Niestety opon do kolarzówek nie miał. Prawie dostałem oponę z bieżnikiem, ale niestety nie było mojego rozmiaru. Nie pozostało mi nic innego, jak rozebrać koło i załatać je po raz kolejny. Miły pan serwisant użyczył mi kawałka starej dętki, którą zatkałem powiększającą się dziurę w bieżniku. W podziękowaniu poczęstowałem go słodyczami z prefektury Miyagi i ruszyłem w dalszą drogę.
Przejechałem kilkadziesiąt kilometrów, tym razem w kompletnym odludziu. Tak bardzo, że nie spotkałem do końca żadnego sklepu i byłem tak głodny, że nie myślałem o niczym innym, jak o jedzeniu. Zatrzymał mnie jeszcze jeden kapeć. Guma przetarła się i trzeba było znowu powtórzyć proces łatania. Łatka na łatce, guma złożona dodatkowo w pół i znów miałem sprawne koło. Tym razem przesadziłem z ilością gumy, bo w feralnym miejscu opony zrobiło się takie zgrubienie, że rower podskakiwał co okrążenie koła. Ale jechałem i to było najważniejsze.
Do miasteczka Iwamura (mieszkańcy wciąż tak mówią o tym miejscu, choć od wielu lat jest to część miasta Ena) dotarłem po zmierzchu, a miałem taki piękny plan, aby zwiedzić okolicę. Na szczęście to już moja druga wizyta w mieście, i to w tym samym domu gościnnym, więc wiele nie przegapiłem. Chciałem tak właściwie pojechać w kierunku miasta Toyota, ale nie znalazłem noclegu, a ryzykować nie chciałem ze względu na wiejski charakter okolicy po drodze do Toyoty.
Kategoria za granicą, z sakwami, kraje / Japonia, na trzech kółkach, góry i dużo podjazdów, Japonia / Gifu, Japonia / Nagano, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Cisza po burzy

  76.59  03:38
A właściwie po tajfunie. Przez całą noc wiatr telepał oknami i w ogóle całym hotelem. Był to tajfun czwartej kategorii, choć gdy dotarł do Japonii, spadł do kategorii drugiej. Nie chciałbym wiedzieć, jak wygląda kategoria piąta, najwyższa, choć skalę zniszczeń minionego zjawiska oszacowano wysoko.
Po tajfunie pozostały tylko grube chmury, chłód i silniejszy wiatr, ale dało się jechać. Ruszyłem na południe, odrobinę ryzykując, bo nie mogłem znaleźć noclegu przez internet, więc postanowiłem spróbować to zrobić lokalnie, ale o tym za moment.
Jechałem z minimalną liczbą postojów. Nie licząc oczywiście postojów na zdjęcia, bo krajobrazy przyciągały przepięknem z tą całą masą chmur i słońcem rysującym wzory na stokach górskich. Rzeka, wzdłuż której się poruszałem, przetaczała ogromne masy wody, a od czasu do czasu można było dostrzec w oddali deszcz. Nie zdołał mnie dopaść i przejechałem całą trasę suchy.
Znalazłem się w mieście Īda i od razu odszukałem dworzec centralny, bo tam zawsze można znaleźć punkt informacji turystycznej. Mimo napisów po angielsku, obsługa nie mówiła znanym mi językiem. Pomógł mi Japończyk, który odwiedził punkt chwilę po mnie i rozumiał po angielsku. Dzięki niemu dostałem się do hotelu położonego rzut beretem od stacji. Miałem szczęście, bo mieli wolny pokój.
Kategoria za granicą, z sakwami, kraje / Japonia, na trzech kółkach, Japonia / Nagano, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Kategorie

Archiwum

Moje rowery