Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

góry i dużo podjazdów

Dystans całkowity:47467.12 km (w terenie 3281.22 km; 6.91%)
Czas w ruchu:2791:57
Średnia prędkość:16.76 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:510838 m
Suma kalorii:35974 kcal
Liczba aktywności:524
Średnio na aktywność:90.59 km i 5h 25m
Więcej statystyk

Dornoch

  73.80  04:15
Nie padało, słońce przebijało się przez chmury, bardzo mało powietrza zeszło z opony. Zapowiadał się dobry dzień. Prawie, bo na drodze stało kilka podjazdów, a niemal jedyną drogą była krajówka. Ruch nie był jakiś duży, ale jechało sporo ciężarówek.
Widziałem już wiele ruin i zamków, ale gdy już sobie upatrzyłem jakiś na dzisiejsze zwiedzanie, to zdążyłem na porę zamknięcia. Cóż, jak nie ten, to inny – jest ich na pęczki.
Dojechałem do miasteczka Durnoch. Rzekomo był tu serwis rowerowy, ale zamiast niego zastałem siłownię. Kolejne serwisy na mojej drodze też nie wyglądają obiecująco. Z kempingami też jest średnio, więc zatrzymałem się obok. Zauważyłem kolejną pękniętą szprychę, a podczas rozbijania obozu łaził po mnie kleszcz.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

John o' Wick

  86.78  04:59
Obudziło mnie słońce, więc spakowałem suchy namiot. Podczas śniadania zauważyłem dorosłego kleszcza chodzącego po rękawie. Odrażający, ale głodny. Wszystkie kleszcze do tej pory to były ledwie widoczne nimfy. Na koniec jeszcze zauważyłem lekkiego kapcia. Pewnie kolejna wada fabryczna, ale dziura tak mała, że nie opłaca mi się jej szukać.
Słońce towarzyszyło mi niemal do miejscowości John o' Groats. Tam z czarnej chmury zaczęło padać. Schowałem się w centrum informacji turystycznej, obszedłem sklepy z pamiątkami, zjadłem i nic – chmura wisiała, ale nie padało z niej nic więcej.
Wahałem się między nadrobieniem kilometrów i zobaczeniem lokalnych skał. Wybrałem opcję drugą, zrobiłem pierwszy po Szkocji krótki spacer bez roweru i widoki były jak z obrazka.
Droga na południe nadal straszyła deszczem na horyzoncie. Chmura wisiała, aż zaczęło mżyć i na tym się skończyło. Później tylko widziałem po kałużach, że dobrze być powolnym.
W mieście Wick kolejny serwis rowerowy był zamknięty, więc nadal mam pecha. Kolejnego pecha miałem pod miastem, bo tym razem mnie zlało porządnie. W sumie tyle z deszczu. Potem trzeba było jakoś wyschnąć. Temperatura od nieco ponad 20 °C podczas słonecznego poranka do 12 °C podczas deszczu. Zatrzymałem się na kolejnym przypadkowym kempingu. Obiecująco bez kleszczy.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

Szkocja na opak

  89.23  05:29
W nocy i rano było kilka krótkich pryszniców z nieba, więc znów spakowałem mokry namiot. Nie trafiłem na żadnego kleszcza. Załatałem też dziurę w dętce – znów błąd fabryczny.
Kontynuowałem jazdę po szlaku NC500, ale szybko dołączyły szlaki rowerowe. Chyba nawet Euro Velo 12, bo jest na mapie, ale nie oznaczyli go w terenie. Miałem do pokonania sporo górek. Nie padało, a nawet słońce pokazało się na chwilę. Wiatr znów się zmienił i nie pchał mnie zbyt często. Niestety było tu też wielu debilnych kierowców. Drogi o jednym pasie ruchu z miejscami do mijania miały rozjeżdżone pobocza, jakby tam nikt nie chciał się zatrzymać, by przepuścić innych. Do tego pobocza były zaśmiecone, a przydrożne śmieci w pozostałej części Szkocji były czymś niemal niespotykanym. Szkocja na opak. Pojechałem odrobinę bocznymi drogami, którymi prowadził szlak rowerowy, więc straciłem trochę przybrzeżnych widoków.
Dzisiaj nie zarezerwowałem żadnego noclegu, żeby nie spieszyć się. W sumie dobrze, bo nie dotarłbym do pierwotnie planowanego kempingu. Przejeżdżałem obok innego. Zatrzymałem się, by sprawdzić moje opcje i pani z obsługi wyszła zapytać, czy wszystko w porządku. Ostatecznie zatrzymałem się. Prysznice z nieba powróciły po rozbiciu się. W namiocie znalazłem jednego kleszcza, a kolejny właśnie chodzi po moim kciuku. Paranoja.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

North West Highlands Geopark

  87.68  05:27
Lało całą noc. Przestało, gdy się pakowałem. W namiocie znalazłem trzy kleszcze. Nie wiedziałem skąd, ale po złożeniu namiotu odkryłem, że trawy kempingu są pełne tego paskudztwa. Dużo czasu straciłem, aby je usunąć.
Przede mną był większy podjazd. Zaczął się mżawką, ale wraz z wysokością było coraz gorzej. Na górze widoki mogłem sobie tylko wyobrazić na podstawie bladych konturów gór i soczystej zieleni, która próbowała się przebić przez ścianę deszczu. Stoczyłem się w dół i… wyjechałem spod deszczowej chmury. Mogłem zobaczyć namiastkę widoków, które tam zostały.
Dotarłem do skalistego wybrzeża. Było tam tyle atrakcji, a mnie uciekał czas, więc znów zwiedzałem na szybko. Był to mój trzeci i ostatni dzień w geoparku North West Highlands.
Wjechałem na drogę, która okrążała zatokę. W oddali widziałem deszcz, ale udało mi się go uniknąć. Zostawił po sobie dużo kałuż. Tuż przed opuszczeniem zatoki ujrzałem pięknie oświetlone wzgórza.
Pozostał mi ostatni podjazd. Znów o stromym początku. Widoki zachmurzone, ale nadal ładne. Poczułem kapcia, ale dopompowałem koło i bez kłopotu dojechałem do kempingu zanim go zamknęli. Znów spędziłem mnóstwo czasu na czyszczeniu namiotu z pozostałych kleszczy, których znalazłem sporo na namiocie i wewnątrz. Czuję, że nabawię się jakiegoś natręctwa.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

NC500

  56.32  03:58
Dziś zacznę pozytywnie, bowiem obudziłem się w suchym namiocie. Do tego słońce odrobinę przebijało się przez chmury. Dosuszanie rzeczy po wczoraj zajęło mi większość poranka, więc ruszyłem późno.
Zdecydowałem się podążać szlakiem North Coast 500 (precyzują, że ma 516 mil, czyli 830 km). W całości go nie przejadę, ale będę miał powód, by kiedyś tu wrócić. Może pogoda będzie wtedy bardziej sprzyjająca.
Moja radość nie trwała długo, bo szybko zaczęło mżyć, a potem padać. Przez dużą liczbę podjazdów szybko przemokłem. Widoki były przepiękne, ale uchwyciłem tylko niewielki ich procent, a i to nie jestem zadowolony z efektu, bo aparat w telefonie dziwnie rozmywa zdjęcia. Mam nadzieję, że ta pogoda go nie uszkodziła.
Na ostatnim podjeździe przed wjazdem na główną drogę niemal przestało padać i pojawiła się mgła. Na szczęście zostawiłem ją za sobą i wjechałem na normalne drogi. Jako że byłem znów przemoczony, to znalazłem kemping i do niego dotarłem. Wróciła mżawka. Najpierw okresowa, potem regularna. Pękła kolejna szprycha, znów od strony kasety.
Słowem o kierowcach, bo trochę już ich spotkałem. Drogi są tu w dużej mierze wąskie z miejscami do mijania. Większość kierowców na brytyjskich tablicach jeździ bezpiecznie, zostawia duży odstęp, na mijankach macha, bo jako najwolniejszy uczestnik ruchu często przepuszczam kierowców. Co innego można powiedzieć o obcokrajowcach. Najniebezpieczniejszymi są posiadacze rejestracji NL, F i D. W kolejności według najczęściej stwarzających niebezpieczne sytuacje. Innym minusem jest duża liczba śmierdzących diesli. Ciężko się jeździ w ich toksycznych spalinach.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą, pod namiotem

Półwysep Coigach

  80.48  05:26
W nocy padało. Chciałem napisać, że dla odmiany słońce wysuszyło połowę namiotu, ale lunęło, gdy kończyłem pakować się. Najbardziej mnie niepokoi, że czasem czuję pleśń, ale mam nadzieję, że to tylko trawa.
Wydawało się, że wypadało się, ale szybko pojawiły się przelotne mżawki, które czasem zmieniały się w deszcz.
Widokowo było ładnie. W nowym planie omijającym szlaki rowerowe chciałem podążyć odcinkami szlaku North Coast 500, jednak po odwiedzeniu jednego punktu informacyjnego znów zmieniłem plan i ruszyłem odkrywać półwysep Coigach, który dodatkowo znajduje się w geoparku North West Highlands.
Wiatr dzisiaj mocno przeszkadzał. Tylko na początku mnie pchał, potem miotał mną na wszystkie strony. Pojechałem do jednej wioski w nadziei na odwiedzenie kawiarni, ale był tylko sklep z automatem do napojów. Dobre i to, bo mało jest takich miejsc. Posiliłem się, chowając się przed wiatrem za budynkiem i wróciłem do eksploracji.
Długo się nie nacieszyłem okresowymi opadami. Zaczął się regularny deszcz, który tylko zmieniał intensywność. Akurat wtedy, gdy widoki zaczęły zaskakiwać.
Wróciłem do punktu wyjścia i kontynuowałem pierwotny plan. Mozolnie, bo było bardzo dużo podjazdów, ciasnych i krętych dróg, wiatru i deszczu. Tego ostatniego miałem dość, bo czułem się przemoczony. Jedynie w butach czułem sucho. A schronień tu brak. Tylko nieliczne wiaty autobusowe pozwalają odetchnąć. Gdy do takiej w końcu dotarłem, zmieniłem plan. Chciałem rozbić się na dziko, ale potrzebowałem wyschnąć. Mieli miejsce na pobliskim kempingu. Teoretycznie miałem blisko, ale szlak rowerowy, który tam biegł, zamienił się w stromą ścieżkę, która nawet pieszemu sprawiałaby trudność w tej pogodzie. Pojechałem na około i chyba ścigałem się z rowerzystą, bo kilka razy się minęliśmy.
Rozbiłem się w deszczu. Wybrałem miejsce najdalej od plaży, bo najmniej wiało. Padać w końcu przestało, gdy kończę te słowa. Oby tak zostało jak najdłużej.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

Hebridean Way

  103.35  06:21
W nocy trochę padało, więc mój namiot nie ma szczęścia. Za to wiatr się zmienił i w dużej mierze mnie pchał. Na mojej drodze stały przynajmniej dwa większe podjazdy. Wraz z nimi pojawiła się okresowa mżawka, która czasem zmieniała się w deszcz. Mimo to nie narzekałem na widoki.
Niemal cały dzień jechałem po szlaku rowerowym Hebridean Way biegnącym po Hebrydach Zewnętrznych. Nie ma tu zbyt wielu dróg, więc szlak prowadził po tych głównych.
Po południu wiatr musiał osłabnąć, bo odcinek pod wiatr nie był taki straszny. Szkoda, że ciągle ciapał ten deszcz.
Dojechałem do Calanais, gdzie znajduje się kilkanaście mniejszych lub większych megalitycznych struktur. Kilka kamiennych kręgów zobaczyłem z daleka, po jednym się przespacerowałem. Cóż, kamień był tam w użyciu od tysięcy lat.
Dotarłem do kempingu, rozbiłem obóz i niedługo potem rozpadało się. Szkocja jest ładna, ale nie wyobrażam sobie tu żyć.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, setki i więcej, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

Portree, Uig

  66.43  04:07
W nocy więcej wiało niż padało, więc do rana namiot wysechł. Niestety poranny deszcz odwrócił ten stan rzeczy. Potem od czasu do czasu mżyło, co uśpiło moją czujność. Na zjeździe lunęło mocniej i wtedy przemokłem.
Dotarłem do Portree, gdzie padać przestało. Liczyłem znaleźć tu serwis rowerowy, ale poza kawiarnią z wypożyczalnią rowerów i sklepem sportowym w większości z odzieżą – nie było nic. Wyspa jest zbyt deszczowa, dlatego rowery są tu bardziej ciekawostką.
Ruszyłem na północ najkrótszą drogą ze względu na pogodę. I tak znów zaczęło padać. Dopiero na kilometr przed kempingiem w Uig… wyjrzało słońce.
Większość kempingów wymaga rezerwacji. Ma to swój plus, że wszyscy się mieszczą. Niektóre obiekty używają systemu rezerwacji, inne wymagają innej formy kontaktu. Nie dostałem odpowiedzi, więc przyjechałem w ciemno, ale mieli niemal całe pole wolne. Mokra trawa nawożona kozimi bobkami.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

Wietrzna Skye

  67.47  04:28
Kolejna deszczowa noc. Do tego wiało, że rower zdmuchnęło w środku nocy na namiot. Rano spakowałem się i przestało padać. Gdy wyszło słońce, to myślałem, że będzie to dobry dzień. Myliłem się.
Jedyną przejezdną drogą była krajówka, dość ruchliwa. Do tego zaczęło mocno wiać i w większości wiało w twarz. Pękła kolejna szprycha, ale wymiana wymaga zdjęcia kasety. Najbliższy sklep sportowy jest dwa dni drogi stąd, jednak nie daję wiary, żeby mieli serwis rowerowy.
Nie nacieszyłem się długo ciepłem, bo chmury dominowały na niebie. Zatrzymałem się na obiad, żeby spróbować narodowej potrawy, czyli fish and chips, ale była okropnie tłusta, więc nie polecam. Chwilę po ruszeniu zaczęło padać. Resztę drogi miałem więc pod wiatr i pod deszcz. Z początku tylko okresowa mżawka, ale z czasem pojawiał się dużo częściej deszcz.
Trafiłem w jakieś okienko pogodowe, więc mogłem przez moment nacieszyć się widokami, ale potem opad wrócił i rozbijałem mokry namiot w trakcie jednego z kolejnych deszczów.
Ciekawostka z gazety, którą kupiłem do suszenia butów. Telekomunikacja w Wielkiej Brytanii wciąż opiera się na technologii analogowej. Mają przejść na technologię cyfrową do 2027 roku.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

Południowa Skye

  65.84  03:50
W nocy rozpadało się, do tego strasznie wiało. Nowy namiot spisał się. Przedłużyłem mój pobyt, odwiedziłem kawiarnię, gdzie za niewielką kanapkę zapłaciłem krocie, wysłałem widokówki i stwierdziłem, że słabo pada. Zapakowałem kilka drobnych rzeczy i pojechałem na lekko na południe.
Droga w sumie prosta, deszcz padał okresowo i niewiele. Jedynie wiało z południa, ale cieszyłem się, że wrócę z wiatrem. Za późno zorientowałem się, że nie założyłem pampersa, ale chyba przywykłem do siodełka, bo dopiero końcówka zrobiła się mniej wygodna.
Odbiłem na boczną drogę, gdzie pojawiło się trochę stromych podjazdów. Byłem w połowie zaplanowanej pętli, gdy deszcz wzmógł się i nie było widać jego końca. Przemokły mi spodnie, bo miały limit nieprzemakalności. Założyłem przeciwdeszczowe, to chociaż cieplej się zrobiło. Przez silny wiatr deszcz padał poziomo, co najbardziej było czuć na zjazdach, gdy setki pędzących kropel uderzały o twarz niczym igły. Po czasie poczułem mokro także w butach. Będę musiał pomyśleć o prawdziwych ochraniaczach, bo te wszyte w spodnie jednak nie nadają się na brytyjską aurę.
Wróciłem na własny ślad na drodze na północ. Deszcz zaczął robić sobie przerwy, ale to już nie było to samo, co wcześniej. Po powrocie na kemping deszcz ulżył, ale ma tak padać przez kolejny tydzień. Podobno to jest standardowa pogoda w Szkocji.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, za granicą

Kategorie

Archiwum

Moje rowery