Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

góry i dużo podjazdów

Dystans całkowity:45014.64 km (w terenie 2888.59 km; 6.42%)
Czas w ruchu:2640:16
Średnia prędkość:16.80 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:483192 m
Suma kalorii:35974 kcal
Liczba aktywności:494
Średnio na aktywność:91.12 km i 5h 26m
Więcej statystyk

Herbaciane Yame

  47.33  03:23
Niebo było lekko zachmurzone, gdy ruszałem, ale upał szybko złapał i powróciłem do leniwej jazdy. Dzisiaj chciałem odwiedzić wioskę położoną w górach.
Jazda na południe do lekkich nie należała. Jechałem wzdłuż krajowej trójki, która była przepełniona ciężarówkami. W połowie drogi odbiłem na bardziej lokalną ulicę, a potem na jeszcze mniejszą, która doprowadziła mnie pod wzgórza herbaciane w mieście Yame. Niestety jakoś źle pojechałem i zobaczyłem tylko zbocze, gdzie wzgórza herbaciane miały swój początek. Zrobiłem postój na posiłek, gdzie zostałem zaczepiony przez siedemdziesięciolatków, którzy zrobili sobie przerwę w trakcie przejścia szlaku turystycznego, a potem, po stromym podjeździe, dotarłem na górską farmę. Tak tu cicho i spokojnie. Zostałbym tu kilka dni, ale mam już plany na następne dni.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Fukuoka, Japonia / Saga, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Kiyama

  65.15  04:06
Temperatura mnie dzisiaj zaskoczyła. Po całonocnym deszczu było tak chłodno, że może nawet za bardzo, ale cieszyłem się, że w końcu nie musiałem umierać z gorąca. Przynajmniej do czasu.
Dzisiaj jechałem na południe, głównie wzdłuż rzek, aż dotarłem do doliny. Tam już trzeba było się nieco powspinać. Miałem nadzieję wjechać do tunelu, ale ten okazał się niedostępny dla rowerów, więc zostało mi wspinać się dalej. Za górą wyszło słońce, które do tej pory tylko mrugało zza grubych chmur, więc do hostelu dojechałem nie do końca zadowolony.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Fukuoka, Japonia / Saga, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Z zamkowego miasteczka Hagi do Nagato

  60.60  04:09
I znowu żar z nieba. Ile można? Skierowałem się leniwym tempem do centrum Hagi. Stare miasto określane jest mianem miasteczka zamkowego. Centrum jest przeładowane budynkami w tradycyjnej architekturze japońskiej. Objechałem zaledwie kilka ulic, ale było tego tak dużo, że szybko zrezygnowałem. Odwiedziłem jeszcze miejsce, gdzie stał zamek i ruszyłem w dalszą drogę.
Trafiłem na drogę wzdłuż wybrzeża, używaną przez nielicznych mieszkańców, którzy jakimś sposobem tam jeszcze mieszkają. Kręto, wąsko na jedno auto, ale jakie widoki! Gdyby wyciąć chaszcze zasłaniające morze, to nie wiem, czy dojechałbym do celu przed wieczorem.
Tylko przejechałem przez centrum Nagato, aby znaleźć się w dolinie, skąd wiodła droga do mojego celu. Musiałem zrobić zakupy, bo zmierzałem do odosobnionego miejsca. Przy okazji natknąłem się na informację o turystycznym chramie. Byłem rozerwany pomiędzy dotarciem do marketu i tym samym wydłużeniem dystansu oraz wydostaniem się z doliny bez jedzenia. Na pomoc przyszedł konbini (sklep typu Żabka), więc mając co jeść, skierowałem się do chramu.
Na mojej drodze stanęła wielka góra. Dodając upał, nie było lekko. Dojechałem cały spocony. Miałem jeszcze drogę w dół, ale powiedziałem sobie dość i zostawiłem rower przy murku, samemu schodząc do chramu. Było dużo ludzi, więc zrobiłem kilka zdjęć, odwiedziłem kilka sklepików i wróciłem do jazdy. Ostatnie kilometry pokonałem po wzgórzach i dotarłem do domku nad morzem. Aż mi się przypomniał domek nad polskim morzem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Yamaguchi, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Matsue

  132.48  07:56
W końcu się doczekałem. Dzisiaj było pełne zachmurzenie. Czasem słońce przenikało przez cienką warstwę chmur, ale to nieporównywalnie lepsze niż przez ostatnie dwa tygodnie.
Opuściłem Tottori, wyjeżdżając po wzgórzach, a potem przyczepiłem się wybrzeża. Przyroda nadal mnie zaskakuje swoją urodą. Szata roślinna wyglądała dziś przepięknie.
Górami na dzisiaj był masyw Daisen. Niestety nie był jakoś wybitnie wyróżniający się. Może to tylko dzisiaj. Do tego szczyt okrył się gęstymi chmurami.
Z kolei problemem na dzisiaj było uciekające powietrze z tylnego koła. W połowie dnia musiałem co kilka kilometrów dopompować koło. Po kilku rundach odstęp między przerwami niestety zaczął się zmniejszać na tyle, że zatrzymałem się na łatanie. Jak przeczuwałem, przebicie powstało w miejscu, gdzie pojawiła się tajemnicza dziura w oponie. Szkoda, bo oponę kupiłem raptem 2 miesiące temu.
Zaczęło zmierzchać. Zaplanowałem zobaczyć dwie wysepki, ale było ciemno, gdy na nie wjechałem. Naprawdę ciemno, bo z jakiegoś powodu lampy uliczne były zgaszone. A może ich nie było. Dziwnie się jechało, bo zawsze w mieście czy na wsi można zobaczyć oświetlone drogi.
Dojechałem do Matsue. Temperatura nie zmieniła się przez cały dzień. Mimo wszystko czułem zmęczenie. Chyba pora na kolejny dzień bez roweru.
Kategoria za granicą, z sakwami, setki i więcej, po zmroku i nocne, kraje / Japonia, góry i dużo podjazdów, Japonia / Tottori, Japonia / Shimane, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Tottori – na japońskiej Pustyni Błędowskiej

  75.63  04:52
Dzień zaczął się mniej upalnie, a może tylko miałem takie wrażenie.
Kontynuowałem podróż na zachód. Dzisiaj było w planach dużo dróg nad wybrzeżem. Scenerie były przepiękne. Czasem co chwila się zatrzymywałem, aby tylko uchwycić na zdjęciu jedną skałę w jeszcze lepszym świetle. Były też podjazdy – małe i duże. Na trzeciej górze serpentyna była tak pokręcona, że mi się Islandia przypomniała i jej Fiordy Zachodnie.
Dojechałem do granic Tottori. Krajobrazy zaczęły przypominać te znad polskiego morza. Piaszczyste wybrzeże porośnięte bujną roślinnością ciągnęło się aż po mój cel – wydmy w Tottori. Jedyne takie miejsce w Japonii pokryte po horyzont piaskiem. No, może część zaczęła zarastać roślinnością niczym Pustynia Błędowska, ale wciąż jest to duża atrakcja. Spędziłem tam tylko chwilę, żeby za dużo tego piasku nie przetransportować w butach do hotelu.
Kategoria za granicą, z sakwami, kraje / Japonia, góry i dużo podjazdów, Japonia / Hyōgo, Japonia / Tottori, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Toyooka

  73.53  04:20
Kolejny nieznośnie upalny dzień. Myślałem, że dodam sobie trochę do dystansu i odwiedzę pobliską wioskę z domkami na wodzie albo że chociaż wjadę kolejką na górę, aby zobaczyć Ama-no-Hashidate, ale gdy tylko wyszedłem z klimatyzowanego hostelu, odechciało mi się.
Ruszyłem na zachód. Na początek trafiłem na drogę dla rowerów wokół zatoki. Kręta, ale przynajmniej pusta. Wczoraj też jechałem jej odcinkiem. Chciałem ominąć większe wzniesienia, więc wpadły mi pod koła bardziej pokręcone drogi, chociaż kilka tunelów też przekroczyłem.
Dotarłem do Toyooki. Trochę niepotrzebnie poleciałem na centrum, bo główna ulica handlowa wyglądała na wymarłą. Zaledwie kilka punktów oferowało produkty lub usługi, a reszta dawno zwinęła interes. Typowy widok w małym miasteczku, które nie ma za dużo do zaoferowania.
Trafiłem do Kinosaki Onsen, obecnie dzielnicy Toyooki, gdzie prawdopodobnie skupia się cała turystyka miasta. Kilka gorących źródeł przyciągało mnóstwo obcokrajowców. Mój przystanek na dzisiaj był za ostatnią górą, która okazała się najwyższą z dzisiaj przejechanych. Zaskakująco ruch był tam znikomy.
Kategoria za granicą, z sakwami, kraje / Japonia, góry i dużo podjazdów, Japonia / Hyōgo, Japonia / Kyōto, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Obama

  83.01  05:08
Niebo było przepełnione chmurami, gdy ruszałem. Od czasu do czasu słońce przeciskało się między cieńszymi warstwami chmur. Było gorąco, ale lepsze to niż piekące słońce.
Miałem dwie drogi do wyboru – tęczową (jak została nazwana) biegnącą nad wybrzeżem oraz krajową. Wolałem zrobić jak najwięcej kilometrów przed deszczem, więc wybrałem lżejszą krajówkę, która była na pewno mniej malownicza.
Dojechałem do miasta Obama. Ciekawe, ile osób szukając powiązań byłego prezydenta z Japonią, trafiło na to miasto. Skusiłem się na jedną z atrakcji, którą znalazłem w przewodniku. Była nią uliczka Sancho-machi z historyczną zabudową. Takie małe Kyōto, jak określane są tego typu zabudowania. Zaskakująco byłem tam sam.
Już wyjeżdżałem z centrum Obamy, gdy nagle zaczęło padać. Schowałem się w tunelu, ale nie dość, że deszcz zaczął lać absurdalnie mocno, to pojawił się wiatr, który zmusił mnie do ucieczki prawie na środek tunelu, aby nie zmoknąć jeszcze mocniej.
Po kilkunastu minutach, gdy wydawało się, że było po wszystkim, ruszyłem dalej. Okazało się, że źle pojechałem, ale dzięki temu trafiłem na drogę w połowie pokrytą tunelami. W niektórych było nawet cieplej niż na zewnątrz, bo niestety znów zaczęło lać. Na ulicach pojawiły się jeziora i było po prostu okropnie.
Po nieco ponad godzinie deszcz prawie ustał. Znów mając dwie drogi do wyboru, pojechałem w głąb lądu. Trafiłem na drogę nr 1, która zaskakująco była prawie pusta. Lekki podjazd zamienił się w stromy kawałek góry, która okazała się odrobinę niższa niż myślałem. Zjechałem wzdłuż malowniczej doliny i dotarłem do wiejskiego domu, w którym mieścił się mój pensjonat.
Kategoria za granicą, z sakwami, kraje / Japonia, góry i dużo podjazdów, Japonia / Fukui, Japonia / Kyōto, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Tsuruga

  56.65  03:14
Miałem do wyboru dwie drogi. Jedną nad wybrzeżem, a drugą przez góry. Tą pierwszą już jechałem, więc wypadło na góry. Kolejny upalny dzień.
Podjazd poszedł łatwo. Przeszkadzała duża liczba pojazdów ciężarowych, ale zawsze gdzieś znalazłem miejsce, aby je przepuścić. Po szybkim zjeździe tylko przejechałem przez centrum Tsurugi, pokonałem kilka tunelów i dojechałem do domu gościnnego. Jutro ma w końcu padać. Wolałbym, żeby było tylko pochmurno, ale lepsze to niż upał.
Kategoria za granicą, z sakwami, kraje / Japonia, góry i dużo podjazdów, Japonia / Fukui, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Autostrada, która udaje drogę

  144.14  08:28
Miałem do pokonania podobną drogę, co 2 lata temu. Tak kombinowałem ze skróceniem dziennego dystansu, że pokryłem zaledwie dwa niewielkie odcinki z tamtego okresu. Po niebie płynęło parę chmur, więc od czasu do czasu nie lał się żar. Przynajmniej podczas przedpołudnia. Potem było tak samo nieznośnie, jak wczoraj.
Dojechałem do Kanazawy i trafiłem do centrum. Minąłem mnóstwo turystów i kilka ładnych ulic, które przegapiłem podczas ostatniej wizyty w tym mieście. Nie zatrzymywałem się na zwiedzanie, aby zdążyć z dotarciem do celu.
Wjechałem na szerokie drogi z dwoma pasami ruchu dla każdego kierunku i dużym poboczem. Dodatkowo skrzyżowania zamieniły się w zjazdy, dzięki czemu kilka ładnych kilometrów mogłem pokonać bez zatrzymania, gdybym nie stanął na zrobienie zdjęcia. Po pewnym czasie nawet zacząłem się zastanawiać, czy aby nie jechałem autostradą, ale nie było znaków informujących o tym. Do czasu, gdy pojawiła się tabliczka z dopiskiem „IC”, co oznacza zjazd z autostrady. Dla pewności zjechałem z drogi, ale niczego szczególnego nie zobaczyłem. Nawet było przejście dla pieszych, więc to nie autostrada.
Kilka dni temu poznałem Sho. Zasugerował mi, abym odwiedził jedną świątynię, którą miałem po drodze. Niestety, gdy dotarłem na miejsce, było już zamknięte. Kontynuowałem jazdę, już bez wjeżdżania na tę niby-autostradę. Trafiłem na jeszcze jeden odcinek znajomej drogi i dotarłem do celu. Już po zmroku, ale zgodnie z planem.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Japonia, po zmroku i nocne, setki i więcej, z sakwami, za granicą, Japonia / Fukui, Japonia / Ishikawa, Japonia / Toyama, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Drogi rowerowe nad morzem

  123.00  06:32
Wiatr się uspokoił, ale upał zaczął być nieznośny. Kontynuowałem podróż wzdłuż wybrzeża. Spotkałem też pierwszego od przylotu do Japonii sakwiarza. Potem jeszcze kilku kolejnych. Dlaczego dopiero dzisiaj?
Trafiła mi się droga dla rowerów. Wyjątkowa o tyle, że wybudowana na miejscu starej linii kolejowej. Było mnóstwo tunelów i spokojnych podjazdów. Przynajmniej przez 30 km, bo potem wygoda się skończyła, a ja włączyłem się do ruchu po krajówce. Zniknęły nawet pobocza, ale dzięki temu mogłem jechać po równych drogach. A za sprawą robót drogowych miałem całą drogę dla siebie i tylko przepuszczałem auta jadące w kolumnie (ruch wahadłowy).
Po przekroczeniu ostatnich gór znów trafiłem na drogę dla rowerów. Tym razem biegła wzdłuż wybrzeża i po spokojnych drogach. W pewnym momencie miałem wrażenie, że coś się stało, bo ruch zamarł. Niestety brak cienia oraz przebieg drogi (długość 100 km zdumiewała) skierowały mnie z powrotem na główne drogi. Całe szczęście szerokie pobocze pozwalało na jazdę równą ulicą.
Kilka dni temu popełniłem gafę, gdy robiłem rezerwację noclegów. Dzisiejszy nocleg w Toyamie zarezerwowałem z datą wczorajszą. Jechałem więc z obawą, że hostel mnie obciąży za mój błąd, ale udało się tego uniknąć, a do tego mieli wolne łóżko.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Japonia, setki i więcej, z sakwami, za granicą, Japonia / Niigata, Japonia / Toyama, po dawnej linii kolejowej, wyprawy / Japonia wiosną 2019, rowery / Trek

Kategorie

Archiwum

Moje rowery