Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

dojazd pociągiem

Dystans całkowity:16257.17 km (w terenie 1966.59 km; 12.10%)
Czas w ruchu:796:41
Średnia prędkość:20.18 km/h
Maksymalna prędkość:70.30 km/h
Suma podjazdów:84646 m
Maks. tętno maksymalne:130 (66 %)
Maks. tętno średnie:150 (76 %)
Suma kalorii:73898 kcal
Liczba aktywności:161
Średnio na aktywność:100.98 km i 5h 02m
Więcej statystyk

Ścieżka przyrodnicza „Olszynki”

  33.94  02:10
Rok temu spodobało mi się w Parku Narodowym „Ujście Warty”, więc był to dobry moment na powrót. Szkoda tylko, że jazda pociągiem zabiera aż 3 godziny w jedną stronę. Zniecierpliwiony wysiadłem na wcześniejszej stacji i wjechałem na szlak w Świerkocinie.
Droga nic się nie zmieniła. Jechało się nawet dobrze, tylko trochę wiało w twarz. Mogłem wystartować w Kostrzynie, ale nie było najgorzej. Bardzo mało miałem szczęścia do zwierząt. Masa kaczek, jeszcze więcej łabędzi (kilka niemych i mnóstwo krzykliwych), gęsi próbowały maskować się w trawach, chyba nawet spłoszyłem kormorana, a w szuwarach coś biegało.
Na stacji w Niwce skręciłem ku ścieżce przyrodniczej „Olszynki”, gdzie znajdowały się drewniane kładki prowadzące przez podmokły las. Nie zafascynowały mnie jednak tak bardzo, jak ścieżki w Poleskim Parku Narodowym. Może byłem tam o złej porze.
Wróciłem na szlak biegnący po wale. Zorientowałem się, że mam niedużo czasu do pociągu powrotnego. Następny był 2 godziny później i dodatkowo jechał o godzinę dłużej, więc zdecydowałem się przyspieszyć ku Kostrzynowi. Końcówka szlaku i tak nie przyniosła niczego nowego. Zobaczyłbym więcej, gdybym wyruszył w środku nocy.

Kategoria rowery / Fuji, kraje / Polska, dojazd pociągiem, Polska / lubuskie, terenowe, Park Narodowy „Ujście Warty”

Ścieżka Gościm – Drezdenko

  111.46  05:13
Zacząłem snuć kilka planów, ale wpadłem na informację o ścieżce na nasypie dawnej linii kolejowej. Wsiadłem więc w pociąg i ruszyłem do Strzelec Krajeńskich. Stamtąd miałem parę kilometrów do atrakcji. Otoczona brzozami, pokryta śliskimi liśćmi, nawet równa. Połowa odcinka została oddana do użytku kilka lat wcześniej, bo różnice były zauważalne.
Po pokonaniu całej trasy ruszyłem do Puszczy Noteckiej. Trafiłem na tragiczne drogi. Potem na bardziej mi znane. Niestety zmierzch zbliżał się strasznie szybko, a za Miałami niespodziewanie pojawiły się mgły (miały przyjść dopiero późną nocą). Chciałem zobaczyć brzozy, jak w zeszłym roku. Gdy dotarłem na miejsce, nie dało się już robić zdjęć. I tak większość liści opadła, więc nie nacieszyłbym się widokiem.
Zacząłem rozważać kierunek jazdy: powrót do stacji w Miałach lub jazdę do Wronek. Było nadal widno, więc wydłużyłem sobie wycieczkę. Mgły tylko momentami ograniczały widoczność, a i dało się dostrzec światła z kilkuset metrów. Nawet rękawiczek nie zakładałem, bo było całkiem ciepło.
Gdy dotarłem do celu, miałem pół godziny do pociągu. Do tego ten miał drugie pół opóźnienia, więc zdecydowałem się dokręcić do Szamotuł. Po części był to błąd, bo w połowie drogi wylało się mleko. Kilka razy widoczność spadła do kilku metrów, zwłaszcza bliżej Szamotuł. Przynajmniej ruch był nieznaczny. Na stację dojechałem kilkanaście minut przed pociągiem, ale jechać do Poznania już wolałem nie próbować.

Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / GT, setki i więcej, dojazd pociągiem, po dawnej linii kolejowej, Puszcza Notecka, terenowe, Polska / lubuskie

Ogród japoński we Wrocławiu

  10.98  00:45
Szkoda mi było dnia, a deszcz miał przyjść dopiero wieczorem. Pojechałem do wrocławskiego ogrodu japońskiego. Jesień we Wrocławiu pominęła część roślin. Również w ogrodzie – klony zrzuciły liście, ale miłorząb dopiero robił się żółty. Przespacerowałem się po alejkach, póki nie zaczęło kropić. Trochę wcześnie, więc chwilę pokręciłem się po Starym Mieście i pojechałem na dworzec.
Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, wyprawy / Jesienne góry 2022, z sakwami, rowery / Fuji

Wietrzna kotlina

  26.36  01:29
Wiało przeraźliwie, do tego prognoza pogody zapowiadała deszcze. Doczytałem też, że ogród japoński, który chciałem odwiedzić, był po sezonie. Uznałem, że zobaczyłem wystarczająco dużo polskiej złotej jesieni i ruszyłem z wiatrem do Kłodzka, by wsiąść do pociągu.
Jechałem po szlaku rowerowym, głównie lokalnymi drogami, aż pojawił się korek spowodowany powalonym drzewem. Na miejscu pracowali strażacy, ale nieznany był czas do udrożnienia ruchu. „Przeskoczyłem” przez Nysę Kłodzką i trochę lokalnymi, trochę polnymi drogami dostałem się do Kłodzka. Koszmarne miasto. Dziwnie zorganizowany ruch rowerowy, a do tego auta blokujące niemal każdy skrawek chodników i dróg dla rowerów. Tam łapówki są chyba codziennością, że panuje tam tak absurdalnie duży kult auta.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, wyprawy / Jesienne góry 2022, z sakwami, rowery / Fuji

Wrzosowiska w Okonku

  74.73  04:35
Weekend zapowiada się paskudny, więc wziąłem dzisiaj wolne i postanowiłem zrealizować plan, który chodził za mną od jakiegoś czasu. Pojechałem rano na dworzec i pociągiem dotarłem do Okonka.
Odwiedziłem wieżę Bismarcka i ruszyłem ku wrzosowisku. Po drodze zebrałem zdjęcia chyba na połowę atlasu grzybów. Niestety spóźniłem się o kilka tygodni, może nawet o miesiąc, bo niemal wszystkie wrzosy przekwitły. Zostały pojedyncze sztuki, więc nie zastałem widoku takiego, jak sobie wymarzyłem. Mimo tego miejsce jest bardzo interesujące i warto tam wrócić.
Przedostałem się na drugą stronę rezerwatu. Ze względu na wiatr wolałem schronić się w lesie. Minąłem miejsce niemieckiego obozu jenieckiego, kilka bunkrów, hektary wrzosów i wrzosowisk, nawet las pokryty trawą. Miałem szczęście, bo gdyby nie susza, wszędzie tam byłaby woda, bo droga gdzieś przepadła, a ja zacząłem chodzić po trawiastych wyspach.
Przypadkiem przejechałem przez rezerwat „Diabelskie Pustacie”, który znajduje się na terenie Wrzosowisk Kłomińskich. Podobno największych w Polsce, choć niektórzy spierają się, że obszar Natura 2000 Wrzosowisko Przemkowskie jest większy. (Nie mogę znaleźć potwierdzenia tych informacji poza Wikipedią, ale pewnie te pierwsze wrzosowiska rozciągają się aż po Okonek).
Ten region nawiedził jakiś czort, bo wjechałem jeszcze do rezerwatu „Diabli Skok”, gdzie droga dała mi wycisk, aż zrezygnowałem z pokonania całego szlaku. I tak był przeznaczony dla doświadczonych piechurów. Pojechałem za to do Szwecji, skąd po drogach leśnych i krajówce dotarłem do Piły na pociąg powrotny. Wieczorem temperatura spadła do 7 °C. Pora zabierać cieplejsze rękawice.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, Polska / zachodniopomorskie, terenowe, po zmroku i nocne, rowery / Fuji

Tylko Konin

  98.73  05:41
Kolejny chłodny i pochmurny dzień. Znowu padało przez noc, ale powietrze zrobiło się bardziej przejrzyste niż wczoraj. Do tego wiał boczny wiatr, więc nie jechało się przyjemnie. Trasa mało ciekawa. W połowie rozpogodziło się i zaczęło być gorąco. Chciałem się dzisiaj znaleźć w Poznaniu, ale nie miałem ochoty na dystans 200 km. Pojechałem do Konina, gdzie wsiadłem w pociąg.
Kategoria kraje / Polska, Polska / kujawsko-pomorskie, wyprawy / Nad Wisłą 2022, z sakwami, dojazd pociągiem, po dawnej linii kolejowej, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Prosto do Lublina

  79.30  03:51
Oczywiście kolejny upalny dzień. Wczoraj przyszła jeszcze nieprognozowana burza. Dzisiaj czasem przewinęły się jakieś chmury przez niebo i trochę pogrzmiało, ale tylko tyle. Nawet na temperaturze nie zrobiło to wrażenia.
Nadal widziałem siwe powietrze, ale tym razem znalazłem informację o zwiększonym stężeniu pyłów w powietrzu na wschodzie Polski. GIOŚ tłumaczy to wojną i pożarami na Ukrainie, ale niezależni obserwatorzy zauważają po kierunku wiejących wiatrów, że pył mógł dotrzeć aż z centralnej Azji, co wyjaśniałoby także brak zwiększonych wskaźników dla dwutlenku węgla. I jak tu jeździć, gdy smog jest także latem?
Słońce prażyło. Dotarłem bez przygód do Lublina. Wjechałem na znane ścieżki wzdłuż Zalewu Zemborzyckiego. Wymienili sypiącą się kostkę na nową, która i tak jest koszmarnie nierówna. Potem trafiłem na kilka bezmyślnych zakazów bez informacji o objeździe. Droga biegła tak daleko, aż z rozpędu przejechałem skręt na dworzec kolejowy, gdzie zakończyłem wyprawę. Na pewno jeszcze wrócę do Małopolski, by objechać jeszcze kilka cerkwi na szlaku.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / lubelskie, wyprawy / Drewniane cerkwie 2022, z sakwami, rowery / Fuji

Opóźniony Rzeszów

  36.25  02:20
Na przedostatniej stacji kierownik zaanonsował, że z powodu śmiertelnego wypadku pociąg zostanie opóźniony o 180 minut. Nie miałem ochoty tyle czekać, a do Rzeszowa, dzisiejszego celu, nie miałem daleko. Tak samo pomyśleli inni rowerzyści.
Poznałem Marka, który w Rzeszowie miał przesiadkę na Lublin. Chciał się do mnie przyłączyć. Zaplanowaliśmy boczne drogi. Niestety z porannej przyjemności pozostały tylko wspomnienia. Chmury przerzedziły się i słońce zaczęło przypiekać. Może klimatyzowany pociąg nie był taki zły?
Marek dopiero wrócił ze szlaku Velo Dunajec i nie pałał chęcią do podjazdów, a tych pojawiło się trochę. Na jednym z nich było widać lasy na północy. Jazda tamtędy wydłużyłaby dystans, ale dałaby cień i mało górek. No, szkoda. Tymczasem zmieniliśmy plany i pojechaliśmy do krajówki. Nie była zła. Chyba zrobiło się na niej szerzej. Pożegnaliśmy się na rzeszowskim dworcu, a ja pojechałem pod miasto do hotelu, bo w prognozie była burza i jakoś nie pałałem chęcią do jazdy w czasie opadu.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / podkarpackie, wyprawy / Drewniane cerkwie 2022, z sakwami, ze znajomymi, rowery / Fuji

Z koleją do Tarnowa

  49.90  02:19
Tym razem było chłodno, ale przyjemnie chłodno. Szkoda, że dodatkowo parno. Z nieba spadło kilka kropel, choć niektóre widoki były jak podczas zbliżającej się ulewy. Jako że nie padało, to zaplanowałem dostać się do Tarnowa na pociąg. Droga była w miarę prosta, bo biegła wzdłuż rzeki i linii kolejowej. Ruch był znośny, nawet nie spotkałem gazeciarzy.
Tylko nie wiem, gdzie mi cały czas uciekł, bo od Tuchowa bałem się, że nie zdążę. Przyspieszyłem, ograniczyłem postoje i udało się w porę dojechać do beznadziejnego Tarnowa. Nadal rządzą tam cymbały, bo na tamtejszych drogach dla kaskaderów wciąż można się zabić.

Kategoria kraje / Polska, Polska / małopolskie, wyprawy / Drewniane cerkwie 2022, z sakwami, dojazd pociągiem, rowery / Fuji

Muszyna – AquaVelo – Krynica-Zdrój

  34.23  01:41
Przeczytałem, że trasa kolejowa z Tarnowa do Muszyny jest piękna, więc musiałem to sprawdzić. Tak w sumie było, tylko brudne okna i kiepskie, popołudniowe światło nie pozwalały na dobre zdjęcia. Dużo lepiej jest przejechać tę drogę rowerem. O tym jednak w kolejnym wpisie.
Było gorąco. Tym razem wmuszałem w siebie dodatkowe litry płynów, dzięki czemu czułem się lepiej, choć pot lał się strumieniami. W Muszynie znalazłem się późnym popołudniem, więc pewnie dlatego było ciut chłodniej niż w Krakowie. Pojechałem najpierw zostawić sakwy w ośrodku, a potem w drogę.
Trafiłem na szlak AquaVelo, który łączy uzdrowiska pogranicza polsko-słowackiego. Pojechałem nim do Krynicy-Zdroju. Biegł wzdłuż rzek Muszynka oraz Kryniczanka, po drogach lokalnych i ścieżkach o nawierzchni relatywnie dobrej jakości. Pojawiło się kilka kładek dla pieszych, które powstały specjalnie pod projekt, choć widać, że doszło do oszustwa na którymś etapie, bo po dwóch latach beton skruszał niczym ściana w wąwozie lessowym.
Chciałem zobaczyć drewnianą cerkiew, ale jak na złość skończyły się mosty i musiałem odłożyć to na drogę powrotną. Tymczasem dostałem się do Krynicy-Zdroju. Na deptaku było wszystko, co w typowym kurorcie, który wysysa ostatni pieniądz z przyjezdnych. Widziałem kilka ładnych domków, ale czas mnie gonił i ruszyłem w drogę powrotną.
Zjazd był oczywiście łatwiejszy. Zaskoczył mnie niewielki ruch, bo spodziewałem się mnóstwa aut, jak na miasto kurortowe. Dotarłem do cerkwi w Powroźniku. Dowiedziałem się, że okolica obfituje w takie budowle i już wiem, że z pewnością wrócę w te strony. Tymczasem kontynuowałem podróż i zboczyłem z trasy, żeby zobaczyć jeszcze dwie budowle. Przy okazji zaliczyłem podjazd. Na zjeździe tak mi się lekko mknęło, że przegapiłem trzecią cerkiew. Trudno, da się ją włożyć do trasy na inną okazję.

Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / małopolskie, wyprawy / Drewniane cerkwie 2022, rowery / Fuji

Kategorie

Archiwum

Moje rowery