Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

z sakwami

Dystans całkowity:64852.52 km (w terenie 4199.64 km; 6.48%)
Czas w ruchu:3811:34
Średnia prędkość:16.84 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:488176 m
Maks. tętno maksymalne:125 (63 %)
Maks. tętno średnie:158 (80 %)
Suma kalorii:60871 kcal
Liczba aktywności:752
Średnio na aktywność:86.24 km i 5h 06m
Więcej statystyk

Góra terenu

  80.16  05:20
W nocy trochę padało, nad ranem też, ale wyjrzało słońce i namiot spakowałem niemal suchy. Musiałem zmienić plany na dzisiaj, bo najbliższy sklep był prawie trzy dni drogi dalej, a nie zdałem sobie z tego sprawy podczas ostatnich zakupów.
Chcąc ominąć główne drogi, ruszyłem po drodze gruntowej. Była pokryta paskudną tarką i luźnymi kamieniami. Do tego było kilka wymagających podjazdów. Co najgorsze, pojawiły się irytujące meszki. Nie gryzły mocno, ale założyłem na głowę siatkę od owadów, żeby w spokoju dotrzeć na górę. Za to widoki rekompensowały trud. Później zorientowałem się, że kiedyś tamtędy jechałem.
Po zakupach czekała mnie długa droga na północ w pełnym słońcu. Były widoki, ale droga ciągnęła się w nieskończoność. Przynajmniej ruch nie był jakiś straszny.
Wczoraj coś zaczęło skrzypieć. Najpierw myślałem, że to pedały, potem, że uszczelka w korbie. Dzisiaj odkryłem, że to amortyzowana sztyca. Wlałem w nią trochę oleju i myślałem, że wystarczyło, ale skrzypienie szybko powróciło. Słaby to sprzęt.
Dotarłem na farmę, na której kiedyś nocowałem. Stała się kompletnie bezobsługowa. Płatność przez internet. Nawet za prysznic płaci się kartą. Islandia niemal odeszła od gotówki. Wszędzie można zapłacić kartą.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Przez Reykjavík

  135.31  08:26
W nocy było zimno, nad ranem z kolei musiałem rozpiąć śpiwór. Przynajmniej słońce dało pospać i wygoniło z nagrzanego namiotu dopiero o ósmej. Niebo było niemal bezchmurne. Namiot spakowałem suchutki.
Ruszyłem po pustej drodze. Na tyle pustej, że wiele ptaków założyło gniazda w pobliżu. Wliczając kulika mniejszego, rycyka, ostrygojada i bekasa kszyka, które przez kilkaset metrów latają i piszczą nad głową intruza. Są też rybitwy popielate, z islandzkiego kría, co jest onomatopeją wydawanego przez nie odgłosu podczas ataku, które dodatkowo odstraszają nieproszonych gości „bombardowaniem” odchodami. Musiałem się też raz wracać, bo ktoś wykupił drogę i postawił bramę.
Wjechałem na drogę krajową. Dwa pasy ruchu w każdym kierunku, pełna aut, ale pobocze zrobili szerokie. Potem pojawiły się i drogi dla rowerów. Niewiele lepsze od chodników, tylko były tak pokręcone, że bez nawigacji lub wiedzy lokalnej można na nich zmarnować dużo czasu.
Znalazłem się w Reykjavíku – z dwóch powodów. Pierwszym była rowerowa mapa Islandii. Chciałem dostać nową wersję tej, którą znalazłem 10 lat temu. Islandka, której poprzedniego dnia pomagałem na lotnisku, podpowiedziała mi, że znajdę je w sklepach rowerowych. Udałem się do otwartego. Pracował tam Polak, który rozpoznał polski rower, na którym podróżowałem. Chwilę porozmawialiśmy i wiedział, czego szukam, ale powiedział, że już ich nie drukują. Szkoda, bo lubię takie pamiątki. Drugim celem był kościół Hallgrímskirkja. Oblegany przez ludzi, ale zrobiłem jakieś zdjęcia.
Niebo pokryły chmury. Czasem pojawiało się przejaśnienie. Pojechałem najpierw wzdłuż wybrzeża, potem po znanej mi drodze. Ruch był straszny. Do tego dużo kretynów. Wszyscy jechali standardową trasą z przewodnika. Po kilkunastu kilometrach skręciłem i znów miałem drogę tylko dla siebie.
Dotarłem na kemping. Niestety był zamknięty. Nie wiem, jak to przeoczyłem podczas planowania. Nie miałem wystarczająco wody na dziki obóz, więc musiałem doliczyć dodatkowe 35 km do kolejnego kempingu. Wiele pagórków później znalazłem się na miejscu. Było otwarte, a gdy rozbiłem namiot, zaczęło kropić.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, setki i więcej, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Islandia 10 lat później

  21.26  01:11
W tym roku wypadała dziesiąta rocznica mojej pierwszej dużej wyprawy. Postanowiłem wrócić na Islandię. Doświadczenie zebrane przez te lata miało mi w tym pomóc. To zaś są zapiski z dziennika, który prowadziłem w trakcie podróży.
Dostałem się do Wrocławia. Znalazłem karton na tyle duży, że pakowanie nie sprawiło kłopotu. Islandia przywitała mnie słońcem. Tak jakby było mi go mało w upalnej Polsce. Kontener ze stojakami rowerowymi na lotnisku zestarzał się. Rower złożyłem, karton podpisałem i zostawiłem razem z innymi. Ciekawe, czy będzie na mnie czekał.
Poza słońcem było też wietrznie. Najprzyjemniej jechało się oczywiście z wiatrem, ale nieczęsto była mi dana ta przyjemność. Krajobrazy zmieniły się mocno. Niegdyś mech pokrywał okolice tych dróg, teraz kwitnący łubin rozciąga się po horyzont.
Islandzkie drogi nie są tak chropowate, jak w Szkocji czy Irlandii. Jedynie chodniki (można jeździć po nich rowerem) mogłyby być mniej wyboiste. Przynajmniej były proste. Resztę trasy do kempingu pokonałem po drodze krajowej. Najszerszej na wyspie. Ruch zdawał się nie mieć końca.
Rozbiłem namiot za nasypem chroniącym przed wiatrem. Słońce zaszło przed północą, ale było na tyle jasno, że młodzież na boisku obok grała jeszcze długo po północy. Woda nasycona siarką pachnie zgniłymi jajami, ale pamiętam, że tak było tylko pod Reykjavíkiem.
Kategoria pod namiotem, rowery / Kross, z sakwami, za granicą, kraje / Islandia, wyprawy / Islandia 2026

Zaś ta Warszawa

  86.25  04:46
Gorąc lał się z nieba. Wśród dróg było sporo terenu. Niestety najczęściej były to piachy. Niektóre nieprzejezdne. Po niektórych lasach aż błądziłem, szukając mniej zniszczonej drogi. Potem kawałek wzdłuż Wisły, przekroczyłem ją po moście i znalazłem się na jakimś szlaku. Rowerzysta na rowerzyście. Takie korki to nie dla mnie.
Dotarłem do Warszawy. Chciałem przespacerować się po Parku Wilanowskim, ale mieli na bramie zakaz wprowadzania rowerów. Pojechałem do Łazienek Królewskich. Tam nie było problemu. Po spacerze udałem się na Stare Miasto. Wszedłem do Ogrodów Zamkowych. W dolnej części nawet widziałem jadących rowerzystów pomimo zakazu, ale gdy chciałem wejść na górą część, to cieć wyskoczył do mnie, że nie można, mimo że regulamin na bramie zabrania jazdy, a nie spacerowania. Na szczęście to był ostatni punkt przed powrotem na dworzec.
Miała być przedmajówka, a trochę się wydłużyła, również z powodu zmiany planów. Wyszło prawie 900 km. Zobaczyłem dwa parki, przespacerowałem się po kilku ścieżkach, tonąłem w piachach, chowałem się przed śniegiem i zaliczyłem parę kolejnych gmin.
Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / mazowieckie, rowery / Kross, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Z Wieprzem nad Wisłę

  93.55  05:16
Musiałem zmienić plany i skierować się ku Warszawie. Był gorąc. Wiatr miał być zmienny i głównie w twarz, ale nie wiało mocno.
Drogi wzdłuż Wieprza były różne. Brnąłem przez piachy, jechałem po trawie, trząsłem się na kamieniach i betonowych płytach, asfaltów przeróżnych nie zabrakło. Zdecydowanie mało lasów się trafiło. Widziałem dużo ptaków, zwłaszcza bocianów i łabędzi, liczne sarny i jednego łosia.
W Dęblinie nienawidzą rowerzystów. Jechałem po jednych z najgorszych dróg w Polsce. Jeśli mają problem z niską dzietnością, to mogą pogratulować drogowcom. Przejechałem się kawałek po wałach nad Wisłą, ale nie były ciekawe. Reszta wycieczki również niczym się nie wyróżniała.
Kategoria kraje / Polska, Polska / lubelskie, Polska / mazowieckie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Z wiatrem do Kocka 2

  95.46  04:45
Dzisiaj zaskoczeniem było pełne zachmurzenie, bo myślałem, że będę się smażył. W ciągu dnia słońce kilkukrotnie próbowało przebić się przez chmury, ale nie na długo. Kontynuowałem jazdę na południe. Nadal po drogach gminnych i leśnych. Miałem trudności ze znalezieniem noclegu, więc za cel ponownie wypadł Kock.
Kategoria kraje / Polska, Polska / lubelskie, Polska / mazowieckie, rowery / Kross, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Na południe

  86.07  04:48
Mroźny poranek, ale to już ostatni według prognoz. Kontynuowałem jazdę na południe. Dużo dróg lokalnych i polnych. Miałem też trochę nieszczęścia do piachów. Tereny niezbyt wyróżniające się. Wiało trochę z północy, ale słońce świeciło w twarz.
Kategoria kraje / Polska, Polska / mazowieckie, Polska / podlaskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Wzdłuż Narwiańskiego Parku Narodowego

  81.76  04:30
Kolejny mroźny poranek. Było trochę słońca. Ruszyłem w kierunku Narwiańskiego Parku Narodowego, zahaczając o Choroszcz. Wygląda na to, że szlak Green Velo przestał biec przez park. Ostatnim razem mostki były w złym stanie i prawdopodobnie je rozebrali. Nie chciałem tego sprawdzać, więc pojechałem wzdłuż głośnej ekspresówki.
Dojechałem do kładek na bagnach w Kurowie. Z mapy wynikało, że część została zamknięta, ale na miejscu przekonałem się, że całość była niedostępna. Kolejne było Waniewo. Tam już niespodzianka, bo nie tylko dało się wejść na szlak, ale również były platformy do przekraczania rzeki. Ten park poszedł w innym kierunku, bo informowali o niskim stanie wody, ale nie zabronili przeprawy. A na szlaku były cztery platformy. Po drodze dołączyli jeszcze inni spacerowicze, więc miałem łatwiej z rowerem – przez niski stan wody trzeba było się trochę nagimnastykować. W międzyczasie jeszcze spadł śnieg. Czwarty dzień z rzędu.
Dalsza droga już bez atrakcji. Zrobiłem jeszcze jeden zygzak, odwiedziłem kilka wież widokowych, ale widoki nie różniły się wiele.
Kategoria kraje / Polska, Polska / podlaskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Zdążyć przed deszczem

  87.57  05:05
Nad ranem był przymrozek. Wiało, a po niebie sunęły drobne chmury. Wróciłem do jazdy po lesie. Temperatura zdążyła podskoczyć. Droga biegła przez czyjeś podwórko. Właściciel zaśmiał się, że nawigacja nawaliła. Potem asfaltami dostałem się do Bohoników, by zobaczyć drugi meczet.
Pozostało mi dostać się do Białegostoku. Najprostszą drogą były polne i leśne drogi. W większości dobre, chociaż parę piachów musiałem pokonać. Nawet znalazłem kolejnego kleszcza na sakwie. Tym razem leśnego, bo te z wczoraj były głównie polne z wyglądu (chociaż w Polsce jest z 20 gatunków, więc nie mam pewności).
Niebo pociemniało, nawet chwilę pokropiło, ale nic strasznego. Dotarłem do Supraśla i znów zrobiło się słonecznie, choć nie na długo. Ruszyłem po prostej do celu. Jakiś kwadrans przed nim rozpadał się deszcz i śnieg na przemian. Schroniłem się na przystanku autobusowym. Dokończyłem jazdę, gdy się uspokoiło. Ostatecznie deszcz prognozowany na wieczór nie przyszedł. Najpewniej ostatni opad był tym zapowiadanym.
Kategoria kraje / Polska, Polska / podlaskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Zamknięta przeprawa

  91.16  05:02
Poranek powitał mnie brakiem chmur i wiatru. Długo to jednak nie trwało, bo z każdym kilometrem niebo coraz bardziej ciemniało. Powrócił też wiatr, który miał wiać z zachodu i zmienić się na północny, ale trasa biegła tak niekorzystnie, że prawie ciągle wiało z boku.
Kontynuowałem jazdę szlakiem Green Velo. Zaczęli remont drogi gruntowej biegnącej przez park, która ostatnim razem była pełna kałuż. Nie znalazłem informacji o zamknięciu szlaków w tamtym miejscu, więc ruszyłem. Pojazdy ciężarowe tworzyły paskudną tarkę, a pobocze było grząskie. Na szczęście sprawnie przedostałem się na drugą stronę.
Chmury na dobre zagościły na niebie. Przez moment nawet spadł deszcz ze śniegiem. Temperatura nieco wyższa niż wczoraj, ale w połączeniu z wiatrem nie przynosiła radości.
Miałem jechać prosto do Lipska, gdy dowiedziałem się o zamknięciu przeprawy przez Biebrzę. Coś mnie jednak podkusiło i wszedłem na kładkę po bagnach. Klimat jak na Polesiu. Przeprawa była zamknięta chyba tylko na papierze, bo nic jej nie blokowało. Była to konstrukcja umożliwiająca samodzielną przeprawę przez rzekę. Została zamknięta raptem tydzień wcześniej z powodu niskiego stanu wody. Nie szukałem kłopotów, więc wróciłem się po własnym śladzie.
Odwiedziłem jeszcze jedną kładkę. Bardzo wąską. Roślinność rozpychała się mocno. To był problem, który przypadkiem zauważyłem, gdy spojrzałem na sakwy. Chodziły po nich kleszcze. Nie miałem dużego wyboru, więc pokonałem resztę ścieżki, zatrzymując się od czasu do czasu, żeby usunąć kolejne osobniki. Najwięcej łapałem ich na odcinku leśnym. Naliczyłem dziesięć sztuk, a w pensjonacie jeszcze niedobitek wypełzł z jakiegoś zakamarka.
Na koniec dnia słońce zaczęło wyglądać coraz śmielej zza chmur. Pojawiło się parę wzgórz, a na końcu był las. Obawiałem się piachów, ale drogi w tych stronach okazały się dużo lepsze.
Kategoria kraje / Polska, Polska / podlaskie, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Przedmajówka 2026, z sakwami

Kategorie

Archiwum

Moje rowery