Kontynuowałem jazdę szlakiem Green Velo. Zaczęli remont drogi gruntowej biegnącej przez park, która ostatnim razem była pełna kałuż. Nie znalazłem informacji o zamknięciu szlaków w tamtym miejscu, więc ruszyłem. Pojazdy ciężarowe tworzyły paskudną tarkę, a pobocze było grząskie. Na szczęście sprawnie przedostałem się na drugą stronę.
Chmury na dobre zagościły na niebie. Przez moment nawet spadł deszcz ze śniegiem. Temperatura nieco wyższa niż wczoraj, ale w połączeniu z wiatrem nie przynosiła radości.
Miałem jechać prosto do Lipska, gdy dowiedziałem się o zamknięciu przeprawy przez Biebrzę. Coś mnie jednak podkusiło i wszedłem na kładkę po bagnach. Klimat jak na Polesiu. Przeprawa była zamknięta chyba tylko na papierze, bo nic jej nie blokowało. Była to konstrukcja umożliwiająca samodzielną przeprawę przez rzekę. Została zamknięta raptem tydzień wcześniej z powodu niskiego stanu wody. Nie szukałem kłopotów, więc wróciłem się po własnym śladzie.
Odwiedziłem jeszcze jedną kładkę. Bardzo wąską. Roślinność rozpychała się mocno. To był problem, który przypadkiem zauważyłem, gdy spojrzałem na sakwy. Chodziły po nich kleszcze. Nie miałem dużego wyboru, więc pokonałem resztę ścieżki, zatrzymując się od czasu do czasu, żeby usunąć kolejne osobniki. Najwięcej łapałem ich na odcinku leśnym. Naliczyłem dziesięć sztuk, a w pensjonacie jeszcze niedobitek wypełzł z jakiegoś zakamarka.
Na koniec dnia słońce zaczęło wyglądać coraz śmielej zza chmur. Pojawiło się parę wzgórz, a na końcu był las. Obawiałem się piachów, ale drogi w tych stronach okazały się dużo lepsze.




