Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

Polska / wielkopolskie

Dystans całkowity:54375.26 km (w terenie 4722.49 km; 8.68%)
Czas w ruchu:2575:00
Średnia prędkość:21.06 km/h
Maksymalna prędkość:56.53 km/h
Suma podjazdów:228849 m
Maks. tętno maksymalne:165 (84 %)
Maks. tętno średnie:160 (81 %)
Suma kalorii:160092 kcal
Liczba aktywności:989
Średnio na aktywność:54.98 km i 2h 36m
Więcej statystyk

Pod Poznaniem, część 7

  54.23  02:48
Wybrałem się na krótką przejażdżkę pod Poznaniem, bo jak tak dalej pójdzie, to ten rok będzie najgorszym ze wszystkich. Za mało czasu poświęcam na rower.
Z ciekawości pojechałem w kierunku Koziegłów, aby zobaczyć, jak posuwają się prace na Gdyńskiej. Jest słabo. Skupili się na budowie wiaduktu zamiast dokończyć i oddać do użytku drogę dla rowerów na Bałtyckiej, która czeka od kilku miesięcy. Nie mam zbyt dużej wiedzy w zakresie budowy dróg, ale jak na moje oko brakuje tylko wylania asfaltu i postawienia kilku znaków. Tak niewiele potrzeba, a tak dużo czasu im to zajmuje. Coś tu po prostu nie gra.
Letnie deszcze zostawiają po sobie dużo kałuż, więc nie zaglądałem wgłąb Zielonki. Przejechałem się kawałek drogą obok, ale tak było niewygodnie przez tarkę (Islandzka tarka była dużo przyjemniejsza), że zrezygnowałem z terenu. Pojechałem do Swarzędza, potem jakoś trafiłem do Poznania i wjechałem do lasów miejskich. Znów teren, ale kałuże dało się omijać. Trafiłem w dzięki temu nad Maltę, gdzie ludzi co nie miara. Zajrzałem na Ostrów Tumski, gdzie złapałem jedyne dzisiaj zdjęcie. Gdy wyglądałem za okno przed wyjazdem, widziałem wiele pięknych chmur, ale później już nie było do czego ich dopasować. Chyba Polska mi zbrzydła. Zajrzałem jeszcze do Cytadeli, ostatni kilometr poświęciłem na ucieczkę przed deszczem i to by było na tyle.
Kategoria kraje / Polska, terenowe, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Pod Poznaniem, część 6

  91.33  04:22
Dawno jeździłem. Wciąż się chwieję na rowerze. Jeszcze w piątek ciężko się jechało na lemondce. Dzisiaj jest już lepiej.
Pojechałem do Szamotuł. Dużo aut na starej krajówce, ale prawie wszyscy jadą do Poznania. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do tego, że Polacy wyprzedzają na gazetę. Tęsknię za islandzkimi kierowcami. Tęsknię też za islandzkimi widokami. Tutaj po prostu nie ma nic do fotografowania. Chociaż było pochmurno, to strasznie upalnie. Lało się ze mnie, gdy się zatrzymywałem. Widziałem pole słoneczników, kilka lam i nic więcej ciekawego.
W Swarzędzu poszedłem do sklepu, aby kupić nowe okulary, bo poprzednie były zbyt porysowane. Po wyjściu padało. Temperatura niewiele zmalała, ale nie było co czekać. Pojechałem dalej. Padało bez przerwy, więc cały przemokłem.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Po Poznaniu, część 26

  30.16  01:29
Przygotowania trwają. Dzisiaj w końcu wybrałem się po bilety, bo wyjeżdżam już w przyszłym tygodniu. Jeszcze nie na Islandię, bo kilka dni wcześniej odwiedzam rodzinę.
Z domu wyszedłem po południu. Ruch jak w środku tygodnia. Zapomniałem pójść dzisiaj do pracy? Na dworcu też ludzi co niemiara. Swoje odstałem, bilety kupiłem. Powrotnego tylko zapomniałem, ale to przecież za półtora miesiąca, więc chyba nie sprzedaliby. Pokręciłem się też po sklepach, żeby uzupełnić apteczkę czy kupić jakąś mapę wyspy. Przyznam się, że wciąż nie mam planu i trochę obawiam się, że wszystko wyjdzie bardzo spontanicznie. Może i lepiej.
Myślałem o zabraniu na wyprawę trzeciego koła, ale ostatecznie pozostałem przy – być może – wygodniejszej wersji w postaci sakw na przednim kole. Zamówiłem w sklepie rowerowym bagażnik, który po ponad tygodniu oczekiwania nie przyszedł. Wczoraj znalazłem taki sam w innym miejscu. Niestety sakwy Ortlieba, które kupiłem z powodu braku dostępności sakw Crosso (do pary z tylnymi), mają haki niekompatybilne z bagażnikiem Authora. System mocowania Ortlieba ma zatrzaski, które obejmują całą rurę bagażnika. Sprzedawca sugerował przypiłowanie płaskownika wzmacniającego konstrukcję, ale uznałem to za zły pomysł i po prostu zabezpieczę sakwy gumami, jak to zwykle robię z tyłu.
Niby to ostatnie przygotowania, ale tak sobie myślę, że jeszcze wielu rzeczy nie zaplanowałem. Chociażby nie wiem, jakie będzie moje zapotrzebowanie kaloryczne. Prawie skolekcjonowałem żywność liofilizowaną, aby wystarczyło po jednym posiłku na dzień. Reszta będzie niespodzianką podczas zakupów. Może trochę za późno się za to zabrałem, bo LyoFood, czyli marka produkująca całkowicie naturalną żywność bez konserwantów, wstrzymała niedawno produkcję i w odwiedzanych przeze mnie sklepach turystycznych półki świecą pustkami. Tak chyba było na większą skalę kilkadziesiąt lat temu. Ciekawe jak spędzę urodziny w tym roku. Czy będzie to kąpiel w gorących źródłach, próbowanie islandzkich specjałów i rozmowy z jednym z najprzyjaźniejszych narodów tego świata, czy może walka z wichrowym wiatrem i deszczem padającym poziomo?
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Wycieczka nr 500

  43.76  02:06
Ale ten czas leci. Minęło 4,5 roku odkąd kupiłem nowy rower i wyruszyłem na wyprawę. Co prawda nie pierwszą, bo jeszcze mając składanego Rometa wybierałem się na kilkunastokilometrowe wyprawy do miejsc, które odwiedziłem kiedyś podczas pieszych wycieczek. Nigdy jednak nie zapuściłem się w nieznane (przynajmniej na rowerze), aż do 4 stycznia 2012. Dzisiaj pojechałem i to zrelacjonowałem po raz pięćsetny.
W tydzień po powrocie z urlopu dopadło mnie przeziębienie. Podejrzanych mam dwóch – nadmiar pracy, który mógł osłabić moją odporność oraz klimatyzację, która została uruchomiona po moim powrocie. W klimatyzowanych pomieszczeniach pracowałem podczas moich wakacji w Krakowie, więc to chyba jednak praca mnie wykończyła. Dzisiaj jeszcze mam lekki katar i wciąż męczy mnie kaszel, ale jest zdecydowanie lepiej niż 2–3 tygodnie temu, bo zwykła jazda do pracy kończyła się bólem gardła, więc pracowałem głównie z domu. Tym samym nawet długi weekend majowy (ten drugi) spędziłem bez roweru.
Dzisiaj chciałem pojechać tylko do sklepu sportowego, ale skoro już uruchomiłem Garmina, to czemu miałem jeździć tak krótko? Wyjechałem w kierunku Szczepankowa i pomknąłem nieznanymi drogami. Przez Kobylepole dojechałem do lasów komunalnych i wyjechałem przy Jeziorze Maltańskim. Wydaje mi się, że po raz pierwszy jechałem tamtą drogą, ale zjeździłem Poznań tak bardzo, że już nie pamiętam, gdzie mnie nie było. Wydłużyłem sobie dystans, jadąc jeszcze na Morasko. Kolejne inwestycje. Poznań się mocno buduje. Ostatnio zauważyłem kilka nowych dróg dla rowerów. Coś niebywałego. W tym mieście inwestycje rowerowe?
Tuż po powrocie z majówki oddałem rower na przegląd i wymianę napędu. Pięknie chodzi, ale stukanie jak było, tak wciąż jest obecne. Może powinienem kupić sobie nowy rower, żeby zaoszczędzić na nerwach? Ale to chyba po powrocie z Islandii. Przygotowania pełną parą, bo zostały raptem 2 tygodnie. Mam już przednie sakwy, czekam jednak na bagażnik, żeby móc je zamocować. Wymieniłem gripy oraz rogi na Ergon GP4 i jeździ się bardzo wygodnie, choć ciężko się było przyzwyczaić do innego chwytu. Szukam też torby na kierownicę, ale takiej, abym nie musiał demontować lemondki. Do wymiany jest jeszcze tylna opona, bo nie chciałbym przykrych niespodzianek. Wciąż nie mam pomysłu na źródło energii, bo pewnie będę rzadko zatrzymywał się blisko cywilizacji. Na pewno jeszcze o czymś zapomniałem.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Lasek Marceliński

  39.54  01:57
Dzisiejsza wycieczka jest tak właściwie zaległą z poniedziałku i wtorku, bo ilekroć nie próbowałbym, to i tak nie udaje mi się wyjść w porę z pracy. Dzisiaj też późno się wygramoliłem, przez co nie zdążyłem dostać się do sklepu po odbiór przesyłki, ale mimo wszystko wyszedł nie najgorszy dystans.
Pomyślałem, żeby pojechać gdzieś na zachód, bo wiało z północy. Po drodze wpadłem do sklepu rowerowego, żeby zapytać o uchwyt do mojej zabawki, bo wciąż wożę ją w kieszeni. Nie mieli i nie wiedzą gdzie takie cudo można dostać. Cóż, będę szukał dalej, aczkolwiek chciałbym przed majówką mieć skompletowane to, czego potrzebuję.
Zawiedziony chciałem pokręcić się po mieście, ale znalazłem drogę, po której jeszcze nie jechałem, jednak po znakach zobaczyłem, że jest ślepa. Ślady pokierowały mnie więc w inne miejsce – na leśne drogi. Przyszło mi do głowy, że może to być las Marceliński i to był strzał w dziesiątkę, bo tam też trafiłem. Jest on dużo większy od lasu obok mojego osiedla. Dodatkowo mnogość ścieżek i nawet szlak rowerowy sprawiły, że zadaję sobie pytanie: dlaczego dopiero teraz tam trafiłem?
Długo się nie nacieszyłem, bo z chmur, które sunęły się po niebie od dobrych kilkudziesięciu minut, zaczął siąpić deszcz. Ale co tam – pomyślałem sobie – nie przerwę frajdy, póki nie leje. Zjeździłem więc las w te i wewte, aż trzeba było wracać. Deszcz ustał, a ja zamiast wracać do domu, pojechałem dalej na zachód. Nie chciało mi się wracać po własnym śladzie, więc skierowałem się na Przeźmierowo. Potem z braku pojęcia gdzie się znajdowałem, pojechałem drogą krajową. Zaliczyłem jeszcze przejażdżkę po zachodnim klinie zieleni i wróciłem do domu. Mam nadzieję, że moja kondycja da radę w czasie majówki. Dzisiaj ledwo dawałem radę przy wyższym tempie. Gdyby tak to wszystko rzucić i wyjechać w nieznane.
Kategoria terenowe, Polska / wielkopolskie, kraje / Polska, rowery / Trek

Po Poznaniu, część 25

  31.77  01:43
Miałem dzisiaj wyjść na rower z rana, ale wyszedłem po południu. Wyszedłem mimo wiszących chmur oraz tego, że przez kilka godzin widziałem deszcz za oknem. Ale już nie padało, więc pomyślałem, że może więcej nie będzie.
Za tydzień jest majówka i w końcu odpocznę. Mam już dość pracy dzień w dzień. 9 dni wolnego powinno wystarczyć. A jeśli nie, to za 2 miesiące bez dwóch dni będę miał cały miesiąc na mentalne oderwanie się od świata pracy. Liczę na szczerą przygodę, bo planu nadal nie mam. A skoro mowa o majówce, to pojechałem na dworzec, aby kupić bilet i nie czekać z tym do ostatniej chwili. Dokąd się wybiorę? Po części niespodzianka, a po części sam jeszcze nie wiem. Na pewno zabiorę namiot i kilka koron.
Potem pojechałem w miasto, przed siebie, aż znalazłem się na nieznanych drogach. Wpadłem na pomysł, aby dostać się nad Wartę – tak od strony, na której jeszcze nie byłem. Drogami osiedlowymi, kilkoma pustymi chodnikami i parą schodów udało mi się trafić na właściwe miejsce. Wpierw pomyślałem, że niegdyś wejście do parku było płatne, a to za sprawą zapuszczonych stróżówek, ale objazd terenu wyjaśnił sprawę i nakierował na inny trop – tereny rekreacyjne, na których znajduje się między innymi boisko do piłki plażowej. Wzdłuż tej części wału nadwarciańskiego ciągnie się droga dla pieszych i rowerów, aczkolwiek ząb czasu zdążył ją nadwyrężyć. Zbadałem jej oba końce i posunąłem dalej, odnajdując się tuż przy moście Królowej Jadwigi. Za kolejnym mostem skręciłem na tereny Politechniki Poznańskiej, po których studenci chyba poruszają się rowerami, bo takie to ogromne. Drogą dla rowerów donikąd dojechałem do ronda, potem zaryzykowałem wjazd na ścieżkę w kierunku buszu i znalazłem się na kolejnym fragmencie drogi dla rowerów. Dlaczego nie można zrobić normalnej drogi, tylko powstają takie odcineczki niczym linia przerywana?
Pojechałem nową drogą aż do Nadolnika, a że nie chciało mi się czekać na światłach, to zacząłem wracać do domu południową częścią mostu Lecha. Gdy ślamazarne pleciugi nie zważały na innych uczestników ruchu, ominąłem je, skręcając na drogę, którą nazywają Wartostradą, choć jest ona niedostępna dla ruchu innego niż pieszy lub rowerowy w porównaniu do popularnej warszawskiej Wisłostrady. Czarne chmury kłębiły się na niebie i uznałem, że pora wracać do domu. Tuż za Cytadelą zaczęło kropić, więc przyspieszyłem jazdę, aby szybko dojechać do sklepu i schronić się przed deszczem. Wyszedł z tego całkiem rześki prysznic. A jak pachniało po deszczu. Oby do majówki się wypadało.

Kategoria Polska / wielkopolskie, kraje / Polska, rowery / Trek

Niedoszła ósemka w zachodnim klinie

  26.58  01:18
Myślałem, że wyjdzie piękna cyfra, ale zapomniałem, że jeziora Rusałka i Strzeszyńskie są tak mocno od siebie oddalone. Wyszła więc wycieczka w terenie.
Planowałem dzisiaj wyjść wcześnie z pracy i pojechać gdzieś na północny-zachód. Pod wiatr, a potem – wymordowany i z pomocą – do domu. Niezbyt mi się to udało i wyskoczyłem tylko na chwilę. Może i dobrze, bo wiało bezlitośnie. W poniedziałek jechałem do zmierzchu w koszulce, a dzisiaj od początku opatulony w kurtce.
Ludzi nie było za dużo, ale to chyba normalne w środku tygodnia. Nie wiedzieć czemu znalazło się kilku dziwaków, którzy oślepiali jeszcze za dnia. Szczęście, że nie spotkałem tych oryginałów nocą. Jak można im uprzykrzyć życie? Musiałbym kupić jakąś ultrawydajną lampę ksenonową i błyskać im przed tymi tępymi ślepiami, aby zrozumieli, jak wielki błąd popełniają oślepiając innych.
Po wyjechaniu z użytku ekologicznego (zabawne, że w pewnym miejscu jechałem przez środek lasu, mając użytek ekologiczny po prawej, a po lewej było co – nieużytek?) trafiłem na drogi, na których nigdy mnie nie było. Szybko się jednak odnalazłem i wróciłem do domu; po raz kolejny zanim niebo stało się czarne.

Kategoria kraje / Polska, terenowe, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

W Zielonce na szlaku Dużego Pierścienia Rowerowego

  52.70  02:32
Wreszcie pojawiło się okienko w deszczowych dniach, więc mogłem się gdzieś wybrać. No dobra, okienko zaczęło się wczoraj po południu, ale byłem zbyt leniwy, żeby gdziekolwiek wyruszyć. Dlatego dzisiaj chciałem to odrobić i pojechałem tam, gdzie mi się nie udało dwa tygodnie temu – do Zielonki.
Z Poznania wyjechałem jedyną możliwą drogą, czyli przez wielki plac budowy, na którym Gdyńska dostanie prawie prawdziwą drogę dla rowerów oraz 3 wiadukty – jeden nad torami, drugi dojazdowy do elektrociepłowni i trzeci prawdopodobnie dla pieszych, bo jakiś taki mały jest. Dwa z tych wiaduktów są zrobione z brzydkich prefabrykatów jakby z blachy falistej, choć z drugiej strony, graficiarze nie będą mieć powierzchni do niszczenia.
Drogi w puszczy były pokryte kałużami, ale na szczęście błoto nie przeszkadzało, więc rower wyszedł z tego cało. Widziałem wiele zamalowanych znakowań szlaków rowerowych. Oby to był szybki remont i nie będą się lenić z domalowaniem rowerów. Chociaż szlak Dużego Pierścienia Rowerowego ma czarny rower na granatowym tle (ktokolwiek uznał to za czytelną kombinację) i nietrudno go pomylić z jakimkolwiek innym szlakiem.
Dojechałem do serca puszczy Zielonki, czyli do Zielonki i zobaczyłem piękną scenerię „płonącego” lasu kontrastującego się z granatowo-błękitnym niebem i odbitego w spokojnej tafli jeziora... Zielonka? W każdym razie widok był piękny, ale mój telefon zrezygnował z uwiecznienia tego widoku na zdjęciu ze względu na zbyt niski poziom naładowania baterii. Posiedziałem więc chwilę, aby się nacieszyć widokiem i pojechałem dalej.
Nie minęło zbyt wiele czasu, gdy wyjechałem z lasów i ujrzałem widok jeszcze piękniejszy, który opisałbym jako rozżarzoną pracownię Hefajstosa w czasie kucia mieczy dla Aresa. Ale ze mnie wierszokleta. Jeszcze nigdy nie widziałem tak pięknego zachodu słońca i jakże żałowałem, że nie mogłem uwiecznić takiego widoku.
Do domu wróciłem zanim niebo zdążyło poczernieć. Może następnym razem uda mi się przejechać cały ten szlak.
Wpadło mi ostatnio kilka ciuchów w ręce. Od Endury. Dzisiaj przetestowałem wkładkę z serii 500. Z początku czułem olbrzymią różnicę w porównaniu z wkładkami z Decathlonu, ale może był to efekt placebo. Po powrocie do domu wydawało mi się jakbym miał odparzenia, chociaż temperatura dzisiaj nie była zbyt wysoka. Trzeba się rozejrzeć za czymś innym, bo latem nie wytrzymam z tak grzejącą pieluchą.

Kategoria kraje / Polska, Puszcza Zielonka, terenowe, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Kórnik

  74.32  03:45
Chociaż miało padać, chociaż nie miałem ochoty, to zabrałem aparat i pojechałem, gdzie oczy poniosły. Tak właściwie miałem pojechać tylko do sklepu na Franowie, ale wyszła z tego dłuższa przejażdżka.
Nie spodziewałem się tego, ale z mojego okna widać pięknie ukwiecone drzewa, które wyglądają jak dostrzeżona przeze mnie ostatnio wiśnia. To już obsesja na punkcie sakury, bo jak długo tam mieszkam, nigdy nie zwróciłem uwagi na te drzewa. Mimo wszystko z bananem na ustach posunąłem na południe.
Od kilku lat miałem na oku urządzenia Garmina. Nadszedł dzień, aby zafundować sobie własną zabawkę. Wybór padł na model z serii eTrex. Nie zwróciłem uwagi, że w zestawie była mapa Europy zachodniej, przez co mapę Polski musiałem sobie zapewnić sam. To jednak nic trudnego ze względu na popularność tego producenta. Skorzystałem z generatora map OpenStreetMap. Przydałoby się trochę poprawić odznaczanie map do pobrania, ale pobieranie całych map państw to bułka z masłem. Trzeba mieć jedynie cierpliwość, bo strasznie długo to trwa (w przeciwieństwie do map zamawianych na e-maila, ale tutaj też trzeba czekać, aż się wygenerują). Oby wybór urządzenia był strzałem w dziesiątkę.
Skoro dostałem to, czego chciałem, to nie było sensu wracać od razu do domu. Po co, skoro można wybrać się za miasto? Skierowałem się na Kórnik, jadąc trochę po nieznanych drogach. W Kórniku pokręciłem się po ścieżkach nad jeziorem, a potem pomyślałem, aby odwiedzić arboretum, ale brak słońca mnie zniechęcił. Jeszcze tam wrócę, z aparatem i odrobiną nadziei na ładne zdjęcia.
W stronę Poznania chciałem, jak zwykle, pojechać innymi drogami, ale znałem tylko tamtą jedną – przez Mościenicę. Trzeba było poszukać nowej. Trafiłem na coś wzdłuż ekspresówki. Słaba trasa, a do tego szybko się skończyła. Trafiłem do Borówca i dalej już z zamkniętymi oczami do domu.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Sakura no ki

  46.11  02:07
Zaledwie kilometr od mojego biura rośnie piękna sakura. Ta japońska odmiana wiśni już od wieków zachwyca swym kolorem i zapachem miliony osób. Choć wspomniane drzewa mijałem od dwóch lat, to dopiero wczoraj przyciągnęły mnie swoim zapachem. Dzisiaj chciałem się podzielić szczęściem z innymi.
Tak naprawdę nie znam się na roślinach i nie mam pojęcia, czy jest to odmiana wiśni japońskiej i czy w ogóle jest to wiśnia, ale i tak jej widok wywołał we mnie tęsknotę za Japonią. Odwiedziłem ten kraj w zeszłym roku. Moja pierwsza podróż samolotem (przynajmniej będę miał łatwiej w czasie podróży latem na Islandię). Rozważałem wtedy zabranie roweru, ale Japonię najlepiej zwiedza się pieszo. A dla upartego i rower można wypożyczyć za przystępną cenę. Chciałbym kiedyś tam wrócić, ale tak na kilka lat. A może wcześniej zacznę włóczyć się po świecie?
Wybrałem się do Zielonki. Byłem tam niedawno, jednak nie miałem innego pomysłu. Ciepło wyciągnęło ludzi z domów i od kilku dni jest coraz tłoczniej na ulicach. Niestety są to bezmyślni ludzie, którzy blokują sobie nawzajem drogę i powoli muszę zacząć się rozglądać za lepszą trasą do pracy i do domu – z dala od dróg dla rowerów, bo na nich robi się coraz mniej bezpiecznie.
Dzisiaj wybrałem się po raz pierwszy tego roku w spodenkach. Do tego koszulka i wiatr we włosach (serio, muszę je obciąć). Jechało się świetnie, a do tego na liczniku same wysokie liczby. Jeno w Poznaniu trzeba było zwolnić, bo ludzi jak mrówek. Będąc w puszczy, pomyślałem o starych śmieciach i ruszyłem do Wierzonki, a potem do Poznania. Coś mi jednak nie pasowało – najwidoczniej tak dawno tamtędy jechałem, że zapomniałem o jakimś skrzyżowaniu i ostatecznie wylądowałem w złym miejscu, bo na starej krajowej piątce. Gdy wjeżdżałem do Poznania, zaczynało zmierzchać, a na drogach dla rowerów pojawiali się kretyni oślepiający pieszych i rowerzystów. I znów krew się gotuje, choć kiedyś byłem takim spokojnym człowiekiem.
W weekend uznałem, że mam dość problemów z telefonem do nagrywania tras, więc wyczyściłem mu pamięć i znów zaczął działać. Pojawił się inny problem, bo ze sklepu z aplikacjami zniknęły dwie apki, z których korzystałem, czyli Traseo oraz Moje trasy na Androida. Zniknięcie tej drugiej, wydanej przez Google, było dla mnie wielkim rozczarowaniem. Jedna z najlepszych aplikacji do nagrywania tras. Brak kopii wymusił na mnie znalezienie alternatywy. Przetestowałem kilka zamienników i jak do tej pory najlepszym jest GPS Logger, aczkolwiek bardzo mi się nie podoba jego sposób oszczędzania baterii. Wyłącza i włącza GPS co 3 sekundy. Nie wydaje mi się, aby to było jakieś optymalne rozwiązanie. Co w wypadku, gdy nie będzie mógł odnaleźć sygnału? Trzeba by powrócić do pomysłu napisania własnej aplikacji.
Sakura no ki, czyli drzewo wiśniowe. Coś mi się widzi, że będę koło niego przejeżdżał codziennie.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Puszcza Zielonka, terenowe, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Kategorie

Archiwum

Moje rowery