Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

Polska / małopolskie

Dystans całkowity:9199.38 km (w terenie 596.50 km; 6.48%)
Czas w ruchu:491:04
Średnia prędkość:18.67 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:85657 m
Suma kalorii:5545 kcal
Liczba aktywności:122
Średnio na aktywność:75.40 km i 4h 05m
Więcej statystyk

Humorzaste Tatry

  111.43  06:35
Wczoraj opaliłem się w jesiennym słońcu, a dzisiaj chmury szybko zakryły niebo. Ruszyłem do Popradu po starym śladzie. Drogi nic się nie zmieniły. Pokręciłem się chwilę po mieście i ruszyłem dalej, wpadając na kolejne znajome okolice. Chmury tylko chwilami pozwalały słońcu oświetlić szczyty Tatr. Te przyćmiewały swoim majestatem wszystkie inne widoki wokół.
Chciałem coś zjeść, ale znalezienie restauracji z bezpiecznym miejscem dla roweru okazało się trudne. Wypatrzyłem coś pod Tatrami i zacząłem podjazd. Wiatr, który przez cały dzień był odczuwalny mniej lub bardziej, zaczął dokuczać.
Zjadłem ciepły posiłek i poczułem zmęczenie, choć nie miałem nawet połowy podjazdu w nogach. Szlak uciekał na leśne ścieżki. Był wymagający, ale przynajmniej nie czułem oddechu kierowców na karku. Złapał mnie zmierzch, więc zrezygnowałem z kolejnych dróg w lesie. Niestety mieszkańcy zdążyli nasmrodzić i jechałem przez ten gryzący smog. Potem ostatni stromy kilometr i znalazłem się na szczycie bez widoków. Było zbyt ciemno. Długi i chłodny zjazd obył się bez atrakcji. Spodobały mi się domki w wiosce Osturnia (słow. Osturňa). Powróciłem do Polski, gdzie smog dziwnie mniej drażnił.
W pobliżu kwatery nie było nic. Nadzieję dawała otwarta restauracja, ale na miejscu zastałem budynek zamknięty na cztery spusty. Zawróciłem do najbliższej stacji benzynowej, gdzie jedynym serwowanym posiłkiem była parówka w bułce (do tego ostatnia). Mogłem pomyśleć o kuchence.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, kraje / Słowacja, po zmroku i nocne, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Wokół Tatr 2023, z sakwami, za granicą

Szlak wokół Tatr

  81.59  04:50
Dzień zaczął się słonecznie, choć trudno mi było znaleźć odpowiedni komfort termalny. Słońce chowało się kilka razy za chmury, były rozgrzewające podjazdy i chłodne zjazdy. Ujrzałem Tatry i dotarłem do Nowego Targu.
Szlak wokół Tatr wpadł mi w oko już podczas wyprawy po Velo Dunajec. Postanowiłem połączyć go z jesienną wyprawą i tak oto znalazłem się na oficjalnym szlaku (są 3 warianty do wyboru). Od Nowego Targu do Trzciany (słow. Trstená) biegł po nasypie dawnej linii kolejowej. Całą tę drogę miałem pod wiatr, z czego połowę pod górę. Mogłem tylko zazdrościć rowerzystom poruszającym się w drugą stronę. Słońce z początku oświetlało krajobrazy i rozgrzewało mnie, ale potem zrobiło się jeszcze bardziej pochmurno. Tuż przy granicy nawet zaczęło odrobinę kropić.
Zaskoczyła mnie wygoda jazdy po stronie słowackiej. Raz, że na asfalcie nie telepało, a dwa – droga biegła łagodnie w porównaniu do podjazdów z mojej poprzedniej wycieczki wokół Tatr (to oczywiście zasługa dawnej linii kolejowej).
Złapał mnie zmierzch. Temperatura spadła do 8 °C (zamiast prognozowanych 5). Dojechałem do kwatery prywatnej. Janka, właścicielka, poczęstowała mnie rozgrzewającą herbatą.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, po zmroku i nocne, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, wyprawy / Wokół Tatr 2023, z sakwami, za granicą, kraje / Słowacja

Mokra Sucha Beskidzka

  33.82  02:08
Prognoza pogody na dziś nie była optymistyczna. Pierwotnie planowałem dostać się do Nowego Targu, ale okazało się, że linia kolejowa do Zakopanego jest w remoncie. Pociągi kursują do Suchej Beskidzkiej, a dalej są tylko zacofane autobusy. Musiałem okroić plan, a ze względu na prognozę zaplanowałem bardzo krótki dystans.
Lało, gdy znalazłem się na stacji. Zorientowałem się, że już to miasto odwiedziłem. Biegnie przez nie ta sama, beznadziejna droga dla kaskaderów. Uciekłem przed krajówką na boczne drogi. Ruch był niewiele mniejszy. Kolejny odcinek omijający krajówkę zaskoczył mnie podjazdem wyższym niż planowałem. Za to widoki, choć deszczowe, były bardzo jesienne. Niestety na zjeździe przemarzłem i woda dostała się do butów, więc przestało być miło.
Kolejny objazd krajówki już zweryfikowałem pod kątem profilu wysokości i choć ponownie wydłużał dystans wycieczki, omijał niepotrzebny podjazd. Dojechałem do galerii handlowej udostępniającej pokoje gościnne. Przynajmniej weekend zapowiada się mniej mokry.
Kategoria kraje / Polska, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, wyprawy / Wokół Tatr 2023, z sakwami, dojazd pociągiem, góry i dużo podjazdów

Klasztor w Tyńcu

  36.58  01:58
Poranek był deszczowy, ale słońce zaskoczyło, gdy wychodziłem na rower. Ruszyłem do klasztoru w Tyńcu, zahaczając po raz trzeci o Zakrzówek. Miałem pod wiatr i pod słońce. W drodze powrotnej nie było ani jednego, ani drugiego.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, wyprawy / Wokół Tatr 2023

Słoneczny Zakrzówek

  23.75  01:35
Lało całą noc, pół dnia była ponura aura, ale gdy wyszedłem, słońce wyjrzało zza chmur. Musiałem wrócić na Zakrzówek, bo znalazłem punkt z widokiem na Wawel, a skoro pojawiło się słońce, to najbardziej jesiennym i kolorowym miejscem w Krakowie był właśnie ten zalew (kojarzy mi się on z kielecką Kadzielnią). Kawałek przejechałem, kawałek przeszedłem. Nadchodziły chmury, więc pospieszyłem do kolejnego celu – kopca Kościuszki.
Słońce niestety przepadło, jesieni za bardzo nie dało się poznać, ale ponieważ na kopcu prace remontowe wrą, to było mnóstwo błota. Szybko się stamtąd przeniosłem na Stare Miasto. Chwilę się pokręciłem, coś zjadłem i wróciłem. Przynajmniej infrastruktura rowerowa pozwoliła ominąć korki.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, wyprawy / Wokół Tatr 2023

Jesienny Zakrzówek

  25.63  01:32
Miałem tylko pół dnia na jazdę. Wyszedłem po południu, mając jeszcze trochę światła do zdjęć, choć dzień był szary niczym w listopadzie. Pojechałem na pobliski Zakrzówek, który z niebezpiecznego zalewu stał się parkiem miejskim pełnym ludzi. Drzewa były bardziej kolorowe niż w centrum, do którego udałem się w dalszej kolejności. Na Plantach jest niebezpiecznie. Skutery elektryczne (to już nie są rowery, jeśli się nie używa mięśni) nie powinny brać udziału w ruchu rowerowym, a tym bardziej w pieszym.
Pojechałem jeszcze zobaczyć estakadę nad olbrzymim węzłem kolejowym, który biegnie przez cztery stacje i trudno się przez ten twór przedostać (jest tylko kilka kładek i tuneli dla pieszych). Wróciłem przed nocą, bo miało lać. Zdążyłem jeszcze wyskoczyć na zakupy przed pierwszymi kroplami.
Mój ślad wycieczki wygląda jak smok pchający wózek golfowy.
Kategoria kraje / Polska, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, wyprawy / Wokół Tatr 2023

Nocny Kraków

  22.64  01:22
Zatrzymałem się na kilka dni w Krakowie. Można powiedzieć, że jest to początek mojej corocznej jesiennej wyprawy. Spóźniłem się na pociąg, przez co dotarłem do miasta późno. Liście pokrywały chodniki, więc mam nadzieję, że coś na tych drzewach jeszcze zostało.
Krakowskie drogi dla kaskaderów to porażka. Krawężniki mają tak gigantyczne i dziurawe, że boję się o moje koła. Chyba za mało doceniam poznańskie niewygody.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, wyprawy / Wokół Tatr 2023

Z koleją do Tarnowa

  49.90  02:19
Tym razem było chłodno, ale przyjemnie chłodno. Szkoda, że dodatkowo parno. Z nieba spadło kilka kropel, choć niektóre widoki były jak podczas zbliżającej się ulewy. Jako że nie padało, to zaplanowałem dostać się do Tarnowa na pociąg. Droga była w miarę prosta, bo biegła wzdłuż rzeki i linii kolejowej. Ruch był znośny, nawet nie spotkałem gazeciarzy.
Tylko nie wiem, gdzie mi cały czas uciekł, bo od Tuchowa bałem się, że nie zdążę. Przyspieszyłem, ograniczyłem postoje i udało się w porę dojechać do beznadziejnego Tarnowa. Nadal rządzą tam cymbały, bo na tamtejszych drogach dla kaskaderów wciąż można się zabić.

Kategoria kraje / Polska, Polska / małopolskie, wyprawy / Drewniane cerkwie 2022, z sakwami, dojazd pociągiem, rowery / Fuji

Bogactwo architektury drewnianej

  99.56  05:48
Poranek był zaskakujący, bo nie padało, więc nie zmieniałem planów. Było za to pochmurno, choć potem zrobiło się parno, a czasem i słońcu udawało się przecisnąć i podpiec.
Ruszyłem wzdłuż linii kolejowej, by skręcić w boczną dolinę, gdzie zaczął się większy podjazd, jeden z wielu dzisiaj. Po drodze trafiłem na drewniane cerkwie, których nie miałem w planach, więc się cieszyłem. Potem i tak znalazłem mapę pokaźnej liczby drewnianych świątyń w regionie, jednak nie zawierała wielu z tych, które widziałem od wczoraj. Trzeba naprawdę dużo czasu, żeby je wszystkie zobaczyć, a co dopiero, jakby chcieć zaglądać do środka każdej z nich.
Po wielu podjazdach przyszła kolej na serpentynę. Chwilę wcześniej słońce wyszło zza chmur. Na szczęście było trochę cienia. Potem zjazd i kolejny podjazd. Tym razem inny. Wjechałem na Winny Szlak Rowerowy. Już początek po drodze zarośnięty trawą zaczął mnie niepokoić. Dalej było tylko gorzej. Roślinność wchodziła na ścieżkę, która nie nosiła znamion uczęszczania poza jednym śladem roweru. Najgorsze były krzewy różane, choć i tarnina zdołała mnie podrapać. Czasem poruszałem się centymetr po centymetrze, ściągając osobno każdą gałąź pokrytą tysiącami kolców. Nie będę zaskoczony, jeśli nazajutrz zastanę kapcia w którymś kole. Zacząłem nawet szukać bocznej drogi, ale było za dużo krzaków. Na koniec tortur szlak zamienił się w błotną kąpiel, nawet mimo tej suszy. Miałem więc pół roweru w kolorze czekolady.
Dojechałem do Sękowej, gdy zaczęło padać. Schroniłem się pod zadaszeniem, ale nie padało długo. Potem zaliczyłem jeszcze kilka przystanków, bo deszcz powracał. Na szczęście przez większość ostatniego odcinka wycieczki jedynie bryzgały kałuże, które jednak nie podołały brudowi na rowerze.

Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / małopolskie, wyprawy / Drewniane cerkwie 2022, z sakwami, rowery / Fuji

Słowacja – EuroVelo 11 – Nowy Sącz

  114.51  06:26
Dzień zaczął się upałem. Pojechałem najpierw na muszyński Rynek, a potem Głównym Karpackim Szlakiem Rowerowym (GKSR) wzdłuż Popradu. Chciałem rzucić okiem na dwie drewniane cerkwie. Przy granicy ze Słowacją trafiłem na straszny jarmark, auto na aucie, ludzkie bydło wchodzące bez namysłu pod jadące auta. Chciałem stamtąd jak najszybciej uciec, więc zobaczyłem obie budowle i przekroczyłem granicę.
Zauważyłem pewną niebezpieczną korelację, że im bardziej opalony kierowca, tym bliżej mnie jechał podczas wyprzedzania. Nie czułem się bezpiecznie, ale szybko zjechałem na lokalne drogi, które doprowadziły mnie do drogi dla rowerów biegnącej po wzniesieniu. Były widoki, ale był też upał. Smażyłem się na tej patelni bez szans na jakiekolwiek drzewo. Potem nawet jak pojawiły się drzewa, to trudno było o cień. Z tego powodu nie miałem ochoty zatrzymywać się na zdjęcia, bo jazda dawała namiastkę ochłody, a postoje oblewały gorącym potem.
Dotarłem do granicy, ale chciałem przejechać się kawałkiem EuroVelo 11, który dał odrobinę cienia. Po polskiej stronie też biegł EV 11, ale nie dawał żadnego cienia. Za to podobał mi się GKSR. Szlak po słowackiej stronie biegł raczej po płaskim, a po polskiej stronie było dużo widoków. Nawet doświadczyłem trochę cienia. Potem nawet z ciężkich chmur, które widziałem na horyzoncie, wyłoniła się cienka warstwa chmur. Przesłoniła słońce i zrobiło się jak w szklarni. W sumie najwyższą temperaturą na liczniku było 37 °C.
W Piwnicznej-Zdroju chciałem zobaczyć widok z platformy widokowej w parku, ale okazało się, że dojście jest nie po ścieżkach, a po schodach. Nie chciałem zostawiać roweru, więc darowałem sobie atrakcję. Za to za zamkiem w Rytrze zrobiło się ciekawie. Jechałem po EV 11, który zmienił się w brzydki szuter o grubych kamieniach. Potem szlak zwęził się, a nawierzchnia poprawiła się, że poczułem się jak na singletracku. Szkoda tylko, że odcinek był taki krótki.
Słońce przedarło się przez chmury i znów zrobiło się gorąco. Wjechałem na drogi, którymi zdobyłem punkt widokowy w Woli Kroguleckiej. Tym razem odpuściłem sobie ten podjazd, ale zaliczyłem kilka innych, bo odbiłem od jazdy wzdłuż Popradu i ruszyłem na wschód, modyfikując po drodze plan, żeby zminimalizować podjazdy. W międzyczasie zaczęło kropić. Nieintensywnie, ale przez kilka kilometrów postraszyło. Przynajmniej temperatura spadła.
Pod znalezioną wiatą autobusową obdzwoniłem kilka obiektów w poszukiwaniu noclegu. Zwlekałem z tym, bo nie wiedziałem dokąd dojadę. Planowałem dostać się do Grybowa, 30 km dalej, a byłem wciąż w Nowym Sączu i robiło się późno. W dodatku prognoza pogody zrobiła się bardzo niekorzystna, więc możliwe, że z tej wyprawy zostanie tylko mikrowyprawa, jeśli sytuacja się nie poprawi.
Przestało padać, a ja zgłodniałem. Ruszyłem do centrum Nowego Sącza, bo ostatnim razem byłem tam dawno temu. Wjechałem na znajomy szlak Velo Dunajec, którym dostałem się na Rynek. Zjadłem i pojechałem do hotelu. Prognoza pogody zmienia się jak w kalejdoskopie. Ciekawe, jak to będzie w rzeczywistości.

Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, kraje / Słowacja, Polska / małopolskie, setki i więcej, wyprawy / Drewniane cerkwie 2022, z sakwami, za granicą, rowery / Fuji

Kategorie

Archiwum

Moje rowery