Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Do deszczu i z powrotem

  33.06  01:14
Prognoza pogody zmieniła się. Widziałem na radarze chmurę sunącą nad Poznań. Wyskoczyłem na chwilę. Pojechałem na południe, skąd nadciągały opady. W Komornikach pomyślałem, by dokręcić jeszcze trochę dalej. W Szreniawie zaczęło kropić, więc ruszyłem z powrotem. Będąc pod domem, miałem niewiele na liczniku do trójki z przodu i tak pojechałem, że zrobiłem pętlę przez Szachty. Zaczęło padać samo, gdy stanąłem u progu domu.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Po Poznaniu, część 118

  26.88  01:10
Wieczorem, gdy upał był znośniejszy. Znów tu i tam po mieście. Już pachnie żniwami.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Po Poznaniu, część 117

  28.23  01:22
Robi się coraz goręcej. Wyszedłem przed wieczorem, pokręciłem się tu i tam.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Po Poznaniu, część 116

  24.62  01:10
Wieczorem, tu i tam po mieście. Dużo owadów i szkła.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Jak nie gorunc, to deszcz

  23.07  01:02
Prognoza pogody nie była optymistyczna, więc zająłem się sprawami powyprawowymi. Wyszedłem wieczorem na krótką przejażdżkę po mieście, gdy temperatura spadła. Podczas powrotu, na ostatnich kilometrach rozpadało się. Niemocno, więc dojechałem do domu w miarę suchy. Zaczęło poważniej padać parę chwil później.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Znów ten gorunc

  33.18  01:36
Wybrałem się do ogrodu botanicznego. Liczyłem na hortensje. W rzeczy samej były, ale nie tak ładne, jak w deszczowej Irlandii. Potem podkręciłem się po mieście i odwiedziłem parę sklepów, bo lista zakupów podczas wyprawy mocno się wydłużyła. Wieczorem zrobiło się przyjemniej. Kompletnie zapomniałem, że to kraj patologii i alkoholizmu, bo było mnóstwo szkła na drogach.
Kategoria kraje / Polska, Ogród Botaniczny UAM, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Przyjemniejszy Poznań

  7.58  00:25
Poznań zaskoczył miłym chłodem. Do tego wiało, ale to wiatr jak z Islandii. Nawet na poznańskich ulicach chciał mnie dopaść. Na szczęście nie miałem daleko. Pozostało mi suszenie po deszczowej końcówce wyprawy. Rower pewnie uziemię na czas wymiany szprych, czyszczenia napędu, smarowania sztycy i odpowietrzania hamulców, bo nie wydają się w pełni sprawne.
Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, z sakwami

Po gorącym Wrocławiu

  13.18  00:42
Opóźniony lot, potem transport do hotelu i poszedłem spać w środku nocy. Rano złożyłem rower i ruszyłem z myślą o przejażdżce po Wrocławiu, ale gdzieś mi ten czas uciekł, więc pospieszyłem prosto na pociąg. I tak było nieznośnie gorąco. Będę tęsknił za islandzkim latem. Dziwnie było widzieć tylko polskie tablice rejestracyjne. A drogi dla rowerów, choć nieliczne, są jednak równiejsze na Islandii.
Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, z sakwami

Ostatnia po Islandii

  51.23  03:01
Padało przez noc. Na chwilę przestało, gdy się pakowałem, ale zaczęło mżyć i spakowałem mokry namiot. Dużo ubrań też nie wyschło, ale po ostatnim praniu miałem zapas suchych, więc nie było najgorzej. Byle je dowieźć do domu.
Pogoda była podobna do wczorajszej – mżawka i mgła. Wiatr trochę słabszy, ale w twarz wiał tylko parę kilometrów. Ruch bardzo mały i spokojny.
Odwiedziłem podobny zestaw atrakcji, co 10 lat temu. Niekorzystna aura ograniczyła ich liczbę. Nic się nie zmieniły. Pojechałem na ostatnie zakupy, coś zjeść i skierowałem się na lotnisko.
Mój karton na rower znikł. Pojawiło się ogłoszenie, że władze lotniska usuwają rzeczy pozostawione w kontenerze dla rowerzystów. Na szczęście spotkani tam Kanadyjczycy, którzy przylecieli nieco wcześniej, zaoferowali mi pomoc i oddali swój karton. Rower pasował idealnie. Nawet wcisnąłem tam namiot. Planu awaryjnego, jakim była plandeka do owinięcia roweru, nie musiałem wdrażać.
Koniec wyprawy. Pokonałem 2,7 tys. km. Po mokrych doświadczeniach ze Szkocji i Irlandii te wakacje były dużo przyjemniejsze pod względem pogodowym. Tym razem to wiatr był największym przeciwnikiem. Przez 10 lat Islandia mocno się zmieniła. Z najbezpieczniejszego kraju stała się najgroźniejszym jaki odwiedziłem. Zarówno Islandczycy, jak i spotkani rowerzyści potwierdzają, jak niebezpieczni są kierowcy. Nikt z tym nic nie robi, bo liczy się zysk z turystyki. Za kolejne 10 lat już tu nie wrócę. Zarówno z powodu ryzyka uszczerbku na zdrowiu, bo rosnąca popularność tego kraju będzie przyciągać jeszcze więcej frustratów, jak i z przyczyny prozaicznej – objechałem większość dróg. Dużo atrakcji jest do siebie podobnych, a świat jest pełen pięknych i bezpieczniejszych do odwiedzenia miejsc.
Rower przetrwał podróż. Pękły tylko 4 szprychy, z czego dwie wymieniłem w drodze. Opona, którą założyłem przed wyprawą, straciła cały bieżnik. Złapałem tylko jednego kapcia. Skończył mi się wosk do łańcucha w połowie podróży i musiałem wrócić do smaru, co skutkowało trzeszczącym łańcuchem. Wosk okazuje się być tym lepszym rozwiązaniem. Denerwowało skrzypienie, które pochodziło z amortyzowanej sztycy i jeszcze jednego, nieznanego źródła. Na liście strat są też: ochraniacz na kask na deszczowe dni, który prawdopodobnie został porwany przez wiatr, laczek porwany przez silny nurt rzeki podczas przeprawy przez rzekę oraz worek na wodę, który przeciekał z powodu pęknięcia, aczkolwiek nie przydał się, ponieważ nocowałem wyłącznie na kempingach.

Kategoria kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Kemping pod wulkanem

  75.25  05:14
Mżyło od rana. Wstałem późno. W kole kapeć. Kolejna godzina na zabawę z tą wstrętną oponą. Przeoczyłem wczoraj drugą dziurę, bo to był snejk. Najwidoczniej miałem za mało powietrza, gdy wjechałem na tamtą kamienistą drogę.
Wybiło południe, gdy ruszyłem. Nadal mżyło, do tego wiało – najpierw boczny, potem w twarz. Nie jechało się dobrze. Do tego droga była ruchliwa, oczywiście trafili się śmiecie próbujący mnie zabić. To nie jest normalny kraj.
Za kolejnym miastem ruch zmniejszył się. Nawet czasem przestawało padać. Potem pojawiła się mgła, czasem też mżyło. Tam o dziwo wszyscy poruszali się przepisowo. Rozpoznałem krajobrazy sprzed dziesięciu lat.
Dotarłem do miasteczka Grindavík, które w 2023 roku zostało ewakuowane i na rok stało się miastem-widmo. Do dzisiaj życie tylko częściowo wróciło do normy. Usypali wały, aby ochronić resztę miasta, choć zagrożenie jest nieustanne, a groźba ewakuacji aktualna. Minąłem wiele punktów widokowych, ale znikoma widoczność uniemożliwiała dojrzenie czegokolwiek. Znalazłem się na kempingu. Przestało padać, więc miałem okazję odrobinę przeschnąć.
Kategoria kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Kategorie

Archiwum

Moje rowery