Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Jak nie gorunc, to deszcz

  23.07  01:02
Prognoza pogody nie była optymistyczna, więc zająłem się sprawami powyprawowymi. Wyszedłem wieczorem na krótką przejażdżkę po mieście, gdy temperatura spadła. Podczas powrotu, na ostatnich kilometrach rozpadało się. Niemocno, więc dojechałem do domu w miarę suchy. Zaczęło poważniej padać parę chwil później.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Znów ten gorunc

  33.18  01:36
Wybrałem się do ogrodu botanicznego. Liczyłem na hortensje. W rzeczy samej były, ale nie tak ładne, jak w deszczowej Irlandii. Potem podkręciłem się po mieście i odwiedziłem parę sklepów, bo lista zakupów podczas wyprawy mocno się wydłużyła. Wieczorem zrobiło się przyjemniej. Kompletnie zapomniałem, że to kraj patologii i alkoholizmu, bo było mnóstwo szkła na drogach.
Kategoria kraje / Polska, Ogród Botaniczny UAM, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Przyjemniejszy Poznań

  7.58  00:25
Poznań zaskoczył miłym chłodem. Do tego wiało, ale to wiatr jak z Islandii. Nawet na poznańskich ulicach chciał mnie dopaść. Na szczęście nie miałem daleko. Pozostało mi suszenie po deszczowej końcówce wyprawy. Rower pewnie uziemię na czas wymiany szprych, czyszczenia napędu, smarowania sztycy i odpowietrzania hamulców, bo nie wydają się w pełni sprawne.
Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, z sakwami

Po gorącym Wrocławiu

  13.18  00:42
Opóźniony lot, potem transport do hotelu i poszedłem spać w środku nocy. Rano złożyłem rower i ruszyłem z myślą o przejażdżce po Wrocławiu, ale gdzieś mi ten czas uciekł, więc pospieszyłem prosto na pociąg. I tak było nieznośnie gorąco. Będę tęsknił za islandzkim latem. Dziwnie było widzieć tylko polskie tablice rejestracyjne. A drogi dla rowerów, choć nieliczne, są jednak równiejsze na Islandii.
Kategoria dojazd pociągiem, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, z sakwami

Ostatnia po Islandii

  51.23  03:01
Padało przez noc. Na chwilę przestało, gdy się pakowałem, ale zaczęło mżyć i spakowałem mokry namiot. Dużo ubrań też nie wyschło, ale po ostatnim praniu miałem zapas suchych, więc nie było najgorzej. Byle je dowieźć do domu.
Pogoda była podobna do wczorajszej – mżawka i mgła. Wiatr trochę słabszy, ale w twarz wiał tylko parę kilometrów. Ruch bardzo mały i spokojny.
Odwiedziłem podobny zestaw atrakcji, co 10 lat temu. Niekorzystna aura ograniczyła ich liczbę. Nic się nie zmieniły. Pojechałem na ostatnie zakupy, coś zjeść i skierowałem się na lotnisko.
Mój karton na rower znikł. Pojawiło się ogłoszenie, że władze lotniska usuwają rzeczy pozostawione w kontenerze dla rowerzystów. Na szczęście spotkani tam Kanadyjczycy, którzy przylecieli nieco wcześniej, zaoferowali mi pomoc i oddali swój karton. Rower pasował idealnie. Nawet wcisnąłem tam namiot. Planu awaryjnego, jakim była plandeka do owinięcia roweru, nie musiałem wdrażać.
Koniec wyprawy. Pokonałem 2,7 tys. km. Po mokrych doświadczeniach ze Szkocji i Irlandii te wakacje były dużo przyjemniejsze pod względem pogodowym. Tym razem to wiatr był największym przeciwnikiem. Przez 10 lat Islandia mocno się zmieniła. Z najbezpieczniejszego kraju stała się najgroźniejszym jaki odwiedziłem. Zarówno Islandczycy, jak i spotkani rowerzyści potwierdzają, jak niebezpieczni są kierowcy. Nikt z tym nic nie robi, bo liczy się zysk z turystyki. Za kolejne 10 lat już tu nie wrócę. Zarówno z powodu ryzyka uszczerbku na zdrowiu, bo rosnąca popularność tego kraju będzie przyciągać jeszcze więcej frustratów, jak i z przyczyny prozaicznej – objechałem większość dróg. Dużo atrakcji jest do siebie podobnych, a świat jest pełen pięknych i bezpieczniejszych do odwiedzenia miejsc.
Rower przetrwał podróż. Pękły tylko 4 szprychy, z czego dwie wymieniłem w drodze. Opona, którą założyłem przed wyprawą, straciła cały bieżnik. Złapałem tylko jednego kapcia. Skończył mi się wosk do łańcucha w połowie podróży i musiałem wrócić do smaru, co skutkowało trzeszczącym łańcuchem. Wosk okazuje się być tym lepszym rozwiązaniem. Denerwowało skrzypienie, które pochodziło z amortyzowanej sztycy i jeszcze jednego, nieznanego źródła. Na liście strat są też: ochraniacz na kask na deszczowe dni, który prawdopodobnie został porwany przez wiatr, laczek porwany przez silny nurt rzeki podczas przeprawy przez rzekę oraz worek na wodę, który przeciekał z powodu pęknięcia, aczkolwiek nie przydał się, ponieważ nocowałem wyłącznie na kempingach.

Kategoria kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Kemping pod wulkanem

  75.25  05:14
Mżyło od rana. Wstałem późno. W kole kapeć. Kolejna godzina na zabawę z tą wstrętną oponą. Przeoczyłem wczoraj drugą dziurę, bo to był snejk. Najwidoczniej miałem za mało powietrza, gdy wjechałem na tamtą kamienistą drogę.
Wybiło południe, gdy ruszyłem. Nadal mżyło, do tego wiało – najpierw boczny, potem w twarz. Nie jechało się dobrze. Do tego droga była ruchliwa, oczywiście trafili się śmiecie próbujący mnie zabić. To nie jest normalny kraj.
Za kolejnym miastem ruch zmniejszył się. Nawet czasem przestawało padać. Potem pojawiła się mgła, czasem też mżyło. Tam o dziwo wszyscy poruszali się przepisowo. Rozpoznałem krajobrazy sprzed dziesięciu lat.
Dotarłem do miasteczka Grindavík, które w 2023 roku zostało ewakuowane i na rok stało się miastem-widmo. Do dzisiaj życie tylko częściowo wróciło do normy. Usypali wały, aby ochronić resztę miasta, choć zagrożenie jest nieustanne, a groźba ewakuacji aktualna. Minąłem wiele punktów widokowych, ale znikoma widoczność uniemożliwiała dojrzenie czegokolwiek. Znalazłem się na kempingu. Przestało padać, więc miałem okazję odrobinę przeschnąć.
Kategoria kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Eyrarbakki

  71.20  04:15
Było pochmurno z przelotnymi mżawkami. Ruch na drodze był duży. Zgodnie z planem uciekłem na boczną drogę. O kilka aut za dużo, ale bez tragedii. Za to widoki były malownicze. Wijąca się droga pośród gór. Były nawet wąskie odcinki z miejscami do mijania, jak w Szkocji. Mżawka nasiliła się, ale po mokrych ulicach mogłem stwierdzić, że mogło być gorzej.
W połowie wycieczki wyjrzało słońce i podpiekało na podjazdach. Muszki też dzisiaj atakowały jak wściekłe. Szybko to się skończyło, bo dotarłem do głównej drogi. Bardzo duży ruch. Prawdopodobnie wracający z weekendu mieszkańcy Reykjavika. To chyba ostatnia taka podczas tej wyprawy. Dobrze, że było pobocze, bo niektórzy śmiecie trzymali się prawej krawędzi podczas wyprzedzania.
Selfoss przywitał mnie mżawką. Strasznie zakorkowane miasto. Nie dziwię się, że budują obwodnicę, chociaż tym mordercom potrzebne są autostrady. Z kolei do Eyrarbakki jechałem po drodze dla pieszych i rowerów. Jednak da się stworzyć infrastrukturę. No, tylko końcówka zmieniła się w szuter z dużą liczbą luźnych kamieni. Niepierwsza taka droga, ale złapałem pierwszego kapcia. Miałem niedaleko do celu, więc co chwila pompowałem koło i jechałem kilkaset metrów.
Pierwotnie chciałem zatrzymać się w Selfossie, ale pomyślałem, że w szczycie sezonu nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie. Kemping w miasteczku Eyrarbakki był bardzo dobrym wyjściem. Bardzo spokojny, mało ludzi. Trochę wiało, ale były wały ziemne wokół obiektu. Mogłem w spokoju zająć się łataniem dziurawej dętki. Zajęło mi to godzinę i ułamałem łyżkę do opon.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Þingvellir

  56.29  03:29
Rosa i świeżo skoszona trawa na kempingu to bardzo słabe połączenie. Zaczęło kropić, więc poszedłem na śniadanie do pobliskiej kawiarni. Potem przeszedłem się ponownie wśród gejzerów i ruszyłem dalej, jak się później zorientowałem, nadal po własnym śladzie sprzed lat.
O dziwo dzisiaj nikt nie próbował mnie zabić. Mimo to znalazłem pustą drogę gruntową, która była w lepszym stanie niż większość dróg krajowych. Pewnie dlatego, że biegła niemal donikąd, ale nie takie problemy się rozwiązywało.
Pojawiło się parę bardzo przelotnych opadów, chociaż słaba przejrzystość powietrza zapowiadała coś grubszego. Słońce też próbowało się przecisnąć przez chmury, ale nie udało mu się.
Dotarłem do Parku Narodowego Þingvellir. Położony nad największym jeziorem Islandii, obejmuje miejsce zgromadzenia najstarszego na świecie parlamentu Althing. Zrobiłem sobie krótki spacer i pojechałem na kemping. Dzisiaj islandzkie muszki nie dawały spokoju. Pierwszy raz od dawna umyłem się w lodowatej wodzie, bo ludzie nie używali oszczędnie ciepłej.

Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Gullfoss – Geysir

  109.73  05:57
W nocy musiało padać, bo namiot był mokry. Mżyło, gdy ruszałem, ale szybko przestało. Potem chmury się rozeszły i słońce zaczęło podpiekać. Wiatr bardzo słaby.
Kontynuowałem jazdę po krajowej jedynce. Jazda na czołówkę nie ma końca. Dzisiaj śmieć jeszcze pokazał środkowego palca, gdy uciekałem do rowu. Bezpieczeństwo w tym kraju sięga dna. Nawet Islandczycy, z którymi rozmawiałem są tym zaniepokojeni.
Uciekłem na boczne drogi. Nadal niebezpieczne, ale chociaż ruch mocno zmalał. Postanowiłem odwiedzić dwie atrakcje po latach. Po drodze zjadłem skyr z mlekomatu. Zobaczyłem lisa polarnego w letniej szacie. Wpadłem na niewygodne szutry, parę podjazdów i znalazłem się pod wodospadem Gullfoss. Pojawiły się ostrzeżenia o kieszonkowcach. Połaziłem tu i tam, porobiłem zdjęcia i ruszyłem dalej.
Dotarłem na kemping. Ten miał takie udziwnienie, że blok prysznicowy zamykali po godz. 21. Umyłem się i poszedłem się trochę napocić, żeby zobaczyć gejzery w różnych punktach widokowych. W tych stronach są muszki znane mi ze Szkocji. Mniejsze od meszki, ale kąsają boleśnie.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Jednak na zachód

  62.81  03:56
Choć obudziło mnie słońce, to nie udało mu się dosuszyć przemoczonych ubrań. Rozważałem jazdę do wraku samolotu, którego nie dane mi było wczoraj zobaczyć, ale poczytałem opinie i stał się na tyle popularny, że musiałbym liczyć się z tłumami, a w dodatku przez ostatnie lata padł ofiarą wandali. Do tego słoneczna aura psuła klimat. Kompletnie z tego pomysłu zrezygnowałem.
Ruch na krajowej jedynce był dzisiaj głównie w kierunku wschodnim, czyli przeciwnym do mojego. W tym rejonie jednak pielgrzymki aut są tak duże, że jeździli w kolumnach po kilkadziesiąt aut, ale zdawałoby się, że po kilkaset. Skąd na tak małej wysepce tyle tego?
Zgodnie z moimi przewidywaniami kierunek wiatru zmienił się i miałem pod wiatr. W dodatku wiało mocno. Parę razy uciekłem na boczne drogi, które wydłużały jazdę. Nie wspominając o tym, że są one szutrowe, a że nikt o nie nie dba, to wygód próżno było szukać.
Naszły chmury i zrobiło się przyjemnie chłodno. Nawet wiatr osłabł. Odwiedziłem ponownie wodospad Seljalandsfoss, już bez moczenia się pod nim i pojechałem do przegapionej wczoraj atrakcji. Wspomniany wcześniej samolot DC-3 na plaży Sólheimasandur nie był jedynym wrakiem. Inny DC-3 został uszkodzony w 1969 i sprowadzony w obecne miejsce (jego historia jest dostępna na stronie farmy). Mimo dużo łatwiejszego dojazdu nie zastałem tam nikogo. Obfotografowałem go i ruszyłem dalej.
Przejechałem kawałek dawnego przebiegu krajowej jedynki. Miałem jeszcze pokrążyć po bocznych drogach, ale ciemne niebo nie wróżyło niczego dobrego. W dodatku okolice są pełne pastwisk, więc przy pogorszonej przejrzystości powietrza nie zobaczyłbym wiele. Pojechałem prosto przed siebie. Dotarłem na kemping i zrobiłem pranie, żeby dosuszyć mokre ubrania. Pojawiło się kilka przelotnych opadów, gdy rozbiłem namiot.
Kategoria kraje / Islandia, pod namiotem, rowery / Kross, terenowe, wyprawy / Islandia 2026, z sakwami, za granicą

Kategorie

Archiwum

Moje rowery