Odwiedziłem miasteczko Reyðarfjörður (tak jak nazwa fiordu), żeby zrobić szybkie zakupy, bo kolejny market spotkam dopiero jutro. Potem ruszyłem dalej. Był tunel, który przecinał góry do kolejnego fiordu, ale ja wybrałem drogę dłuższą. Wiatr, który wcześniej nie przeszkadzał jakoś mocno, odrobinę się wzmógł i spowalniał. Nie był jednak na tyle silny, by mnie przekonać do opcji z tunelem.
Droga wiodła po wielu pagórkach. Wśród widoków była woda i niesamowite formy skalne, które górowały nad fiordem. Na końcu półwyspu nawet pojawiło się słońce, a droga wzdłuż fiordu Fáskrúðsfjörður była całkowicie pod słońce. Niskie chmury na szczęście nie zamieniły się w mgłę, ale dodały uroku otaczającym fiord górom.
Dzisiaj chciałem pojechać nieco dalej, ale w porę się zorientowałem, że docelowy kemping nie ma prysznica, a cena była jak za pełny sanitariat. Zatrzymałem się wcześniej i byłem pierwszym na miejscu. Kemping jest raczej dla kamperów, jak zrozumiałem z dostępnych opcji w czasie rejestracji, ale podczas zameldowania (wszystko przez internet) była informacja również o namiocie. To jednak zrozumiałe – mają tu więcej kamieni niż ziemi, bo śledzie nie chciały w to wchodzić.













