W końcu mam własną amortyzowaną sztycę. Zamontowałem ją. Wymieniłem też łańcuch, bo stary za mocno się wyciągnął. Przełożyłem również błotniki ze starego gravela – szersze, więc zrobiło się luźniej na tylnym kole.
Miałem wyjść wcześniej na przejażdżkę, ale się zasiedziałem. I dobrze, bo lunęło. Potem nawet wyjrzało słońce, więc odczekałem trochę i ruszyłem. Jeszcze można było trafić na kałuże. Przejechałem się tam i z powrotem po Poznaniu. Myślałem, że ustawiłem sprężynę zbyt mocno, ale nawet bujało na nierównościach. Szkoda, że dostęp do regulacji wymaga wyciągnięcia sztycy.
