Wpisy archiwalne w kategorii

rowery / GT

Dystans całkowity:44006.31 km (w terenie 612.21 km; 1.39%)
Czas w ruchu:2068:25
Średnia prędkość:20.10 km/h
Maksymalna prędkość:66.05 km/h
Suma podjazdów:235967 m
Liczba aktywności:726
Średnio na aktywność:60.61 km i 3h 02m
Więcej statystyk

Wietrznie przez Kościan

Niedziela, 28 marca 2021 · Komentarze(3)
Chciałem dzisiaj coś krótkiego. Pomyślałem o Kościanie, bo wiało z zachodu. Mimo to czułem, jakbym jechał cały czas pod wiatr. W Kościanie zjadłem coś i ruszyłem w kierunku Poznania. W tę stronę jechało się dużo lepiej. W Stęszewie wpadłem na pomysł, żeby wrócić przez Mosinę, więc dystans się wydłużył.
Zaskakująco znalazłem w Garminie ustawienie rodzaju ogniw. Wybrany był typ litowy, podczas gdy moje akumulatorki są typu Ni-MH. Pierwszą rzeczą, która się naprawiła to stan naładowania baterii. Do tej pory cały czas sądziłem, że kontroler napięcia był uszkodzony i pokazywało, że bateria jest rozładowana, a problem leżał gdzieś indziej. Prawdopodobnie to rozwiąże również problem wyłączania się urządzenia. Będę musiał przejechać się do centrum, żeby mieć pewność, ale zgaduję, że moje akumulatory zestarzały się i stąd te niedawne kłopoty. Garmin pewnie myślał, że ma wydajniejsze źródło zasilania, więc się nie oszczędzał na obliczeniach, co prowadziło do niedoboru energii i niekontrolowanym wyłączaniu. Jeśli to było źródłem moich problemów, to nie będę musiał rozglądać się za nowym odbiornikiem GPS.

Miastoznawcza po Poznaniu

Piątek, 26 marca 2021 · Komentarze(6)
Kolejny dzień bez planu. W sumie nie miałem większej ochoty wychodzić, ale że prognoza pogody na weekend nie zapowiada się dobrze, to szkoda było siedzieć. Było jeszcze cieplej niż wczoraj. Pojechałem na Luboń z myślą dotarcia na Dębiec. Nie miałem w głowie mapy i trafiłem do Muzeum Martyrologicznego. Tyle razy przejeżdżałem obok, a nawet nie wiedziałem, że jest tam kawał historii.
Dojechałem do Dębca, potem poznałem trochę nowych dróg na Wildzie. Ruszyłem ku zachodniemu klinowi zieleni, znów szukając nieznanych mi dróg, a następnie na Ławicę z zamysłem powrotu do domu, ale skręciłem w złą drogę i zamiast przez Skórzewo wróciłem przez Poznań. Szkoda, że nie ruszyłem gdzieś za miasto, bo powietrze było dzisiaj strasznie toksyczne.

Z dala od centrum

Czwartek, 25 marca 2021 · Komentarze(4)
Było wręcz strasznie ciepło. Nie wiadomo, jak się ubierać. 14 °C do zachodu, potem spadło do 9 °C. Pojechałem jakoś bez planu, zahaczając o przejazd kolejowy w Plewiskach, potem drogami dla rowerów przez Grunwald do Przeźmierowa. Stamtąd przez Kiekrz i Strzeszyn dojechałem do Moraska. Na Naramowicach rzuciłem okiem na częściowo otwarte rondo. Dróg dla rowerów jeszcze nawet na horyzoncie nie widać. Potem obok Malty, przez Rataje i standardowo do domu. Dzisiaj nie odwiedziłem centrum i Garmin nie wyłączył się ani razu. Coś musi być z tym miastem nie tak.

Do mostu nad Wartą

Środa, 24 marca 2021 · Komentarze(3)
Było ciut cieplej niż wczoraj, choć wietrznie. Pojechałem do Puszczykowa zobaczyć most na Warcie. Byłem tam tak dawno, że zdążyli wprowadzić ruch wahadłowy.
Wróciłem do Poznania, kręcąc się trochę bocznymi drogami. Potem dojechałem do centrum i… Garmin się wyłączył. Co za diabelskie miasto. Całe 40 km nie było problemów, aż znalazłem się w centrum i miałem powtórkę z wczoraj i przedwczoraj. Myślałem, że to wina baterii, ale użyłem tej samej, co wczoraj. Musi być coś nie tak w tym mieście, że elektronika świruje.

Choszczno – Kalisz Pomorski – Tuczno – Piła

Sobota, 20 marca 2021 · Komentarze(3)
Dziś pierwszy dzień astronomicznej wiosny. Temperatury nocami nadal są ujemne, przez co przyjdzie nam trochę poczekać na kwieciste widoki, jak rok temu. Jednakże brak liści na drzewach sprawia, iż bez trudu można dojrzeć budynki obsadzone roślinami. Nie, żebym był zwolennikiem betonozy, drzewa też dodają jakiegoś uroku architekturze. Dodatkowo latem nie wyobrażam sobie jeździć po niezacienionych drogach czy odwiedzić rynek jakiegoś miasta, który nie ma ani jednego rozłożystego drzewa, pod którym dałoby się odpocząć od upału.
Na dzisiaj planowałem dostać się pociągiem do Szczecina i wrócić z wiatrem do Poznania lub gdzieś pomiędzy, bo nie za bardzo czułem się na siłach. Potem przyszedł mi do głowy plan zaliczania gmin, więc zmieniłem Szczecin na Stargard i za cel obrałem Piłę. Jadąc ze Stargardu, przejechałbym przez Choszczno, a że nie spieszyło mi się na pierwszy pociąg, to znów zmieniłem plan i wybrałem za początek wycieczki właśnie to miasto. Jazda się dłużyła przez remont linii kolejowej do Szczecina. Gdy przejeżdżaliśmy przez Puszczę Notecką, zaczęło sypać śniegiem. Dobrze, że sypało tylko tam.
W Choszcznie byłem parę lat temu w lecie. Poznałem po fontannie i kościele na Rynku. Wtedy jeszcze miasto było wolne od dróg dla kaskaderów. Ruszyłem prostą drogą na wschód. Temperatura wahała się od 2 °C podczas zachmurzenia do 5 °C, gdy świeciło słońce. W lasach odczuwalnie było jednak na minusie. Jechało się bardzo dobrze, z wiatrem, ruch niewielki.
W Drawnie byłem kilkakrotnie. Znów zapamiętałem tamtejszy kościół, choć tym razem go rozebrali na drobne kawałki. Droga do Kalisza Pomorskiego była również prosta, ale wiatr zaczął wiać z różnych stron. W dodatku zachmurzone niebo i lasy otaczające drogę obniżyły temperaturę. Brr. Dopiero w Kaliszu zrobiło się słonecznie. Podjechałem pod pałac vel zamek, a potem rozpocząłem najtrudniejszy etap podróży – do Tuczna.
Kolarze nie mają prostego życia podczas wypraw w nieznane. Czy to przez powstające w lawinowym tempie drogi dla kaskaderów, czy przez brak utwardzonych dróg. Jako że wybrałem dzisiaj kolarzówkę, to dręczył mnie ten drugi problem. Leśne drogi były w większości suche, jednak zdarzało się trochę błota czy grząskiej ziemi, a o piachu już nie wspomnę. Pocieszające były widoki natury. Podczas jednego z postojów nawet zauważyłem pnący się w górę wiadukt kolejowy. Z kolei gdy do niego dotarłem, usłyszałem nadjeżdżający pociąg. Sprawnie wspiąłem się na skarpę i udało mi się go złapać na zdjęciu.
W Tucznie pojechałem tylko zobaczyć zamek. Zrobiło się chłodno, a nawet pojawiło się trochę zalegającego śniegu. Mam wrażenie, że okolice Piły są jakąś arktyczną anomalią, bo to nie pierwszy raz, gdy zderzyłem się z zimnem w tych stronach.
Za Tucznem czekało mnie jeszcze trochę terenu. Niestety dominowało błoto. Na jednym z rozstajów dróg musiałem wybrać objazd, bo inaczej częściej niósłbym rower niż na nim jechał. Tak się dostałem do asfaltów. Niestety połowa z nich była w opłakanym stanie. Dopiero druga połowa, już w województwie wielkopolskim, przywracała przyjemność z jazdy. O ile temperaturę lecącą ku zeru i zmienny wiatr można nazwać przyjemnymi. Do tego Piła przywitała mnie jednymi z najgorszych dróg dla kaskaderów, jakie widziałem w Polsce. Po prostu ręce opadają, jak można było coś takiego odwalić w 70-tysięcznym mieście.
Dotarłem jakiś kwadrans za późno na dworzec, bo z głodu i zimna zatrzymałem się na stacji benzynowej. Miałem więc sporo czasu do kolejnego pociągu, dlatego pokręciłem się po mieście i kupiłem sobie gazetę na drogę. Dzisiaj kolej zabrała mi niemal 5 godzin z dnia. Jak na złość zamordyzm zamknął hotele i na razie nie mam jak optymalizować swoich podróży, ale powoli klaruje się mój wiosenny plan.

Powrót z mroźną niespodzianką

Czwartek, 18 marca 2021 · Komentarze(3)
Rano padał śnieg, potem było całkiem sucho. Wieczór zapowiadał się obiecująco, więc wyskoczyłem na chwilę. Było jeszcze zimniej niż wczoraj. W słońcu 4 °C, ale spadło do 1 °C po zmroku. Pojechałem na zachód. Nie wiem, co mnie podkusiło, bo miałem ciągle pod wiatr. W każdej kolejnej miejscowości myślałem sobie, że może jeszcze jedna wioska i gdzieś skręcę. Tak dotarłem do Dopiewa, gdzie skręciłem na Więckowice i drogą wojewódzką ruszyłem do Poznania. Na horyzoncie zrobiło się granatowo i to nie z powodu zbliżającego się zmierzchu. Zapowiadało się na burzę. Skróciłem wycieczkę i pojechałem prosto do domu wzdłuż ekspresówki, a w Skórzewie zaczął padać… śnieg. Było na plusie, więc nie utrzymywał się długo, ale pod domem strzepnąłem z siebie grubą warstwę tej białej niespodzianki, bo zmienił się wiatr i sypało prosto w twarz.

Wieczorem przez Batorowo

Środa, 17 marca 2021 · Komentarze(7)
Prognoza swoje, pogoda swoje. Wyskoczyłem na chwilę, bo jakieś ochłodzenie się zbliża i trzeba korzystać z okazji do jazdy. Pojechałem w kierunku Przeźmierowa. Tam skręciłem na Batorowo. Myślałem, żeby pojechać przez Lusówko, ale beznadziejne drogi dla kaskaderów w Lusowie odciągnęły mnie od tego pomysłu. Pojechałem wzdłuż ekspresówki i do domu, bo jednak za cienko się ubrałem.

Gdzie ten deszcz?

Poniedziałek, 15 marca 2021 · Komentarze(0)
Nie, żeby mi go brakowało, ale prognoza pogody odradzała wychodzenie z domu. Przez cały dzień nie dostrzegłem deszczu, chmury kłębiły się tylko na horyzoncie, więc ruszyłem na miasto. Z początku planowałem pętlę przez Kiekrz, ale im bliżej centrum, tym drogi stawały się mokrzejsze, a kałuże większe, więc okroiłem wycieczkę do pętli przez miasto. I tak zachlapałem całe plecy i rower. Pojechałem na Piątkowo, potem zobaczyć stan wykopów na Naramowicach, a dalej Wartostradą do domu. W końcu usunęli piach z dróg dla rowerów w centrum i na północy miasta!

Mroźnym wieczorem

Wtorek, 9 marca 2021 · Komentarze(5)
Wyszedłem bez planu. Było zimno i słonecznie. Ruszyłem ku Dębinie, ale ominąłem park i przedostałem się przez Wartę najbliższym mostem o asfaltowo-piaskowej nawierzchni. Kolejnym punktem docelowym były Tulce. Nie chciałem jechać przez Szczepankowo, więc dostałem się na Minikowo, a dalej już standardowo do Tulec, skąd ruszyłem do Swarzędza z myślą dostania się aż do Kobylnicy, aby wrócić do Poznania dawną krajówką. Temperatura zdążyła jednak spaść z 5 °C do -1 °C i zacząłem przemarzać, więc zrezygnowałem jeszcze przed Swarzędzem i pojechałem prosto do Poznania. Ostatecznie pojechałem przez Szczepankowo, bo jest wygodniej niż drogami przy Malcie. Dalej przez centrum i wzdłuż Bukowskiej, żeby na liczniku wypadła pięćdziesiątka. Na koniec przejechałem się jeszcze przez osiedle Kopernika, coby odnaleźć jakąś wygodniejszą drogę do domu i zdecydowanie nie było takiej.

Ze Zbąszynka

Niedziela, 7 marca 2021 · Komentarze(4)
W prognozie był silny wiatr z zachodu, a po wczorajszym odcinku z Kórnika do Poznania nie miałem ochoty na walkę z naturą. Z początku planowałem oglądać bunkry pod Międzyrzeczem, ale nie było żadnego pociągu, który mógłby dowieźć mój rower w sensownym czasie, więc okroiłem plan i wylądowałem w Zbąszynku.
Było zimno. Przynajmniej to przewidziałem i miałem na sobie dodatkową warstwę ubrań. Ruszyłem w kierunku Poznania. Już początek okazał się mało przyjemny, bo droga biegła po kocich łbach. W Lubuskiem to chyba standard. Na szczęście obok był kawałek gruntu. Na rozwidleniu wpadłem z deszczu pod rynnę, bo kocie łby biegły gdzieś w bok, a prosto leciała droga gruntowa. Dałem się zwabić i… zakopałem się w piachu. Droga była tak grząska, że często zrzucało mnie z roweru. Był to jednak dopiero początek problemów z brakiem wygodnych dróg.
Nie chciałem wracać do Poznania ani drogą krajową, ani wojewódzką, bo jeździłem nimi wielokrotnie. Wybrałem wycieczkę krajoznawczą przez przypadkowe wioski. Jakość dróg była różna, trafiła się tylko jedna droga dla rowerów, która była wygodniejsza od ulicy. Sporo było dróg terenowych. Wiatr przeszkadzał głównie boczny, choć w Opalenicy byłem tak głodny, że musiałem pojechać kawałek pod wiatr do jedynego miejsca, gdzie mogłem zjeść – na stację benzynową. Oferowali tylko kiełbasę w bułce. Lepsze to niż nic. Pewnego dnia w upalnej Korei pierwszy sklep znalazłem dużo później.
Za Opalenicą przejechałem przez jeszcze kilka nieznanych mi miejscowości i od Tomic byłem niemal w domu. Myślałem, że wiatr będzie dzisiaj bardziej porywisty.