Wpisy archiwalne w kategorii

rowery / Fuji

Dystans całkowity:40268.48 km (w terenie 3423.11 km; 8.50%)
Czas w ruchu:2109:19
Średnia prędkość:16.92 km/h
Maksymalna prędkość:71.80 km/h
Suma podjazdów:241631 m
Liczba aktywności:628
Średnio na aktywność:64.12 km i 3h 38m
Więcej statystyk

Stupilska

Niedziela, 18 lutego 2024 · Komentarze(4)
Temperatura niższa niż wczoraj, ale odczuwalnie znacznie wyższa. Wiało z południa, więc ruszyłem na północ.
Większość trasy była nudna. Dużo koszmarnie dziurawych dróg lokalnych. Z początku planowałem dotrzeć tylko do Chodzieży, ale tam wciąż zostawało mi sporo dnia, więc jechałem dalej, by wykręcić pierwszą w sezonie stówę.
Dojechałem do Noteci, która rozlała się na otaczające ją Łąki Nadnoteckie. Dalej wjechałem na dziwaczne śmieszki oznaczone w losowych miejscach. W Kaczorach, które są miastem od przeszło dwóch lat, wjechałem na drogę dla rowerów wybudowaną wzdłuż linii kolejowej. Rozpoznałem nawet przejazd kolejowy, na którym miałem kiedyś dziwną sytuację, a teraz wiem, że przejechałem większość trasy z mojej pierwszej wizyty w Pile. Za przejazdem trafiłem na śmieszki, które były tak dziwacznie poprowadzone, że ręce opadają.
Dojechałem do stacji kolejowej, gdzie na najbliższy pociąg powrotny musiałem czekać zaledwie 10 minut. Było dużo ludzi. Kupiłem ostatnią miejscówkę siedzącą przypisaną dla rowerzystów, a na kilkanaście wolnych wieszaków przypadał tylko mój jeden rower.

Wietrzny Poznań 2

Sobota, 17 lutego 2024 · Komentarze(5)
Trochę się rozpadało. Wyszedłem, gdy wyjrzało słońce. Było dużo kałuż, temperatura spadła, a do tego wiało. Wiało na tyle nieprzyjemnie, że wróciłem zanim zaczęło się ściemniać.

Ostrzejszy Poznań

Piątek, 16 lutego 2024 · Komentarze(2)
Było mi za gorąco, mimo że ubrałem się lżej. Nie padało, więc pojechałem pokręcić się chwilę po mieście, a potem skoczyłem na lodowisko. Łyżwy naostrzyłem kilka dni temu. Było za dużo ludzi, ale pewnie wina piątku, bo same ferie na Chwiałce nie wzmogły ruchu w środku tygodnia. Ostatnie kilometry przejechałem w deszczu, który pojawił się o kilka godzin za wcześnie.

Nieostry Poznań

Wtorek, 13 lutego 2024 · Komentarze(4)
Było chłodniej niż wczoraj, ale przynajmniej sucho. Ruszyłem nad Wartę, by zobaczyć prawobrzeżny przebieg Wartostrady. Było nieco więcej wody niż w weekend i dużo więcej niż przed dwoma laty. Pokręciłem się chwilę po mieście. Chciałem naostrzyć łyżwy, ale dowiedziałem się, że we wtorki jest nieczynne. W drodze powrotnej zajechałem na Ligawę i przeraziłem się, bo było więcej ludzi niż w jakikolwiek weekend. Wróciłem tam godzinę później i zaskakująco była tylko garstka łyżwiarzy.

Brudny Poznań

Poniedziałek, 12 lutego 2024 · Komentarze(3)
Było mokro, ale ponieważ słońce coraz później zachodzi, to wyskoczyłem po pracy na szybki rower. Niestety kałuże i błoto na śmieszkach oraz poboczach nie przyniosły frajdy, więc cała ekscytacja z wyjścia szybko opadła.

Przejażdżka po Warcie

Sobota, 10 lutego 2024 · Komentarze(8)
Wyszedłem późnym popołudniem. Było dużo cieplej niż się spodziewałem. Pokręciłem się po centrum, wjechałem na Wartostradę, którą – jak co roku – zalała Warta. Chyba pierwszy raz przejechałem się po lewobrzeżnej części podczas wysokiego stanu wody.

Orkiestralny Poznań

Niedziela, 28 stycznia 2024 · Komentarze(6)
Jakoś ciężko mi było wstać po wczorajszej aktywności. Postanowiłem dzisiaj tylko pokręcić się po mieście. Od wielu lat miałem kłopot, by spotkać wolontariuszy WOŚP, ale w tym roku przejechałem się po najpopularniejszych miejscówkach i trafiłem na nich na Cytadeli. W centrum omal nie potrąciła mnie złotówa. Gdy go dogoniłem, stchórzył i przejechał na czerwonym. Przydałaby się kamerka.

Ujście Warty z wiatrem

Sobota, 27 stycznia 2024 · Komentarze(4)
Postanowiłem wrócić do korzeni i znów wplatać dojazd pociągiem do wycieczek. Od listopada chodził za mną Park Narodowy „Ujście Warty”, więc był to idealny kandydat na start. Prognoza wiatru sugerowała zacząć w Kostrzynie, więc tam się znalazłem. Dzień zaczął się słonecznie, ale chmury szybko to zmieniły. Zastane widoki nie odbiegały od tych z poprzednich wizyt. Było dużo zwierzaków, zero ludzi. Wysoki stan wody zablokował tylko jedną drogę.
Wyjechałem z parku i słońce błysnęło kilkakrotnie spomiędzy chmur. Drogi zrobiły się trochę grząskie, ale bez większego błota. Im bliżej Gorzowa, tym wiatr bardziej dokuczał, ale to dlatego, że droga nie była idealnie prosta. Do tego sporo psów mnie atakowało, z czego jeden potargał mi nogawkę. Na koniec zaskoczyła mnie droga, która ostatnim razem była pokryta świeżym, grubym szutrem. Do dzisiaj prawie nic z niego nie zostało. Było za to mnóstwo kałuż.
W Gorzowie miałem jeszcze trochę dnia przed sobą, więc pojechałem do Santoka. Tam wciąż pozostawało mi mnóstwo czasu do pociągu, więc skoczyłem do kolejnej stacji, zaliczając trochę bardziej grząskiego piachu. Gdyby nie zmierzch, dojechałbym do Krzyża po ścieżce rowerowej na nasypie dawnej linii kolejowej, ale nocna jazda nie daje takiej frajdy.