Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

rowery / GT

Dystans całkowity:44006.31 km (w terenie 612.21 km; 1.39%)
Czas w ruchu:2068:25
Średnia prędkość:20.10 km/h
Maksymalna prędkość:66.05 km/h
Suma podjazdów:235967 m
Liczba aktywności:726
Średnio na aktywność:60.61 km i 3h 02m
Więcej statystyk

Dziewiąty

  57.30  02:47
Zaczyna się dziewiąty sezon moich rowerowych przygód. Z pewnością w tym roku będzie on inny, tylko w którym kierunku? Nie zaplanowałem niczego, po głowie chodzi mi kilka pomysłów, mam kilka marzeń. Być może wymyślę coś spontanicznego, a może zaplanuję wyprawę z półrocznym wyprzedzeniem.
Na dzisiaj zaplanowałem pojechać na północ. Przejechałem na drugi koniec miasta, co zajęło mi niemal godzinę. Chciałem objechać poligon, ale moje stopy zaczęły przemarzać. Było zimniej niż wczoraj, nadal wietrznie. Chcąc trochę podratować dystans, pojechałem przez Biedrusko, a potem wróciłem prosto do domu, żeby się ogrzać.
I jeszcze podsumowanie zeszłego roku. Pokonałem 11,1 tys. km. Najważniejszym wydarzeniem była kolejna wyprawa do Azji, która przyniosła trochę niespodzianek. Odwiedziłem Japonię i Koreę Południową. Przybyłem wiosną, w trakcie trwania hanami, czyli okresu kwitnienia drzew wiśniowych. Moje azjatyckie przygody opisałem po powrocie do Polski. Wśród najbardziej zaskakujących, ciekawych lub wartych wspomnienia były: zima w Japonii, gdy zjeżdżając z gór, wjechałem do doliny pełnej narciarzy powracających ze stoków; odkrycie ostatnich kwitnących wiśni, a następnie nierozważny przejazd po górskiej drodze w okresie budzenia się niedźwiedzi; zejście do pagody otoczonej pradawnymi cyprysami; przejazd po jednej z niewielu dróg dla rowerów położonej wzdłuż wybrzeża na dawnej linii kolejowej; krótki spacer po jedynej w Japonii pustyni; przejazd wzdłuż malowniczego wybrzeża w upalny dzień; spacer wzdłuż 123 bram torii (aczkolwiek 10 tys. bram robi większe wrażenie); wycieczka po wzgórzach herbacianych.
Wsiadłem na prom do Korei. Wpadłem na informację o Szlaku Czterech Rzek, dzięki czemu opracowałem plan zwiedzenia połowy półwyspu koreańskiego. Kraj okazał się bardzo przyjazny rowerzystom. Wiele malowniczych dróg wiodło mnie czasem daleko od głównego szlaku przecinającego kraj. Dotarłem do Seulu, gdzie wbiłem ostatnią pieczątkę na głównym szlaku, a potem ruszyłem w drogę powrotną, bo ten kraj nie oferował innych możliwości. Poznałem przyjaznych monocyklistów, którzy pomogli mi w podróży. Przejechałem niemal 200 km, co było najdłuższą i najbardziej szaloną wycieczką tego roku.
Powróciłem do Japonii. Sezon deszczowy połączony z powodziami zmieniły moje plany i ruszyłem na Shikoku. W Kyōto zobaczyłem kawałek procesji jednego z najpopularniejszych japońskich festiwali. Upał nie dawał mi spokoju i popłynąłem promem na północ kraju. Tam zobaczyłem trzy festiwale. Spędziłem też ostatnie dni mojego pobytu z przemyśleniami: po co mi to było. Stanowczo odradzam odwiedzać Japonię latem. Jest za gorąco.
Po powrocie do Polski nie miałem za dużo ochoty na jazdę pod Poznaniem, gdzie chyba zacząłem zapuszczać korzenie. Zaliczyłem jeden wypad pod namiot, jesienną wizytę w górach i przejazd przez Niemcy. Dokąd teraz?
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Ostatnia w 2019

  29.47  01:28
Z racji sylwestra mogliśmy wyjść wcześniej z pracy. Słońce przedarło się przez chmury i zaczęło kusić. Wyszedłem pokręcić się pod miastem. Nie było korków, a dzięki wietrznej pogodzie smog nie doskwierał tak mocno. Gdyby jeszcze tylko ściągnąć z dróg te rzęchy.
Pojechałem przez Luboń, potem na drugą stronę Warty i dostałem się do centrum. Chciałem odwiedzić sklep modelarski, bo jakiś czas temu odkryłem nowe hobby i potrzebowałem paru drobiazgów do budowy nowego modelu. Niestety cały pasaż handlowy był zamknięty na cztery spusty, więc będę musiał odwiedzić miasto ponownie w nowym roku.

Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Listopad 2019 (GT)

  42.08 
Krótkie przejazdy.
Kategoria kraje / Polska, rowery / GT

Ponury listopad

  56.69  02:35
Buro i ponuro, do tego wietrznie, ale przynajmniej ciepło. Zaplanowałem pojechać pod wiatr na południe, aby mieć lekki powrót.
W Puszczykowie dałem się skusić alei prowadzącej do Warty. Jesienne kolory jeszcze nie opuściły Wielkopolskiego Parku Narodowego, więc mogłem uchwycić kilka ciepłych scenerii. Wsiadłem na kolarzówkę, więc nie chciałem babrać się w błocie po szlaku rowerowym (wystarczy, że ulice były mokre). Wróciłem na asfalty, aby dokończyć objazd do najbliższego mostu przez Wartę. Potem prosto na północ, aż za centrum. Pomyślałem, aby przejechać się po starym odcinku Wartostrady. Poza muralami nic nie zwróciło mojej uwagi. Zajrzałem dodatkowo na Cytadelę, gdzie jesień powoli zwija swój interes. Nie mając innych pomysłów, wróciłem do domu.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, Wielkopolski Park Narodowy, rowery / GT

Złota jesień odnaleziona

  90.00  03:54
Wyszło słońce, więc wyszedłem i ja. Chciałem zrobić jakąś krótką pętlę i wypadło na Pobiedziska. Po ostatnich deszczach i przymrozkach zrobiło się całkiem ciepło.
Już kilka ulic od domu zaskoczyły mnie drzewa pokryte złotem. Jeszcze 2 tygodnie temu jechałem podobną trasą i Las Dębiński był cały zielony, ale w końcu jesień tam zagościła. Myślałem, że coś się popsuło, a jesieni się po prostu pomyliły daty i część drzew zrzuciła liście bez zmiany barw, a część tych zielonych czekała na bieżący okres. Potem spotkałem jeszcze wiele pięknych drzew, a promienie słoneczne dodatkowo dodawały blasku polskiej złotej jesieni.
Standardowo pojechałem wzdłuż autostrady, a potem już prawie prosto przez Kostrzyn do Pobiedzisk. Tam zatrzymałem się tylko na kawę i w dalszą drogę ruszyłem ku Puszczy Zielonce. W lasach temperatura spadła o połowę, a ponieważ słońce zaczęło się chylić ku horyzontowi, to w Poznaniu cieplej wcale nie było.
Dzień robi się coraz krótszy, a poranki coraz chłodniejsze. Chyba trzeba zacząć wozić ze sobą plecak na zbędne i dodatkowe warstwy ubrań.
Kategoria kraje / Polska, Puszcza Zielonka, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Przez Oderbruch

  162.09  07:41
Zauważyłem, że mój zjazd ze Ślęży zaczepił o nową gminę. Powracam więc do mojego planu zwiedzania Polski przez zaliczanie gmin. Na mojej liście była Cedynia, samotna gmina otoczona dziesiątkami innych, już zaliczonych jednostek. Planowałem ją odwiedzić już w zeszły weekend, ale deszcz mnie zniechęcił. W ten weekend ma być to samo, ale mając dzień wolny od pracy przed nieszczęsnym weekendem, mogłem się wyrobić. Wczoraj wsiadłem do pociągu do Kętrzyna nad Odrą, a dzisiaj wprowadziłem plan w życie.
Było okrutnie zimno, gdy ruszałem. Wszędzie szron, temperatura daleko poniżej zera. Choć wziąłem zapas ciepłych ciuchów, to wiało mi w kostki. Nie było jednak odwrotu. Musiałem jechać w tym, co zabrałem z domu.
Przekroczyłem granicę z Niemcami, wjeżdżając do Oderbruch, delty śródlądowej na Odrze. Ulice pierwszej wioski były puste, a obok biegły drogi dla pieszych i rowerów. Jakość beznadziejna. Już w Japonii wygodniej się jeździło. Dopiero po wyjechaniu z obszaru zabudowanego zacząłem zazdrościć jakości. Nawierzchnia zamieniła się w asfalt – o tej samej jakości, co ulice. Jazda stała się przyjemnością i tylko przejazdy przez obszary zamieszkałe przynosiły udrękę.
W połowie podróży pojawił się objazd. Dużo znaków, wszystkie po ichniejszemu. Nie mając przy sobie żadnego tłumacza, musiałem pojechać objazdem, a ten wydłużał dystans dość sporo. Chcąc sobie pomóc, wjechałem w obiecującą drogę asfaltową. Niestety, w połowie zamieniła się w dziurę na dziurze. Zacisnąłem zęby i przejechałem to.
Dotarłem do Wriezen, większego miasteczka. Na rynku odbywał się jakiś festyn. Jedzenia prawie nie było widać. Same stragany z rzeczami jak „u Chińczyka” i warzywniak. Chociaż miałem ze sobą parę euro, które zostały mi z zeszłorocznej podróży przez Słowację, to nic mnie nie przyciągnęło.
Chcąc dorzucić jeszcze jakąś atrakcję do programu, pojechałem do miasta Bad Freienwalde. Rynek wyglądał jakby wyjęty niczym z dolnośląskiego miasteczka. Tylko kocie łby trochę bardziej telepały.
Ruszyłem w kierunku Polski. Ten przejazd przez Niemcy był nieco mniej imponujący niż moje poprzednie wizyty. Kierowcy jeżdżą dużo kulturalniej niż w Polsce, ale nadal było wielu takich z niemiecką blachą, co wyprzedzało „na gazetę”. Trafiłem również na wiele dróg, na których omal nie wybiłem zęby. Za to oznakowanie było bardzo czytelne (pomijając znaki z napisami w języku niemieckim). Niektóre rozwiązania mogłyby pojawić się w Polsce.
Z Cedynii mogłem ruszyć w wielu kierunkach. Wyliczyłem jednak, że Szczecin był dla mnie osiągalnym celem, a w razie problemów mogłem przerwać podróż w Gryfinie. Nie miałem zresztą ochoty na siłowanie się z wiatrem z południa.
W Cedyńskim Parku Krajobrazowym trafiła mi się gratka w postaci polskiej złotej jesieni. Przynajmniej jej resztek. Jednym z celów tej wycieczki było bowiem odnalezienie jesieni po stronie niemieckiej. Nie udało się tam, więc zostałem zaskoczony.
Ponownie przekroczyłem granicę, aby wygodnie dostać się do celu. Już wczoraj właścicielka noclegowni powiedziała mi o popularności szlaku rowerowego wzdłuż niemieckiej granicy, dlatego chciałem go wypróbować. Równy asfalt biegł przez park narodowy ze znikomą liczbą zabudowań, a olbrzymią ilością natury. Przejechałem też przez las o złotych liściach. Spełniłem swoją nadzieję na znalezienie jesieni i to po obu stronach granicy.
Szlak na pewnym odcinku został zamknięty, ale to nie Polska, rowerzyści nie zostali zdani na łaskę losu. Został wyznaczony objazd, do tego dobrze oznakowany, a na znakach pojawiły się mapy objazdu. Coś niesłychanego. Niestety objazd nie był mi na rękę, bo zaczęło zmierzchać, więc wjechałem na główną drogę, zaczynając tym samym jazdę po własnym śladzie z podróży wzdłuż polskiego wybrzeża.
Zapadł zmrok, a ja miałem jeszcze kawał drogi do Szczecina. Zwróciłem uwagę, że prawie wszystkie auta wyprzedzające mnie miały polskie rejestracje. No cóż, kilka kilometrów dalej przekroczyłem granicę, dojechałem na dworzec kolejowy, odczekałem ponad godzinę na pociąg i powróciłem do Poznania nim zaczął się deszczowy weekend.

Kategoria Polska / zachodniopomorskie, Polska / lubuskie, kraje / Polska, kraje / Niemcy, po zmroku i nocne, setki i więcej, za granicą, dojazd pociągiem, rowery / GT

Październik 2019 (GT)

  35.83 
Krótkie przejazdy.
Kategoria kraje / Polska, rowery / GT

Jesienne oborniki

  134.08  06:10
To nie tak miało być. Planowałem pojechać gdzieś daleko, ale prognoza pogody mnie rozczarowała. Musiałem skrócić plan diametralnie i korzystać z połowy pogodnego weekendu. Popatrzyłem na mapę, obrałem pobieżny plan i ruszyłem.
Było całkiem ciepło. Pojechałem w kierunku Kórnika. Tam przejechałem się bulwarem i po raz kolejny mój Garmin wyłączył się, gdy byłem pod zamkiem – w tym samym miejscu, co zawsze. Na moich oczach zgasł, bo pilnowałem urządzenia. W tamtym miejscu musi być jakaś nieczysta energia.
Przez resztę wycieczki nie miałem przygód tego typu. Skierowałem się na Nowe Miasto nad Wartą. Po drodze wpadłem na kilka gruntowych dróg. Nic przyjemnego, gdy jedzie się kolarzówką. Zwłaszcza, gdy taka nawet znośna droga zamienia się w piaszczyste wydmy, po których jedzie się jak nożem po maśle, które leżało za długo na słońcu. Okropność.
Stwierdziłem, że dojazd do najbliższego mostu w Pyzdrach zająłby mi za dużo czasu, więc zmieniłem plan na przejazd przez Miłosław. Zwłaszcza że zbliżał się wieczór, więc nie chciałem wrócić późną nocą.
Ostatecznie zmierzch złapał mnie w Miłosławiu i miałem na liczniku sporo kilometrów. Nie sprawdziłem przed wyjazdem dystansu i wyszło dwa razy więcej niż chciałem, choć mogła to być trzykrotność, gdyby zakładać pierwotny plan. Jestem taki lekkomyślny. Przynajmniej wziąłem ze sobą bluzę, bo po zmroku temperatura nieco spadła.
Sezon nawożenia pól obornikiem w pełni. Co kilka kilometrów można było poczuć się jak na wsi – poznać ją od kuchni. Tak że miałem dodatkowe urozmaicenie poza zapachami z kominów.

Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, setki i więcej, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Polska złota pomyłka

  25.10  01:19
Zachęcony zobaczeniem jesieni w Poznaniu, ruszyłem po pracy do centrum, aby dostać się na Cytadelę. Korki mnie odrobinę spowolniły. Na miejscu zastałem resztki promieni zachodzącego słońca i widok z ostatnich dni – brązy zmieszane z zielenią obok bezlistnych drzew. Polska złota jesień w tym roku jest jakimś nieporozumieniem. Daleko jej do jesieni z ostatnich lat. Oby w przyszłym roku mnie nie zawiodła.

Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / GT

Dolina Bystrzycy

  74.18  03:35
Na Ślężę wbiegłem wczoraj, aby dzisiaj mieć lekki dzień. Chłodnawy i mglisty poranek przyniósł kilka przyjemnych dla oka widoków.
Zaplanowałem pojechać wzdłuż Doliny Bystrzycy. Zawiodłem się brakiem dróg. Przekroczyłem Bystrzycę kilkoma mostami i tyle. Żadnej drogi przez dolinę. Może jakieś leśne ścieżki znalazłyby się, ale nie miałem ochoty brudzić kolarzówki. Musiałem się obejść smakiem. Zresztą, ruch samochodowy wzdłuż doliny nie przyniósłby niczego dobrego dla natury, więc po części dobrze jest, jak jest.
Dotarłem do Wrocławia. Do centrum zabrała mnie mierna sieć dróg dla rowerów, chociaż zdecydowanie było lepiej niż w Dzierżoniowie. Pojechałem na sekundę na Rynek, a potem na dworzec. Ostatecznie wróciłem do Poznania pociągiem. Próbowałem kupić bilet w dwóch biletomatach, ale za każdym razem był błąd. Z kolei pani w okienku kazała lecieć do kierownika pociągu, bo podobno nie zdążyłbym kupić biletów w 5 minut. Ostatecznie ten czas przesiedziałem w pociągu, a konduktor naliczył opłatę dodatkową. Polskie koleje są coraz mniej ludzkie.
Kategoria kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, dojazd pociągiem, wyprawy / Dolny Śląsk 2019, rowery / GT

Kategorie

Archiwum

Moje rowery