Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

rowery / Trek

Dystans całkowity:78925.64 km (w terenie 7627.36 km; 9.66%)
Czas w ruchu:3284:49
Średnia prędkość:18.82 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:458715 m
Maks. tętno maksymalne:165 (84 %)
Maks. tętno średnie:160 (81 %)
Suma kalorii:226193 kcal
Liczba aktywności:938
Średnio na aktywność:84.14 km i 4h 00m
Więcej statystyk

Złoty Poznań

  35.24  02:08
Miało padać, więc nic nie planowałem, ale gdy za oknem słońce oświetlało złoto na drzewach, musiałem wyjść. Wziąłem aparat i ruszyłem w miasto.
Wsiadłem dzisiaj na Treka, bo gdyby jednak zaczęło padać, to nie byłoby mi go szkoda. Ciężki i powolny, ale za to połyka wszystkie poznańskie dziury zamiast się na nich rozbijać. Skierowałem się na początek do parku Czarneckiego, ponieważ to właśnie tam znajduje się najpiękniejsza w Poznaniu aleja. Przejechałem wczoraj przez ten park i nie mogłem oprzeć się ponownej wizycie z lepszym sprzętem do fotografowania. Nawet słońce dopisało. Potem oczywiście zajrzałem do Cytadeli, bo tam też zawsze można liczyć na ładne ujęcie. Pomyślałem również o pewnym budynku oplecionym jakąś rośliną, a że roślina zmieniła kolor na jesienny, to nie mogłem przegapić możliwości sfotografowania jej. Przypomniała mi się potem ściana sprzed dwóch dni, na której podobna roślina rozpuściła swoje pnącza, więc pojechałem na Ławicę. Nie chciało mi się jednak wyjeżdżać za miasto. Wjechałem do Lasku Marcelińskiego. Jesień również i tam użyła swoich farb, więc miałem chwilę radości, jeżdżąc w tę i we w tę. A nie mogłem też przegapić zachodniego klina zieleni, ale coś zieleń mocno się trzyma tam na drzewach, więc uciekłem szybko. Do domu wróciłem po drogach dla rowerów przy Witosa, o których nie miałem pojęcia.
Kategoria Polska / wielkopolskie, terenowe, kraje / Polska, rowery / Trek

Zielonka jesienią zielona

  47.49  02:34
Ostatnio jeżdżę tylko po mieście, więc tym razem wyrwałem się dalej, żeby nie zanudzić się na ulicach Poznania.
Poprawki do wytyczonych miesiąc temu dróg i pasów rowerowych w centrum Poznania wciąż trwają, ale mimo to wciąż się tam kręcę, aby obejrzeć i ponarzekać. Przejechałem się po Gdyńskiej, ale od pół roku nic nie ruszyli z drogą dla rowerów, więc pewnie będzie trzeba poczekać do wiosny, aż skończą wiadukt i łaskawie wezmą się za takie nic nie znaczące wykończenia.
Dojechałem do Zielonki, a tam jakoś tak zielono. Wciąż nie widać jesieni. Czekam zatem, aż jesień wyciągnie swoje farby. Trafiłem na ogłoszenie, w którym Policja oferuje 5 tys. zł za pomoc w złapaniu wandalów, którzy niszczą ambony myśliwskie. Ciekawe, czy to jacyś pseudo obrońcy zwierząt czy miejscowa patologia.
Ostatecznie nie dojechałem do serca puszczy i wydostałem się z niej. Ruszyłem inną drogą, żeby nie wracać się ponownie przez Koziegłowy. Znalazłem też odpowiedź na nurtujące mnie pytanie, dlaczego jadąc ostatnim razem przez Wierzenicę, wylądowałem na starej krajówce. Właściciel kilku działek postanowił je ogrodzić (tylko po co, skoro nic na nich nie ma?) i zmienił się układ dróg, przez co przegapiłem właściwe skrzyżowanie.
To chyba tyle na dziś. W Poznaniu dzisiaj jakoś mało idiotów bez świateł, ale gdy już jakiś się trafi, to oczywiście czarny jak śmierć.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Puszcza Zielonka, terenowe, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Wrzesień 2016

  534.53 
Dojazdy do pracy.
Kategoria kraje / Polska, rowery / Trek

Wyprzedzić jesień

  131.59  06:35
Wydaje się, że niedawno kupowałem bilet na Islandię, a to już prawie 2 miesiące jak stamtąd wróciłem. Ale ten czas leci. Kilka dni temu zauważyłem, że w Poznaniu wiele drzew zrzuciło już liście. To na pewno toksyczne powietrze, dlatego musiałem się stamtąd wyrwać. Pojechałem do Puszczy Noteckiej.
Skwar był nieznośny już od początku podróży. Temperatura wynosiła 33–36 °C i nie było nawet odrobiny wiatru. Można było liczyć najwyżej na opory powietrza. Szukając jakiejś ciekawej drogi, wpadłem na pomysł dostać się najpierw do Kaźmierza, ale coś mi nie wyszło i dojechałem tam okrężną drogą przez Tarnowo Podgórne. Dalej do Szamotuł, skąd wymyśliłem, aby wyjechać inną drogą. Tak wpadłem na piaski, przez które się jakoś przedarłem. Myślałem, że wyjadę we Wronkach, a tu niespodzianka, bo dotarłem do Obrzycka. To nic, i tak moim planem była Puszcza Notecka.
Jazda przez las przynosiła dużą ulgę. Przynajmniej przez las liściasty. Na szczęście słońce powoli skłaniało się ku horyzontowi, więc już tak nie prażyło. Po wjechaniu na leśne drogi było z początku grząsko, ale potem znalazłem szutrową drogę, która biegła zygzakiem. Dalej znalazłem drogę asfaltową, którą dostałem się do Obornik. Było już po zmierzchu. Niestety nie udało mi się uchwycić żadnego ładnego zdjęcia przed zachodem, a wciąż tak mocno poluję na to, aby uchwycić coś cieszącego moje oko. Teraz będę miał coraz więcej czasu na to, bo zmrok przychodzi coraz szybciej. Dzisiaj zastał mnie po raz pierwszy od dawien dawna, bo już nie pamiętam, kiedy ostatnio jechałem po ciemku. Na Islandii się nie liczy, bo tam zawsze było widno.
Miałem do wyboru powrót do Poznania po krajówce lub przez wioski. Chyba się zamyśliłem i ostatecznie pojechałem po drodze krajowej. Strasznie duży ruch, auto na aucie. Musiałem czekać kilka minut, aby móc się włączyć do ruchu (porąbane chodniki dla rowerów po przeciwnej stronie drogi). Dobrze, że jest tam ociupina pobocza, to byłem spokojniejszy o siebie. Jedynie kierowcy tirów wydawali się agresywniejsi niż zwykle, ale przecież się mieścili. W każdym razie, ruch się zmniejszył (kierowcy zachowywali większy odstęp) dopiero za węzłem z drogą ekspresową. Tak jakby zabrać co drugi pojazd w porównaniu do tego, co było wcześniej.
Kategoria po zmroku i nocne, Puszcza Notecka, setki i więcej, terenowe, Polska / wielkopolskie, kraje / Polska, rowery / Trek

Rowerowy Poznań?

  25.00  01:24
Ostatnio nie chce mi się jeździć daleko na rowerze, ale nie obijam się. Po pracy jadę dłuższą drogą do domu. Co prawda jest to odwiedzenie dwóch miejsc, ale zawsze to coś. Dzisiaj zrobiłem podobnie, a ponieważ zwykle te wycieczki agreguję w jednym wpisie, to dzisiaj postanowiłem nagrać jeden z takich powrotów do domu.
Całkiem niedawno zostało otwartych kilka odcinków dróg dla rowerów oraz pasów rowerowych. Wciąż jest trochę do zrobienia, ale już teraz spodobały mi się zmiany i zacząłem badać te nowości, dlatego zwykle po pracy wybieram się na przejażdżkę. Najpierw do centrum, ale niedługo. Tylko dzisiaj tak wyjątkowo chciałem sprawdzić więcej dróg. Bardzo mi się nie spodobały światła na skrzyżowaniu Bukowskiej i Roosevelta. Trzeba czekać aż 3 cykle na zielone dla rowerzystów. Ale to typowe w Poznaniu. Tutaj zawsze mieli rowerzystów i pieszych w głębokim poważaniu, o czym już chyba niejednokrotnie pisałem.
Potem z kolei ruszam do Cytadeli. Jest kilka dróg, którym tam się dostaję. Dzisiaj padło na ruchliwą ul. Garbar (czy jak tam się ona odmienia). Strasznie dużo rowerzystów jeździ na czerwonych światłach. To jest po prostu niewyobrażalne. Tylko psują opinię cyklistów, a potem się dziwić, że ludzie się wzajemnie szufladkują.
Przejechałem kilka parkowych ścieżek; nieco krócej niż zwykle, bo zjeździłem wcześniej kawał miasta, a jest to męczące, aby się tak często zatrzymywać przed każdym niebezpieczeństwem czy światłami. Po wyjechaniu z parku trafiłem na dwa auta na pasie rowerowym. Zdenerwowałem się, bo ani ich wyminąć. Wybrałem więc numer straży miejskiej, ale szybko straciłem cierpliwość i po minucie wysłuchiwania automatu rozłączyłem się. Nie lubię czekania, ale jeszcze kiedyś ich dopadnę. Może będę miał więcej szczęścia i trafię na mniej zapracowanych Strażników Teksasu.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Pod Poznaniem, część 9

  71.27  03:27
Minął rok, gdy po raz pierwszy wzbiłem się w powietrze samolotem zabierając plecak zamiast roweru. W tym roku już nigdzie nie wyjeżdżam, więc nie będzie żadnego nieplanowanego wolnego od roweru. No, chyba że wybiorę się na pieszą wędrówkę po górach.
Nie chciało mi się jechać daleko, więc obejrzałem mapę, aby wybrać drogi, którymi nie jeździłem. Coraz ciężej z takimi, ale wypatrzyłem ciekawą trasę przez Tarnowo Podgórne. Przejechałem się po kampusie uniwersyteckim. Potem zachodni klin zieleni, gdzie nad jeziorem Strzeszyn wypatrzyłem świeży asfalt na chodnikach. Już się bałem, że pociągnęli go przez cały las komunalny, ale na szczęście nie. Kilka niebezpiecznych dziur zniwelowanych.
Pojechałem przez Rokietnicę aż do Tarnowa Podgórnego, gdzie pomyliłem drogi i ostatecznie nie pojechałem zgodnie z planem. Po powrocie do Poznania zwróciłem uwagę na zmiany przy rondzie Kaponiera. Miało zostać ukończone w którymś listopadzie, ale znaki już stoją, a czerwone pasy rowerowe aż zachęcają do jazdy. Zjeździłem więc kilka tych nowych dróg, aby nanieść poprawki na mapę osm.org. Wciąż brakuje znaków pionowych po usunięciu oznakowania poziomego, ale kiedyś to przecież skończą, prawda?
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Sierpień 2016

  312.35 
Dojazdy do pracy.
Kategoria kraje / Polska, rowery / Trek

Biskupin

  103.95  05:21
I po imprezie. W tym roku brakowało mi atrakcji wymagających sprawności, ale i tak dobrze się bawiłem. Dodatkowo po raz pierwszy w życiu dostrzegłem Drogę Mleczną i zdałem sobie sprawę, że nie oglądałem gwiazd od 15 lat.
Wyruszyłem na ponad godzinę przed odjazdem autokaru, bo na dzisiaj nie było zaplanowanych atrakcji. Pomyślałem, że sam coś sobie urządzę i pojechałem do Biskupina. Słońce dawało się we znaki już od początku, ale na szczęście wiatr, który mnie wcześniej martwił, był wybawieniem. Wiało bardzo przyjemnie, podczas gdy słońce podsmażało na odcinkach bez drzew.
Ostatnim razem zrezygnowałem ze zwiedzenia muzeum archeologicznego ze względu na brak stojaków na rowery. Nic się nie zmieniło, więc zaryzykowałem i zostawiłem mojego kompana pod płotem obok innych rowerów. Zarząd muzeum, czy kto tam jest szefem, musi być ślepy, żeby nie widzieć rosnącej popularności rowerów. Chyba rowerzyści muszą zacząć wprowadzać rowery do środka muzeum, aby ktokolwiek kiwnął palcem. No chyba że kasa się zgadza.
Po zwiedzeniu muzeum mój rower nadal stał na swoim miejscu. Zatrzymałem się jeszcze na obiedzie w barze pod muzeum. Wybrałem opcję dania z kuchni pałuckiej. Jakie było moje zdziwienie, gdy dostałem to samo, co w Łowiczu. No, może tym razem zamiast smaku kebaba czuć było głęboki tłuszcz. Ciekawe, w jakim jeszcze regionie spotkam się z tym daniem „regionalnym”.
W kierunku Poznania wybrałem najprostszą drogę i przez dłuższy czas jechałem tą samą drogą, co rok temu, gdy odwiedziłem Biskupin. Potem jakoś tak zboczyłem, że wjechałem na drogę sprzed dwóch lat. Trafiłem na świeżutki asfalt, a do tego na kilka nielegalnych reklam, które szpeciły drzewa. Gwoździ gołymi rękoma wyjąć nie mogłem, ale przynajmniej przyczyniłem się do poprawienia wyglądu przestrzeni publicznej. Szkoda, że niektóre wizje Lema się nie mogą sprawdzić. Chyba tylko totalna inwigilacja byłaby w stanie zapobiec temu złu.
W końcu wjechałem do Zielonki, dzięki czemu mogłem odetchnąć od upału. O dziwo w tym roku jeszcze nie spotkałem jusznicy deszczowej, która po doświadczeniach z ostatnich lat zniechęcała mnie do odwiedzenia tej puszczy. Może znów zacznę tam jeździć? Tylko mogliby już skończyć Gdyńską w Poznaniu, żeby się lepiej jeździło. Z drugiej strony jednak szkoda mi roweru, bo zawsze gdy wjeżdżam w teren, to mój napęd chrupie od piasku. Mam wrażenie, że kiedyś mi to nie przeszkadzało.
W Murowanej Goślinie odszukałem otwarty sklep, bo skończyła mi się woda i pojechałem do Poznania przez Biedrusko, gdzie wyprzedził mnie rowerzysta (może miał z 50 lat) i jechał daleko w przodzie. Zatrzymał się niedaleko granic Poznania, ale znów ani be, gdy go mijałem. Gdy ruszył, dojechał do mnie i nawet nie wyprzedzał, tylko siedział w tunelu, więc zacząłem powoli zwiększać prędkość. 20, 30, 40, a on nic. Na szczęście upał zelżał, więc mogłem utrzymać takie tempo dłużej bez przegrzania się. Dopiero po kilku kilometrach dał sobie spokój. Jaka szkoda, że gdy dojechałem do domu, to się okazało, że bateria w Garminie wyczerpała się przed Biedruskiem. Nawet nie będę miał szansy sprawdzić, czy gość jest na Stravie.

Kategoria Polska / kujawsko-pomorskie, kraje / Polska, Puszcza Zielonka, setki i więcej, terenowe, Polska / wielkopolskie, z sakwami, rowery / Trek

Chomiąża Szlachecka

  95.82  04:21
Tak jak rok temu – z powodu mojej choroby lokomocyjnej – pojechałem na firmową imprezę integracyjną na rowerze. Tym razem do Chomiąży Szlacheckiej, więc dystans był nieco krótszy.
Wyruszyłem później niż planowałem, bo było po godz. 7. Od rana świeciło mocne słońce, ale w cieniu wciąż czułem poranny chłód. Skierowałem się na Gniezno najprostszą z możliwych dróg. Nic specjalnego. Tylko wiatr zamiast wiać z południa, to przeszkadzał ze wschodu. W Gnieźnie udało mi się przedostać przez centrum bez większych problemów. Potem zaczęła się najtrudniejsza logistycznie trasa. Nie było prosto, więc nie pozostało mi nic innego, jak błądzić po słabo oznaczonych na mapie drogach. Po starych asfaltach, wapiennym żwirze i grząskich piaskach dojechałem do znanych miejsc. Jechałem tą samą drogą, co rok temu. Potem, kierując się znakami drogowymi do mojego celu, pojechałem bez sensu okrężną drogą. Trzeba mi było się trzymać tej lichej mapy. Gdy dojechałem, było po godz. 12, czyli na podróż poświęciłem 5 godzin brutto.

Kategoria Polska / kujawsko-pomorskie, kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, z sakwami, rowery / Trek

Zatrzymała mnie policja

  52.54  02:38
Miała być przyjemna przejażdżka po pracy, ale została przerwana. Może jednak wszystko po kolei.
Postanowiłem skorzystać z pięknego dnia. Chyba jeszcze nie wspomniałem, że zmieniłem godziny pracy i dzięki temu mogę wyjść po 16, mając dłuższy wieczór na przejażdżkę. Dzisiaj wybrałem się na północny-zachód. W mieście korki ciągnęły się w nieskończoność. Wypróbowałem nową drogę dla rowerów, która pojawiła się na ul. 27 Grudnia. Właściwie to ulica została przekształcona w drogę dla rowerów. Nie poznaję tego miasta.
Przejechałem się nad Maltę. Wzdłuż ul. Jana Pawła II nadal trwa przebudowa. Jeśli i tam trzasną nową drogę dla rowerów, to chyba zaniemówię.
Spod Malty pojechałem Piastowskim Traktem Rowerowym, aby się trochę ochłodzić w cieniu drzew. Kawałek za Poznaniem pojawił się w moim lusterku rowerzysta. Jechał tak kilka kilometrów. Zatrzymałem się przed znakiem stop i okazało się, że to dziewczyna, ale ona akurat złamała przepis ruchu drogowego. Dopiero potem spojrzała na mapę, więc ją wyprzedziłem, potem ona mnie, ale żadnego powitania, uśmiechu czy nawet wpatrywania się jak ciele, co potrafi znakomita liczba rowerzystów. Potem skręciliśmy w swoje strony i tyle wspólnej jazdy.
Do Poznania pojechałem przez Koziegłowy, aby zobaczyć postęp prac na Gdyńskiej. Może za często tam bywam, bo wszystko stoi. Aby dokręcić do 50 km, pojechałem wzdłuż Warty. Zdziwiło mnie auto policyjne, które jechało przede mną. Zajmowało dokładnie całą szerokość nawierzchni. Po jakimś kilometrze zatrzymali się, a gdy już miałem ich ominąć, zatrzymali mnie. Rutynowa kontrola, czy rower nie jest kradziony. A na pytanie dlaczego zamiast rowerami jadą autem (i to Alfą Romeo za grube pieniądze) odpowiedzieli, że im nie dają. Policja w Polsce jest taka biedna? Po co ja płacę podatki? W ogóle mam czasem obawy, że oni zamiast wyszukiwać numeru seryjnego w bazie skradzionych rowerów, to mogą przypadkiem dodać mój. Ciekawe ile byłoby śmiechu przy kolejnej kontroli.
Z jakiegoś powodu mój Garmin się wyłączył kilka kilometrów przed domem. Niby baterie były naładowane. Kawałek śladu musiałem dorysować.
Kategoria kraje / Polska, terenowe, Polska / wielkopolskie, rowery / Trek

Kategorie

Archiwum

Moje rowery