Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

Polska / lubelskie

Dystans całkowity:9584.13 km (w terenie 1071.37 km; 11.18%)
Czas w ruchu:485:04
Średnia prędkość:19.76 km/h
Maksymalna prędkość:58.00 km/h
Suma podjazdów:41921 m
Suma kalorii:9227 kcal
Liczba aktywności:127
Średnio na aktywność:75.47 km i 3h 49m
Więcej statystyk

Ścieżka dydaktyczna „Czahary”

  95.99  04:47
Choć rano padało, to nie chciałem marnować dnia. I tak deszcz nie był straszny. Było sucho, gdy wyjeżdżałem, ale zaczęło kropić po kilkuset metrach od startu i było tak przez resztę dnia. Temperatura wahała się od 5 do 9 °C. Wiał lekki wiatr z północy lub zachodu (był chyba zmienny).
Plan na dzisiaj to Poleski Park Narodowy. Poprzednim razem nie zebrałem za dużo zdjęć, ale teraz miałem ze sobą aparat i liczyłem na parę ciekawszych ujęć. Aby nie jechać po własnym śladzie, zaplanowałem najpierw dostać się do Urszulina. Ale że nie lubię za bardzo planować, bo plany nigdy się nie trzymają drogi, to już za Wierzbicą trafiłem na pas rowerowy, który doprowadził mnie na Karczunek, gdzie zaczynały się granice parku. Tam znalazłem jakieś boczne, choć piaszczyste drogi i dojechałem do ścieżki dydaktycznej „Czahary”. Wiosna z wolna się tam budzi, bo niektóre płazy i owady się uaktywniły, ale roślinność dużo ślamazarniej zmienia swoje barwy. Widziałem mnóstwo kwitnących wierzb. Najbardziej jednak zafascynowała mnie drewniana kładka, na której została wyznaczona ścieżka dydaktyczna. Chyba oddali ją w zeszłym roku, ale świetnie komponowała się z niewybudzoną ze snu zimowego przyrodą. Ciekawe, jak tam jest późniejszą wiosną.
Zanim dotarłem do Urszulina złapał mnie silniejszy deszcz ze śniegiem. Przeczekałem go, ale nie napawał mnie optymizmem. W Urszulinie jednak wyszło słońce. W jedynym otwartym sklepie kupiłem coś do jedzenia i przeplanowałem swoją trasę. Na pierwotny plan nie mogłem sobie pozwolić, bo wróciłbym strasznie późno, więc wybrałem krótszy wariant. Z Lublina do Woli Uhruskiej biegnie szlak, którym to ruszyłem ku zachodowi. Przy okazji, ów szlak zasugerował mi parę ciekawych wycieczek w regionie. Tutaj jest, gdzie jeździć!
Dojechałem do Cycowa. Wiatr wciąż przeszkadzał. Rozważałem pojechać przez Sawin, aby zobaczyć drogę do Krobonoszy podczas złotej godziny, ale było nadal za wcześnie. Ruszyłem po własnym śladzie z Wierzbicy, jednak po drodze zmieniłem zdanie i wjechałem na odcinek terenu, aby urozmaicić sobie końcówkę dnia.
Kategoria terenowe, Polska / lubelskie, kraje / Polska, Poleski Park Narodowy, rowery / Trek

Sawin – Czułczyce

  32.11  01:29
Piątek po południu to najlepszy moment na poważne decyzje w pracy. Musiałem przez to zostać dłużej, więc plan na dzisiaj się mocno okroił. Było chłodno. Wczoraj 19 °C, dzisiaj tylko 8. Ruszyłem ku Sawinowi przy świetle złotej godziny. Planowałem objechać część Chełmskiego Parku Krajobrazowego, ale zbliżał się zmierzch i temperatura zaczęła lecieć w dół, więc pojechałem w drogę powrotną po wojewódzkiej. Była zbyt ruchliwa, więc skręciłem na boczne drogi. Gdy jednak zacząłem przemarzać w ręce, bo miałem lekkie rękawice, to wróciłem na ruchliwą drogę, żeby jak najszybciej dostać się do domu. Weekend nie zapowiada się najweselej.
Kategoria kraje / Polska, Polska / lubelskie, rowery / Trek

Prawie wokół Chełma

  44.11  01:57
To nie żart, przeniosłem się. Minimum przez 2 tygodnie będę oddychał innym, niekoniecznie lepszym powietrzem. Było ciepło, lekko wietrznie. Pojechałem na zachód, potem kawałek na południe i miałem wracać, jednak wpadłem na pomysł objechania Chełma. W lasach zauważyłem kwitnące przylaszczki. Gdyby nie były one maleńkimi kwiatkami, to tworzyłyby leśne dywany, ciągnące się po sam skraj lasu.
Dotarłem na południe od Chełma, ale zaczęło zmierzchać, więc zacząłem okrajać plan, aż w końcu pojechałem prosto przez centrum. I tak plan nie powiódłby się, bo w jednym miejscu przekroczyłem granicę miasta, ale nie minąłem żadnego znaku, który uświadomiłby mnie. Szkoda, że nie wziąłem kolarzówki, bo ciężko się jeździ na tym starym Treku. A co do powietrza, to smog jest tutaj gorszy niż w Poznaniu. Mimo ładnych temperatur, ludzie i tak palą w piecach, ale też palą ogniska. Dobrze przynajmniej, że nie czuć palonego plastiku, jak w Poznaniu i okolicach.
Kategoria kraje / Polska, Polska / lubelskie, rowery / Trek

Zagubiony w lesie, przemoczony w ulewie

  105.77  06:21
Padało w nocy. Poranek był chłodny. Od czasu do czasu pokropiło, ale bez szału. Kontynuowałem jazdę szlakiem Green Velo.
Lasy pod Józefowem wyglądały niczym z Puszczy Noteckiej. Jak ona za mną chodzi. Nie zdołałem jej odwiedzić przed urlopem i oto efekt. Potem było bez większych rewelacji. Utrzymywała się duża mgła, aż wrzuciłem na siebie kurtkę, bo zrobiło się chłodno.
Zacząłem skracać sobie drogę, gdy szlak leciał gdzieś w bok. Czasem to wychodziło, czasem nie. W Południoworoztoczańskim Parku Krajobrazowym dałem się zwieść łatwemu skrótowi przez lasy. Z początku wszystko szło zgodnie z planem – drogi zaznaczone na mapie istniały w rzeczywistości, ale im głębiej w las, tym ich istnienie stawało się coraz większą fikcją. Czasem zostawiałem rower i ruszałem w poszukiwaniu brakującej drogi i poza nieprzeniknionymi kniejami tylko jeden bunkier sugerował, że gdzieś w okolicy mogła kiedyś być droga. Sam bunkier jest jednym z kilku w tych lasach i prawdopodobnie wchodzi w skład bunkrów linii Mołotowa.
„Skrót” nie tylko wydłużył moją podróż, ale też ponownie zabłocił rower. Nie tak mocno, jak wczoraj, jednak łańcuch trzeszczał.
Dojechałem do wiosek przy granicy z Ukrainą. Nieodłącznym elementem tych stron są cerkwie, a im miejscowość mniejsza, tym ma ciekawszą architekturę. Nie zdołałem jednak sfotografować wszystkich, bo gdy po ostatnim zdjęciu skryłem się pod wiatą, aby obmyślić plan, zaczęło lać. Mój plan musiał stać się bardzo krótki. Opad przyszedł za wcześnie albo to ja za często się zatrzymywałem. Niewątpliwie obrane przeze mnie skróty również dołożyły swoją cegiełkę. Zostało mi kilkanaście kilometrów do hotelu. Myślałem, że dam radę, ale ulewa się wzmogła i cały przemokłem. Dojechałem na miejsce ostatkiem sił. W hotelowej restauracji oferowali szarlotkę, która osłodziła mi dzisiejsze niewygody.
Kategoria z sakwami, terenowe, setki i więcej, Polska / podkarpackie, Polska / lubelskie, kraje / Polska, góry i dużo podjazdów, wyprawy / Green Velo II 2020, rowery / Trek

Green Velo – błotny powrót

  114.38  07:04
3 miesiące po dojechaniu do półmetku szlaku Green Velo powracam na jego ścieżki. Miałem zapakować się w 4 sakwy, ale zmieściłem się w dwóch. Tym razem ruszałem bez sprzętu biwakowego z planem nocowania w agroturystykach.
Prognoza pogody na najbliższe dni nie wyglądała na sprzyjającą. Jak się później okazało, nie sprawdzała się najlepiej. Mżyło, gdy ruszałem. Dotarłem do Chełma i wjechałem na koszmarne drogi dla kaskaderów poprzecinane przejściami dla pieszych. Za miastem już było wygodniej. Nawet wydostałem się spod chmury i mżawkę widziałem już tylko za sobą na horyzoncie.
Terenowy odcinek przez las do Krasnegostawu to pomyłka. Drogę rozjeździł ciężki sprzęt od wycinki drzew. Do tego widziałem tabliczki zakazu wstępu, ale nie zrobili objazdu, więc pojechałem przez całe to błoto. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to było nic w porównaniu z odcinkiem za Krasnymstawem. Szlak biegł tym razem po polnej drodze, która wyglądała jak przeorana. Nie miałem ochoty nią jechać, więc wybrałem objazd drogą, która budziła we mnie większe zaufanie. Z początku. Im dalej nią jechałem, tym bardziej zaczynałem się zastanawiać, czy nie popełniłem błędu. Momentami zrzucało mnie z siodła, a czasem musiałem pchać rower, któremu od ilości błota blokowały się koła. Kilka razy wydłubywałem to błoto. Wciąż myślałem o zawróceniu, ale grzebałbym się po tych wszystkich błotnych kałużach, a potem powracał sam szlak, który kompletnie zniechęcał do wjazdu.
W końcu wydostałem się na asfalt. Miałem dość terenu na dzisiaj. Łańcuch wyglądał jakby był nasmarowany błotem, sakwy oblepione, rower oblepiony, buty oblepione. Co mogłem, to usunąłem, a resztę zaplanowałem wyczyścić na myjni. Tylko gdzie jej szukać? Przejechałem kilka wiosek, dojechałem do Szczebrzeszyna i poddałem się. Rower za mocno piszczał. Błoto zdążyło zaschnąć, więc spędziłem przynajmniej pół godziny na zdrapywaniu co grubszych warstw. Pewnie z 2 kilo tego usunąłem, a nadal była to połowa sukcesu do czystego roweru. Pomyśleć, że latem tak się cieszyłem, że lubelski odcinek Green Velo to sam asfalt.
Przez chwilę pokropiło, ale nic poważnego. Zmierzch zaczął łapać mnie w Zwierzyńcu. Przez to błoto mój rower zwolnił. Szkoda, bo Roztoczański Park Narodowy o zmierzchu wyglądał przepięknie, a co dopiero zobaczyłbym za dnia. Potem nawet wjechałem na szlak przez ów park. Droga leśna, ale pokryta dobrej jakości szutrem. Mgła o zmierzchu dodawała atrakcyjności pustej drodze biegnącej przez leśną knieję.
Dotarłem do gospodarstwa agroturystycznego. Przed prognozowanym deszczem. Chciałbym wrócić do tego parku. Dzisiaj było w nim przepięknie. Jedno z urokliwszych miejsc na szlaku Green Velo.
Kategoria z sakwami, terenowe, setki i więcej, Polska / lubelskie, kraje / Polska, wyprawy / Green Velo II 2020, rowery / Trek

Zamek w Krupem

  63.43  03:27
Miałem zaliczać kolejne gminy (jakby mi było mało po wyprawie), ale na popołudnie zapowiadali deszcz, a w domu miały czekać na mnie smaczne rzeczy. W moich informatorach turystycznych, których zebrałem tony na targach turystycznych, znalazłem informację o pobliskim zamku. Brzmiało jak dobry plan.
Niebo było całkowicie zachmurzone, ale mimo to było gorąco i parno. Ruszyłem najpierw wioskami do Rejowca, potem wojewódzką do Krupego. Zamek to kompletna ruina, zniszczony jeszcze podczas potopu szwedzkiego, nigdy nie odzyskał dawnego blasku. Obok stoi dwór Jana Michała Reja (praprawnuka znanego poety i założyciela Rejowca), niestety niszczeje w rękach prywatnych.
Na powrót wybrałem drogi przez kolejne wioski. Słońce zaczęło przedzierać się przez chmury i podnosić temperaturę. Na chwilę trafiłem na szlak Green Velo na południe od Chełma. Musiałem jeszcze pojechać do miasta, żeby kupić bilety na powrót do Poznania, bo mój urlop dobiega końca. Niestety, likwidacja kas dworcowych postępuje nieubłaganie i niczego nie załatwiłem. Pozostaje mi kupić bilet w pociągu.
Z nieba zniknęło słońce, temperatura spadła, ale deszcz spadł dopiero kilka godzin po moim powrocie do domu. A mogłem spędzić więcej czasu na zwiedzaniu.
Kategoria Polska / lubelskie, kraje / Polska, rowery / Trek

Wierzbica, Sawin

  34.46  01:40
Wybrałem się na wieczorną przejażdżkę po okolicy. Chciałem zobaczyć nową drogę dla rowerów, którą wybudowali wzdłuż wojewódzkiej. Szkoda, że nie zrobili tego 20 lat temu, gdy musiałem poboczem chodzić do szkoły. W okolicy pojawiło się mnóstwo nowych domów. Kiedyś były zaledwie 3 skupiska zabudowań, a teraz budynki ciągną się wzdłuż drogi niemal bez przerwy.
Było nadal gorąco, ale wiał przyjemny wiatr. Pojechałem najpierw w kierunku Wierzbicy, a potem wymyśliłem, że zrobię pętlę przez Sawin. W drodze na południe chyba zmienił się wiatr, bo miałem nadzieję, że będzie mnie pchał, a tylko przeszkadzał.
Kategoria kraje / Polska, Polska / lubelskie, rowery / Trek

Półmetek Green Velo

  64.06  03:58
Moja podróż szlakiem Green Velo dobiega końca. Prawdziwy półmetek trasy jest w Mokranach Starych, na północ od Terespola, ale ponieważ urodziłem się w Chełmie, toteż był to mój cel na bieżący urlop i nie odbiegał zanadto od realnej połowy szlaku.
Ostatnia noc w namiocie była najmniej przyjemna. Przyszło okropne ochłodzenie i momentami telepałem się z zimna. Dopiero nad ranem mogłem się wyspać, gdy temperatura się podniosła, ale ostatecznie obudziło mnie słońce, które tę temperaturę podniosło aż zanadto.
Ruszyłem leniwie, kupując w pobliskim sklepie cebularz (specjał z Lubelszczyzny) i parę czereśni, bo niczego lepszego do jedzenia nie mieli. Drogi były czasem lepsze, czasem gorsze, ale zawsze asfaltowe (ewentualnie kostka na drogach dla rowerów).
Przejechałem przez Sobibór i nie poznałem tego miejsca. Postawili jakiegoś klocka, zabrali wszystkie znaki i weź się domyśl, że to miejsce pamięci. Kiedyś nawet był tam pomnik, tablice informacyjne, a teraz? Bez sensu.
Wyjechałem z lasów i z nieba zaczął się lać upał. Czasem pojawiały się silniejsze podmuchy wiatru, które dawały odrobinę ochłody, jednocześnie spowalniając mnie, więc jechałem mozolnie. Tuż przed Chełmem nadeszły ciemne chmury. Mój wczorajszy pomysł, aby przejechać dodatkowe kilometry był związany z zapowiadanym na popołudnie deszczem. Jakoś nie paliłem się do tego, żeby zmoknąć.
Koniec. Zjechałem ze szlaku, aby dostać się do domu. Na ostatnich kilometrach chwilę pokropiło, ale tyle, co nic. Prognoza się nie sprawdziła. Dotarłem do domu i mogłem odpocząć po dwóch tygodniach jazdy. Przejechałem niemal 1600 km, z czego ponad 1200 km od wjazdu na szlak Green Velo. Niektóre miejsca były piękne i ciekawe, niektóre irytujące przez zniszczone drogi albo lejący się z nieba żar. Trasa raczej na wiosnę bądź jesień, ale dla tych z dobrymi rowerami i o mocnych nerwach. Ewentualnie można wybrać sobie kilka ciekawszych miejsc na szlaku i zwiedzać okolice. Ja ledwo wytrwałem połowę, ale potrzebuję się zresetować i pewnie dam szansę południowej części.
Kategoria kraje / Polska, pod namiotem, Polska / lubelskie, z sakwami, wyprawy / Green Velo I 2020, rowery / Trek

Asfaltowa Lubelszczyzna

  135.55  07:40
Padało pewnie jeszcze kilka godzin. Poszedłem spać w deszczu. Poranek był pochmurny i chłodny. Zjadłem w ośrodkowym barze i ruszyłem dalej, na południe po szlaku Green Velo. Wczoraj nie zwróciłem uwagi, pewnie przez upał, że to szlak boczny o numerze 206. Główny zatem nie biegnie przez województwo mazowieckie, a jednocześnie jest nieprzejezdny przez nieczynną przeprawę promową.
Spotkałem Marcina, rowerzystę, który zaplanował w 3 tygodnie pokonać cały szlak. Grafik miał napięty, ale tempo podobne do mojego, więc przejechaliśmy wspólnie kilkadziesiąt kilometrów, wymieniając doświadczenie. W międzyczasie wyszło słońce. Wiatr nam sprzyjał, bo wiało z północnego-zachodu. Marcin musiał wyrobić dzienną normę, więc rozdzieliliśmy się, gdy szlak skręcił.
W Terespolu zatrzymałem się na obiedzie. W znalezionej restauracji oferowali tylko kuchnię polską, więc moja nadzieja na coś regionalnego przepadła.
Kontynuowałem podróż na południe. Lubelszczyzna zaskoczyła mnie brakiem dróg terenowych na szlaku. Co prawda, kostka czy dziurawy asfalt wciąż pojawiały się, ale przynajmniej nie musiałem się męczyć, jak wczoraj.
Trafiłem na odcinek lasu, który wyglądał jak po wojnie. Setki połamanych lub powyrywanych drzew otaczały drogę. Tam musiała przejść olbrzymia tragedia.
Na niebie pojawiły się ciemne chmury. Zaczęło wiać z boku. Mimo to zmieniłem plan. Miałem szukać miejsca na namiot przez brak czegokolwiek w okolicy, ale zdecydowałem się pojechać kilkadziesiąt kilometrów dalej na kemping. Przede mną było ponad 20 kilometrów asfaltowej drogi dla rowerów (w większości wygodnej). We Włodawie niestety zmieniła się w drogi dla kaskaderów z kostki Bauma. Minąłem też dużo niepotrzebnych zakazów wjazdu rowerem. Bareja byłby dumny.
Zrobiło się chłodniej. Dotarłem na pole namiotowe przed zachodem słońca i poczułem, że zmarzły mi ręce. Do tego komary mnie pogryzły, gdy rozbijałem obóz. Chyba miałem szczęście, bo trafiłem do innego miejsca niż zamierzałem. Przyjrzałem się cennikowi drugiego kempingu i wygląda na to, że zapłaciłbym za nocleg dwukrotnie więcej niż na najdroższym miejscu noclegowym do tej pory. Dziwię się, że znajdują się tacy, co płacą takie ceny.
Kategoria kraje / Polska, pod namiotem, Polska / lubelskie, Polska / mazowieckie, setki i więcej, z sakwami, ze znajomymi, wyprawy / Green Velo I 2020, rowery / Trek

Deszczowy Chełm

  21.67  01:30
Wybrałem się dzisiaj do miasta, żeby kupić bilety. Za kilka dni jedziemy do Poznania, bo już się dopytują kiedy wracam do pracy w biurze. Dołączyła do mnie Aki, więc powoli pojechaliśmy bocznymi drogami. W mieście niestety zaczęło padać, więc schroniliśmy się w kilku miejscach i przemieszczaliśmy, gdy padało lżej, ale niestety do końca dnia towarzyszył nam deszcz. Wróciliśmy przemoczeni.
Mój telefon, który przemókł w Japonii podczas deszczowej wycieczki, był nie do naprawienia. Dałem go do diagnozy i jak zaczęli wymieniać, co trzeba naprawić, rozmyśliłem się. Zdecydowałem się wymienić cegłę na nowy kawałek działającej elektroniki. Chrońcie swoje urządzenia. Nie bądźcie tak nierozważni, jak ja.
Kategoria kraje / Polska, Polska / lubelskie, ze znajomymi, rowery / GT

Kategorie

Archiwum

Moje rowery