Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

z sakwami

Dystans całkowity:62042.35 km (w terenie 3667.34 km; 5.91%)
Czas w ruchu:3639:58
Średnia prędkość:16.86 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:466689 m
Maks. tętno maksymalne:125 (63 %)
Maks. tętno średnie:158 (80 %)
Suma kalorii:60871 kcal
Liczba aktywności:717
Średnio na aktywność:86.53 km i 5h 07m
Więcej statystyk

Gdy świetliki zapadają w sen

  75.38  04:26
Po ponad dwóch tygodniach przyszło mi się spakować i ruszyć w dalszą drogę. Znów musiałem się uczyć jazdy z trzecim kołem, bo jakimś sposobem początek był taki, jakby pijany na rower wsiadł.
W ten bezchmurny, upalny dzień musiałem jechać na południe, pod słońce. Droga do Nary nie była najłatwiejsza. Kilka razy trafiłem na drogi, którymi jechałem z Ōtsu do Nary jakiś czas temu, ale za nic nie mogłem sobie przypomnieć całej trasy. Metodą prób i błędów zabłądziłem kilkakrotnie, aż w końcu znalazłem się w Narze. Połowa drogi za mną.
Już raz próbowałem dojechać do Kashihary, więc odnalazłem hostel w Narze, spod którego biegnie prosta jednokierunkowa droga na południe do Sakurai. Tam zatrzymałem się w konbini (odpowiednik polskiej Żabki), żeby się ochłodzić. Zaczepił mnie Japończyk. Był ciekawy mojego nietypowego roweru. Nie mówił po angielsku, więc więcej było uśmiechów niż wymiany zdań. Po chwili podszedł do mnie drugi Japończyk, już mówił po angielsku, ale wręczył mi tylko prezent (lody, napój energetyczny i batony energetyczne) i poszedł w swoją stronę. Tak bezinteresownie. Witamy w Japonii.
Z tego całego postoju zostało mi niewiele czasu, aby dotrzeć do celu. Sprężyłem się i dojechałem do stacji kolejowej, gdzie spotkałem się z Kyoko, którą poznałem przez serwis Couchsurfing. Zebrała mnie do chramu Kashihara-jingū, jako że nie zdążyłem do niego dotrzeć przed spotkaniem, a potem pojechałem poznać jej rodzinę. Wieczorem wybraliśmy się w podróż samochodem do jakiegoś znanego miejsca, gdzie można zobaczyć świetliki. Od spotkanych tam osób dowiedzieliśmy się, że świetliki o tej porze szły spać i dlatego zobaczyliśmy zaledwie kilka owadów. Pojechaliśmy jeszcze w jedno miejsce i tam już mieliśmy szczęście zobaczyć ich więcej.

Kategoria za granicą, z sakwami, kraje / Japonia, na trzech kółkach, Japonia / Kyōto, Japonia / Nara, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Zaraz będę w Kyōto

  47.72  02:30
Koniec z leniuchowaniem w Ōsace. Czas przenieść się do Kyōto, które urzekło mnie podczas pierwszej wizyty 2 lata temu, stąd też zacząłem wiązać z tym miastem poważniejsze plany.
Chciałem pojechać do Kyōto wzdłuż rzeki Yodo-gawa, ale przy drodze ekspresowej (a właściwie pod nią, bo cała ekspresówka stoi na filarach kilkadziesiąt metrów nad ziemią) biegła całkiem wygodna droga dla rowerów, więc wybrałem właśnie ją do przeniesienia się w nowe miejsce. Dopiero na półmetku do celu drogi dla rowerów zniknęły i musiałem się przenieść na ulice. Nie najgorsze z początku. Jednak im bliżej Kyōto, tym ruch stawał się większy. Pojawiały się też oznaczone drogi dla rowerów na chodnikach, ale już nie tak wygodne, jak w Osace. Do mojego nowego mieszkania dotarłem wcześnie, bo tuż po południu. Będzie to moja baza wypadowa na kilka tygodni. Było za gorąco na zwiedzanie, więc zrobiłem tylko rozeznanie w terenie i zorientowałem się, że nie zrobiłem ani jednego zdjęcia po raz pierwszy od przyjazdu do Japonii.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Kyōto, Japonia / Ōsaka, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Starożytna Nara

  66.60  04:17
Dzisiaj po niebie przewijały się chmury. Od rana ich przybywało, dzięki czemu temperatura była przyjemniejsza. Nie miałem specjalnie planu na weekend, więc wybrałem się do Ōsaki.
Przed opuszczeniem Nary, chciałem rzucić okiem na Tōdai-ji. Ludzi było nieco mniej niż przedwczoraj. Pewnie z racji wczesnej pory. Nie siedziałem jednak długo. Trzeba było ruszać dalej, aby przed zmrokiem dotrzeć do celu, a byłem zmęczony codzienną podróżą.
Zupełnie zapomniałbym o pałacu Heijō w Heijō-kyō, czyli w starożytnej Narze. Do dzisiejszego dnia zachowały się tylko fundamenty, które przeleżały przez kilkaset lat pod ziemią, ale kilka elementów pałacu zostało zrekonstruowanych i udostępnionych za darmo, dzięki czemu można poznać odrobinę historii i prawdopodobny wygląd pałacu cesarskiego, który znajdował się w starożytnej stolicy Japonii. Zwiedziłem pałac, podjechałem pod południową bramę, a potem ruszyłem przed siebie.
Między Narą i Ōsaką znajduje się długi łańcuch górski. Jest kilka dróg na drugą stronę. Wybrałem chyba najłatwiejszą, chociaż kusiła mnie ta z przejazdem przez szczyt góry. Podjazd nie był specjalnie ciekawa, dopiero po drugiej stronie zrobiło się... dziwnie. Jechałem w dół, nawet 60 km/h, aż w pewnym momencie zza drzew ukazała się panorama na Ōsakę. Chcąc zrobić zdjęcie, zawróciłem odrobinę, aby pozbyć się drzew z kadru, i niespodzianka! Droga była jednokierunkowa. Na szczęście nikt nie wpadł na mnie, gdy przyciśnięty do barierki mostu, robiłem zdjęcia. Ciężko było też ruszyć, bo wiedziałem kiedy coś wyskoczy zza zakrętu. Ja to kiedyś źle skończę.
Na dole zaczepił mnie rowerzysta zmierzający do Ōsaki. Pochwalił się, że był na górze Ikoma-yama, która mnie wcześniej kusiła. Z moim bagażem nie byłoby tak prosto. Przejechaliśmy się tylko kawałek, bo musiałem odnaleźć swój nocleg.
Dojechałem do hostelu, a właściwie miejsca, gdzie powinien być budynek. Okazało się, że właściwe miejsce znajdowało się w remontowanym bloku obok i znalezienie właściwego mieszkania zajęło mi strasznie dużo czasu. Był to jednak najtańszy nocleg, na jaki trafiłem w Japonii (1100 jenów).
Na koniec dnia pojechałem do zamku w Ōsace. Niestety skierowałem się w zupełnie inne miejsce na mapie i straciłem trochę czasu zanim zorientowałem się. Do celu dojechałem po zmroku, ale udało mi się zrobić nocne zdjęcie. Na tym zakończyłem swój dzień i wróciłem do hostelu.
Kategoria na trzech kółkach, po zmroku i nocne, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Nara, Japonia / Ōsaka, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Nara

  50.11  03:02
W nocy padał deszcz. W końcu temperatura spadła. Mogłem odetchnąć. Nie znalazłem tanich noclegów w miejscach, które chciałem zobaczyć, więc pojechałem do Nary.
Droga była wąska, ruch też jakiś większy. Dopiero po pewnym czasie udało mi się uciec na boczne drogi. Niestety w pewnym momencie usłyszałem trzask i mój bagażnik znów odleciał. Tym razem pękła śruba z drugiej strony zawiasu. Mam powoli tego dość. Na szczęście wczoraj kupiłem cały komplet śrub, więc udało mi się uratować bagażnik, a dla bezpieczeństwa podwiązałem go paskiem, aby uzyskać 3 punkty podparcia. Teraz, jeśli coś pęknie, będzie to sztyca.
Dojechałem do Nary, a po drodze nawet zahaczyłem o Kyōto, do którego wybieram się wkrótce. W mieście spotkałem dużo ludzi, ale zabrakło mi czasu na zwiedzanie, więc tylko przejechałem się po kilku ulicach, aby przypomnieć sobie miasto sprzed prawie dwóch lat. Przez cały dzień od czasu do czasu spadało trochę kropel z nieba, a gdy dojechałem do hostelu, zaczęło padać. Ja to mam wyczucie.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Kyōto, Japonia / Nara, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT, Japonia / Shiga

Na południu jeziora Biwa-ko

  64.38  03:19
Narzekałem na upał wczoraj, a dzisiaj było jeszcze gorzej. Brakowało cienia, lasów. Oj, brakuje mi polskich lasów, w których można się schować przed upałem.
Pojechałem na południe wzdłuż jeziora Biwa-ko. Jak zawsze starałem się uciekać przed autami na boczne drogi i chodniki. Dzisiaj miałem szczęście do tego. Przejechałem przez miasto Takashima i znalazłem się na wybrzeżu, gdzie biegła tylko jedna droga, a dalej same góry. Pocieszeniem był chram Shirohige-jinja z bramą torii umieszczoną na jeziorze kilkadziesiąt metrów od brzegu. Niestety w Japonii również można spotkać irytujących ludzi, którzy psuli zdjęcia turystom, podpływając bez celu na skuterach wodnych pod bramę. Japonia się zmienia na gorsze. Wciąż to słyszę i doświadczam.
Zatrzymałem się w jednym markecie. Wyglądał jak sklep ogrodniczy, ale dałem mu szansę i udało mi się znaleźć zestaw śrub do naprawy mojego bagażnika. W końcu mogłem być spokojny, że znów będzie się wygodnie jeździć. No, do czasu, aż zawias ponownie nie postanowi pęknąć.
Dojechałem do miasta Otsu, gdzie miałem się zatrzymać w hostelu. Na miejscu zastałem zamknięte drzwi i brak jakiejkolwiek informacji co i jak. Podczas rezerwacji nie dostałem też jakiejkolwiek wiadomości z potwierdzeniem, więc byłem zażenowany poziomem jakości usług. Musiałem połączyć się z internetem i wysłać wiadomość, aby po kilkudziesięciu minutach ktoś się pojawił. Jeden plus, że miałem cały hostel dla siebie, bo po raz kolejny nie było gości.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Shiga, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Jezioro Biwa-ko

  59.72  03:14
Dzisiaj krótko, bo droga krótka. Droga przez piekło, bo był to najgorętszy dzień do tej pory.
Ruszyłem rano, ale i tak temperatura zdążyła podskoczyć wysoko. Najpierw zjechałem bocznymi drogami do jeziora Biwa, a potem na północ przez miasteczko Nagahama. Tam zauważyłem zamek, ale nie wchodziłem do niego, bo to rekonstrukcja i nie wyróżniał się niczym specjalnym.
Na północy jeziora pojawiło się trochę gór, więc miałem parę podjazdów z autami u boku. Na szczęście były też tunele, więc nie wykończyłem się. A i droga też jest ciekawa, bo wokół jeziora powstał jakiś szlak rowerowy i czasem pojawiały się namalowane rowery na drodze albo wygodniejsze chodniki.
Ostatnie kilometry w upale i dotarłem do pensjonatu w Takashimie. Znów jako jedyny gość mogłem cieszyć się ciszą. Planowałem jeszcze dzisiaj zobaczyć bramę torii na południu miasta, ale przez upał jechałem się powoli i nie wystarczyło czasu. Przełożyłem to na następny dzień.
Ostatnio nie mam o czym pisać, więc pomyślałem, że mogę dodawać jakieś ciekawostki. Ciekawostką na dzisiaj są salony gier Pachinko, czyli japońskich automatów, które przypominają połączenie bilardu i pinballa. W takich salonach można też znaleźć automaty do gry w jednorękiego bandytę (Pachinko & Slot). Mijałem wielokrotnie takie budynki, jednak poziom decybeli i smród papierosów zniechęcają do odwiedzenia któregokolwiek z tych salonów, nawet z ciekawości. Podobno można tam coś wygrać. Głównie nagrody rzeczowe, ponieważ hazard w Japonii jest zakazany, ale podobno da się to obejść.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Shiga, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Nad Morzem Japońskim

  125.93  05:55
Dzisiaj miałem do pokonania kawał drogi. Słońce lekko zelżało za sprawą mgły, ale nadal czuć zbliżające się lato. Plan na początek dnia to jazda wzdłuż wybrzeża. Dużo zapachów gwarantowanych.
Załadowałem sakwę spod siodła – do której bagażnik urwał się kilka dni temu – na przyczepce. Martwiłem się o balans, ale w ogóle nie odczułem różnicy. Przyszedł jednak kolejny problem. Poczułem luz w korbie, a potem jeszcze usłyszałem piszczenie. Z początku wydawało mi się, że to jakiś ptak, potem że ktoś podrzucił mi szczura do torby, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że winne są albo pedały, albo kółka tylnej przerzutki. Nie mając pomysłu jak rozwiązać problem, nie marnowałem czasu na postoje.
Jazda wzdłuż wybrzeża była bardzo przyjemna. Lekka mgiełka przesłaniająca horyzont nie pozwalała dojrzeć reszty Japonii, ale skały przybrzeżne, tunele, wioski i inne takie przynosiły wiele atrakcji. Ruch na drodze był bardzo mały. Pół na pół: auta i motocykliści, a i paru rowerzystów się znalazło.
Gdy dojechałem do miasta Tsuruga, było późno i zrezygnowałem ze zwiedzania. Skierowałem się najprostszą drogą z jak najmniejszą liczbą podjazdów. Chociaż i tak musiałem pojechać wzdłuż rzeki. Trochę z autami, trochę sam; dotarłem do tunelu. Zakaz wjazdu rowerem, zakaz ruchu pieszych, szerokość nieco ponad 2 metry, ruch wahadłowy i brak objazdu. No dobrze, była jeszcze opcja drogi ekspresowej, ale to też zły pomysł. Wjechałem więc do tunelu za autami i nie zdążyłem. Musiałem wcisnąć się w jedno z wgłębień w ścianie na telefon awaryjny. Pierwszy kierowca zwolnił tak, że prawie się zatrzymał. Pewnie myślał, że mam kłopoty. Nie miałem i udało mi się stamtąd uciec bez kolejnych komplikacji. Nikt też mnie nie ścigał za złamanie przepisów.
Dalej to już tylko w dół do Maibary. Co ciekawe, trafiłem na jakiś odcinek szlaku rowerowego i nawierzchnia chodnika zmieniła się w wygodniejszą, a krawężniki były dużo niższe niż zwykle. Szkoda, że takie rzeczy są rzadkością w Japonii (prawie 2 miesiące nieustannej podróży pozwalają mi wyciągnąć takie wnioski).
W końcu dotarłem z półgodzinnym poślizgiem do rodziny poznanej przez Couchsurfing. Spędziłem przyjemny wieczór w miłym towarzystwie. Najbardziej zapamiętam 2-letnią córkę. Tak spokojnego i uroczego dziecka nigdy nie spotkałem. Japończycy uczą swoje dzieci samodzielności od wczesnych lat, więc kilkuletnie dziecko idące samo do szkoły to nic nadzwyczajnego.
Kategoria na trzech kółkach, setki i więcej, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Fukui, Japonia / Shiga, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Zamek Maruoka

  114.77  06:06
Tego upalnego dnia musiałem się tylko dostać do Fukui. Zarzuciłem torbę na plecy, resztę zapakowałem na rower ruszyłem na południe.
Jazda nie była przyjemna, bo na niebie nie było ani jednej chmury. Z tego powodu rzadko się zatrzymywałem i mało fotografowałem. Trafiałem na drogi o mniejszym lub zerowym ruchu, aż dojechałem do jakichś wzniesień, które pokonałem po zatłoczonej drodze krajowej, aby potem zjechać do Sakai, gdzie chciałem zobaczyć upatrzony wcześniej zamek.
W Japonii częstym zjawiskiem jest łączenie się wsi i małych miasteczek w większe jednostki. Ten los spotkał miasteczko Maruoka, które zostało włączone do Sakai. Pozostały nazwy, takie jak zamek Maruoka. Ów zamek pochodzi z XVI wieku i do naszych czasów zachowała się główna wieża. Nie ma tam jednak niczego specjalnego. Za dużo zamków obejrzałem. Pozostało nasycić się klimatem i ruszyć w dalszą drogę.
W tej części Japonii uprawia się nie tylko ryż, ale jakiś rodzaj zboża. Co region, to jakaś niespodzianka. Muszę poznać całą Japonię. Tymczasem pojechałem w kierunku centrum Fukui, ale nawet nie wiem po co, bo nie miałem żadnego planu zwiedzania. Tak tylko się przejechałem i ruszyłem w kierunku Morza Japońskiego, bo tam czekał na mnie dom gościnny. Dotarłem tam po zmroku. Jak ja dawno jeździłem o takiej porze. A po upalnym dniu taki wieczorny chłód był zbawienny. 60-letni dom, w którym się zatrzymałem ma jeszcze starszy ołtarz buddyjski – stworzony przed trzystu laty. Zdobiony, z wieloma detalami, bardzo cenny; nie tylko materialnie. Od właściciela dowiedziałem się, że w Japonii ludzie modlą się każdego dnia o świcie i wiele domów ma przeznaczone do tego specjalne miejsce, ale tak cennego ołtarzu nie spodziewałem się zobaczyć.

Kategoria za granicą, z sakwami, kraje / Japonia, setki i więcej, po zmroku i nocne, na trzech kółkach, Japonia / Ishikawa, Japonia / Fukui, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Kanazawa

  75.10  04:28
Było nieznośnie upalnie, gdy ruszałem. Lato zbliża się powoli i obawiam się go, ale żeby nie było tak lekko, to po drodze jest jeszcze sezon deszczowy. Taki miesiąc bez roweru. Obym się mylił.
W sumie nie mam o czym pisać, bo droga była prosta. Gór niewiele, a gdy się pojawił garb, to i tak mogłem go pokonać tunelem. Koło południa pojawiły się chmury, więc przestałem się martwić prażącym słońcem. Aut też było jakby mało, a gdy wjechałem na drogi lokalne, to już całkiem jak na Islandii.
Do Kanazawy dostałem się po bocznych drogach, jadąc za miejscowymi rowerzystami. Potem to już tylko potłuc zęby, bo drogi dla rowerów z Toyamy to mrzonka mieszkańców Kanazawy. W końcu dostałem się do mieszkania Kariny z Brazylii, która zaprosiła mnie na dłużej. Będzie to moja baza wypadowa dla kilku wycieczek.
Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, Japonia / Toyama, Japonia / Ishikawa, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Toyama

  99.92  04:55
Lało od samego rana i miało tak być jeszcze przez pół dnia. Nie mogłem czekać, bo byłem umówiony w Toyamie na północy.
Gdy ruszałem, nie padało, ale po kilku kilometrach jazdy zaczęło lać jak na Islandii. Kurtka, która powinna wytrzymać kilka godzin deszczu zaczęła przeciekać strasznie szybko. Mimo że jechałem cały czas w dół rzeki, nie czułem ani odrobiny przyjemności. Najwyżej ulgę, że nie musiałem pokonywać żadnych gór.
Połowę dystansu do celu pokonałem po bardzo spokojnej drodze z setką tuneli. Padać przestało przed Toyamą. W końcu znalazłem też sklep i po kilku godzinach ciągłej jazdy mogłem się zatrzymać i zapełnić brzuch smacznym jedzeniem.
Dojechałem do domu Hien, która pochodzi z Wietnamu. Nie zastałem jej, więc zostawiłem przyczepkę i wybrałem się do miasta, bo zauważyłem na planie Toyamy zamek. Maleńki, ale równie ładny, jak inne japońskie budowle. Toyama posiada również sieć tramwajową oraz rower miejski (chyba pierwszy raz w Japonii widziałem takie rzeczy). Ten drugi był chyba powodem, dla którego większość krawężników została obniżona. Miasto ma u mnie plusa.
Wróciłem do domu Hien. Czekała na mnie wraz z dwójką Niemców podróżujących po świecie. Spędziliśmy wieczór, jedząc w stylu wietnamskim i rozmawiając na różne tematy. Polecam couchsurfing.com.

Kategoria na trzech kółkach, kraje / Japonia, z sakwami, za granicą, setki i więcej, Japonia / Gifu, Japonia / Toyama, wyprawy / Japonia 2017/2018, rowery / GT

Kategorie

Archiwum

Moje rowery