Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

góry i dużo podjazdów

Dystans całkowity:43449.67 km (w terenie 2880.12 km; 6.63%)
Czas w ruchu:2544:26
Średnia prędkość:16.81 km/h
Maksymalna prędkość:72.10 km/h
Suma podjazdów:467298 m
Suma kalorii:35974 kcal
Liczba aktywności:477
Średnio na aktywność:91.09 km i 5h 26m
Więcej statystyk

Pod Śmielcem

  11.02  01:00
Spodobała mi się zachodnia część Karkonoszy, więc ruszyłem na Przełęcz Karkonoską. Było gorąco i bezchmurnie, a na górze wiało. Zostawiłem rower i ruszyłem na szlak. Chciałem zobaczyć szlak z długą kładką po czeskiej stronie. Okazało się, że szlak był zamknięty, a kładka to źle oznaczona ścieżka.
Wróciłem na czerwony szlak. Doprowadził mnie niemal nad Śnieżne Kotły. Nie planowałem dalszej wspinaczki, bo widziałem je wczoraj. Wszedłem na szlak niebieski, a potem na zielony, który od Czarnego Kotła zrobił się bardzo wymagający. Pewnie dlatego nie spotkałem tam nikogo. Końcówkę drogi przeszedłem w świetle wieczornego słońca. Został zjazd po koszmarnej drodze i znalazłem się w mojej bazie. Wyszło 14 km na nogach.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, rowery / GT, wyprawy / Karkonosze 2024, Polska / dolnośląskie

Szrenica

  50.08  02:25
Zapowiadał się gorący dzień. Ruszyłem do Jeleniej Góry z planem. Podczas zjazdu wpadłem w dziurę i przebiłem tylne koło. Założyłem łatkę, ale puściła, więc założyłem zapasową dętkę. Gdy kończyłem pompować koło, zaczepił mnie rowerzysta i użył naboju z gazem, bo uważał, że pompka nie jest wydajna. Nabił chyba ponad 10 barów, bo jeszcze tak twardej opony nie miałem, a zwykle pompuję do 6 barów. Nic nie wybuchło, choć mam wiele obaw.
Nie zdążyłem na pociąg. Pojechałem do sklepu rowerowego po nową dętkę i świeży klej do łatek, bo może to on sprawia problemy. Do kolejnego pociągu miałem 2 godziny. Decyzja była jasna – ruszyłem do Szklarskiej Poręby rowerem, choć pierwotnie chciałem go zostawić na dworcu.
Przejechałem Szklarską po drodze z innej wyprawy. Zostawiłem rower przy parkingu i wszedłem na czerwony szlak ku Szrenicy. Ludzi dużo, ale zdecydowanie mniej niż pod Śnieżką. Na Szrenicy wiało okrutnie. Nie przeszkodziło mi to kontynuować marsz po przyjemnym odcinku Głównego Szlaku Sudeckiego. Doszedłem aż do Śnieżnych Kotłów. Tam zawróciłem, wszedłem na kamienisty szlak żółty, który od schroniska stał się wygodniejszy i wraz ze szlakiem zielonym doprowadził mnie do roweru. Końcówka przez las nie miała widoków.
Wjechałem na krajówkę, która zawiodła mnie do własnego śladu, po którym wróciłem do bazy. Dzisiaj wyszło 20 km pieszo.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, rowery / GT, wyprawy / Karkonosze 2024

Ogród japoński Siruwia

  14.45  00:58
Lało o poranku, a po wczoraj nie miałem wiele sił, więc zaplanowałem odwiedzić pobliski ogród japoński. Byłem w nim 8 lat temu. Cena biletów wystrzeliła w górę, ale pojawiło się kilka nowych atrakcji. Chmury zdołały zniknąć, a słońce psuło zdjęcia. Żeby uatrakcyjnić dzień, zjechałem do Podgórzyna, a potem wjechałem przez Zachełmie, trochę po szlakach nienadających się na kolarzówkę. Nawet rozpoznałem drogę, którą kiedyś jechałem przez Przesiekę. Na koniec wpadłem na niemal pionowe drogi.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, rowery / GT, wyprawy / Karkonosze 2024

Śnieżka 3.0

  21.17  01:22
Dzień zaczął się gorąco. Na szczęście przyszło zachmurzenie. Może trochę groziło, ale nie przyniosło opadów. Na dzisiaj zaplanowałem moje trzecie wejście na Śnieżkę. Pierwotnie chciałem wjechać na Przełęcz Karkonoską, aby przejść szlak czerwony, ale w dużej części zrobiłem to wczoraj. Ruszyłem do Karpacza. Po drodze wpadłem na trochę mokrego terenu. Zostawiłem rower przy wejściu do parku i wszedłem na szlak niebieski. Tak jak tabuny ludzi. Nawet spotkałem strażnika sprawdzającego bilety, a nie każdy je posiadał.
Wszedłem na chwilę na szlak żółty, aby zobaczyć Kotki (grupa skałek). Potem odbiłem na szlak zielony. Jak tam było pusto. Moje szczęście nie trwało długo, bo po dotarciu do szlaku czerwonego powróciły tłumy. Najgorzej było pod Domem Śląskim. Smród palaczy mieszał się z dymem z grilla. Zrezygnowałem z jabłecznika i poszedłem prosto na szczyt. Tłumom nie było końca, więc tylko pokręciłem się i wymyśliłem plan na powrót. Ruszyłem szlakiem niebieskim biegnącym po grani. To najgorszy szlak, jaki widziałem. Fekalia leżały w każdym zakamarku ścieżki. Po prostu odechciewa się chodzić po górach.
Odbiłem na szlak czarny przez Sowią Dolinę. Ostatni odcinek został zamknięty, a poinformowali o tym dopiero w miejscu zamknięcia. Jeden plus, że była mapa z propozycją obejścia, choć wydłużało to dystans trzykrotnie. Potem szlakiem zielonym wróciłem do Karpacza Górnego. Wyszło 26 km pieszo.
Ruszyłem rowerem w dół, wybierając minimum podjazdów. Ominąłem odcinek terenowy, choć potem i tak wjechałem na kolejny. Na szczęście wygodniejszy. Kilkoma skrótami udało mi się uniknąć utraty wysokości zanim wróciłem na bazę. Zaczynam myśleć, że wybrałem nocleg zbyt wysoko.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, rowery / GT, terenowe, wyprawy / Karkonosze 2024

W Karkonosze

  18.23  01:04
Ten pomysł chodził mi po głowie od powrotu ze Szkocji. Ruszyłem w góry, robiąc sobie bazę wypadową w Przesiece, jak parę lat temu, bo chciałbym pochodzić trochę po górach. Dojechałem pociągiem do Jeleniej Góry. Ta zaskoczyła mnie infrastrukturą rowerową. Pomijając dziwactwa antyrowerowe, to na jednej ulicy niedaleko dworca wymalowali pasy rowerowe. Potem już bez niespodzianek do Podgórzyna, zrobiłem zakupy i obładowany wjechałem do Przesieki. Na szczęście zdążyło wypadać się przed moim przybyciem.
Kategoria dojazd pociągiem, góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, rowery / GT, wyprawy / Karkonosze 2024

Słonecznik

  11.68  00:57
Lżejszy o kilka kilo bagażu wsiadłem na rower w kierunku Przełęczy Karkonoskiej. Było ciężko, bo robiłem postoje na bardziej stromych odcinkach, ale tym razem nie pchałem roweru. Na szczycie wiało, a mimo to temperatura była fantastyczna. Dojechałem do schroniska Odrodzenie, gdzie zostawiłem rower i wszedłem na szlak czerwony. Nie byłem tego pewien, bo zbliżał się wieczór, ale nogi mnie poniosły. Były duże kamole, trochę wody, dużo mgły i dotarłem do celu – formacji skalnej Słonecznik. Na drogę powrotną wybrałem szlak żółty w kierunku Pielgrzymów, a potem szlak zielony z drewnianymi kładkami. Złapał mnie zachód słońca, ale wróciłem do roweru i zjechałem po niebezpiecznie nierównej drodze zanim się ściemniło.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, rowery / GT, wyprawy / Karkonosze 2024

Zamek Huntly

  86.56  05:21
Obudziło mnie słońce. Poszedłem zapłacić za nocleg, bo wczoraj recepcja była już zamknięta i wyszedł najdroższy kemping w Szkocji. Do tej pory płaciłem 7,50–18 funtów, a za ten dałem 22 funty.
Zrobiło się pochmurno i chłodno, gdy w końcu ruszyłem. Wyglądało, jakby miało padać, ale szybko powróciły przejaśnienia. Dojechałem do miasteczka Huntly, gdzie stała ruina zamku. Jakoś tak wyszło, że wszedłem do środka. Może nie był to najbardziej wyposażony zamek, ale przynajmniej jakiś odwiedziłem.
Zaczęło kropić. Prognoza pogody przewidywała kilkugodzinny opad. Padało z różną intensywnością i czasem nawet przestawało, a czasem lało jak z cebra. Prognoza się nie sprawdziła, bo nie przestało padać, a pod koniec pojawiła się jeszcze mgła. Końcówkę przejechałem po ścieżce na dawnej linii kolejowej, od której chciałem zacząć tę całą podróż.
Dotarłem do domu gościnnego, z którego wyruszyłem. Zostawiłem tu na przechowanie karton na rower. Tandetny licznik Sigmy znów zamókł i kompletnie nie dało się nic z niego odczytać. Zaskoczyło mnie, że dzisiaj pękła tylko jedna szprycha.
Koniec przygody. W 25 dni przejechałem nieco ponad 2 tys. km. Miałem dużo obaw związanych z bezpieczeństwem w Wielkiej Brytanii, ale Szkoci okazali się być niezwykle przyjaznym narodem. To obcokrajowców należało unikać. Pogoda nie była zbyt udana. Jedni mówili, że taka jest Szkocja, inni, że to zbyt deszczowe lato. Widokowo udało mi się zobaczyć kilka przepięknych pejzaży. Jest to kolejny kraj, do którego chętnie wracałbym. Przy okazji przekroczyłem dystans 150 tys. km przejechanych od początku moich rowerowych przygód.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, po dawnej linii kolejowej, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

Pada kotami i psami

  83.41  05:30
Dzień zapowiadał się upalnie. Rozbiłem się w cieniu, więc namiot miałem mokry od rosy, ale przynajmniej nie usmażyłem się. Pojechałem do miasteczka trochę pozwiedzać, wypić kawę, zjeść drugie śniadanie i jakoś mi ten czas uciekł. Niebo przesłoniły chmury, potem zaczęło trochę padać. Jechałem dalej w nadziei na ucieczkę spod chmury i nawet mi się udało. Swoją drogą wjechałem na ładny szlak rowerowy wzdłuż linii kolei parowej. Zacząłem go beztrosko fotografować, aż znów zaczęło padać. Trochę mocniej, więc stanąłem pod drzewem. Na długo to nie wystarczyło, bo zaczęło lać jak z cebra (ang. raining cats and dogs, co dosłownie znaczy: pada kotami i psami). Takiego deszczu to ja dawno nie widziałem. Może w Norwegii. Drzewo już nie pomagało, więc ruszyłem, stając czasem pod kolejnymi. W końcu wyjechałem spod chmury, bo potem widziałem granatowe niebo za sobą.
Wjechałem na szlak na dawnej linii kolejowej, bo kusił drogą dla rowerów, ale ktoś po prostu nieudolnie oznaczył ścieżkę na OpenStreetMap. Mimo to dobrze było na chwilę odetchnąć od aut. Zdążyło nawet wyjść słońce, ale wkrótce kolejna chmura mnie goniła. Nie zdążyłem nawet wyschnąć, a znów skończyło się słońce. Na szczęście uniknąłem kolejnych pryszniców. Potem tylko widziałem deszcze na horyzoncie i różnej wielkości kałuże.
Obrałem za cel kolejny zamek i po raz kolejny nie zdążyłem. No cóż, nigdy nie byłem dobry w planowaniu. Większość planu tej wyprawy też poszła do kosza.
Pozostało tylko dostać się do ostatniego podczas tej podróży kempingu. Chmury groziły deszczem. Byłem przygotowany na prysznic, ale się nie doczekałem. Dzisiaj pękły dwie kolejne szprychy. W tym tempie mogę mieć jutro kłopoty z jazdą. Do tego przednia piasta od kilku dni wydaje dziwne dźwięki. Czeka mnie wiele pracy przy tym gruchocie.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą, po dawnej linii kolejowej

Wiadukty w Szkocji

  88.57  05:53
W nocy trochę popadało, więc było mokro. Wymieniłem szprychę bez ściągania koła, bo była tak łatwo dostępna. Mój ostatni zapas. Druga musi poczekać, ale pewnie wymienię wszystkie po powrocie, włącznie z piastą.
Było pochmurno, nawet chwilę mżyło, ale późnym popołudniem wyszło słońce. Widziałem mnóstwo kałuż w połowie trasy, więc dobrze być wolnym. Planowałem jechać do Muir of Ord, a potem kawałkiem szlaku NC500 do Inverness, ale to dodatkowe 30 km, więc wybrałem powrót mostem z wczoraj. Tylko dojazd trochę inną drogą – po szlaku rowerowym wśród pól uprawnych.
Przeprawa przez Inverness trochę zajęła. Źle się jeździ po brytyjskich miastach. Japońskie metropolie są dużo lepiej zoriganizowane. Zwłaszcza śmieszki są wygodniejsze.
Jechałem dzisiaj wzdłuż linii kolejowej biegnącej z Inverness do Perth. Nawet coś tamtędy jeździ, bo słyszałem za drzewami przejeżdżające pociągi. Wybrałem dzisiejszą trasę ze względu na dwa piękne wiadukty. Po drodze trafiłem też na kilka mniejszych. Ten najsłynniejszy, za sprawą filmów o młodym czarodzieju, wiadukt Glenfinnan mógł być mi po drodze, gdybym ruszył na Skye od południa. Może w przyszłości.
Znów musiałem się spieszyć i w sumie zdążyłem. Przede mną była góra, za nią wyraźnie oznaczony szlak rowerowy oraz widoki próbujące przedrzeć się przez drzewa. Brytyjczycy są dziwni. Podczas całej podróży nie widziałem ani jednej wieży widokowej. Punkty widokowe albo zarastają, albo są obsadzane drzewami, aby utrudnić dostęp do widoków (głównie ze względu na powstrzymanie erozji na poboczach, ale także olbrzymie tereny znajdują się w rękach prywatnych). Nie wiem, jak można nie umieć wykorzystać takiego potencjału. Przecież pogoda jest tu czasem znośna.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

Droga militarna generała Wade'a

  84.78  05:25
Kolejny pochmurny dzień. Dzisiaj jeszcze mniej słońca. Poranna rosa trochę zmoczyła namiot. Muszki atakowały mniej, ale obsiadły cały tropik, więc spakowałem się szybko, omijając śniadanie i równie szybko uciekłem.
Dojechałem do miasteczka Fort Augustus. Był otwarty sklep, nawet jakieś pamiątki się znalazły, zwłaszcza związane z Nessie. Powoli ruszyłem na północ – od wschodniej strony Loch Ness, gdzie były drogi lokalne. Od razu dostałem stromy podjazd do pokonania. Potem zrobiło się lżej. Przynajmniej póki nie zaczęła się mżawka. Na szczęście uciekłem spod chmury i na szczycie ukazała się panorama.
Droga na północ była raczej nudna, choć jechałem po szlaku rowerowym. Dużo wąskich dróg, pagórków, jeden wodospad i nic się nie działo. No, może poza tym, że kolejny raz wyprzedzał mnie idiota na blachach NL. Polskie wyprzedzanie „na gazetę” to luksus przy tym, co robią ci kretyni. Nie zamierzam odwiedzać Holandii, skoro każdy tam tak niebezpiecznie jeździ.
Dojechałem na północ Loch Ness, żadnych potworów. Za to potworne były drogi dla kaskaderów. Jest ich bardzo mało w Szkocji. Jednak to, co istnieje kompletnie nie nadaje się do jazdy. Koszmarnie nierówne, nie wspominając o szerokości. Całe szczęście prawo pozwala rowerzyście wybrać najbezpieczniejszą dla niego drogę.
Znalazłem się w Inverness. Większe miasto, więcej ludzi. Nie miałem ochoty go zwiedzać. Chciałem wejść na zamek, ale był akurat w remoncie. Ruszyłem po wysokim moście do kempingu. Znów w ciemno. Recepcja była zamknięta, a wisiała kartka, że wszystko zarezerwowane, ale zauważyła mnie opiekunka ośrodka i powiedziała, że uda się mnie wcisnąć. Muszek tu nie było, ale trochę popadało. Pękła kolejna szprycha. Mam dość tego koła.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Wielka Brytania, pod namiotem, rowery / Fuji, wyprawy / Szkocja 2024, z sakwami, za granicą

Kategorie

Archiwum

Moje rowery