Wybiło południe, gdy ruszyłem. Nadal mżyło, do tego wiało – najpierw boczny, potem w twarz. Nie jechało się dobrze. Do tego droga była ruchliwa, oczywiście trafili się śmiecie próbujący mnie zabić. To nie jest normalny kraj.
Za kolejnym miastem ruch zmniejszył się. Nawet czasem przestawało padać. Potem pojawiła się mgła, czasem też mżyło. Tam o dziwo wszyscy poruszali się przepisowo. Rozpoznałem krajobrazy sprzed dziesięciu lat.
Dotarłem do miasteczka Grindavík, które w 2023 roku zostało ewakuowane i na rok stało się miastem-widmo. Do dzisiaj życie tylko częściowo wróciło do normy. Usypali wały, aby ochronić resztę miasta, choć zagrożenie jest nieustanne, a groźba ewakuacji aktualna. Minąłem wiele punktów widokowych, ale znikoma widoczność uniemożliwiała dojrzenie czegokolwiek. Znalazłem się na kempingu. Przestało padać, więc miałem okazję odrobinę przeschnąć.




