Słońce czasem przypiekało, ale powietrze było jeszcze chłodne. Piachy na niektórych drogach dawały się we znaki. Rowery się zakurzyły. Przydała się chusta na twarz. Na drogę powrotną wypadł wschodni klin zieleni.
Amortyzator spisał się całkiem dobrze. Podchodziłem do niego sceptycznie, bo zwiększa wagę roweru, ale poprawił się komfort na nierównościach. Mam przyzwyczajenie do wstawania z siodełka na wertepach, więc parę dziur przegapiłem. Trochę też pływałem podczas przyspieszania, choć to już jest kwestia regulacji sztywności. Zdecydowałem, że zaopatrzę się w to ustrojstwo. Wcześniej miałem doświadczenie tylko z tanimi wersjami, które niekoniecznie działają przy pochylonej sylwetce.













