Ruszyłem rano. Na horyzoncie wisiały chmury, które szybko pokryły niebo. W prognozie były nawet przelotne deszcze. Dojechałem do Puszczy Noteckiej i zgodnie z planem pokonałem całą trasę. Tylko chwilę pokropiło. Zaraz połowa sezonu, a to dopiero pierwsza stówka.
