Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

rowery / Fuji

Dystans całkowity:40268.48 km (w terenie 3423.11 km; 8.50%)
Czas w ruchu:2109:19
Średnia prędkość:16.92 km/h
Maksymalna prędkość:71.80 km/h
Suma podjazdów:241631 m
Liczba aktywności:628
Średnio na aktywność:64.12 km i 3h 38m
Więcej statystyk

W końcu jesiennie

  31.93  01:38
Wróciłem do Poznania. Rozważałem wyskoczyć gdzieś dalej na weekend, ale prognoza pogody mnie zniechęciła. Nawet zaczęło kropić, gdy wyszedłem. Po pracy szybko robi się ciemno, więc urwałem się wcześniej, żeby uchwycić odrobinę jesieni, skoro łaskawie zawitała w mieście. Wybrałem oczywiście Lasek Marceliński. Dużo drzew straciło liście, ale były też te w pół zielone. Potem objechałem miasto i skoczyłem do tunelu na Junikowie. Lodowisko na Malcie już stoi, więc pewnie zastąpię rower łyżwami.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Park Śląski jesienią

  19.94  01:20
Miało padać, więc zatrzymałem się na dwa dni. Przespacerowałem się do Planetarium Śląskiego, by odświeżyć swoją wiedzę o wszechświecie. W międzyczasie przestało padać, więc po wykładzie wróciłem po rower i wybrałem się na krótką przejażdżkę. Przejechałem się po Parku Śląskim, który przypomina mi Lasek Marceliński. Odwiedziłem jeszcze Świętochłowice zanim się ściemniło. Czas zimowy jest zły.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / śląskie, rowery / Fuji, wyprawy / Wokół Tatr 2023

Velostrada Jaworzno

  68.70  04:19
Ruszyłem na zachód. Wpadłem najpierw na koszmarne piachy, a potem na drogę wysypaną kruszywem z nasypu kolejowego. Na szczęście to tylko kilka kilometrów męki.
W Jaworznie odwiedziłem arboretum ze stawem o lazurowej wodzie. Przynajmniej na letnich zdjęciach wyglądało to ładnie. W tym samym mieście znajdowała się rowerostrada. Odcinek miał tylko 4 km, po dwa pasy w każdym kierunku, ale mknęło się przyjemnie. Szkoda, że ruch był typowo polski – minąłem kilku jadących lewym pasem. Ciekawe, jakie absurdy można tam zaobserwować w sezonie.
Przejechałem przez brzydkie Mysłowice (mnóstwo witryn zlikwidowanych lokali usługowych przypominało mi wiele japońskich miasteczek, których okres świetności miał miejsce 50 lat temu), potem Katowice (przydałoby się tam spędzić kilka dni i pozwiedzać) i na koniec Park Śląski.
Kategoria kraje / Polska, po dawnej linii kolejowej, Polska / małopolskie, Polska / śląskie, rowery / Fuji, terenowe, wyprawy / Wokół Tatr 2023, z sakwami

Jesienna Dolina Prądnika

  52.10  03:19
Jesień w Krakowie niewiele się ujawniła. Ruszyłem do Doliny Prądnika, gdzie było więcej złota na drzewach. No, może już nawet wpadały w brąz. Zgodnie z prognozą zaczęło padać. Akurat przejeżdżałem obok wciąż czynnej restauracji, więc przeczekałem tam najgorsze. Tylko kropiło, gdy ruszałem. Kontynuowałem do Olkusza po śladzie sprzed roku. Odwiedziłem podziemia. Szacowane półtorej godziny to za mało, by poznać całą historię miasta. Prognozowany na wieczór deszcz chyba nie przyszedł.
Kategoria Dolina Prądnika, kraje / Polska, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, wyprawy / Wokół Tatr 2023, z sakwami

Ponownie Kraków

  80.67  04:26
Pojeździłbym jeszcze po górach, ale dla całej południowej Polski zostały wydane ostrzeżenia o silnym wietrze, a jutro ma padać. Zmieniłem plany i ruszyłem do Krakowa. Było bardzo słonecznie. Temperatura często przekraczała 20 °C. Na początek ruszyłem dawną krajówką, z której ruch został przejęty przez nową ekspresówkę. Mieszkańcy pewnie odetchnęli, bo ruch niemal zamarł. Potem zaliczyłem kolejną gminę i po znanych drogach (i korkach) dotarłem do Krakowa.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, wyprawy / Wokół Tatr 2023, z sakwami

Turbacz

  31.45  03:23
Chyba się wypadało, ale ciuchy nie zdążyły wyschnąć. O ile miałem zestaw zapasowy, o tyle musiałem jechać w mokrych butach. Na początek niefortunnie wybrałem szlak pieszy. Chciałem zaoszczędzić sobie zjazdu i podjazdu, a wyszło, że musiałem sprowadzać rower, bo było zbyt ślisko.
Wjechałem na szlak. Nie spotkałem na nim nikogo. Najpierw odrobina asfaltu, potem leśna droga. Luksus w porównaniu z resztą dnia. Jechałem tą drogą 10 lat temu, choć w przeciwnym kierunku. Temperatura przez cały dzień wahała się od 5 do 7 °C. Do polany jechało się bardzo wygodnie. Dopiero tam zaczęły się schody (dosłownie). Kilka razy musiałem pchać lub wciągać rower, aż dotarłem pod schronisko. Tam rower zostawiłem i wszedłem na szczyt, który nie był daleko. Tatry były zachmurzone, więc widoki po raz kolejny nie dopisały.
Rozgrzałem się kawą w schronisku (było tam mnóstwo ludzi) i ruszyłem w dalszą drogę. Nadal jechałem po śladzie sprzed 10 lat, ale tylko jeden odcinek mi zapadł w pamięć. Nie wiem czemu, bo duża część szlaku była technicznie wymagająca. Kamienie, błoto, ogromne kałuże. Nawet pieszo było ciężko, a ja tam z sakwami zsuwałem się. Najgorsze, że hamulce po jakimś czasie zaczęły działać gorzej. Mogłem zabrać zapasowe okładziny, bo po dzisiaj pewnie będą wymagały wymiany.
Dotoczyłem się do drogi, która na mapie wyglądała obiecująco. Nie chciałem męczyć się po szlaku, bo biegł jeszcze przez kilka szczytów. Obrana droga leciała w dół, ostro w dół. Odczułem problem z hamulcami, bo momentami musiałem wspomagać się nogami, aby zwolnić. Droga też kilka razy zmieniła się w potok. Odetchnąłem, gdy dotknąłem asfaltu. Zdecydowałem się zatrzymać w Rabce. Cały dzień w górach. Nogi odpadają.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, terenowe, wyprawy / Wokół Tatr 2023, z sakwami

Pieniny

  63.44  04:13
Prognoza na dzisiaj nie była najlepsza. Słońce rzadko wychodziło zza chmur. Ruszyłem po szlaku Velo Dunajec do Pienin. Wybetonowali go, postawili kilka wiat. Niestety jesień zdążyła przeminąć, zostawiając tylko kilka brązów. Przynajmniej ludzi nie spotykałem wielu.
Ruszyłem na północ, nadal po szlaku. Zaczęło padać. Z początku chowałem się pod wiatami, ale gdy woda dostała się do butów, zaczęło mi być wszystko jedno. Jechałem pod górę, aby dostać się do noclegu. Deszcz kilka razy ustał, ale nie na długo. Oby wypadało się do jutra.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, kraje / Słowacja, po zmroku i nocne, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, wyprawy / Wokół Tatr 2023, z sakwami, za granicą

Październik 2023 (Fuji)

  74.61 
Krótkie przejazdy.
Kategoria kraje / Polska, rowery / Fuji

Humorzaste Tatry

  111.43  06:35
Wczoraj opaliłem się w jesiennym słońcu, a dzisiaj chmury szybko zakryły niebo. Ruszyłem do Popradu po starym śladzie. Drogi nic się nie zmieniły. Pokręciłem się chwilę po mieście i ruszyłem dalej, wpadając na kolejne znajome okolice. Chmury tylko chwilami pozwalały słońcu oświetlić szczyty Tatr. Te przyćmiewały swoim majestatem wszystkie inne widoki wokół.
Chciałem coś zjeść, ale znalezienie restauracji z bezpiecznym miejscem dla roweru okazało się trudne. Wypatrzyłem coś pod Tatrami i zacząłem podjazd. Wiatr, który przez cały dzień był odczuwalny mniej lub bardziej, zaczął dokuczać.
Zjadłem ciepły posiłek i poczułem zmęczenie, choć nie miałem nawet połowy podjazdu w nogach. Szlak uciekał na leśne ścieżki. Był wymagający, ale przynajmniej nie czułem oddechu kierowców na karku. Złapał mnie zmierzch, więc zrezygnowałem z kolejnych dróg w lesie. Niestety mieszkańcy zdążyli nasmrodzić i jechałem przez ten gryzący smog. Potem ostatni stromy kilometr i znalazłem się na szczycie bez widoków. Było zbyt ciemno. Długi i chłodny zjazd obył się bez atrakcji. Spodobały mi się domki w wiosce Osturnia (słow. Osturňa). Powróciłem do Polski, gdzie smog dziwnie mniej drażnił.
W pobliżu kwatery nie było nic. Nadzieję dawała otwarta restauracja, ale na miejscu zastałem budynek zamknięty na cztery spusty. Zawróciłem do najbliższej stacji benzynowej, gdzie jedynym serwowanym posiłkiem była parówka w bułce (do tego ostatnia). Mogłem pomyśleć o kuchence.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, kraje / Słowacja, po zmroku i nocne, Polska / małopolskie, rowery / Fuji, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Wokół Tatr 2023, z sakwami, za granicą

Wokół Tatr bez Tatr

  115.85  07:21
Ruszyłem na poszukiwanie śniadania. Niestety wszystkie spotkane sklepy były zamknięte. Na stacji benzynowej stoisko z kanapkami wyczyścili. Przynajmniej mieli kawę, to zjadłem z tym, co miałem w sakwach.
Szlak biegł trochę po błocie, trochę po krajówce, czasami uciekał na boczne drogi. (Dwa odcinki pokryły się nawet z moją wyprawą na Węgry). Na drodze stanął Zamek Orawski. Niestety zmiana czasu na zimowy odebrała mi godzinę słońca, a zaplanowany dystans ograniczał mój czas. Pędziłem dalej.
Przede mną pojawił się stromy podjazd z krótką serpentyną, ale z jakimi widokami. Zarówno za plecami, jak i przede mną. Zwłaszcza przede mną, bo w końcu ukazały się Tatry – Niżne Tatry oraz Tatry Zachodnie.
Przez chłodną dolinę zjechałem do dróg z poprzedniej wycieczki wokół Tatr oraz do miast, w których znalazłem otwarte supermarkety. Niestety złapał mnie zmierzch i resztę wycieczki przyświecały mi światła roweru. To nic, bo jechałem po własnym śladzie sprzed dziewięciu lat. Na początku zdarzały się auta, bo zadziwiająco dużo tam zabudowań, ale im głębiej w las, tym robiło się spokojniej. Znikał także duszący smog, który po zmroku spowijał każdą wioskę. Tylko jedna para oczu sarny zaświeciła się w mroku. Asfaltowe drogi leśne chyba nic się nie zmieniły. Wjechałem nawet na chwilę na drogę biegnącą po nasypie dawnej kolejki leśnej, choć było tam trochę błota, jak na każdej drodze terenowej dzisiaj. Na ostatnich kilometrach zaskoczył niewielki deszcz, którego nie widziałem w prognozie.
Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Słowacja, po dawnej linii kolejowej, po zmroku i nocne, rowery / Fuji, setki i więcej, terenowe, wyprawy / Wokół Tatr 2023, z sakwami, za granicą

Kategorie

Archiwum

Moje rowery