Opad ustał, czasem nawet pojawiało się słońce, choć przez większość dnia przeważało zachmurzenie. Przedostałem się przez miasto i wjechałem do Doliny Prądnika. Tłumy pojawiły się dopiero w Ojcowie, ale tam zawsze tak było.
Ruszyłem w kierunku Kielc. Droga wiodła po wielu wzgórzach. Podjazdy zdawały się nie mieć końca. Znalazłem na mapie drogę położoną na dawnej linii kolejowej oraz ogród zen. Wjechałem na starą drogę krajową nr 7, z której ruch przeniósł się na ekspresówkę. Wciąż jednak zagubione owieczki jeździły tamtędy.




