Nad ranem padało. Ulice przeschły.
Trasę z Piwnicznej-Zdroju do Szczawnicy znałem. Była stroma i mogła być pełna błota, więc wybrałem drogę przez Słowację. Przede mną i tak były dwa podjazdy. Wczorajsza wędrówka po górach dała mi się we znaki. Na zjazdach robiło się chłodniej. Trafiłem na kilka szlaków rowerowych i asfaltowych ścieżek. Potem odcinek wzdłuż Popradu i dotarłem do Muszyny. W końcu odwiedziłem zamek, z którego rozciągały się widoki na okolice. Jutro ma lać.
